Witryna Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP


[Do chrześcijańskiej szlachty niemieckiego narodu o ulepszeniu chrześcijańskiego stanu]

ks. dr Marcin Luter

Szanownemu i dostojnemu Panu, Panu Mikołajowi z Amsdorfu licencjatowi Pisma świętego i Proboszczowi katedralnemu w Wittenberdze, memu szczególnie życzliwemu przyjacielowi.

Dr Marcin Luter

Najpierw łaska i pokój Boży, szanowny, czcigodny, miły Panie i Przyjacielu!

Czas milczenia upłynął i nadszedł czas, by mówić, jak powiada kaznodzieja salomonowy (3.7). Według naszego planu zgromadziłem pewne części, dotyczące ulepszenia chrześcijańskiego stanu, by je przedłożyć chrześcijańskiej szlachcie niemieckiego narodu. Może chce Bóg pomoc Kościołowi przez stan laicki, bowiem stan duchowny, któremu to więcej przynależy, stał się zupełnie znieczulony. Przesyłam to wszystko Waszej Dostojności do oceny i jeżeli potrzeba, do poprawienia. Wiem dobrze, że nie ujdę nagany, jakobym sobie za dużo pozwolił, iż jako poniżony i mało znaczący człowiek odważam się przemawiać do tak wielkich i wysokich stanów w tak doniosłych, wielkich sprawach, jak gdyby nie było już nikogo na świecie, tylko Doktor Luter, który się ujmuje za chrześcijańskim stanem i tak wysoko rozumnym ludziom rad udziela. Podtrzymuję moje usprawiedliwienie. Niechaj mnie za to gani, kto chce. Winienem może mojemu Bogu i światu jeszcze jedno głupstwo. Podjąłem się go obecnie, jeżeli mi się zechce udać, rzetelnie wypłacić i stać się też raz hłaznem nadwornym. Nie uda mi się to. to jednak mam jedną korzyść: Nie potrzebuje mi nikt kupować kapturu i grzebienia do strzyżenia. Jest jednak pytanie, kto drugiemu zawiesi dzwonek. Już więcej, niż. raz jeden, głupiec przemawiał mądrze i wiele razy ludzie mądrzy stali się grubijańsko głupcami, jak mówi Paweł (1 Kor. 3,18): "Kto chce być mądrym, stać się musi głupim". Ale ponieważ jestem nie tylko głupim, lecz także zaprzysiężonym Doktorem Pisma św., cieszę się, że mi się nadarza sposobność mojej przysiędze — właśnie w ten głupi sposób - zadosyć uczynić. Proszę, zechciejcie mnie u jako tako rozsądnych usprawiedliwić, bowiem na miłość i względy u najbardziej rozsądnych nie umiem sobie zasłużyć, czyniąc w tym względzie największe wysiłki, obecnie jednak nie pragnę ich szukać i poważać. Bóg niech nam dopomoże, byśmy nie naszej, lecz tylko Jego szukali czci. Amen.

Wittenberga w klasztorze Augustyanów w przedwieczór św. Jana Chrzciciela w r. 1520

Jaśnie oświeconemu, wszechpotężnemu cesarskiemu Majestatowi i chrześcijańskiej szlachcie niemieckiego narodu. Dr Marcin Luter

Łaska i moc od Boga w pierwszym rzędzie Tobie, Jaśnie Oświecony.
Łaskawi, mili Panowie!

Stało się to nie z samej zarozumiałości lub też zuchwałości, że ja pojedynczy biedny człowiek odważyłem się przemawiać wobec waszych wysokich dostojności. Nędza i ucisk, ciążący na wszystkich stanach chrześcijaństwa a nade wszystko na niemieckich ziemiach, doprowadziły nie tylko mnie. ale każdego do tego. by po wielokroć krzyczeć i domagać się pomocy. Obecnie i mnie zmusiły one. by krzyczeć, czy może Bóg nie dałby komuś ducha do podania ręki nędznemu narodowi. Już często czyniono wysiłki na soborach, lecz przez chytrość pewnych ludzi sprytnie je unicestwiono i nawet pogorszono i oto zdradzieckość i złośliwość tychże zamyślam obecnie - niech mi Bóg dopomoże - naświetlić, by raz przejrzeni, w przyszłości nie przeszkadzali ani też nie szkodzili. Bóg dał nam młodą szlachetną krew do głowy a przez to rozbudził w wielu sercach wielką, dobrą nadzieję. Przystoi też, by naszą cząstką do tego się przyczynić i dogodną godzinę z pożytkiem wykorzystać.

Pierwszą rzeczą, co w tej sprawie nade wszystko zrobić trzeba, jest. abyśmy z całą powagą mieli się na ostrożności i nie rozpoczynali czegoś ufni w naszą wielką moc czy też rozum, choćby nawet władza całego świata do nas należała. Bowiem Bóg nie może i nie chce znosić, by dobre dzieło rozpoczęte ostało w spoleganiu na własne siły i rozum. On je strąca na ziemię, przeciw temu nie ma ratunku, jak stoi napisane w psalmie 33,16: „Nie bywa król wybawiony przez wielkość wojska ani mocarz nie ujdzie przez wielką moc swoją". I z tej przyczyny, obawiam się, w dawniejszych czasach doszło do tego, że drodzy książęta, cesarz Fryderyk l i II oraz wielu innych niemieckich cesarzy przez papieży tak sromotnie nogami deptanych i uciskanych było, których przecież świat się lękał. Spolegali oni może więc na swej mocy, niż na Bogu i dlatego też upaść musieli. I cóż w naszych czasach krwipijcę Juliusza II. wyniosło tak wysoko, jak nie czego się boję. właśnie ta okoliczność, że Francja. Niemcy i Wenecja na sobie budowały. Synowie Benjamina pobili 42.000 Izraelitów dlatego, iż ci spolegali na własnej sile (Sędz. 19,20 itd.).

Aby się nam z szlachetną krwią Karola podobnie nie powiodło, musimy mieć pewność, że w tej sprawie mamy do czynienia nie z ludźmi, ale z książęty piekła, którzy mogą świat wypełnić wojną i krwi rozlewem, lecz przez to nie dają się pokonać. Należy tutaj, rezygnując z cielesnej przemocy, ująć sprawę w pokornym zaufaniu w Bogu i w poważnej modlitwie szukać u Boga pomocy i nic innego nie mieć przed oczyma, jak tylko boleść i nędzę biednego chrześcijaństwa, nie pytając o to, na co źli ludzie zasłużyli. 'W przeciwnym razie początek zabawy wykaże na pozór wielki rezultat, ale - gdy się pójdzie dalej wgłąb - spowodują złe duchy takie zamieszanie, że cały świat pławić się będzie musiał we krwi a mimo tego nic się nie osiągnie. Dlatego bójmy się tutaj Boga i postępujmy roztropnie. Im większa moc. tym większe nieszczęście, jeżeli się nie postępuje w bojaźni Bożej i w pokorze. Jeżeli papieże i rzymianie mogli dotychczas podburzać królów przeciwko sobie przy pomocy djabła, to mogą to jeszcze nadal czynić, jeżeli my z naszymi możliwościami i z naszą wiedzą postępować będziemy bez pomocy Bożej.

Papieżnicy postawili z wielką zręcznością trzy mury naokoło siebie i tym sposobem chronili się dotychczas tak, że ich nikt nie mógł reformować, na skutek czego całe chrześcijaństwo okrutnie upadło. Po pierwsze: Gdy się ich rąbnęło świecką władzą, wtedy twierdzili i powiedzieli, że świecka władza nie ma nad mmi prawa, lecz odwrotnie: duchowna stoi ponad świecką. Po drugie: Chciano ich osądzić na podstawie Pisma św., przeciwstawiając, że nikt nie ma prawa wykładać Pisma św., jak tylko papież. Po trzecie: Jeżeli im się grozi soborem, wtedy się wykręcają, iż nikt nie może zwoływać soboru, jak tylko papież. W ten sposób skradli nam skrycie trzy rózgi, by mogli uniknąć kary i usadowili się w bezpiecznym obwarowaniu tych trzech murów, by uprawiać łobuzerstwo i złość, które też obecnie oglądamy. I chociaż zmuszeni by urządzić sobór, jednak go przedtem jeszcze unieszkodliwili, zobowiązując przedtem jeszcze książąt pod przysięgą, by ich pozostawili tak. jakimi są. Prócz tego powierzyli papieżowi pełną władzę odnośnie całego porządku soboru tak. iż jest to bez znaczenia, czy się zwołuje wiele soborów albo żadnego, l tak nas tylko oszukują maskami i obłudą. Tak straszliwy mają lęk przed uczciwym wolnym soborem dla swojej skóry. I tak nastraszyli cesarzy i książąt, iż ci wierzą, że byłoby przeciw Bogu, gdyby się ich nie słuchało przy tej całej złośliwej perfidnej wrzawie. Niecił nam tedy dopomoże Bóg i da nam jeden z puzonów, by upadły mury Jerycha. byśmy te słomiane, papierowe mury zdmuchnęli i chrześcijańskie rózgi dla karania grzechu podnieśli a chytrość i oszustwo djabła naświetlili, abyśmy się przez karę poprawili i łaskę Jego z powrotem uzyskali.

Chcemy najpierw pierwszy mur zaatakować!

Wynaleziono, że papież, biskupi i lud klasztorny nazywani bywają stanem duchownym, książęta, panowie, rzemieślnicy i chłopi stanem świeckim, co jest wielkim kłamstwem i obłudą. Nie powinien jednak nikt z tych powodów popaść w nieśmiałość i to z następującej przyczyny: Wszyscy chrześcijanie są na prawdę stanu duchownego i nie istnieją między nimi żadne różnice, jak tylko przez urząd, jak mówi Paweł (I Kor. 12,12) itd., żeśmy wszyscy jednym ciałem, każdy jednak członek ma swą własną czynność, którą służy drugiemu. Wszystko to stąd się wywodzi, że mamy jeden chrzest, jedną ewangelię i wiarę jedną i równymi jesteśmy chrześcijanami. Bowiem chrzest, ewangelia i wiara, one jedynie określają stan duchowny i chrześcijański lud. Ze jednak papież czy biskup namaszczają, robią tonsury, ordynują, poświęcają, inaczej, niż laicy, się ubierają, to może robić kogoś obłudnikiem lub bałwanem naoliwionym, nigdy jednak nie czyni z niego chrześcijanina lub duchownego człowieka. Bywamy potem wszyscy razem poświęceni przez chrzest na kapłanów, jak św. Piotr (I Piotra 2,9) mówi: „Wy jesteście królewskim kapłaństwem i kapłańskim królestwem" i Obj. św. Jana 5,10:

„Uczyniłeś nas przez twoją krew królami i kapłanami". Bowiem gdybyśmy nie mieli żadnego wyższego święcenia, jak tylko to, którego udziela papież lub biskup, nie stałby się przez święcenia papieża i biskupów nigdy ktoś kapłanem, nie mógłby on też mszy odprawiać ani kazać ani udzielać absolucji. Dlatego święcenie biskupa nie jest nic innego, jak gdyby tenże zamiast siebie i dla całego zgromadzenia ze zboru, w którym wszyscy mają równe prawa, wybrał jednego i rozkazał mu to prawo wykonać dla innych, podobnie jak gdyby dziesięciu braci, synów królewskich, w równych częściach dziedziczyli i wybrali jednego, by tym dziedzictwem za nich zarządzał. Byliby oni wszyscy królami na równych prawach a jednak jednemu to zarządzanie byłoby powierzone. I żeby jeszcze wyraźniej powiedzieć: Gdyby gromadka pobożnych chrześcijańskich laików, wzięta do niewoli, uprowadzona została na pustkowie a oni nie mieliby wśród siebie wyświęconego kapłana czy biskupa i zgodnie wybraliby jednego spośród siebie bez względu na jego stan małżeński i powierzyliby mu urząd, by chrzcić, odprawiać mszę. udzielać absolucji i kazać, to byłby to faktycznie kapłan, jak gdyby go wyświęcili wszyscy biskupi i papieże. Stąd też pochodzi, że w koniecznym wypadku każdy może chrzcić i udzielać absolucji. co nie byłoby możliwe, gdybyśmy nie byli wszyscy kapłanami. Tę wielką łaskę i pełnomocnictwo chrztu i chrześcijańskiego stanu zniszczyli nam zgoła i obcym uczynili przez prawo duchowne. W podobny sposób wybierali w dawnych czasach chrześcijanie spośród zboru swych biskupów i kapłanów, którzy następnie zatwierdzani byli przez innych biskupów, bez wszystkiego przepychu, jaki dziś rządzi. Tak zostali biskupami św. Augustyn, Ambroży, Cypryan.

Ponieważ tedy świecka władza, podobnie jak my. jest ochrzczona, ma tę samą wiarę i tę samą ewangelię, musimy ją uznawać jako kapłanów i biskupów a jej urząd traktować jako taki. który należy chrześcijańskiemu zborowi i jest pożyteczny. Bowiem co się wynurzyło z chrztu, może się chlubić, że poświęcone już zostało na kapłana, biskupa i papieża, chociaż nie każdemu wypada ten urząd wykonywać. Bowiem, gdy wszyscy równomiernie jesteśmy kapłanami, nie powinien się nikt wynosić i rościć sobie pretensje, by bez naszego zezwolenia i wyboru czynić to, do czego my wszyscy mamy równe prawo. Bowiem co przysługuje zborowi, nie może nikt przywłaszczyć sobie bez woli i rozkazu zboru. I gdyby się stało, że ktoś wybrany do swojego urzędu został usunięty z powodu nadużycia, byłby on znowu takim, jak przedtem. Dlatego powinienby kapłan w chrześcijaństwie mieć takie same stanowisko, jak urzędnik: jak długo jest w urzędzie, przoduje przed wszystkimi. Jeżeli jest usunięty, jest chłopem czy obywatelem, jak inni. Zupełnie tak kapłan nie jest więcej kapłanem, gdy został usunięty. I oto wynaleźli characteres indelebiles i paplą, że usunięty kapłan pomimo tego jest czymś innym, aniżeli zwykły laik. Ba, nawet marzą, że kapłan nie może być niczym innym, jak tylko kapłanem i nigdy więcej nie może być laikiem. Wszystko to są przez ludzi wymyślone twierdzenia i prawa.

Wynika z tego, że między laikami, książętami, biskupami a jak mówią, między duchownymi i świeckimi nie istnieje w ogóle żadna różnica, jak tylko na skutek ich urzędu czy ich czynności, a nie na skutek ich szczególnego stanu. Bowiem są oni wszyscy stanu duchownego, prawdziwi kapłani, biskupi i papieże, maja jednak nie jedna i tę samą czynność — podobnie jak i wśród kapłanów i zakonników nic wykonuje każdy tej samej czynności. I to jest zdanie św. Pawła Rzym. 12,4 ff i l Kor. 12.12 ff i św. Piotra 2,9 l Piotra, jak powyżej powiedziałem, że jesteśmy wszyscy ciałem głowy Jezusa Chrystusa i członkiem jeden drugiego. Chrystus nie posiada dwu czy dwojakich rodzajów ciała, jednego świeckiego i jednego duchownego, jedna jest tu głowa i jedno ciało On posiada. Podobnie, jak ci których się nazywa obecnie duchownymi czy kapłanami czy biskupami czy papieżami, w stosunku do innych chrześcijan nie są godniejsi lub też mocniejsi, jak tylko przez to, że mają zarządzać Słowem Bożym i Sakramentami - to znaczy przez swą czynność i swój urząd - tak też ma świecka zwierzchność miecz i rózgę w ręku, złych nimi karać a pobożnych bronić. Szewc, kowal, chłop — każdy ma urząd i zajęcie swego zawodu, a przecież oni wszyscy są w równej mierze poświęconymi kapłanami i biskupami i każdy winien swoim urzędem i swą czynnością być innym pożytecznym i do służby gotowym, by w ten sposób różne czynności wszystkie we wspólnocie ciało i duszę wzmacniały, podobnie jak wszystkie członki ciała służą sobie wzajemnie.

Patrz oto, jak po chrześcijańsku jest to zarządzone i powiedziane, że świecka zwierzchność nie stoi ponad duchowieństwem i nie może jej też karać. Jest to tak samo trafnie powiedziane, jak: ręka nie śmie nic czynić, gdy oko znosi wielkie cierpienie. Czyż nie jest to rzeczą nienaturalną -- nie mówiąc już jak niechrześcijańską - że jeden członek drugiemu pomóc i jego zgubie zapobiec nie może? Tak, im szlachetniejszy jest członek, tym więcej inne członki pomóc mu winny. Dlatego mówię: Ponieważ świecka władza od Boga jest ustanowiona, by złych karać a pobożnych bronić, należy jej urząd swobodnie i bez przeszkody pozostawić do wykonywania przez całe ciało chrześcijaństwa, nie szczędząc nikogo, czy to papieża, biskupów, kapłanów, mnichów, zakonnice czy też kogokolwiek innego. Gdyby to wystarczyło świecką władzę ograniczyć, iż jest ona szczuplejszą pośród chrześcijańskich urzędów, aniżeli urząd kaznodziejów i spowiedników lub stanu duchownego, tedy należałoby też nie dopuścić do tego, by krawcy, szewcy, kamieniarze, cieślowie, kucharze, piwniczowie, chłopi i wszystkie inne zawody papieżowi, biskupom, kapłanom i mnichom przygotowywali obuwie, ubranie, mieszkania, jedzenie i picie lub też tymże czynsz składali. Jeżeli jednak pozostawi się tym laikom swobodne wykonywanie ich czynności, cóż poczną wtedy rzymscy pisarczycy z ich prawami, chcąc się wymigać działaniu świeckiej władzy, aby tylko mogli bez przeszkody zło płodzić i pełnić, o czym mówił św. Piotr (II Piotra 2,1.3) "Powstaną między wami fałszywi nauczyciele i fałszywymi, zmyślonymi słowy będą was podchodzić, by was sprzedać w worku".

Dlatego też winna świecka chrześcijańska władza wykonywać swój urząd swobodnie i bez przeszkody, bez względu na to, czy to jest papież, biskup czy kapłan, którego to trafi. Kto winien, niechaj cierpi. Co duchowne prawo przeciwko temu powiedziało, jest czystą zmyśloną rzymską zuchwałością. Bowiem tak mówi Paweł wszystkim chrześcijanom: (Rzym. 13,1 itd): "Każda dusza (myślę: papieżowa także!) ma być poddana zwierzchności. Bowiem nie darmo nosi ona miecz, służy nim Bogu dla karania złych i na chwałę pobożnych". Także św. Piotr mówi (I Piotr 2,13): "Bądźcież tedy poddam wszelkiemu ludzkiemu urzędowi dla Boga. który to tak chce mieć". On też zwiastował, że przyjdą ludzie, którzy świecką zwierzchnością pogardzać będą (11 Piotr 2,10) Jak się też to stało przez duchowne prawo.

A zatem sądzę, że ten pierwszy mur papierowy leży powalony, bowiem świecka władza stała się członkiem chrześcijańskiego ciała i aczkolwiek jest dziełem cielesnym, to jednak jest stanu duchownego. Dlatego jej działanie rozwijać się winno swobodnie i bez przeszkody we wszystkich członkach całego ciała, karać i przepędzać, gdzie wina na to zasługuje lub też konieczność tego wymaga, bez względu na to, czy papież, biskup, kapłan, choćby grozili lub też wyklinali, jak chcą. Stąd to pochodzi, że winą obciążeni kapłani, gdy się ich przekazuje świeckiemu prawu, uprzednio pozbawieni zostają kapłańskiej godności, co przecież nie byłoby słuszne, gdyby świecki miecz z Boskiego porządku nie miał przedtem mocy nad nimi. Jest też za dużo, że się tak wysoko stawia duchownych wolność, ciało i dobra w duchownym prawie, jak gdyby laicy nie byli tak samo duchownymi, dobrymi chrześcijanami, jak tamci, lub jak gdyby nie należeli oni do Kościoła. Dlaczego tak wolne jest twoje ciało, życie, dobro i cześć, a moje nie. gdy przecież jesteśmy równymi chrześcijanami, równe mając: chrzest, wiarę, ducha i wszystkie rzeczy? Jeżeli kapłan zostaje zabity, to na kraj spada interdykt, dlaczego nic podobnego gdy zabity zostaje chłop. Skąd się bierze taka wielka różnica między równymi chrześcijanami? Tylko z ludzkich praw i ludzkiego zmyślenia.

Nie musi to być dobry duch, który wynalazł taki wyjątek i grzech zupełnie bezkarnym uczynił. Bowiem jeżeli mamy obowiązek walczyć przeciw uczynkom i słowom złego ducha i przepędzać go. jak tylko możemy i jak nakazuje nam Chrystus i Jego apostołowie, to skąd potem przychodzilibyśmy do tego, by siedzieć spokojnie i milczeć, gdy papież lub jego spółka djabelskie płodzą słowa lub czyny? Mielibyśmy dla upodobania się ludziom dopuścić, by Boskie przykazanie i prawda zostały obalone, które przy chrzcie przysięgliśmy bronić ciałem i życiem - do prawdy, wzięlibyśmy winę na się za wszystkie te dusze, któreby w ten sposób zostały opuszczone i uwiedzione. Stąd musiał to sam antychryst powiedzieć, co stoi w duchownym prawie: Gdyby papież był tak szkodliwy i zły. iżby dusze tłumnie prowadził do djabła, nie możnaby go mimo tego usunąć. Na takim przeklętym djabelskim gruncie budują w Rzymie i mniemają, że lepiej, aby cały świat szedł w diabły, aniżeli by ktoś ich łajdactwu opór stawiał. Gdyby to, iż jeden stoi nad drugim, miało być już wystarczającym powodem, by go nie karać, nie mógłby żaden chrześcijanin drugiego karać. Bowiem Chrystus nakazuje, by każdy uważał się za najniższego i najmniejszego.

Gdzie jest grzech, tam nie ma już żadnego wykrętu przeciw karze, jako też św. Gregory pisze, że jesteśmy wprawdzie wszyscy równi, ale wina czyni jednego podległym drugiego. Oto widzimy, jak się obchodzą z chrześcijaństwem! Ci, którzy Boga i apostołów oddali pod władzę świeckiego miecza, przywłaszczają sobie wolność z własnej samowoli bez jakiegoś dowodu z Pisma św. tak, iż należy się obawiać, że jest to gra antychrysta albo jego bezpośredniego poprzednika.

Drugi mur jest jeszcze luźniejszy i niezdarniejszy, mianowicie, że chcą sami być mistrzami Pisma, aczkolwiek przez całe życie w nim się nie uczą. Przywłaszczają sobie sami zwierzchność i tumanią nas bezczelnymi słowy, że papież nie może się mylić w wierze, czy jest zły lub uczciwy — i na to nie mogą okazać nawet jednej litery. Stąd to pochodzi, że tyle kacerskich i niechrześcijańskich, nawet nienaturalnych ustaw znachodzi się w duchownym prawie, o czym obecnie nie ma co mówić. Bowiem ponieważ mniemają, że Duch św. ich nie opuści, chociażby byli bodajże jak nieuczeni i źli, jakby tylko mogli, stają się odważnymi ustanawiać, co tylko chcą. I gdyby to było prawdą, do czego wtedy Pismo św. byłoby potrzebne lub pożyteczne? Spalmy je i zadowólmy się nieuczonymi panami w Rzymie, w których mieszka Duch św., który przecież tylko uczciwymi sercami władnąć może. Gdybym tego nie czytał, byłoby mi nie do wiary, że diabeł w Rzymie mógłby tak niezdarnie rzecz upozorować i zyskać wzięcie.

Jednak ponieważ nie chcemy z nimi szermować słowami, zechciejmy naprowadzić Pismo święte. Święty Paweł mówi (I Kor. 14,30): "Jeśliby też komuś coś lepszego objawione było, choćby tenże siedział i drugiego w Słowie Bożym słuchał, powinien ten pierwszy, który mówi. zamilknąć i przed tamtym się usunąć". Cóżby to przykazanie miało za cel, gdyby tylko temu należało wierzyć, który mówi lub też siedzi na pierwszym miejscu? Także Chrystus powiada. Jan 6,45. że wszyscy chrześcijanie przez Boga winni być nauczani. Może się tedy wydarzyć, że papież i jego adherenci są źli, nie są prawdziwymi chrześcijanami i przez Boga nauczani, nie mają, prawdziwego zrozumienia, a że z drugiej strony prosty człowiek ma to prawdziwe zrozumienie. Dlaczego nie miano by go wtedy słuchać? Czy papież nie mylił się wielokrotnie? Któż by chciał chrześcijaństwu pomagać, gdy papież zbłądził, jeżeliby się nie wierzyło innemu więcej, niż papieżowi, i to takiemu, za którym przemawia Pismo?

Dlatego jest też to karygodny wynalazek i gadulstwo, nie mogą oni ani jednej litery naprowadzić, którą mogliby stwierdzić, że jest sprawą jedynie papieża wykładanie Pisma lub też potwierdzenie jego wykładu. Oni przywłaszczyli sobie sami tę władzę. I chociaż udawają. jakoby władza ta nadana została św. Piotrowi, gdy mu wręczone zostały klucze. Mat. 16.19, to przecież jasne jest, że klucze te wręczone były nie tylko św. Piotrowi, ale całemu zborowi. Prócz tego klucze te przeznaczone są nie dla nauczania lub panowania, lecz dla związywania i rozwiązywania grzechu i jest to wszystko zupełnie zmyślone, co sobie prócz tego z racji kluczy przypisują. Gdy jednak Chrystus mówi do Piotra (Łuk. 22,32): "Prosiłem dla ciebie, by wiara twoja nie ustawała", to nie może się: to odnosić do papieża. Bowiem większa część papieżów była bez wiary, co sami przyznać muszą. Prócz tego Chrystus modlił się nie tylko za Piotra, lecz także za wszystkich apostołów i chrześcijan, jak mówi św. Jan 17,9,20: "Ojcze, proszę za tych. których mi dałeś, a nie tylko za tych. lecz za wszystkich, którzy przez ich Słowo we mnie wierzą". Czyż nie jest to dosyć wyraźnie dowiedziane?

Rozważ to przecież u siebie: Muszą oni przyznać, że wśród nas są dobrzy chrześcijanie, którzy mają prawdziwą wiarę, ducha, zrozumienie, słowo, myśli Chrystusowe. Ba, dlaczegóż miano by wtedy ich słowo i zrozumienie odrzucać i słuchać papieża, który nie ma ani wiary ani ducha. To by się nazywało wyprzeć się wszystkiej wiary i chrześcijańskiego kościoła! Dalej: Nie musi przecież tylko sam papież mieć słuszności, jeżeli artykuł jest prawdziwy: Wierzę w święty Kościół chrześcijański. Boć inaczej musielibyśmy się modlić: Wierzę w papieża w Rzymie i w ten sposób umieścić Kościół chrześcijański zupełnie w jednym człowieku, a to byłoby nic innego, jak tylko diabelski i piekielny błąd.

Prócz tego jesteśmy przecież wszyscy kapłanami, jak uprzednio powiedziane, mamy wszyscy jedną wiarę, jedną ewangelię, jeden i ten sam sakrament. Czemuż wtedy nie mielibyśmy też mocy. zakosztować i osądzić, co w wierze jest prawdziwe lub nieprawdziwe? Gdzież pozostaje słowo ap. Pawła l Kor. 2,15: „Duchowny rozsądza wszystko, lecz sam od nikogo nie bywa rozsądzany" i 11 Kor. 4,13: "Wszyscy mamy jednego Boga wiary". Jak nie mielibyśmy tak dobrze, jak niewierzący Papież, wyczuwać, co jest zgodnie według wiary lub też nie. Dzięki tym wszystkim i wielu innym wyrokom winniśmy być pełni otuchy i poczuć się wolnymi a ducha wolności, jak go Paweł nazywa, II Kor. 3,17, nie dać przepłoszyć przez wymysły papieskie, lecz żwawo poprzez wszystko, co tamci robią czy nie robią, osądzać według naszego wierzącego zrozumienia Pisma i zmusić tychże, by postępowali według lepszego a nie własnego zrozumienia. Musiał wszakże przed czasami Abraham słuchać swojej Sary, która mu przecież więcej ostro była podległa, aniżeli kto inny na ziemi (I Mojż. 21.12). Podobnie oślica Bileama była rozsądniejsza aniżeli sam prorok (IV Mojż. 22,28). Jeżeli Bóg przemówił przez oślicę przeciw prorokowi, dlaczego nie mógłby On mówić przez porządnego człowieka przeciw papieżowi? Także św. Paweł karci Piotra jako błądzącego, do Galat. 2.11 itd. Dlatego jest powinnością każdego chrześcijanina ująć się za wiarą, tęże zrozumieć i bronić jej a wszystkie błędy potępiać.

Trzeci mur upada sam od siebie, gdy dwa pierwsze upadły. Bowiem jeżeli papież postępuje wbrew Pismu, jesteśmy obowiązani stanąć w obronie Pisma a tamtego skarcić i zmusić go według słowa Chrystusa: Mat. 18,15: „A jeśliby zgrzeszył przeciwko tobie brat twój, idź, upomnij go sam na sam: jeśliby zaś nie usłuchał, przybierz sobie jeszcze jednego albo dwóch. A jeśliby ich nie usłuchał, powiedz zborowi. A jeśliby zboru nie usłuchał, niech ci będzie jako poganin". Tutaj każdemu członkowi jest nakazane mieć troskę o drugiego. O ileż więcej winniśmy tedy czynić wysiłki, gdy publiczny kierujący członek źle postępuje i przez swoje postępowanie innym wiele szkody i zgorszenia wyrządza. Jeżeli mam go postawić w stan oskarżenia przed zborem, tedy muszę też zbór ten zgromadzić.

Nie mają też oni uzasadnienia z Pisma na to, że jedynie papieżowi przynależy zwoływać sobór lub go potwierdzać, lecz tylko swoje własne ustawy, które jedynie o tyle mają znaczenie, o ile nie są szkodliwe chrześcijaństwu i Bożym ustawom. Jeżeli tedy papież zasługuje na karę. tracą takie ustawy znaczenie, ponieważ byłoby to ze szkodą dla chrześcijaństwa nie karać go przez sobór.

Tak czytamy też Dzieje Ap. 15,6, że sobór apostolski zwołał nie św. Piotr, lecz wszyscy apostołowie i najstarsi. Gdyby to było przypadło w udziale samemu św. Piotrowi, nie byłby to sobór chrześcijański, lecz kacerskie conciliabulum. Także najsławniejszego soboru w Nicei nie zwołał ani też nie zatwierdził biskup rzymski, lecz cesarz Konstantyn i po nim robiło to samo wielu innych cesarzy, a jednak były to sobory najwięcej chrześcijańskie. Atoli gdyby sam papież był miał tę władzę, wszystkie te sobory byłyby musiały mieć charakter kacerski. I gdy patrzę na te sobory, które papież spowodował, nie znajduję też, żeby na nich coś szczególnego zostało dokonane.

Dlatego, gdy konieczność tego wymaga i papież zgorszenie daje chrześcijaństwu winien każdy co najprzedniejszy jako wierny członek całego ciała pomóc do tego, by doszedł do skutku prawdziwy wolny sobór a tego nie potrafi nikt tak dobrze, jak świecki miecz, zwłaszcza, że jego nosicielami są też współchrześcijanie. współkapłani, współduchowni, współwładni we wszystkich sprawach. Ich też jest powinnością swój urząd i swe działanie, powierzone im nad każdym przez Boga. rozwijać swoim trybem, gdy tego potrzeba wymaga i jest pożyteczne. Nie byłoby to rzeczą nienaturalną, gdyby w mieście wybuchł pożar a każdy stałby spokojnie i dopuściłby do tego, by ogień rozprzestrzeniał się na wszystko tylko dlatego, iż nie mieliby upoważnienia burmistrza lub też może zacząłby płonąć dom burmistrza. Czyż każdy obywatel nie jest obowiązany drugich do czynu rozruszać i wołać. O ileż więcej winnoby się to dziać w duchownym mieście Chrystusowym, gdy się rozpala ogień zgorszenia, już to w rządzie papieża czy też gdziekolwiek indziej. To samo dzieje się też, gdy nieprzyjaciele napadną na miasto, wtedy zasługuje na cześć i dziękczynienie ten. który drugich jako pierwszy stawia na nogi. Dlaczegóż wtedy nie miałby zasłużyć sobie na szacunek ten, który sygnalizuje piekielnych wrogów i chrześcijan budzi i zwołuje?

Jednakże nie ma żadnego sensu gadanie o ich władzy, o której chlubnie mówią, że nie wolno się jej sprzeciwiać. Nikt w chrześcijaństwie nie ma władzy szkodę wyrządzać lub też zabronić, by szkodę powstrzymać. Nie ma władzy w kościele, jak tylko ta do naprawy. Przeto gdyby papież chciał użyć władzy, by przeszkodzić odbyciu się wolnego soboru, przez co naprawa kościoła zostałaby zatrzymana, wtedy nie powinniśmy uznawać go oraz jego władzy, l gdyby wyklinał i piorunował, wtedy należałoby to z pogardą traktować jako próbę wariata i jego w spoleganiu na Bogu wykląć i przepędzić, jak tylko można. Bowiem ta jego uzurpowana władza jest niczym, on jej też nie posiada i szybko bywa obalona wyrokiem Pisma. Bowiem Paweł mówi do Koryntian (II Kor. 10,8): "Bóg dał nam moc nie ku zepsuciu chrześcijaństwa, lecz ku zbudowaniu". Któż chce ten wyrok przeskoczyć? Jest szatana i antychrysta moc, która temu przeszkadza, co służy do poprawy chrześcijaństwa. Dlatego nie należy jej słuchać, lecz jej opór stawić ciałem, majątkiem i wszystkim, na co nas stać.

I choćby nawet stał się jakiś cudowny znak za papieżem przeciwko świeckiej władzy lub też przytrafiło się utrapienie, jak się chełpią, że się stało kilkakrotnie, wtedy należy w tym widzieć nic innego, jak tylko czyn szatana, bo nam brak wiary w Boga, jak to zwiastował Chrystus, Mat. 24,24: "Powstaną w mym imieniu fałszywi
Chrystusowie i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, by zwieść i wybranych", a św. Paweł mówi Tesalończykom (II Tes. 2,9 itd.), że antychryst przez szatana wielkim się stanie w znakach i cudach kłamliwych.

A przeto tego się trzymajmy: Chrześcijańska moc nic nic wskóra przeciw Chrystusowi. jak mówi św. Paweł, II Kor. 13,8: „Nie możemy nic czynić przeciw  Chrystusowi, lecz dla Chrystusa". Jeżeli jednakże moc podejmuje coś przeciw Chrystusowi, jest ona mocą antychrysta i szatana, chociażby nawet spuszczała na  ziemię cuda i plagi, jak deszcz czy grad. Cuda i plagi niczego nie dowodzą, osobliwie w tym ostatnim najgorszym czasie, o którym w Piśmie zwiastowane są fałszywe cuda. Przeto musimy się trzymać słów Bożych w mocnej wierze a wtedy na pewno diabeł poniecha swoje cuda.

Tak tedy — mam nadzieję — winien fałszywy, kłamliwy stracił, którym papieżnicy nasze sumienia przez długi czas czynili lękliwymi i bojaźliwymi. leżeć na ziemi podeptany. Są oni z nami wszystkimi w równej mierze podlegli mieczowi i nie mają żadnego pełnomocnictwa wykładać Pismo samą mocą i bez wiadomości. Nie mają też oni mocy przeszkodzić soborowi lub go według swego upodobania ograbić, zobowiązać i pozbawić go swobody. A jeżeli to czynią, to są oni naprawdę społecznością antychrysta i diabła i od Chrystusa nie mają nic. jak tylko nazwę.

Przypatrzmy się teraz punktom, nad którymi należałoby na soborach właśnie obradować i którymi zajmować by się mieli właściwie dzień i noc papieże, kardynałowie. biskupi i wszyscy uczeni, jeżeli by miłowali Chrystusa i Jego Kościół. Jeżeli tego jednak nie czynią, to lud i świecki miecz winni o to zadbać bez względu na ich klątwy i piorunowanie. Bowiem niesprawiedliwa klątwa lepsza jest, aniżeli 10 prawdziwych absolucji a niesprawiedliwa absolucja jest gorsza, aniżeli dziesięciokrotnie sprawiedliwa klątwa. A przeto zbudźmy się. mili Niemcy, i bójmy się więcej Boga. aniżeli ludzi, by nie spadła na nas wina za wszystkie biedne dusze, które tak żałośnie przez haniebny diabelski rząd papieżników idą na zatracenie, gdzie diabeł codziennie coraz więcej zdobywa grunt pod nogami — jeżeli jeszcze jest możliwe, że tak piekielny rząd może być jeszcze gorszy, czego przecież nie mogę pojąć i w to uwierzyć.

Po pierwsze jest to rzeczą straszną i zastraszającą widzieć, jak ten najwyższy w chrześcijaństwie, który się szczyci być zastępcą Chrystusa i następcą św. Piotra, tak po światowemu i wspaniale żyje, że go pod tym względem żaden król ani żaden cesarz nie może doścignąć i z nim się równać, że w tym, który się pozwala nazywać najświętszym i najduchowniejszym, panuje więcej światowy zmysł, aniżeli go ma sam świat. Nosi on trojaką koronę, podczas gdy najwyżsi królowie noszą tylko jedną koronę. Jeżeli się to zgadza z ubogim Chrystusem i św. Piotrem, to jest to nowy rodzaj zgodności. Drżą się, że jest to rzeczą kacerską mówić coś przeciw temu. Lecz nie chce się też słyszeć tego, jak niechrześcijańskie i nienabożne jest takie zachowanie się. Mniemam jednak, że gdyby Boga prosił nawet ze łzami, musiałby przecież tę koronę odłożyć. Bowiem Bóg nie może tolerować buty. A jego urząd nie powinien by być niczym innym, jak tylko codziennie płakać za chrześcijaństwo i modlić się i dawać przykład wszelkiej pokory.

Niechaj temu będzie, jak chce. W każdym razie taki zbytek wzbudza zgorszenie, a papież winien jest przy zbawieniu swych dusz zbytek ten usunąć, bowiem św. Paweł mówi (I Tes. 5,22): "Wstrzymujcie się od gestów wszelkiego rodzaju, które wywołują zgorszenie", a do Rzym. 12,1 7: "Winniśmy dobre świadczyć nie tylko w oczach Bożych, lecz także przed wszystkimi ludźmi". Papieżowi wystarczyłaby prosta korona biskupa. Odnośnie wiedzy i świętości powinien być on większy, niż inni a koronę pychy pozostawić antychrystowi, jak jego poprzednicy przed kilkuset laty. Mówią, że jest on panem świata i to jest kłamstwo. Bowiem Chrystus, którego namiestnikiem i urzędnikiem tenże chlubi się być. powiedział przed Piłatem (Jan 18,36): ,,Królestwo moje nie jest z tego świata". Nie może jednak żaden namiestnik dłużej rządzić, aniżeli jego pan. Nie jest on też namiestnikiem wywyższonego, lecz ukrzyżowanego Chrystusa, jak mówi Paweł (I Kor. 2,2): ..Albowiem uważałem za rzecz potrzebną nic innego między wami umieć, jak tylko Jezusa Chrystusa i to onego ukrzyżowanego". A do Filip. 2,5 itd.: "Albowiem niech w was będą te same myśli, jakie i w Jezusie Chrystusie, który poniżył samego siebie, przyjąwszy postać niewolnika". Dalej I Kor. 1,23: "Opowiadamy Chrystusa ukrzyżowanego". I oto robią papieża namiestnikiem wywyższonego w niebie Chrystusa a poniektórzy dopuścili diabłu rządzić w sobie tak mocno, że myśleli, iż papież jest ponad aniołami w niebie i ma nad nimi panować. To są po prawdzie czyny prawdziwego antychrysta.

Po drugie. Po cóż w chrześcijaństwie potrzebny jest lud, który się nazywa kardynałami? To chcę ci powiedzieć! Włoskie i niemieckie kraje mają wiele bogatych klasztorów, zakładów, dóbr lennych i probostw. One to nie umiano lepiej sprowadzić do Rzymu, jak tylko przez mianowanie kardynałów i nadanie im na własność biskupstw, klasztorów, prałatur i w ten sposób zdeptano Służbę Bożą. Dlatego widzi się dziś. że Włochy są zupełnie opustoszałe: klasztory są zniszczone, biskupstwa strawione, prałatury i dochody wszystkich kościołów ściągnięte do Rzymu, miasta upadły, kraj i ludność zrujnowane, ponieważ nie odprawia się żadnego nabożeństwa i nie wygłasza się żadnego kazania. Dlaczego? Kardynałowie muszą mieć dobra. Żaden Turek nie potrafiłby Włoch tak zniszczyć i Służbę Bożą tak spostponować.

Ponieważ Włochy są obecnie wyssane, przychodzą do niemieckiego kraju, zaczynają ostrożnie. Ale patrzmy: Niemcy mają być wkrótce zrównane z Włochami. Mamy już kilku kardynałów. Czego papieżnicy przez to poszukują, tego nie śmią rozumieć pijani Niemcy, aż nie będą mieli więcej żadnego biskupstwa, klasztoru, probostwa, dobra lennego, halerza czy też feniga. Antychryst musi posiadać skarby ziemskie, jak jest zwiastowane. Tak się to dzieje: Usuwa się pianę z góry z biskupstw, klasztorów i dóbr lennych a ponieważ nie odważają się jeszcze wszystko sprofanować, jak to uczynili Włochom, przeto stosują tymczasem świętą chytrość: złączyć razem 10 lub 20 prałatur i od każdej oderwać rocznic jeden kawałek, by mimo tego wyrosła z tego suma. Probostwo w Wuerzburgu daje tysiąc guldenów, to samo w Bambergu daje też coś, Mainz. Trier itd., tak można zebrać tysiąc guldenów lub dziesięć tysięcy, by kardynał w Rzymie żył sobie jak bogaty król.

Jeżeliśmy się do tego przyzwyczaili, to zechciejmy w jednym dniu mianować 30 lub 40 kardynałów i jednemu np. zechciejmy ofiarować górę klasztorną w Bambergu a do tego biskupstwo w Wuerzburgu, do którego przynależy kilka bogatych probostw, aż kościoły i miasta opustoszeją, a wtedy zechciejmy powiedzieć, że jesteśmy zastępcami Chrystusa i pasterzami owiec Chrystusowych głupi, pełni Niemcy muszą to tolerować! Radzę jednakże, by mianowano mniej kardynałów lub też by papież żywił ich ze swych dóbr. Dwunastu byłoby zupełnie dosyć i każdy z nich mógłby mieć roczny dochód 1000 guldenów. Skądże my Niemcy przychodzimy do tego, byśmy musieli tolerować ten rabunek i to łupienie naszych dóbr przez papieża? Jeżeli przed tym obroniło się królestwo Francji, dlaczego my Niemcy mamy się dać tak okpiwać i za błaznów uchodzić. Byłoby wszystko o wiele znośniejsze, gdyby nas w ten sposób okradano tylko z dobra, lecz przez to rujnują kościół i obdzierają owce Chrystusowe z ich pobożnych pasterzy i niweczą Służbę Bożą i Słowo Boże. I gdyby nie było żadnego już więcej kardynała — nie upadłby z tego powodu kościół. Oni przecież nic nie czynią, co służy chrześcijaństwu, tylko o pieniądze i spory o biskupstwa i prałatuły troszczą się a to mógłby też czynić każdy rabuś.

Po trzecie. Gdyby dworowi papieża pozostawiono tylko setną część a odebrano dziewięćdziesiąt dziewięć części, byłby on pomimo tego dosyć wielki, by w pytaniach wiary dać odpowiedź. Wszelako jest w tym Rzymie takie robactwo i owrzodzenie i wszystko nazywa się papieskim, że i w Babilonie nie istniał taki stan. Samych pisarzy papieskich jest więcej, niż 3000, któż chce policzyć innych urzędników? Jest tyle stanowisk, że można je zaledwie policzyć. I ci wszyscy ludzie czekają na fundacje i dobra lenne w Niemczech, jak wilk na owce. Mniemam, że Niemcy dają obecnie papieżowi w Rzymie daleko więcej, niż uprzednio cesarzom. Ba, niektórzy mniemają, że rocznie więcej niż trzysta tysięcy guldenów idzie z Niemiec do Rzymu — zupełnie na próżno i darmo, my za to zbieramy nic, jak tylko kpiny i hańbę. I my dziwimy się jeszcze, że książęta, szlachta, miasta, fundacje, kraj i ludzie ubożeją. Mielibyśmy się dziwić, że mamy jeszcze co jeść.

A ponieważ tutaj szczególnie my w grę wchodzimy, chcemy trochę przystanąć i pokazać, że my Niemcy nie jesteśmy tak zupełnie ciężkimi idiotami, żebyśmy o rzymskich praktykach nic nie wiedzieli albo rozumieli. Nie podnoszę skargi, by w Rzymie pogardzane były Boże przykazanie i chrześcijańskie prawo. Bowiem tak dobrze nie jest obecnie w chrześcijaństwie, zwłaszcza w Rzymie, byśmy nad tak wzniosłymi sprawami skargi wywodzić mogli. Nie podnoszę też skargi i z tego powodu, by naturalne i świeckie prawo i rozsądek nic nie znaczyły, wszystko leży jeszcze o wiele głębiej. Skarżę, że nie przestrzegają swojego przez siebie wymyślonego prawa duchownego, które przecież już samo przez się jest więcej czystym tyraństwem i skąpstwem, pełnym światowej pychy, aniżeli prawem. Chciejmy to widzieć.

Zezwolili niegdyś niemieccy cesarze i książęta papieżowi na roczne daniny ze wszystkich dóbr lennych niemieckiego narodu, to znaczy połowę dochodów pierwszego roku z każdego dobra lennego. Zezwolenie zostało udzielone jednakże w tym celu, by papież z tego wielkiego dochodu nagromadził skarb do walki przeciw Turkom i niewiernym oraz celem ochrony chrześcijaństwa, by szlachcie nie przychodziło zbyt ciężko prowadzić walkę o własnych siłach, lecz by duchowieństwo dla tego celu też się czymś przyczyniło. To proste pobożne usposobienie niemieckiego narodu wykorzystali papieże w tym celu. by te pieniądze inkasować do dziś przez więcej, niż 100 lat i z tego uczynić stałą ważną opłatę i zobowiązanie i już nic nie zbierać, lecz oprzeć na tym na nowo wiele urzędów i stanowisk w Rzymie, by nimi opłacać pensje rokrocznie, jak z regularnego podatku. Gdy się tedy głosi, że należy prowadzić wojnę przeciw Turkom, tedy wydają odezwę, by zbierać pieniądze. Częstokroć wydaje się też odpust z tym samym nagłówkiem, że się musi prowadzić wojnę przeciw Turkom, zawsze w tym samym mniemaniu, że głupi Niemcy nie powinni ustawać w odgrywaniu roli zatwardziałych do śmierci błaznów i tylko zawsze dawać pieniądze, by zadosyć uczynić ich niesłychanej zachłanności, chociaż widzimy w całej jawności, jak oni z dochodów daniny ani z pieniędzy odpustowych czy też z żadnego innego źródła nie wydają jednego halerza przeciw Turkom, ale wszystko razem wpływa do jednego worka bez dna. Kłamią i oszukują, postanawiają i robią z nami układy, których ani o włos nie myślą dotrzymać a następnie nazywa się, że uczyniło to święte imię Chrystusa i św. Piotra.

Tutaj winienby naród niemiecki, biskupi i książęta trzymać z chrześcijańskimi ludźmi i lud im powierzony dla rządzenia i chronienia go w cielesnych i duchownych dobrach osłaniać przed takimi drapieżnymi wilkami, któreby w ubraniu owczym podawały się za pasterzy i władców. A ponieważ daniny roczne tak bezczelnie bywają nadużywane i nie dotrzymuje się też tego, co jest przyrzeczone, nie powinniby swego kraju i ludzi tak bezlitośnie i bez wszelkiego prawa ciemiężyć i niszczyć, lecz przez ustawę króla czy też całego narodu wstrzymać daniny roczne lub je znowu znieść. Bowiem ponieważ inni nie dotrzymują, co jest przyrzeczone, nie mają też oni prawa do danin a biskupi i książęta zobowiązani są tę kradzież i rabunek karać lub przynajmniej powstrzymać, jak tego prawo wymaga.

W tym winni oni papieżowi pomóc i wzmocnić go, jeżeli może sam jest on za słaby przeciw temu wybrykowi lub w razie gdyby chciał on jeszcze to osłaniać i utrzymać, winni go jako wilka i tyrana odeprzeć i jemu się przeciwstawić, bowiem nie ma on władzy czynić złe lub też je bronić, l jeżeli już chce się przeciw Turkom zebrać taki skarb, powinnibyśmy nareszcie być nauczeni doświadczeniem i widzieć, że naród niemiecki mógłby go lepiej zachować, niż papież. Bowiem naród niemiecki ma sam dosyć ludzi do walki, gdy są pieniądze. Z daninami ma się tak, jak to już było z wielu innymi rzymskimi twierdzeniami.

Dalej. Otóż rok między papieżem i rządzącymi biskupami i fundatorami został tak podzielony, że papież ma 6 miesięcy, zawsze jeden nad drugim, tak, iż rozdawać może lenna, które w jego miesiącu są wolne. W ten sposób prawie wszystkie lenna bywają odprowadzane do Rzymu, szczególnie te najlepsze beneficia i dygnatury. l te, które w ten sposób przypadają Rzymowi, me wracają już potem nigdy, chociażby w przyszłości nie były więcej wolne w papieskim miesiącu. W ten sposób fundatorzy bywają ukróceni i jest to prawdziwy rabunek, który sobie powziął nic nie pozostawić. To też jest on już dojrzały i jest czas najwyższy, by skasować zupełnie papieskie miesiące i wszystko, co przez to poszło do Rzymu, z powrotem wydrzeć. Książęta i szlachta winni czuwać nad tym by skradzione dobro wróciło z powrotem, by złodzieje zostali ukarani a ci, którzy nadużywali swych praw, prawa te utracili. Jeżeli się utrzymuje i ma znaczenie, gdy papież w dzień po swym wyborze w swej kancelarii tworzy postanowienia i ustawy, według których nasze fundacje i beneficja bywają rabowane, do czego nie ma on żadnego prawa, toby raczej należało, by cesarz Karol w dniu po swojej koronacji wydał postanowienie i ustawę, że w całych Niemczech nie wolno żadnego lenna ani żadnego beneficja przez miesiąc papieski odprowadzać do Rzymu a cokolwiek już odeszło, by zostało zwolnione i przez rzymskich rabusiów zwrócone, do czego ma on z urzędu prawo mocą swego miecza.

I oto nie mogła rzymska Stolica sknerstwa i rabunku doczekać się czasu, by jej przypadły w udziale wszystkie lenna przez miesiąc papieski, jedno po drugim, lecz się śpieszy według woli swego nienasyconego kałduna wszystkie w najkrótszym czasie zagrabić dla siebie. Tak tedy wymyślił on sobie poza rocznymi i miesięcznymi daninami taki mały znalazek, by lenna i beneficja zatrzymane zostały w Rzymie jeszcze na trzy inne sposoby. Po pierwsze: jeżeli ktoś posiadający wolne beneficium, umrze w Rzymie lub w drodze do Rzymu, wtedy musi to beneficium przypaść na wieczną własność rzymskiej (powinien bym powiedzieć ,,rabunkowej") Stolicy. Lecz oni mimo tego nie chcą się zwać rabusiami, aczkolwiek o takim rabunku nikt kiedykolwiek nie słyszał albo też nie czytał.

Po drugie. Jeżeli ktoś posiada lenno lub je też otrzymuje taki, który należy do służby papieża lub kardynałów albo jeżeli ktoś, który już przedtem posiadał lenno potem w grono służby papieża lub też kardynała został przyjęty — któż może wtedy zliczyć służbę papieża i kardynałów, gdzie przecież papież, gdy tylko odbywa konną przejażdżkę, ma koło siebie trzy czy cztery tysiące jeźdźców na mułach, na złość wszystkim cesarzom i królom! Bowiem Chrystus i św. Piotr chodzili pieszo, by ich namiestnicy tym więcej pysznić się i paradować mogli. I oto chciwość zdziałała mądrą rozwagę i spowodowała, że także poza obrębem wielu według tytułu należy do papieskiej służby jak w Rzymie tak, iż teraz na wszystkich miejscach samo podstępne słówko "służba papieska" wszystkie lenna odnosi rzymskiej Stolicy i na wieki na tym ciąży. Czyż nie są to jątrzące szatańskie wymysły? Uważajmy tylko: Moguncja, Magdeburg, Halberstadt mają jeszcze ładnie pójść do Rzymu i urząd kardynalski ma być dosyć drogo zapłacony. To też zechciejmy wszystkich niemieckich biskupów zrobić kardynałami, by na zewnątrz nic nie zostało.

Po trzecie, gdy się w Rzymie rozpocznie spór o lenno, jest to, myślę, najzwyklejsza i największa droga, na której zanosi się beneficja do Rzymu. Bowiem gdy u nas nie ma sporu, to w Rzymie znajdują się niezliczone łobuzy, którzy spór spod ziemi wygrzebią i zaczepią beneficja, gdzie tylko chcą. Wtedy to musi niejeden porządny kapłan swoje beneficium utracić lub też spór kwotą pieniędzy wyrównać na pewien czas. Takie lenna, które prawnie czy nieprawnie trzyma się przy pomocy sporu, muszą też na zawsze należeć rzymskiej Stolicy. Nie byłoby żadnym cudem, gdyby Bóg zesłał z nieba siarkę i piekielny ogień i Rzym pogrążył w przepaści, jak to uczynił przed czasami z Sodomą i Gomorą. Cóż ma do rzeczy papież w chrześcijaństwie, jeżeli jego władzy nie używa się do niczego więcej, jak tylko do takich wielkich czynów karygodnych a on je chroni i wykonuje? O wy szlachetni książęta i panowie, jak długo chcecie wasz kraj i ludzi wydać bez obrony na łup takim drapieżnym wilkom.

Ponieważ taki podstęp nie wystarczył, i czas chciwości, by wszystkie biskupstwa zagrabić, trwał za długo, wynalazła moja kochana chciwość przynajmniej to, by biskupstwa z nazwą na zewnątrz i ze swą ziemią pozostały w Rzymie i żeby tedy żaden biskup nie mógł być zatwierdzony, jeżeliby sobie nie kupił pallium za wielką kwotę pieniędzy i nie zobowiązał się pod budzącymi zgrozę przysięgami być posłusznym sługą papieża. Stąd też to pochodzi, że żaden biskup nie odważa się powziąść czegoś przeciw papieżowi. Tego też chcieli papieżnicy z przysięgą i w ten sposób najbogatsze biskupstwa popadły w długi i zgubę. Moguncja, słyszę, daje 20.000 guldenów — to też są papieżnicy. Jak mi się wydaje! Oni już na pewno przed czasem ustalili w duchownej ustawie, że pallium należy dać za darmo, że służba papieska ma być zredukowana, że spory mają zostać pomniejszone a fundatorom i biskupom ma ich wolność pozostać nienaruszona. Lecz to nie chciało przynosić pieniędzy, to też kartę odwrócono i biskupom i fundatorom odebrano wszelką władzę. Siedzą oto jako cyfry, nie mają ani urzędu ani mocy jeszcze coś robić, lecz główne łobuziaki w Rzymie kierują wszystkimi sprawami zgoła aż na urząd zakrystjana i dzwonnika we wszystkich kościołach. Wszystkie spory zostają ściągnięte do Rzymu i każdy za pełnomocnictwem papieskim robi, co chce. Co się stało w tym roku? Biskup Strassburgu chciał w posłuszeństwie Bogu swoim zakładem porządnie kierować i reformować i ułożył kilka pobożnych i chrześcijańskich artykułów, które temu celowi miały służyć. Lecz mój miły papież i święta rzymska Stolica zdeptały zupełnie i potępiają ten święty duchowny porządek na prośby duchowieństwa. To się nazywa paść owce Chrystusowe! Tak należy wzmocnić plecy kapłanów przeciw ich własnemu biskupowi i chronić ich nieposłuszeństwo przeciw ustawom Boskim! Na takie publiczne zhańbienie Boga nie odważy się — spodziewam się — antychryst. Tu macie papieża, jakiegoście chcieli! Dlaczego to? Do prawdy, gdyby jakiś kościół miał być reformowany, to byłby to niebezpieczny początek. Na Rzym musiałaby tu przyjść kolej. Wtedy należałoby raczej żadnego kapłana pozostawić zgodnie z drugim, jak to dotąd mieli zwyczaj poróżnić książąt i królów i świat napełnić krwią chrześcijan, by tylko jedność chrześcijan nie obarczyła robotą świętej rzymskiej (kurii) Stolicy przez reformowanie.

Dowiedzieliśmy się dotychczas, jak się obchodzą z beneficjami, które podupadają i stają się wolnymi. Oto załatwiają się za mało za delikatną chciwość. Dlatego skierowała ona swą pieczołowitość także na lenna, które mają jeszcze ich zarządcy tak, że i one muszą być zwolnione, chociaż nie są wolne - i to na rozmaity sposób. Po pierwsze czatuje ona na to, gdzie są tłuste prebendy czy biskupstwa, które ma w posiadaniu stary czy chory lub też na pozór niezdolny mąż. Takiemu przydziela św. Stolica wbrew jego woli i bez jego podziękowania koadjutora, to znaczy pomocnika, li tylko na korzyść koadjutora, ponieważ ten należy do służby papieskiej lub też łoży za to pieniądze czy też w jakiś sposób zasłużył się przez rzymską służbę pańszczyźnianą. Wtedy ustać musi potem wolny wybór kapituły lub też prawo tego, który ma utracić prebendę i wszystko tylko do Rzymu!

Po drugie istnieje słówko, nazywa się to Komendy, tzn. gdy papież jakiemuś kardynałowi lub też jednemu ze swoich ludzi do zatrzymania bogaty tłusty klasztor lub kościół, podobnie jak gdybym ci wręczył do zatrzymania 100 guldenów. To znaczy nie dać klasztoru lub go wypożyczyć, także nie zburzyć go czy też znieść nabożeństwa, lecz dać do zatrzymania, nie po to, by go miał zachować i budować, lecz by wypędził stamtąd osoby, brał dobra i czynsze i osadził jakiegoś odszczepionego zbiegłego mnicha, który otrzymuje rocznie 5 lub 6 guldenów i przez dzień siedzi w kościele i pielgrzymom sprzedaje odznaki i obrazeczki tak, iż nie odbywa się tam już żadne śpiewanie lub czytanie. Bowiem gdyby się to nazywało niszczyć klasztory i kasować nabożeństwa, musiałoby się wtedy nazwać papieża burzycielem chrześcijaństwa, który znosi nabożeństwo, bowiem on czyni to naprawdę z mocą. Byłaby to w Rzymie twarda mowa, dlatego musi się to nazywać Komendą albo przekazaniem klasztoru do zatrzymania. W ten sposób może papież cztery lub więcej klasztorów w roku zrobić Komendami, przy czym jeden z nich ma dochodu więcej, niż 6000 guldenów. Tak pomnażają w Rzymie Służbę Bożą i utrzymują klasztory. Tego można się w niemieckich krajach też nauczyć.

Po trzecie istnieją pewne lenna, które nazywają „incompatibilia", których według porządku duchownego prawa nie można równocześnie posiadać, jak np. dwie parafie, dwa biskupstwa itd. Tutaj uwija sobie święta rzymska Stolica i chciwość z duchownego prawa, co następuje, że dodaje do niego objaśnienia, te nazywają się „unio" i „incorporatio", tzn. że łączy ze sobą liczne "incompatibilia" w jedno ciało tak, iż jedno ma być członkiem drugiego, a ponieważ uznawane bywają jako jedno beneficium, tedy nie są one więcej incompatibiliami i świętemu prawu duchownemu stało się zadosyć, że już nigdzie nie wiąże więcej, jak tylko tych, którzy takich objaśnień od papieża i jego Datariusa nie odkupują. Tego rodzaju jest też "unio", tzn. "zjednoczenie", że tenże liczne tego rodzaju lenna sprzęga razem jak wiązkę drzewa i dla tego sprzężenia uważane one bywają wszystkie jako lenno. Tak spotyka się w Rzymie takiego dworaka, który dla siebie samego posiada 22 parafie, 7 probostw do tego 44 beneficia a do tego wszystkiego dopomaga mu mistrzowskie objaśnienie i sprawa, że to nie sprzeciwia się prawu. Co tedy mają kardynałowie i inni prałaci, niech rozważy każdy u siebie. Tak należy Niemcom worek wypróżnić i przepędzić swawolę.

Jednym z objaśnień jest też „administratio", tzn. że ktoś prócz swego biskupstwa ma opactwo albo digniturę i posiada całe dobro, tylko pełnego imienia nie śmie on mieć, lecz winien się nazywać jedynie administratorem. Bowiem jest w Rzymie wystarczające. gdy się zmieniają tylko słówka a nie rzeczywistość, tak jakbym oświadczył, że gospodyni prostytutek ma się nazywać burmistrzynią a jednak pozostać tak uczciwą, jak jest. Ten rzymski reżim zwiastował św. Piotr, gdy mówi II Piotra 2,3: "Przyjdą fałszywi nauczyciele, którzy przez chciwość pięknymi słówkami kupią was sobie, by zysk dla siebie wyciągnąć".

Wymyśliła też miła rzymska chciwość zwyczaj, że sprzedaje i wypożycza się prebendy i lenna ze względu na korzyść i że sprzedawca lub handlarz zatrzymuje dla siebie przypadek zwrotu i pretensje do nich tak, iż w wypadku śmierci posiadacza przypada lenno temu, który je przedtem sprzedał, wypożyczył lub opuścił. W ten sposób uczynili z prebend dobra dziedziczne, że nikt więcej nie wchodzi w rachubę, chyba że sprzedawca zechce mu je sprzedać lub też swoje prawo do niego przekazać testamentem. Oprócz tego jest wiele ludzi, którzy lenno przekazują innemu tylko tytularnie, przez co nie otrzymuje on ani halerza. Jest też to już stary zwyczaj, że jeden drugiemu oddaje lenno z zastrzeżeniem pewnych kwot rocznego procentu, co niegdyś było symonią i więcej podobnych rzeczy, których nie da się wyliczyć. I tak obchodzą się z prebendami haniebniej, aniżeli poganie pod krzyżem z szatami Chrystusa.

Lecz wszystko dotąd powiedziane jest w Rzymie zupełnie stare i stało się zwyczajem. Jeszcze coś wymyśliła chciwość, to będzie, spodziewam się, to ostatnie, czyni się ona udławi. Papież ma szlachetny mały wynalazek, nazywa się on pectoralis reservatio, tzn. zastrzeżenie swojego serca, et proprius motus, i wolną arbitralność swej władzy. To się tak dzieje: Jeżeli ktoś uzyska w Rzymie lenno, które dla niego zostaje zapieczętowane i we wszelkiej formie zapisane, jak tam jest zwyczaj, a przychodzi inny, który przynosi pieniądze lub też ma jakieś zasługi, o których nie warto mówić i prosi o to lenno dla siebie u papieża, wtedy daje on temu a drugiemu odbiera. Gdy potem się mówi. że on nie ma słuszności, wtedy najświętszy ojciec musi mieć usprawiedliwienie, by nie był tak publicznie karcony jako człowiek, który działa przemocą przeciw prawu i mówi, że w swym sercu i umyśle zatrzymał to lenno dla siebie i swej władzy do decydowania, gdzie przecież za życia nigdy o tym nie myślał lub słyszał i tak sobie wymyślił małe "wyjaśnienie", że we własnej osobie kłamać, oszukiwać i każdego małpować i za błazna trzymać może, a to wszystko bez wstydu i przed całą publicznością. A pomimo tego chce on być głową chrześcijaństwa i pozwala sobą kierować publicznymi kłamstwami od złego ducha.

Ta swawola i to zakłamane zastrzeżenie papieża wywołują w Rzymie taki stan, że go nikt opisać nie może. Jest tam kupowanie, sprzedawanie, wymienianie, zamienianie, upajanie się, kłamanie, oszukiwanie, rabowanie, kradzenie, chełpliwość, nierząd, łajdactwo i wszelkie możliwe wyszydzanie Boga tak, iż antychrystowi nie jest możliwe więcej bluźnierczo rządzić. Jest niczym Wenecja, Antwerpia, i Kairo w porównaniu z tym jarmarkiem i szachrajstwem w Rzymie, tylko że tam rozsądek i prawo bywają respektowane, tutaj zaś dzieje się, jak chce sam diabeł. I z tego morza płynie ta sama cnota na cały świat. Nie mieliby się tacy ludzie słusznie bać przed reformacją i wolnym soborem i raczej wszystkich królów i książąt przeciw sobie podżegać, aby tylko przez ich jedność żaden sobór nie doszedł do skutku? Któż to bowiem może tolerować, by jego łajdactwo, gdy jest tak wielkie, wyszło na światło dzienne?

W końcu urządził papież dla tych wszystkich interesów handlowych magazyn, to jest dom Datariusa w Rzymie. Tam to muszą iść ci wszyscy, którzy na ten sposób handlują lennami i prebendami i od niego musi się odkupić te „objaśnienia" i interesy i on też otrzymuje pełnomocnictwo uprawiać to łajdactwo. Jeszcze przed czasem działo się w Rzymie łaskawie, kiedy musiano prawo kupić lub je też pieniędzmi ukryć. Ale obecnie zrobiło się w Rzymie tak cudownie, że nikt nie pozwala uprawiać łajdactwa, dopóki to nie zostało okupione pieniędzmi. Czyż nie jest to dom rozpusty, ponad wszystkie domy prostytutek, które sobie można pomyśleć, wtedy nie wiem, co to jest dom prostytutek.

Masz tedy w tym domu pieniądze, to możesz te wszystkie wspomniane rzeczy nabyć i to nie tylko te, lecz tutaj bywa za pieniądze rzetelnie usprawiedliwione wszelkiego rodzaju lichwiarstwo, wszelkie skradzione i zrabowane dobro. Tutaj bywają śluby unieważnione, tutaj udzielana bywa mnichom wolność wystąpienia z zakonu, tutaj jest małżeństwo dla duchownych wystawiane na sprzedaż, tutaj mogą dzieci nierządnic zostać uznane za ślubne, tutaj bywa wszelka niesława i hańba wywyższona do godności, tutaj wszelkie złe błędy i plamy bywają pasowane na rycerzy i uszlachetniane. Tutaj musi być tolerowane małżeństwo, zawarte w zakazanych stopniach lub też mające jakąś wadę. O cóż to za taksowanie i zdzierstwo rządzi tutaj tak, iż zdaje się, jakoby wszystkie duchowne ustawy wydane zostały po to, by powstało tylko jak najwięcej postronków z pieniędzy, z których uwolnić się musi. kto ma być chrześcijaninem. Ba, tu diabeł jest święty i do tego Bogiem! Czego nie potrafią niebo i ziemia, to potrafi ten dom. Nazywa się: "Compositiones", tak naturalnie compositiones. tak confesiones. O jakże skromnym skarbem jest cło nad Renem w porównaniu z tym świętym domem!

Niechaj nikt nie myśli, że powiedziałem za wiele. Wszystko jest jawne tak, iż nawet w Rzymie przyznać muszą, iż jest to straszniejsze i gorsze, aniżeliby można powiedzieć. Jeszczem nie poruszył prawdziwej zupy z dna piekła dotyczący osobistych rozpust, nie chcę też jeszcze tego czynić. Mówię tylko o zwykłych, powszechnie znanych rzeczach a mimo tego nie mogę ich wyczerpać słowami. Winiliby biskupi, duchowieństwo a przede wszystkim doktorowie uniwersytetów, którzy za to biorą wynagrodzenie, z obowiązku jednomyślnie przeciw temu pisać i krzyczeć. Tak, odwróć kartę a znajdziesz.

Brakuje teraz jeszcze zakończenia i to muszę też dać. Ponieważ bezgraniczna chciwość nie miała dosyć wszystkich tych skarbów, którymi łatwo zadowoliłoby się trzech potężnych królów, zaczyna ona tedy to swoje przedsiębiorstwo handlowe puszczać w zastawę Fuggerowi w Augsburgu i sprzedawać tak, iż wypożyczanie, zamiana i kupno biskupstw i lenn oraz miłe interesy handlowe z duchownymi dobrami dostały się na właściwe miejsce i obecnie z dóbr duchownych i świeckich stał się interes handlowy. Chciałbym tedy chętnie usłyszeć tak wysoki rozsądek, by tenże jeszcze coś wymyślił, coby w przyszłości stać się mogło przez rzymskie skąpstwo a jeszcze się nie stało, może za wyjątkiem, że Fugger swoje oba połączone przedsiębiorstwa handlowe też jeszcze puści komuś w zastawę lub sprzeda. Moim zdaniem miara jest pełna.

Bowiem co ukradli odpustami, bullami, listami do spowiedzi, listami do masła i innymi confessionalia we wszystkich krajach i jeszcze kradną i łupią, uważam za łataninę i to tak, jak gdyby diabłem rzucało się do piekła. Niechby mało dźwigali, bowiem potężny król mógłby z tego żyć, lecz ponieważ z wymienionymi strumieniami skarbów nie wytrzymują porównania. Obecnie jeszcze milczę też o tym, dokąd poszły te pieniądze z odpustów. Innym razem chcę o to zapytać Campoflore i Belvidere oraz kilka innych miejsc, one wiedzą dobrze coś o tym. Ponieważ tedy ten szatański rząd jest nie tylko publicznym rabunkiem, oszustwem i tyranią piekielnych bram, lecz rujnuje też chrześcijaństwo na ciele i duszy, jesteśmy zobowiązani nie bać się żadnego wysiłku, by tę nędzę i zepsucie chrześcijaństwa powstrzymać. Jeżeli chcemy walczyć przeciw Turkom tedy rozpocznijmy tu, gdzie są oni najgorsi. Jeżeli słusznie wieszamy złodziei i ścinamy głowy rabusiom, dlaczegóż mielibyśmy puścić wolno rzymską chciwość, która jest największym złodziejem i rabusiem, jaki kiedykolwiek przyszedł na świat czy też przyjść może, i to wszystko w święte imię Chrystusa i św. Piotra? Któż to w końcu może znieść i do tego milczeć? Wszak to wszystko zostało zrabowane i skradzione, co ona posiada i nie jest inaczej, jak tego wszędzie dowodzi historia. Papież nie nabył tak wielkich dóbr w drodze kupna, by ze swoich officia zgarnąć mógł około dziesięć razy sto tysięcy dukatów bez wymienionych powyżej kopalni skarbów i swego kraju. Chrystus i św. Piotr nie dali mu tego w spuściźnie, nikt mu też tego nie darował czy wypożyczył, nie jest też to nabyte przez zasiedzenie lub przez przedawnienie. Powiedz mi, skąd on to może mieć? Miarkuj z tego, czego szukają i co mniemają, jeżeli wysyłają legatów, by zbierać pieniądze przeciw Turkom!

Choć jestem za mały, by przedłożyć punkty, któreby mogły naprawić te okropne stosunki, to jednak chcę wyśpiewać do końca pieśń błazeńską i powiedzieć, jak tylko dobrze potrafi to mój rozum, co by mogło i miało stać się przez świecką władzę lub też przez ogólny sobór. Po pierwsze, by każdy książę i szlachcic i każde miasto zakazali śmiało swym poddanym oddawanie rocznych danin do Rzymu i by je zupełnie skasowali. Bowiem papież złamał umowę i z rocznych danin uczynił drapiestwo na wstyd i hańbę całego niemieckiego narodu. On je rozdziela między swych przyjaciół, sprzedaje je za ciężkie pieniądze i zakłada na tym officia. Dlatego utracił do nich prawo i zasłużył na karę. Świecka władza jest jednak obowiązana brać w obronę niewinnych i powstrzymać bezprawie, jak św. Paweł uczy. Rzym. 13,4 i św. Piotr (1 Piotra 2,14), ba także duchowne prawo XVI, qu de filiis. Stąd też pochodzi, że się mówi do papieża i jego otoczenia: Tu ora, "masz się modlić", do cesarza i jego otoczenia: Tu protege, "masz bronić" do zwykłego człowieka: Tu labora — "masz pracować". Nie jakoby nie każdy miał się modlić, bronić i pracować, bowiem wszystko jest wymodlone, obronione i wypracowane, gdzie jeden poświęca się swej czynności, ale każdemu bywa jego (szczególna) czynność przydzielona.

Po drugie. Ponieważ papież swoimi rzymskimi podstępami, commendami, adiutoriami, rezerwacjami, gratis expectativis, miesiącami papieskimi, inkorporacjami, związkami, pensjami, palbami, regułami kancelaryjnymi i tym podobnymi łajdactwami wszystkie niemieckie fundacje bez gwałtu i bez prawa dla siebie porywa i takowe w Rzymie obcym, którzy w Niemczech za to nic nie robią, daruje i sprzedaje, przez co pozbawia on ordynariaty ich praw. z biskupów czyni tylko cyfry i pooliwione bałwany i w ten sposób postępuje przeciw swemu własnemu duchownemu prawu, przeciw naturze i rozsądkowi tak, iż w końcu doszło do tego. że prebendy i lenna sprzedawane bywają tylko gburowatym, niekształconym osłom i łobuzom w Rzymie z czystej chciwości, zaś zacni uczeni ludzie z ich zasługi i wiedzy nic nie mają, przez co ubogi lud w Niemczech cierpieć i rujnować się musi z braku dobrych uczonych prałatów — powinna tutaj chrześcijańska szlachta przeciwstawić mu się jako przeciw ogólnemu nieprzyjacielowi i burzycielowi chrześcijaństwa i gwoli biednych dusz. które przez tę tyranię ginąć muszą, ustanowić, nakazać i rozporządzić, że w przyszłości żadne więcej lenno nie zostanie zabrane do Rzymu, żadne więcej nie zostanie tam uzyskane na żaden sposób, lecz że wszystko wyrwane zostanie z powrotem tyrańskiej przemocy a następnie w kraju zatrzymane i ordynariatom ich prawo i urząd przywrócone, lenna zaś by nadawane były w Niemczech, jak tylko jest to możliwe. I gdyby zjawił się tutaj dworak, należałoby mu poważnie nakazać, by zaniechał swej próby lub też skoczył do Renu lub do najbliższej wody i by rzymską klątwę z pieczęciami i listami wykąpał w zimnej wodzie. Tak by zmiarkowali w Rzymie, że Niemcy nie są każdego czasu głupi i pijani, lecz że też nareszcie stali się chrześcijanami, nie myśląc dłużej tolerować drwin i hańby świętego imienia Chrystusa, pod płaszczykiem którego odbywa się to łajdactwo i zepsucie dusz a mając więcej w poszanowaniu Boga i cześć Bogu. aniżeli władzę ludzką.

Po trzecie. Należałoby wydać cesarską ustawę, by odtąd nie przynosić z Rzymu żadnego płaszcza biskupiego ani też żadnego zatwierdzenia jakiejkolwiek dygnitury, lecz by przywrócono z powrotem porządek najświętszego i najznamienitszego soboru nicejskiego, w którym będzie postanowienie, że biskup zatwierdzony być winien przez dwóch najbliższych biskupów lub też przez arcybiskupa. Jeżeli papież pragnie zerwać sobór i uchwały wszystkich soborów, jakiż wtedy cel miałby jeszcze być, by zwoływać sobory? Lub któż nadał mu władzę sobory postponować i je zrywać? Wtedy chcemy też zdjąć z urzędu wszystkich biskupów, arcybiskupów i prymatów i zrobić z nich tylko proboszczów, by nad nimi był tylko papież, jak nim zresztą już jest i biskupom, arcybiskupom i prymatom żadnej porządnej władzy nie pozostawia, wszystko porywa dla siebie a im pozostawia tylko nazwę i próżne tytuły tak. iż wskutek jego bezwzględności nawet opaci klasztorni i prałaci wyjęci są spod zwyczajnej władzy biskupów, i tak nie ma żadnego porządku w chrześcijaństwie, z czego też wyniknąć musi, co wyniknęło: darowanie kar i swoboda złe czynić tak, iż naprawdę obawiam się. że można nazwać papieża: hominem peccati. Kogóż innego można obciążać winą, że nie ma w chrześcijaństwie żadnej karności, żadnej kary, żadnego rządu i żadnego porządku, jak tylko papieża, który w ten sposób swoją przywłaszczoną sobie władzą wiąże ręce wszystkim prałatom i rózgę im odbiera a wszystkim poddanym ręce zwalnia i wolność im daruje czy też sprzedaje.

Lecz by się nie skarżył, że pozbawiony zostaje swej zwierzchniej władzy, należy zarządzić, że jeżeli prymaci czy arcybiskupi nie mogą się pogodzić lub też między nimi powstaje spór. by wtedy sprawę tę przedstawić papieżowi (lecz nie każdą drobnostkę) jak się przedtem działo i jak postanowił przesławny sobór nicejski i by błahymi rzeczami, które dają się załatwić bez papieża, jego świętości nie fatygować, by ta mogła się więcej poświęcić modlitwie i studium i trosce o całe chrześcijaństwo, jak się chlubi i jak czynili apostołowie. Dzieje Ap. 6,2 i mówili: "Nie jest słuszne, żebyśmy my opuściwszy Słowo Boże. służyli stołom. My chcemy pilnować usługi Słowa i modlitwy i nad tą sprawą postanowić chcemy innych. "Lecz dziś Rzym nie jest niczym innym, jak tylko poniżeniem ewangelii i modlitwy a tylko sama służba stołom, tzn. służba o doczesne dobro, a władza apostoła i papieża rymują się tak dobrze, jak Chrystus i Lucyper, niebo i piekło, noc i dzień, aczkolwiek on mianuje się wikariuszem Chrystusa i następcą apostołów.

Po czwarte, należałoby wydać rozporządzenie, że żadna świecka sprawa nie winna być zawlekana do Rzymu, lecz one wszystkie tego rodzaju przekazywane będą świeckiej władzy, jak to oni sami ustalają w swoich duchownych prawach, lecz ich nie dotrzymują. Bowiem urząd papieża ma być, by tenże w Piśmie najlepiej uczony i naprawdę, nie według nazwy najświętszy, kierował sprawami dotyczącymi wiary i moralnego życia chrześcijan, by to kładł na serce prymatom i arcybiskupom i z nimi na tym polu działał i troskę rozwijał, jak św. Paweł (1 Kor. 6.7) uczy i najostrzej karci, że Koryntianie zajmują się świeckimi sporami. Bowiem przynosi to wszystkim krajom nieznośną szkodę, że takie spory bywają w Rzymie załatwiane, co pociąga za sobą wielkie koszty. Prócz tego tamtejsi sędziowie nie znają zwyczajów, praw i obyczajów krajów, tak iż oni często sprawy gwałtem według ich praw i mniemania ściągają na fałszywe tory, przez co stronom z konieczności dzieje się krzywda.

Przy tym musiano by też we wszystkich zakładach fundacyjnych zakazać oficjałom okrutne zdzierstwo. by się zajmowali tylko sprawami wiary i dobrych obyczajów, co się zaś tyczy pieniędzy, dobra i ciała czy też czci, by to pozostawiono świeckim sędziom. Z tego też względu świecka władza nic powinna zezwalać na wyklinanie i wypędzanie, gdzie to nie dotyczy wiary i dobrego życia. Duchowna władza winna rządzić duchownym dobrem, jak uczy rozum. Duchownym dobrem są jednakże nie pieniądze i cielesne sprawy, lecz wiara i dobre uczynki. Jednakże możnaby zezwolić na to, by spory dotyczące lenn czy też prebend, pertraktowane były przed biskupami, arcybiskupami i prymatami. Dlatego, gdyby to było możliwe, by wojny i spory zażegnać, winienby prymas German posiadać dla wszystkich Konsystorz z audytorami i kanclerzami, którzyby, jak w Rzymie, zarządzali signaturas gratiae i iustitiae, przed których by można spory w Niemczech zgodnie z przepisami przedłożyć przez apelację, aby je rozstrzygać. Nie wolno by wynagradzać ich jak w Rzymie, przypadkowymi podarunkami i datkami. Bowiem przez to przyzwyczailiby się do przez głoszenie kazań i sakramenty, w niej też mieszkać i nią chwilowo zawiadywać musi. Tym właśnie winien sobór chrześcijański dać wolność się żenić, by uniknąć niebezpieczeństwa i grzechu. Bowiem ponieważ ich Bóg nie zobowiązał, nie powinien i nie może ich nikt zobowiązać, chociażby nawet był aniołem z nieba, nie mówiąc papież, i co przeciw temu postanowione jest w duchownym prawie, jest same tylko bajanie i gadanina. Dalej radzę: Kto w przyszłości daje się wyświęcić na probostwo lub w innym celu, ten w żadnym wypadku nie powinien ślubować zachowywać czystość i winien mu przeciwstawić, iż nie ma on żadnej mocy żądać takiego ślubu. Jest to diabelska tyrania żądać coś takiego. Jeżeli jednak musi czy chce się powiedzieć, jak niektórzy czynią: Quantum fragilitas liumana permittit, to niecił każdy bez troski słowa te tłumaczy negative, id est: non promitto castitatem, bowiem fragilitas humana non permittit caste vivere, li tylko angelica fortitudo et caelestis virtus, by zachować wolne sumienie bez wszelkich ślubów.

Chcę tym, którzy jeszcze żon nie mają. ani radzić ani zakazywać, by się żenili, lub by pozostali bez żony. Pozostawiam to ogólnemu chrześcijańskiemu uregulowaniu i lepszemu zrozumieniu każdego. Ale przed biednym ludem nie chcę ukrywać mej życzliwej rady i nie odmawiać im pociechy, tym, którzy obecnie siedzą obarczeni żoną i dzieckiem w hańbie i ze złym sumieniem, że ją przezywa się nierządnicą klechy, dzieci dziećmi klechów, a to mówię otwarcie według mego dworskiego prawa.

Znajdujemy niejednego zacnego proboszcza, któremu nie może nikt czegoś zarzucić, jak tylko, że jest słaby i popadł w pohańbienie ze swą żoną. podczas gdy przecież oboje są w gruncie swego serca tak usposobieni, że dwa chętnie zawsze pozostać ze sobą w prawdziwej małżeńskiej wierności. Jeżeli mogą to czynić z dobrym sumieniem, jest tych dwoje naprawdę małżonkami, aczkolwiek publicznie muszą znosić hańbę. I tu mówię: Jeżeli tak są usposobieni i w ten sposób wchodzą w uczciwe życie, wtedy winni oni tylko rzeźko ratować swe sumienie: niechaj on weźmie ją, jaku ślubną małżonkę, zatrzyma ją i żyje z nią statecznie jako małżonek, nie pytając się. czy tego papież chce lub nie, czy to sprzeciwia się duchownemu lub cielesnemu prawu. Zależy więcej na zbawieniu twej duszy, niż na tyrańskich samotwórczych, karygodnych ustawach, które nie są potrzebne do zbawienia ani też nie są nakazem Bożym. Rób tak, jak synowie Izraela, którzy Egipcjanom kradli swą zasłużoną zapłatę (II Mojż. 12,35) lub jak sługa kradnie swemu złośliwemu panu zasłużone wynagrodzenie. Tak kradnij też papieżowi swą ślubną żonę i dziecię. Kto ma wiarę, by się na to ważyć, ten niecił mnie tylko rzeźko posłucha. Nie chcę go uwodzić. Jeżeli nie mam mocy jak papież, to jednak mam moc jako chrześcijanin pomóc i radzić memu bliźniemu przeciw jego grzechom i niebezpieczeństwom, i to nie bez powodu i pobudki. Po pierwsze: Nie może się każdy proboszcz obejść bez kobiety, nie tylko z powodu swej słabości, lecz tym więcej z powodu gospodarstwa domowego. Czy ma on wtedy trzymać u siebie kobietę, podczas gdy papież nie zezwala mu pojąć ją za żonę. Męża i niewiastę pozostawić razem z sobą a jednak nakazywać, by nie upadli, czyż nie jest to coś takiego, jak gdyby się nagromadziło słomę i ogień i nakazałoby się, by się nie dymiło i nie paliło? Po drugie: Papież nie ma prawa tego zakazywać tak, jak nie ma prawa zakazać jedzenia, picia i naturalnego wypróżniania się lub otyłości. Dlatego nikt nie jest obowiązany przestrzegać nakazu a papież winien jest wszystkich grzechów, które się dzieją przeciw temu, wszystkich dusz, które przez to giną, wszystkich sumień, które przez to są w zamęcie i udręczeniu tak. iż by dawno zasłużył, by go ze świata przepędzono. Tak wiele dusz zadusił diabelskim postronkiem. Po trzecie: Choćby ustawa papieża przemawiała przeciwko temu — jeżeli mimo tego zawiera się związek małżeński przeciw ustawie papieża, to jego ustawa już się skończyła i nie ma żadnego znaczenia. Bowiem przykazanie Boże, które nakazuje (Mat. 19,6), że mężczyzny i niewiasty nikt rozłączać nie śmie. stoi wysoko ponad ustawą papieża a przykazanie Boże nie winno być łamane i usuwane z powodu przykazania papieskiego, chociaż wielu głupich prawników razem z papieżem wynaleźli impedimenta i przez to handlowania prawem i bezprawiem, jak to obecnie w Rzymie czynić muszą, bowiem papież nie daje im żadnego wynagrodzenia, lecz zezwala im samym tuczyć się podarunkami (bowiem nikomu w Rzymie nie zależy choćby trochę na tym, co jest prawem lub bezprawiem, tylko co są pieniądze lub nie pieniądze). Musiano by ich jednak wynagradzać z rocznych danin lub też znaleźć jakąś drogę, jak to potrafią przerozumni i w tej sprawie więcej, niż ja, doświadczeni. Ja chcę tylko zachętę i powód pod rozwagę dać tym. którzy są w stanie i gotowi pomóc niemieckiemu narodowi, po haniebnych pogańskich i niechrześcijańskich rządach papieża stać się znowu chrześcijaninami i wolnymi.

Po piąte. Nie powinna mieć znaczenia żadna rezerwacja ani też żadne lenno nie winno być w Rzymie zatrzymywane, obojętnie, czy właściciel umiera lub też powstaje z tego opór albo czy ktoś należy do służby kardynała lub papieża. I należy ostro zakazać i zabronić, by dworak rozpoczął spór o jakiekolwiek lenno, by porządnych kapłanów pozywać i niepokoić lub ich pchać do procesu. A miałby z tego powodu nadejść z Rzymu klątwa czy też duchowny przymus, należy go zlekceważyć, tak samo, jak gdyby złodziej rzucił na kogoś klątwę, ponieważ nie chciano mu pozwolić kraść. Naprawdę, należy ich ciężko ukarać za to. że tak bluźnierczo nadużywają klątwy i imienia Bożego, by swoje drapiestwo przez to wzmocnić, i że fałszywą nieuzasadnioną groźbą chcą nas do tego doprowadzić, byśmy to szkalowanie imienia Bożego i to nadużywanie chrześcijańskiej władzy znosili i chwalili i przed Bogiem współwinnymi byli ich perfidii, podczas gdy przed Bogiem zobowiązani jesteśmy jej przeszkodzić, jak św. Paweł (Rzym. 1.32), piętnuje Rzymian, że winni są śmierci, ponieważ tego rodzaju rzeczy nie tylko czynią, ale z nimi się zgadzają i czynić je pozwalają. Nade wszystko jednak nie do zniesienia jest zakłamana reservatio pectoralis, przez którą chrześcijaństwo tak bluźnierczo i publicznie wystawione bywa na hańbę i kpiny, ponieważ jego Najwyższy para się publicznymi kłamstwami i z powodu przeklętej własności każdego bezwstydnie oszukuje i za błazna uważa.

Po szóste. By także skasowane były casus reservati. zastrzeżone przypadki, przez które nie tylko wydziera z ludzi wiele pieniędzy, lecz też wiele biednych sumień usidlone i omotane zostaje przez tyrańskiego okrutnika ku nieznośnej szkodzie ich wiary w Boga, szczególnie śmieszne, dziecinne przewinienia, które rozdmuchują bullą Coena Domini, a które nie są warte, by je nazwać można było błahym grzechem, nie mówiąc już o tak wielkim przewinieniu, że ich papież żadnym odpustem nie daruje, jak np. gdy ktoś przeszkodzi pątniczce ciągnąć do Rzymu albo gdy ktoś dostarczy Turkom broni lub fałszuje listy papieża. Jeżeli nawet z powodu tak niedorzecznych, głupieli i bzdurnych rzeczy uważają za głupców, to Sodoma i Gomora oraz wszystkie grzechy, które się dzieją przeciw przykazaniu Bożemu i dziać się mogą. nie są żadnym casus reservati. Ale czego Bóg nigdy nie nakazał i oni sami wymyślili, muszą być casus reservati. by tylko nikt nie robił przeszkody dostarczyć pieniędzy do Rzymu, aby bezpiecznie przed Turkami w rozkoszach żyli i ze swoimi lekkomyślnymi, niepotrzebnymi bullami i listami świat w swoim tyraństwie utrzymali.

Należałoby tedy słusznie powiadomić wszystkich kapłanów lub też publicznie stwierdzić, że żaden utajony, nieujawniony grzech nie jest zastrzeżonym przypadkiem oraz, że każdy kapłan ma pełnomocnictwo zwolnić ze wszystkich grzechów, obojętne, jak się one nazywają, jak długo są utajone i że ani opat, biskup ani papież nie mają pełnomocnictwa choćby jeden z nich dla siebie zastrzec, i jeżeli to czynią, to nie ma to znaczenia i należałoby ich też za to ukarać, bo bez rozkazu Bogu sąd odbierają i bez przyczyny biedne nierozumne sumienia usidlają i obciążają. Jeżeli nie chodzi o publiczne wielkie grzechy, zwłaszcza o grzechy przeciw przykazaniu Bożemu, to. co prawda, jest powód, by mieć casus reservati, jednakże nie za wiele ani też z własnej plenipotencji i bez powodu. Bowiem Chrystus ustanowił nie tyranów, lecz pasterzy w swoim kościele, jak mówi św. Piotr (1 Piotra 5,3).

Po siódme: Winna rzymska Stolica znieść officia i zredukować robactwo i wrzody w Rzymie, aby służba papieska utrzymywana była z własnego dobra papieża a jego dwór aby nie prześcigał dworów wszystkich królów błyszczeniem i kosztami, ze względu na to, że takie przedsiębiorstwo sprawie chrześcijańskiej wiary nie tylko nie przynosiło nigdy korzyści, lecz że przez to tez odrywani byli od studiowania i modlitwy, tak iż w końcu o wierze nic powiedzieć nie umieją, jak tego dowiedli namacalnie na tym ostatnim rzymskim soborze, gdzie pośród wielu dziecinnych, banalnych artykułów też i to ustalili, że dusza ludzka jest nieśmiertelna i że kapłan raz jeden w miesiącu jest obowiązany zmówić swą modlitwę, jeżeli nie chce utracić swego lenna. Jaki sąd o chrześcijaństwie i sprawach wiary, mieliby wydawać ludzie, którzy wielką chciwością, bogactwem i świeckim przepychem zatwardziali i zaślepieni, w ogóle dopiero ustalają, że dusza jest nieśmiertelna? Jest dla całego chrześcijaństwa niemałą hańbą, że się w Rzymie z wiarą tak haniebnie obchodzi. Gdyby tylko mieli mniej posiadłości i parady, mogliby prowadzić lepsze studia i lepiej się modlić tak, iż byliby godni i zdolni zajmować się sprawami wiary, jak przed czasy, gdy jeszcze byli biskupami i nie rościli sobie prawa być królami wszystkich królów.

Po ósme. Należało by znieść wszystkie ciężkie straszliwe przysięgi, które biskupi zmuszeni są składać papieżowi, bez wszelkiego prawa, przez co trzymani są oni na uwięzi, jak parobcy, jak to postanawia nieużyteczny i nieuczony ustęp Significasti z własnej plenipotencji i wielkiego nierozumu. Czyż nie jest dosyć, że obciążają nasze dobro, ciało i duszę swymi licznymi głupiemi ustawami, przez które osłabiana bywa nasza wiara a chrześcijaństwo niweczone? Krępują też i samą osobę, jej urząd i jej pracę, do tego też inwestyturę, która przed czasy przynależała niemieckim cesarzom a we Francji i w niektórych królestwach przynależy jeszcze królom. O to prowadzili z cesarzami tak długie wielkie wojny i spory, aż je zabrali z bezczelnym gwałtem i do dziś dzierżą, prawie tak, jak gdyby Niemcy przed wszystkimi chrześcijanami na ziemi musieli być nadwornymi błaznami papieża i rzymskiej Stolicy i znosić to wszystko, czego nikt znosić czy też czynić nie chce. Ponieważ tedy ten kawał jest samym gwałtem i zbójectwem, by poderwać prawowitą władzę biskupów i szkodę wyrządzać biednym duszom, obowiązkiem jest cesarza i jego szlachty temu tyraństwu koniec uczynić i karę mu wymierzyć.

Po dziewiąte: Papież nie powinien mieć władzy nad cesarzem i namaszczać i koronować go tylko u ołtarza, jak biskup koronuje króla oraz w przyszłości nie powinna być więcej dopuszczana diabelska pycha, by cesarz całował nogi papieża lub też siedział u jego nóg lub. jak się mówi, trzymał mu strzemię i uzdę jego muła, gdy go dosiada, by go ujeżdżać, jeszcze tym mniej, by przysięgał papieżowi posłuszeństwo i wierne poddaństwo, jak to papieże w bezwstydny sposób odważają się wymagać, jak gdyby mieli prawo do tego. Istnieje rozdział Solite, w którym władza papieska wyniesiona jest nad władzę cesarską, nie warta halerza, i wszyscy, którzy się na tym opierają lub przed tym się lękają, też nie, bo on nic innego nie robi, jak tylko by święte słowa Boga odepchnąć i odcisnąć z ich właściwego sensu do swych własnych urojeń, jak to wykazałem w jednym łacińskim piśmie.

To przesadne, przedumne i wysoko karygodne rozczapierzanie się papieża wymyślił diabeł, by tak powoli wprowadzić antychrysta i papieża wynieść ponad Boga, jak to wielu czyni i czyniło. Nie godzi się papieżowi wynosić się ponad świecką władzę, wyjątkowo tylko przy duchownych czynnościach, jak kazanie Słowa i rozgrzeszenie. W innych sprawach winien on zajmować niższe miejsce, jak uczą Paweł, Rzym. 13.1 i 1 Piotra 2,13 itd., jak powyżej powiedziałem. Nie jest on namiestnikiem Chrystusa w niebie, lecz tylko Chrystusa, chodzącego po ziemi. Bo Chrystus w niebie w postaci rządzącej nie potrzebuje żadnego namiestnika, bo on tronuje, widzi, czyni, wie i potrafi wszystkie rzeczy. Lecz papież może być w postaci Chrystusa, który chodził po ziemi pracując, każąc, cierpiąc i umierając. Lecz oni to odwracają, odbierają Chrystusowi niebiańską rządzącą postać i dają ją papieżowi, a postać służącą zupełnie zaprzepaszczają. On mógłby bodajże być anty-chrześcijaninem, którego Pismo nazywa "antychrystem", boć jego cały charakter, robota i zamierzenia są przeciw Chrystusowi, by tylko istotę i dzieło Chrystusa wytępić i zniszczyć.

Jest też to rzeczą śmieszną i dziecinną, że papież w swym Decretale Pastoralis chełpi się swym tak zaślepionym i przewrotnym uzasadnieniem, jakoby on był prawnym spadkobiercą cesarstwa, gdy to przestało istnieć. Któż mu je nadał? Czy uczynił to Chrystus, gdy powiedział (Łuk. 22,25): "Książęta pogan są panami, lecz wy nie takimi być winniście". Czy poruczył mu to w spuściźnie św. Piotr? Przykro mi się robi, gdy w duchownym prawie tak bezwstydne, niezgrabne, głupie kłamstwa czytamy, i nauczamy, do tego jeszcze uważać je musimy za chrześcijańską naukę, gdy przecież są to szatańskie kłamstwa. Tego rodzaju jest też niesłychane kłamstwo de donatione Constantini. Musiała to być szczególna przez Boga zesłana plaga, iż tak dużo rozsądnych ludzi dało się namówić do przyjęcia tych kłamstw, chociaż są one tak ciężkie i niezgrabne, iż gotów jestem mniemać, że pijany chłop byłby w stanie sprytniej i zręczniej kłamać. Jakżeby to wtedy, gdy się ma rządzić cesarstwem, mogło być możliwe, kazać modlić się badać i o ubogich się troszczyć, co przecież jest głównym zadaniem papieża i przez Chrystusa zlecone mu z takim naciskiem, że tenże nawet zakazał brać ze sobą surdut lub pieniądze? (Mat. 10,10). Bowiem urząd taki z trudem może być sprawowany przez człowieka, który rządzić musi własnym domem a papież chce rządzić cesarstwem i do tego być nadal papieżem! To wymyśliły łobuzy, którzyby chętnie chcieli być panami świata pod imieniem papieża i przez papieża tudzież przez imię Chrystusowe odbudować na nowo zniszczone państwo rzymskie, jak było dawniej.

Po dziewiąte. Odnośnie królestwa Neapolu i Sycylii winien papież zrezygnować, wyciągnąć rękę z zupy i nie przywłaszczać sobie tytułu prawnego. Ma on do tego tyle prawa, co ja, a mimo tego pragnie nad tym być lennodawcą. Jest to gwałtowna grabież, jak zgoła wszystkie jego dobra. To też cesarz nie powinien mu tego lenna potwierdzić a o ile się już to stało, w przyszłości na to nie zezwalać, lecz w zamian za to wskazać mu na Biblię i na modlitewnik, by władzę nad krajem i ludźmi pozostawił świeckim panom, osobliwie nad takimi, których mu nikt nie dał. a on niecił każe i modli się.

Ta zasada winna też mieć znaczenie odnośnie Bolonii, Imoli, Wincencji, Rawenny oraz odnośnie wszystkiego, co papież w marchii Ankona, Romagna i innych włoskich prowincjach gwałtem zdobył i bezprawnie posiada i do których się wtrącił wbrew wszelkim przykazaniom Chrystusa i św. Pawła. Bowiem tak mówi św. Paweł (11 Tym. 2.4): „Żaden żołnierz nie wiąże się sprawami żywota, aby się podobać temu, który go do wojska powołał". Ma tedy papież być głową i pierwszym w tym wojsku a wtrąca się więcej w świeckie sprawy, aniżeli jakiś cesarz lub król. Musiałoby się mu tedy dopomóc, aby się poświęcił swemu wojsku. Także Chrystus, którego namiestnikiem tenże chełpi się być, nie chciał mieć nigdy coś do czynienia z świecką władzą tak, iż powiedział do jednego, który go prosił o sąd nad jego bratem: „Któż mię postanowił sędzią między wami?" (Łuk. 12,14). Lecz papież wtrąca się nieproszony, przywłaszcza sobie wszystkie sprawy jak Bóg. iż w końcu sam nie wie, co jest Chrystus, za którego namiestnikiem się narzuca.

Po jedenaste. Całowanie nóg papieża winno być też skasowane. Jest to znak niechrześcijański, ba nawet antychrześcijański, jeżeli biedny grzeszny człowiek kazuje sobie całować nogi przez kogoś, który jest sto razy lepszy, niż tamten. Jeżeli się to dzieje z szacunku do władzy, dlaczego nie czyni tego papież innym z szacunku do świętości? Postawcie ich naprzeciw siebie: Chrystusa i papieża: Chrystus umywał nogi swoim uczniom i ocierał je (Jan 13,1 itd.) a uczniowie nie umywali mu nigdy. Papież jako ten. który wyższy jest, niż Chrystus, odwraca to i czyni wielką łaskę całować sobie nogi, gdzieby to przecież w odpowiedni sposób według sił mógł powstrzymać, gdyby tego ktoś od niego żądał, jak św. Paweł i Barnabasz, którzy nie chcieli być czczeni jak bogowie przez mieszkańców Listry, lecz rzekli: Jesteśmy ludźmi, jak wy (Dz. Ap. 14,14 itd.). Lecz nasi pochlebcy doprowadzili tak dalece i stworzyli nam bożyszcze, że żaden nie boi się tak Boga i nie czci go takimi gestami, jak papież. To oni mogą dobrze znosić, lecz broń Boże nie, by wielkomania papieża jeden włos z głowy utraciła. Gdyby tedy byli chrześcijanami i cześć Boską raczej mieli, aniżeli swoją własną, nie byłby papież więcej ucieszony, gdyby zauważył, że cześć Bogu jest zlekceważona a jego własna wyniesiona i nie pozwoliłby się czcić przez nikogo, ażby widział, że cześć Bogu jest znowu wyniesiona i większa, aniżeli jego własna.

Po dwunaste. Należy kres położyć pielgrzymkom do Rzymu lub też nie pozwolić nikomu pielgrzymować dla własnej przyjemności czy też pobożnego zamiaru, jeżeli przedtem nie zostało uznane przez jego proboszcza, jego miasto lub jego przełożonego, że ma do tego wystarczający i poważny powód. Mówię to nie dlatego, by pielgrzymki były złe. lecz ponieważ dziś na złe to wychodzi. Bowiem ludzie nie widzą w Rzymie dobrego przykładu, lecz samo zgorszenie, i jak sami utworzyli przysłowie: "Im bliżej Rzymu, tym gorsi chrześcijanie", tak też przynoszą do domu lekceważenie Boga i Jego przykazań. Mówi się: Kto pierwszy raz idzie do Rzymu, szuka szelmę, po drugi raz znajduje go, po trzeci raz bierze go ze sobą. Lecz oni obecnie tak zmądrzeli, że wykonują naraz trzy podróże i przynieśli nam z Rzymu naprawdę takie rzeczy, iż byłoby lepiej, gdyby Rzymu nie byli nigdy widzieli i poznali. I choćby i to nie było. to jest jeszcze inny ważniejszy powód: Prości ludzie bywają przez to wprowadzeni w błędne mniemanie i nieporozumienie co do przykazań Bożych. Bowiem mniemają oni, że to odbywanie pielgrzymek jest cudownie dobrym uczynkiem, co przecież nie jest prawdą. Jest skromnym dobrym uczynkiem, bowiem Bóg go nie nakazał. Nakazał jednakże, że mąż troszczyć się winien o żonę i dzieci i o to, co się należy stanowi małżeńskiemu i by prócz tego służył i pomagał bliźniemu. Zdarza się tedy, że ktoś odbywa pielgrzymkę do Rzymu, spotrzebuje 50 guldenów, 100 guldenów lub więcej czy mniej, czego mu nikt nie nakazał i dopuszcza do tego, że jego żona i dzieci albo jego bliźni w domu biedę cierpią, i potem myśli ten głupi człowiek mimo tego, że chce to nieposłuszeństwo i tu lekceważenie przykazań Bożych złagodzić swą dobrowolną pielgrzymką, podczas gdy jest to czysta swawola czy też diabelskie bałamuctwo. Do tego jeszcze dopomogli papieże przez swoje fałszywe, wymyślone, błazeńskie złote roki, czym wzburzyli lud, od przykazań Bożych go oderwali i do swych własnych zwodniczych przedsięwzięć pociągnęli i spowodowali właśnie to, co mieliby zabronić. Ale to przynosiło pieniądze i wzmocniło fałszywą władzę, dlatego musiało się to dalej posuwać. choćby przeciw Bogu lub przeciw zbawieniu dusz.

By wytępić tę fałszywą zdradliwą wiarę prostych chrześcijan i by przywrócić prawdziwe zrozumienie dobrych uczynków, należy wszystkie pielgrzymki powstrzymać. Bo nie ma nic na tym dobrego, żadne przykazanie, żadne posłuszeństwo, daje jedynie niezliczone okazje do grzeszenia i znieważania Bożego przykazania. Stąd się biorą liczni żebracy, którzy na skutek tych pielgrzymek popełniają niezliczone występki bez potrzeby uczenia się żebrać i w następstwie do tego się przyzwyczajają.

Stąd też pochodzi niemoralne życie i jeszcze więcej biadolenia, gdy to chcę opowiedzieć. Kto by tedy chciał pielgrzymować lub też pielgrzymkę ślubować, winien przedtem podać powód swemu proboszczowi czy też przełożonemu. Zdarzy się, że czyni to on gwoli dobrego uczynku, wtedy ślub taki i uczynek winien być przez proboszcza lub przełożonego bez wszystkiego nogami podeptany jako urojenie diabelskie i należy mu zaznaczyć, by pieniądze i praca, związana z pielgrzymką, obrócone zostały na cele Bożego przykazania i na tysiąckrotnie lepsze uczynki, tzn. dla swoich lub ubogich, jemu najbliższych. Jeżeli to czyni jednak z ciekawości, by sobie obejrzeć kraje i miasta, można to pozostawić jego woli. Jeżeli to jednak ślubował w chorobie, należy ślub taki zakazać i zabronić i zamiast tego podnieść ważność przykazań Bożych, by się w przyszłości zadowolił ślubowaniem przy chrzcie, pełnić przykazania Boże. Wszelako można mu ten jeden raz, by uspokoić sumienie, zezwolić na wykonanie jego głupiego ślubu. Nikt nie chce kroczyć prawdziwą wspólną drogą Bożych przykazań, każdy obiera sobie sam nowe drogi i śluby, jak gdyby wypełnił wszystkie przykazania Boże.

Trzynaście. Tak oto przychodzimy do wielkiej rzeszy, do ludzi, którzy jak najwięcej przyrzekają a jak najmniej dotrzymują. Nie gniewajcie się, kochani panowie, ja to myślę naprawdę dobrze. Jest to gorzka i słodka prawda i nazywa się. że się więcej nie zezwoli na budowę klasztorów dla żebraków. Boże dopomóż, jest tego już za dużo! O chciałby Bóg, aby one wszystkie zniknęły lub też mocno zredukowane zostały choćby tylko do dwóch lub trzech klasztorów. Nic to dobrego nie zrobiło i też nigdy nic dobrego nie czyni wałęsanie się po kraju. Dlatego sądzę, by połączyć dziesięć z nich lub ile potrzeba i stworzyć jeden, któryby był wystarczająco zaopatrzony i nie potrzebował żebrać. O, należy tu więcej dbać o to, co jest potrzebne prostemu ludowi do zbawienia, aniżeli co postanowili św. Franciszek, Dominik. Augustyn lub jakiś człowiek, tym bardziej, iż nie wyszło to tak, jak to om myśleli. Należałoby ich też zwolnić z kazań i wysłuchiwania spowiedzi, chyba że zostaną do tego powołani i zaproszeni przez biskupa, proboszczów parafii lub zwierzchność. Wyrasta bowiem z tego kazania i słuchania spowiedzi nic, jak tylko nienawiść i zazdrość między proboszczami i zakonnikami tudzież wiele zgorszenia i zakłócenia dla prostego ludu. Stało się to przez to godnym i dobrze sobie zasłużyło na to, by temu zrobić koniec, bo się o to łatwo można obejść. Tak to zgoła wygląda na to, jak gdyby święta rzymska Stolica te chmary nie na darmo pomnażała, by kapłaństwo i biskupstwa, sprzykrzywszy sobie jej tyranię, nie stali się pewnego razu za silni i nie rozpoczęli reformacji, któraby jej świętości nie była korzystna. Przy tym należałoby znieść różne rozłamy i różnice w jednym i tym samym zakonie, które nieraz powstają z zupełnie błahych przyczyn i z jeszcze pomniejszych powodów się utrzymują i walczą przeciwko sobie z niewypowiedzianą nienawiścią i zazdrością, przez co chrześcijańska wiara, która bez tych różnic może się utrzymać, mimo to po obu stronach upada a dobre chrześcijańskie życie oceniane i poszukiwane bywa według zewnętrznych ustaw, uczynków i rozkazów. Z tego wychodzi i pokazuje się potem tylko obłuda i zguba dusz, jak to każdy ma przed oczyma.

Powinno się też papieżowi zakazać jeszcze więcej takich zakonów zakładać lub zatwierdzać, ba nawet wydać mu rozkaz, by niektóre znieść i ograniczyć do mniejszej ilości. Bowiem wiara w Chrystusa, która jedynie jest dobrem największym i utrzymuje się bez jakichkolwiek zakonów, narażona jest nie mniej na niebezpieczeństwo, iż ludzie łatwo uwodzeni bywają przez tyle różnych uczynków i wskazówek, by żyć więcej według tych uczynków i wskazówek, aniżeli zważać na wiarę. I gdzie nie ma w klasztorze mądrych prałatów, którzy głoszą i propagują więcej wiarę, aniżeli ustawę zakonu, tam nie jest możliwe, by zakon prostym duszom, które tylko zważają na dobre uczynki, nie był szkodliwy i zwodniczy.

Lecz w naszych czasach upadli zgoła na wszystkich miejscach prałaci, którzy mieli wiarę i ustanowili zakony tak, jak przed czasami u synów Izraela, kiedy to ojcowie tam chodzili, gdzie oglądali Boży czyn i cuda, których dzieci natychmiast zaczęły z nieznajomości Bożego dzieła i wiary zaprowadzać bałwochwalstwo i własne ludzkie uczynki. Tak samo dziś zakony te nie mają niestety żadnej znajomości Bożego dzieła i wiary tylko męczą się niemiłosiernie w swoich regułach, ustawach i wskazówkach, trapią się i pracują a nie przychodzą nigdy do prawdziwego zrozumienia duchownego dobrego życia, jak apostoł głosił i powiedział: 11 Tym. 3,5.7: „Mają pozór pobożności a przecież nic za tym się nie kryje. Uczą się zawsze i zawsze a jednak nie dochodzą do tego, by wiedzieć, czym jest naprawdę życie duchowne". Byłoby tedy lepiej, gdyby w ogóle nie było klasztorów, gdyby żaden duchowny, w chrześcijańskiej wierze uczony prałat nie rządził. Bowiem nie może on rządzić bez szkody i zguby i to tym więcej, im więcej w swoim życiu wydaje się on świętobliwy i lepszy, w swych zewnętrznych uczynkach.

Moim zdaniem potrzebny byłby porządek, szczególnie w naszych niebezpiecznych czasach, by instytuty i klasztory były uporządkowane w ten sposób, jak one były na początku u apostołów i jeszcze długo potem, kiedy to każdy miał wolność pozostać w nim, jak długo miał ochotę. Bowiem czymże innym były instytuty i klasztory, jak tylko chrześcijańskimi szkołami, w których uczono Pisma i karności w chrześcijański sposób i wychowywano ludzi do rządzenia i głoszenia kazań, jak czytamy, że św. Agnieszka chodziła do szkoły i widzimy to jeszcze na kilku klasztorach żeńskich, jak w Quedlinburgu i innych. Doprawdy, wszystkie instytuty i klasztory miały być tak wolne, by służyły Bogu z wolnej woli a nie z wymuszonej służby. Lecz potem uregulowano to mocno ślubami i zrobiono z tego wieczne więzienie tak, iż śluby te uznawane bywają za coś więcej, niż śluby przy chrztach. Jakie jednak z tego zrodziły się owoce, widzimy, słyszymy, czytamy i przekonujemy się codziennie więcej i więcej. Myślę, ze ta moja rada uznana zostanie za nad wyraz głupią, o to teraz nie pytam. Ja radzę, co mi się wydaje dobrym. Niechaj to odrzuci, kto chce. Widzę dobrze, jak śluby bywają dotrzymywane, szczególnie czystość, która przez te klasztory tak ogólnie bywa propagowana, choć jej Chrystus nie nakazał, tylko bardzo niewielom jej udziela, jak sam mówi (Mat. 19,11 itd.) i św. Paweł (1 Kor. 7,7): Chciałbym chętnie, by każdemu było pomożono i by chrześcijańskie dusze nie były więzione przez ludzkie wymyślone sposoby i ustawy".

Po czternaste. Widzimy też, jak duchowieństwo upadło i niejeden biedny proboszcz obarczony jest kobietą i dzieckiem i jego sumienie jest obciążone, a jednak nikt nie robi czegoś, by im pomóc, chociażby im łatwo pomóc można. Jeżeli tu papież i biskupi pozwalają dziać się, co się dzieje, niszczyć, co niszczeje, tedy ja chcę ratować moje sumienie i swobodnie otworzyć usta. czy to przykrość sprawi papieżowi, biskupom lub komukolwiek i powiadam tak: Według ustanowienia Chrystusa i apostołów winne każde miasto mieć proboszcza lub biskupa, jak Paweł, do Tyt. 1,5 wyraźnie pisze i ten proboszcz nie powinien być dręczony, by żyć bez ślubnej żony. lecz może jedną mieć, jak pisze św. Paweł 1 Tym. 3,2 i Tyt. 1,6 itd. i mówi: "Biskup ma być nienaganny i mąż tylko jednej żony. którego dzieci trzymane są w posłuszeństwie i karności" itd. Bowiem "biskup" i "proboszcz" są u św. Pawła to samo, jak to też potwierdza św. Hieronim. Lecz o biskupach, którzy są obecnie. Pismo nic nie wie, tylko są oni później osadzeni według ogólnego chrześcijańskiego porządku, by jeden wielu proboszczami rządził.

Zatem uczymy się od apostoła najwyraźniej, że winno się w chrześcijaństwie tak dziać, że każde miasto w parafii wybiera zacnego obywatela, jemu powierza urząd parafialny i utrzymuje go z parafii, dając mu swobodę według upodobania zawrzeć związek małżeński lub też nie. Tenże potem miałby kilku kapłanów lub diakonów obok siebie, również zamężnych lub jakby chcieli, którzyby mu byli pomocni kierować ludem i parafią przez kazania i udzielanie sakramentów, jak to pozostało w greckim kościele do dnia dzisiejszego. Było potem później, gdy kacerze spowodowali wiele prześladowań i sporów, wielu świętobliwych ojców, którzy rezygnowali dobrowolnie ze stanu małżeńskiego, by tym lepiej poświęcić się badaniom i być gotowymi każdego czasu na śmierć i walkę, i oto rzymska Stolica, kierując się karygodnym umysłem, doszła do tego, by w tej sprawie wydać ogólny rozkaz i zakazała wszystkim proboszczom żyć w stanie małżeńskim. To jej podsunął diabeł, jak św. Paweł 1 Tym. 4.1,3 ogłasza: "Przyjdą nauczyciele, którzy przyniosą naukę diabelską i zakażą wstępować w małżeństwo". Przez to powstało niestety tyle narzekania, iż tego nie można opowiedzieć, i to dało powód do odłączenia się kościoła greckiego oraz pomnożyło niezmiernie niezgodę, grzech i hańbę i zgorszenie, jak przy wszystkim, co diabeł rozpocznie i broi. Co my chcemy tedy tutaj robić?

Radzę, by dać znowu wolną rękę i pozostawić to każdemu według własnej woli ożenić się lub też nie żenić się. Lecz w tym wypadku musiałby nastąpić zupełnie inny zarząd i uporządkowanie dóbr i całe duchowne prawo musiałoby upaść i nie byłoby wolno wiele dóbr lennych odprowadzać do Rzymu. Boję się, że powodem do tej nędznej nieczystej czystości była chciwość, z czego potem wynikło, że każdy chciał być duchownym i każdy dał na studia swe dziecko, nie by w czystości żyć, co też bez stanu duchownego było możliwe, lecz w tym zamiarze, by się odżywiać chwilowym utrzymaniem bez pracy i trudu, wbrew przykazaniu Bożemu: I Mojż. 3,19: "W pocie oblicza pożywać będziesz twój chleb". Nałożyli temu szminkę, jak gdyby modlenie się i czytanie mszy było ich pracą.

Pozostawiam tu na boku papieża, biskupów, duchownych instytutów i zakonników, których Bóg nie ustanowił. Jeżeli sobie sami nałożyli brzemiona, to niech je też dźwigają. Chcę mówić o stanie proboszczów, których Bóg ustanowił, który też rządzi parafią przez głoszenie kazań i sakramenty, w niej też mieszkać i nią chwilowo zawiadywać musi. Tym właśnie winien sobór chrześcijański dać wolność się żenić, by uniknąć niebezpieczeństwa i grzechu. Bowiem ponieważ ich Bóg nie zobowiązał, nie powinien i nie może ich nikt zobowiązać, chociażby nawet był aniołem z nieba, nie mówiąc papież, i co przeciw temu postanowione jest w duchownym prawie, jest same tylko bajanie i gadanina. Dalej radzę: Kto w przyszłości daje się wyświęcić na probostwo lub w innym celu, ten w żadnym wypadku nie powinien ślubować zachowywać czystość i winien mu przeciwstawić, iż nie ma on żadnej mocy żądać takiego ślubu. Jest to diabelska tyrania żądać coś takiego. Jeżeli jednak musi czy chce się powiedzieć, jak niektórzy czynią: Quantum fragilitas liumana permittit, to niecił każdy bez troski słowa te tłumaczy negative, id est: non promitto castitatem, bowiem fragilitas humana non permittit caste vivere, li tylko angelica fortitudo et caelestis virtus, by zachować wolne sumienie bez wszelkich ślubów.

Chcę tym, którzy jeszcze żon nie mają, ani radzić ani zakazywać, by się żenili, lub by pozostali bez żony. Pozostawiam to ogólnemu chrześcijańskiemu uregulowaniu i lepszemu zrozumieniu każdego. Ale przed biednym ludem nie chcę ukrywać mej życzliwej rady i nie odmawiać im pociechy, tym, którzy obecnie siedzą obarczeni żoną i dzieckiem w hańbie i ze złym sumieniem, że ją przezywa się nierządnicą klechy, dzieci dziećmi klechów, a to mówię otwarcie według mego dworskiego prawa.

Znajdujemy niejednego zacnego proboszcza, któremu nie może nikt czegoś zarzucić, jak tylko, że jest słaby i popadł w pohańbienie ze swą żoną. podczas gdy przecież oboje są w gruncie swego serca tak usposobieni, że dwa chętnie zawsze pozostać ze sobą w prawdziwej małżeńskiej wierności. Jeżeli mogą to czynić z dobrym sumieniem, jest tych dwoje naprawdę małżonkami, aczkolwiek publicznie muszą znosić hańbę, i tu mówię: Jeżeli tak są usposobieni i w ten sposób wchodzą w uczciwe życie, wtedy winni oni tylko rzeźko ratować swe sumienie: niechaj on weźmie ją, jaku ślubną małżonkę, zatrzyma ją i żyje z nią statecznie jako małżonek, nie pytając się. czy tego papież chce lub nie, czy to sprzeciwia się duchownemu lub cielesnemu prawu. Zależy więcej na zbawieniu twej duszy, niż na tyrańskich samotwórczych, karygodnych ustawach, które nie są potrzebne do zbawienia ani też nie są nakazem Bożym. Rób tak, jak synowie Izraela, którzy Egipcjanom kradli swą zasłużoną zapłatę (II Mojż. 12,35) lub jak sługa kradnie swemu złośliwemu panu zasłużone wynagrodzenie. Tak kradnij też papieżowi swą ślubną żonę i dziecię. Kto ma wiarę, by się na to ważyć, ten niecił mnie tylko rzeźko posłucha. Nie chcę go uwodzić. Jeżeli nie mam mocy jak papież, to jednak mam moc jako chrześcijanin pomóc i radzić memu bliźniemu przeciw jego grzechom i niebezpieczeństwom, i to nie bez powodu i pobudki. Po pierwsze: Nie może się każdy proboszcz obejść bez kobiety, nie tylko z powodu swej słabości, lecz tym więcej z powodu gospodarstwa domowego. Czy ma on wtedy trzymać u siebie kobietę, podczas gdy papież nie zezwala mu pojąć ją za żonę. Męża i niewiastę pozostawić razem z sobą a jednak nakazywać, by nie upadli, czyż nie jest to coś takiego, jak gdyby się nagromadziło słomę i ogień i nakazałoby się, by się nie dymiło i nie paliło? Po drugie: Papież nie ma prawa tego zakazywać tak, jak nie ma prawa zakazać jedzenia, picia i naturalnego wypróżniania się lub otyłości. Dlatego nikt nie jest obowiązany przestrzegać nakazu a papież winien jest wszystkich grzechów, które się dzieją przeciw temu, wszystkich dusz, które przez to giną, wszystkich sumień, które przez to są w zamęcie i udręczeniu tak. iż by dawno zasłużył, by go ze świata przepędzono. Tak wiele dusz zadusił diabelskim postronkiem. Po trzecie: Choćby ustawa papieża przemawiała przeciwko temu — jeżeli mimo tego zawiera się związek małżeński przeciw ustawie papieża, to jego ustawa już się skończyła i nie ma żadnego znaczenia. Bowiem przykazanie Boże, które nakazuje (Mat. 19,6), że mężczyzny i niewiasty nikt rozłączać nie śmie. stoi wysoko ponad ustawą papieża a przykazanie Boże nie winno być łamane i usuwane z powodu przykazania papieskiego, chociaż wielu głupich prawników razem z papieżem wynaleźli impedimenta i przez to w stan małżeński wprowadzili przeszkody, rozbicia i zamieszanie tak, iż z tego powodu przykazanie Boże zupełnie zostało zniweczone. Co mam wiele mówić. W całej duchownej ustawie papieskiej nie ma nawet dwóch rządków, któreby mogły uczyć czegoś dobrego chrześcijanina, natomiast jest tyle błędnych i niebezpiecznych ustaw, iżby najlepiej było, by z nich urządzić stos!

Mówisz jednakże, że to jest gorszące i papież musi przedtem udzielić od tego dyspensy, tedy ja mówię: Co w tej rzeczy budzi zgorszenie, to jest winą rzymskiej Stolicy, która te ustawy sporządziła bezprawnie przeciwko Bogu. Przed Bogiem i Pismem św. nie jest to gorszące. Dalej: Jeżeli papież dla pieniędzy od swych łasych na pieniądze tyrańskich ustaw może dyspensować, to może też każdy chrześcijanin dla Słowa Bożego i zbawienia dusz od tego właśnie dyspensować. Bowiem Chrystus uwolnił nas od wszelkich ludzkich ustaw, zwłaszcza gdzie one skierowane są przeciw Bogu i zbawieniu dusz, jak Gal. 5,1 i 1 Kor. 9.4 itd. (10,23) św. Paweł uczy.

Po piętnaste. Nie chcę też zapomnieć o ubogich klasztorach. Zły duch, który pogmatwał i nieznośnymi uczynił wszystkie stany przez ludzką ustawę, opętał też niektórych opatów, ksienie i prałatów, iż sprawują zwierzchnictwo nad swymi braćmi i siostrami tak, iż maluczko tylko a pójdą do piekła i także tutaj nędzne prowadzą życie, jak to zresztą czynią wszyscy męczennicy diabła. Mianowicie zastrzegli oni sobie w spowiedzi wszystkie lub też choćby niektóre grzechy śmiertelne, które są tajemne tak, że żaden brat drugiemu nie śmie ich odpuścić pod klątwą i posłuszeństwem, i oto spotyka się na wszystkich miejscach nie zawsze aniołów, lecz także ciało i krew, które są gotowe ucierpieć raczej wszystką klątwę i grożenie, aniżeli się spowiadać ze swych potajemnych grzechów przed prałatem i w tym celu wyznaczonymi spowiednikami. Idą potem do sakramentu z takim sumieniem, przez co stają się pomylonymi i narzekania jest daleko więcej. O ślepi pasterze, o głupi prałaci, o drapieżne wilki!

Tutaj powiadam: Jeżeli grzech jest jawny lub znany, to jest słusznie, że sam prałat wymierzy za niego karę i tylko takie a żadnych innych nie może dla siebie zastrzec i wyłączać. Nad tajemnymi grzechami nie ma on żadnej mocy, chociażby to były i najgorsze grzechy, które się napotyka lub napotkać można, i jeżeli prałat takie wyłącza, jest tyranem i nie ma do tego prawa i wtrąca się w Boży sąd. To też radzę tym dzieciom, braciom i siostrom: Jeżeli naczelne władze nie chcą udzielić zezwolenia na spowiadanie się z tajemnego grzechu, komu chcesz, tedy odejmij go sobie sam i wynurz go twemu bratu lub twojej siostrze, komu lub gdzie chcesz. Daj się rozgrzeszyć i pocieszyć, idź i czyń następnie, co chcesz i winieneś — wierz tylko mocno, żeś rozgrzeszony, tak więcej nie potrzeba. A jeżeli klątwą, omylnością i czymkolwiek jeszcze grożą, nie daj się zasmucić lub w błąd wprowadzić. Nie mają one znaczenia, jak tylko dla jawnych lub znanych grzechów, w razie gdyby ich ktoś nie chciał wyznać. To ciebie nie dotyczy. Cóż sobie przypisujesz, ślepy prałacie, powstrzymać tajne grzechy przez twoje groźby? Zaniechaj tego, czego jawnie otrzymać nie możesz, by sąd Boży i łaska z twoimi też miała coś do czynienia. On je powierzył w twoje ręce, nie tak całkiem, by ich zupełnie wypuścił z ręki swojej. Tak, ty masz tę mniejszą cząstkę pod sobą! Zostaw ty twoje przepisy przepisami i nie wynoś ich do nieba na sąd Boży.

Po szesnaste. Byłoby też konieczne, by zniesione lub przynajmniej zredukowane zostały dni roczne, obchody, msze zaduszne. Bowiem mamy to jawne przed oczyma, że z tego nic nie wyszło, jak tylko pośmiewisko na wielką obrazę Boga. Nastawione są one nie tylko na pieniądze, żarcie i pijaństwo. Cóż za upodobanie miałby Bóg w tym, jeżeli nędzne wigilie i msze tak żałośnie bywają wypaplane, nie czytane ani też zmawiane. I gdyby je już zmawiano, toby ich nie wykonywano dla Boga z wolnej miłości, lecz dla pieniędzy i z powodu istniejącego obowiązku. Otóż nie jest to przecież możliwe, by Bogu pewien uczynek się podobał lub też uzyskane zostało u niego coś, co się nie dzieje z wolnej miłości. Jest to tedy po chrześcijańsku, że wszystko usuniemy lub chociażby pomniejszymy, co, jak widzimy, prowadzi do nadużycia i Boga więcej gniewa, niż zjednywa. Byłoby mi milej i nawet Bogu przyjemniej i o wiele lepiej, gdyby instytut, kościół czy klasztor zebrały razem wszystkie swoje roczne msze i wigilie i obchodziły w jednym dniu prawdziwą wigilię i mszę z serdeczną powagą, nabożnością i wiarą za wszystkich swoich dobroczyńców, aniżeli każdemu z nich z osobna tysiąc i tysiące każdego roku bez tego skupienia i bez wiary. O mili chrześcijanie. Bogu zależy nie na wielu, lecz na prawdziwym modleniu się. On nawet potępia długie i liczne modlitwy (Mat. 6.7) i powiada, że zasłużą przez to tym więcej na potępienie (Mat. 23,14). Lecz chciwość, która Bogu nie może dowierzać i urządza taki ruch i trwoży się, by nie musiała umrzeć z głodu.

Po siedemnaste. Należałoby też znieść niektóre pokuty albo kary duchownego prawa, głównie interdykt. który bez wątpienia wymyślił zły duch. Czyż nie jest to diabelskie dzieło, że jeden grzech chce się naprawić wieloma większymi grzechami? Że się Bożemu słowu zatyka usta i służbie kres się kładzie, jest przecież o wiele większym grzechem, aniżeli gdyby ktoś zamordował naraz dwudziestu papieży, nie mówiąc już o jednym kapłanie lub gdy ktoś zatrzymał duchowne dobro. To też jest jedna z pełnych wdzięku cnót, których się uczy w duchownym prawie. Bowiem duchowne prawo zowie się też dlatego duchownym, bo się wywodzi z ducha, nie z Ducha świętego, lecz ze złego ducha. Klątwę stosować należy nie prędzej, jak tam. gdzie Pismo na to wskazuje, tzn. przeciw tym, którzy wierzą nie prawdziwie lub też żyją w jawnych grzechach, ale nie z powodu doczesnego dobra. Lecz teraz jest odwrotnie: każdy żyje i wierzy, jak chce a właśnie ci najwięcej, którzy innych ludzi ciemiężą i hańbią klątwami i wszelka klątwa jest obecnie stosowana dla doczesnego dobra, co też zawdzięczamy nikomu innemu, jak tylko świętobliwemu duchownemu nie prawu. O tym powiedziałem przedtem więcej w sermonie.

Inne kary i pokuty, suspendowanie, nieregularność, aggrawacja, depozycja, błyskanie, grzmienie, przeklinanie, potępianie, i wiele innych tym podobnych wynalazeczków należałoby zakopać dziesięć łokci głęboko do ziemi, by też ich nazwy i pamięć o nich na ziemi więcej nie istniały. Zły duch, który przez duchowne prawo został uwolniony, zaniósł tę straszną plagę i ten lament do Królestwa niebieskiego świętego chrześcijaństwa i przez to uzyskał tylko tyle. że dusze niszczeją i potykają się o przeszkody, tak iż słowo Chrystusa Mat. 23.13 może przez mego być dobrze rozumiane: "Biada wam, uczeni w Piśmie! Przywłaszczyliście sobie władzę nauczania a zamykacie przed ludźmi Królestwo Boże. Sami do niego nie wchodzicie a zabraniacie tym, którzy do niego wchodzą".

Po osiemnaste. Należałoby znieść wszystkie święta a zachować tylko niedzielę. Jeżeli jednak chcemy obchodzić święta naszej pani i wielkich świętych, należy je wszystkie przełożyć na niedzielę lub je obchodzić w rannej porze do mszy, potem zaś cały dzień uczynić dniem roboczym. Powód: Ponieważ nadużywanie w zapijaniu się, zabawach, próżniactwie i różnego rodzaju grzechach stało się modnym, przeto gniewamy Boga w święte dni więcej, niż w innych dniach i pomienili zupełnie role tak, iż dni święte nie są święte, zaś dni robocze są święte a Bogu i jego świętym z wielu świętymi dniami nie tylko nie czyni się służby, lecz bywają one nawet gwałcone - aczkolwiek niektórzy głupi prałaci mniemają, że jeżeli oni oraz każdy według swej ślepej pobożności urządzają święto św. Otylii lub św. Barbary, to już przez to wykonali niezwykle dobry uczynek, podczas gdy zrobiliby daleko lepiej, gdyby ku czci jakiegoś świętego zrobili z dnia świętego dzień roboczy.

Do tego zwykły człowiek prócz tej duchownej szkody ponosi jeszcze dwie szkody cielesne: zaniedbuje pracę i prócz tego zjada więcej, niż zwykle. Ba nawet osłabia i czyni niezdolnym swoje ciało, jak to każdego dnia widzimy, pomijając już to. że nikt nie myśli o tym, by to naprawić, I tu nie należy pytać, czy papież ustanowił święta lub czy też musianoby mieć dyspens i zezwolenie. Co przeciwko Bogu i ludziom jest szkodliwe na ciele i na duszy, ma każda parafia, rada czy zwierzchność prawo nie tylko znieść i powstrzymać bez wiedzy i woli papieża czy biskupa, lecz ma ona dla zbawienia swoich dusz obowiązek temu przeszkodzić, chociażby tego nie chcieli papież i biskupi, którzy przecież winni być pierwszymi czemuś podobnemu przeszkodzić.

A zwłaszcza poświącki kościołów należałoby zupełnie wykorzenić, bowiem stały się one prawdziwe knajpy, jarmarki i piekła gry, służące jedynie do pomnożenia obrazy Boga i nieszczęścia dusz. Nie pomoże, by się przeciw temu rozdmuchiwało, że to początkowo było dobre i jest dobrym uczynkiem. Zniweczył przecież Bóg swoje własne dzieło, które dał z nieba, gdy przez nadużycie zostało opacznie przewrócone i codziennie jeszcze przewraca to, co ustanowił, niszczy, co uczynił, właśnie z powodu opacznego nadużycia, jak o nim napisano w psalmie 18 (w. 27): "Z przewrotnym przewrotnie sobie postąpisz".

Po dziewiętnaste. Ulec winny zmianie stopnie lub członki, w których zakazane zostaje małżeństwo jako stosunki rodziców chrzestnych oraz czwarty i trzeci stopień. Jeżeli papież może od tego dla pieniędzy i haniebnej sprzedaży zwalniać, to może każdy proboszcz z tego za darmo dla zbawienia duszy też zwalniać. O chciałby Bóg, by wszystko, co się musi kupić w Rzymie dla rozwiązania złotego sznura duchownego prawa, każdy proboszcz mógł czynić i zaniechać bez pieniędzy, jak odpust, listy odpustowe, listy maślane, listy mszalne, i wszystkie inne confessionalia i łobuzerstwa. które się znajdują w Rzymie, by tym oszukiwać biedny lud i pozbawić go jego pieniędzy. Bowiem jeżeli papież ma tę moc złote sznury i duchowne sidła (prawa, miałem powiedzieć) sprzedawać za pieniądze, to proboszcz ma na pewno więcej mocy je potargać i dla Boga nogami zdeptać. Jeżeli jednak nie ma do tego mocy. to papież nie ma też mocy sprzedawać je przez haniebny jarmark.

Tu należy też. by posty pozostawiono każdemu według woli i by wszelki pokarm pozostawiono według gustu, jak pozwala ewangelia. Bowiem oni sami w Rzymie kpią sobie z postów, każą nam tutaj żreć oliwę, któraby swoich butów nie dali smarować i sprzedają nam potem wolność spożywać masło i wszystkie możliwe, podczas gdy św. apostoł powiada (1 Kor. 10,23), że do tego wszystkiego mamy już dawno wolność z ewangelii. Lecz oni nas usidlili swym duchownym prawem i okradli tak, iż my z powrotem kupować musimy za pieniądze i przez to uczynili sumienia tak lękliwe i nieśmiałe, iż nie jest wskazane rozpowiadać o tej wolności, bowiem zwykły lud gorszy się tym i uważa jedzenie masła za większy grzech, aniżeli kłamać, zaklinać lub nieczysto żyć. Jest to przecież ludzkie dzieło, co ludzie postanowili: kładźmy to, gdzie chcemy, jednak przenigdy nie powstanie z tego coś dobrego.

Po dwudzieste. Należałoby zrównać z ziemią dzikie kapliczki i polowe kościoły, dokąd ciągną nowe pielgrzymki, jak Wilsnack, Szternberg, Grimental, Trier i teraz Regensburg i wiele innych. O jak ciężką żałosną rachubę złożyć będą musieli biskupi, którzy tolerują ten diabelski upiór i z niego korzyść ciągną. Oni mieliby być pierwszymi, by temu przeszkodzić, ale oni uważają, że to jest Boska święta sprawa i nie widzą, że to popiera diabeł, by wzmóc chciwość, założyć fałszywą wymyśloną wiarę, osłabić kościoły parafialne, pomnożyć knajpy i nierząd, roztrwonić pieniądze i pracę bez pożytku i tylko za nos wodzić biedny lud. Gdyby czytali Pismo tak dobrze, jak przeklęte duchowne prawo, znaleźliby radę na te rzeczy.

Nic też nie pomoże, że się tu dzieją znaki cudów. Bowiem zły duch może czynić cuda. jak nam Chrystus zwiastował (Mat. 24.24). Gdyby sprawę poważnie traktowali i ten interes zakazali, skończyłyby się wkrótce cuda lub gdyby to było od Boga, toby się tego przez ich zakaz nie dało powstrzymać. I chociażby nie było żadnego innego znaku na to, iż to nie jest od Boga, toby to wystarczyło, by ludzie tłumnie tam pędzili jak szaleni, bez rozumu jak bydło i ta rzecz nie może w żaden sposób pochodzić z Boga. Tak też Bóg nic podobnego nie nakazał, nie jest też to żadne posłuszeństwo czy zasługa. Dlatego należy rześko wkroczyć i lud powstrzymać. Bowiem co nie jest nakazem, a jednak szerzy się więcej, niż nakaz Boży, to na pewno jest to sam diabeł. Prócz tego ponoszą kościoły parafialne szkodę przez to, że doznają mniej poszanowania. Wszystko razem: są to znaki wielkiej niewiary w ludzie. Bowiem gdyby naprawdę wierzyli, mieliby wszystkie rzeczy w ich własnych kościołach, do których według nakazu mają chodzić.

Ale cóż ja mam powiedzieć? Każdy przemyśliwa tylko o tym. jakby mógł w swoim gronie taką pielgrzymkę uzasadnić i otrzymać, nie troszcząc się w najmniejszym stopniu o to, jak lud prawdziwie wierzy i żyje. Regenci (duchowni), są jak lud, ślepy dla drugiego (Mat. 15,14). Nawet, gdzie pielgrzymki nie chcą się przyjąć, zaczyna się wywyższać świętych — nie ku czci świętych, którzyby i bez tego wywyższania doznawali dosyć czci, lecz by mieć napływ i otworzyć źródło pieniędzy. Do tego pomagają papież i biskup, tutaj lecą odpusty jak deszcz, na ten cel ma się dosyć pieniędzy. Lecz o to, co Bóg nakazał, nikt się nie troszczy, za tym nikt nie goni. na to nikt nie ma pieniędzy. Ach, że też jesteśmy tacy ślepi, tolerujemy nie tylko złą wolę diabła w jego upiorze, lecz go jeszcze wzmacniamy i popieramy. Chciałbym, by miłych świętych pozostawiono w spokoju a ludu nie zwodzono. Któryż duch dał papieżowi pełnomocnictwo kanonizowania świętych? Któż mu to mówi, czy są świętymi lub też nie są świętymi? Czy zresztą nie ma dosyć grzechów na ziemi, że się jeszcze Boga kusić, w jego sąd wkraczać i miłych świętych jako puszczyki na pieniądze wystawiać musi?

Dlatego radzę, niech się święci sami wynoszą. Tak, Bóg jedynie mógłby ich wynosić a każdy pozostać na swojej parafii - probostwie — gdzie znajdzie więcej, niż we wszystkich kościołach pątniczych, nawet chociażby one złączone zostały w jeden kościół. Tutaj znaleźć można chrzest, sakrament, kazanie i twojego bliźniego a to są większe rzeczy, niż wszyscy święci w niebie. Bowiem one wszystkie stały się świętymi przez Słowo Boże i Sakrament. Ponieważ te wielkie rzeczy lekceważymy, sprawiedliwy jest Bóg w swoim zagniewanym wyroku, gdy diabłu zleca wodzić nas tu i tam, urządzać pielgrzymki, zakładać kaplice i kościoły, pozostawić mu wynoszenie świętych i tym podobne błazeństwa, byśmy z prawdziwej wiary wpadli w nową fałszywą niewiarę, podobnie jak przed czasami postępował z ludem izraelskim, którego uwodził od świątyni w Jeruzalemie precz na niezliczone miejsca - zawsze jednak w imieniu Bożym i pod pozorem świętości, przeciw czemu kazali wszyscy prorocy i za to ponieśli męczeństwo. Lecz obecnie nikt przeciw temu nie każe, boby go biskupi, papież, duchowni i zakonnicy może też zrobili męczennikiem. W ten sposób musi obecnie także Antoninus z Florencji i niejeden inny zostać uznani za świętych i kanonizowani, by ich świętość posłużyła do ugarnięcia sławy i pieniędzy, podczas gdy ona jedynie ku chwale Bożej oraz dla dobrego przykładu posłużyć by mogła.

I choćby dawniej mogło to być dobre, ono wywyższenie świętych, to obecnie nie jest to już dobre, podobnie, jak wiele innych rzeczy dawniej było dobrych a dziś jednak są gorszące i szkodliwe, jak święta, skarby kościelne i kościelne wyposażenia. Jest bowiem jasne, że z wywyższeniem świętych nie szuka się czci Bożej ani poprawy chrześcijan, lecz pieniędzy i sławy. Jeden kościół chce przed innymi być jakąś osobliwością i żal by mu było, by drugi kościół miał to samo i pierwszeństwo tegoż byłoby ogólne. Tak zupełnie ustawiono w tym najgorszym ostatnim czasie duchowne dobra do nadużywania i na zysk doczesnych dóbr, że wszystko, co jest Bożego, służyć musi chciwości. Prócz tego służy takie pierwszeństwo tylko do rozdwojenia, rozbicia i niezgody: jeden kościół odróżnia się od drugiego i wzajemnie sobą gardzą i wynoszą się jeden nad drugiego, podczas gdy przecież wszystkie Boskie dobra są wszystkim dostępne i równe i służyć mają tylko do jedności. Ale to chce papież tak mieć i byłoby mu żal, gdyby wszyscy chrześcijanie byli równi i zgodni.

Tu należą też następujące sprawy, któreby należało usunąć czy zlekceważyć lub przynajmniej uogólnić: wszystkie swobody pewnych kościołów, bulle i to, co jeszcze papież sprzedaje na swoim zdzierczym straganie w Rzymie. Bowiem jeżeli Wittenberdze, Halle, Wenecji a zwłaszcza swemu Rzymowi indulta, sprzedaje przywileje, odpust, łaski, korzyści facultates, dlaczego tego nie daje wszystkim kościołom w ogólności? Czyż nie jest on obowiązany dla wszystkich chrześcijan za darmo i dla Boga uczynić wszystko, co potrafi, ba nawet wylać za nich swą krew? Powiedz mi tedy, dlaczego daje lub sprzedaje to temu kościołowi a innym nie; lub też musi przeklęty pieniądz w oczach jego świętobliwości robić tak dużą różnicę wśród chrześcijan, którzy przecież wszyscy mają ten sam chrzest, to same słowo, tę samą wiarę. Chrystusa i wszystkie rzeczy? Czy chcą nas koniecznie z otwartymi oczyma zaślepić i głupcami zrobić przy pełnym rozumie, byśmy się modlili do tej zachłanności, do tego łobuzerstwa i obłudy? On jest pasterzem — gdy masz pieniądze, lecz nic więcej, i pomimo tego nie wstydzą się za swoje łobuzerstwo wodzić nas za nos swymi bullami. Chodzi im jednak o te przeklęte pieniądze, poza tym o nic więcej.

A zatem radzę to: Jeżeli to łobuzerstwo nie zostanie usunięte, to niechaj każdy prawdziwy chrześcijanin otworzy swe oczy i niechaj się nie daje bałamucić przez rzymskie bulle, pieczęcie i zewnętrzny przepych, niech pozostanie w domu w swym kościele i niecił uważa za najlepsze swój chrzest, ewangelię, wiarę, Chrystusa i Boga. który jest ten sam na wszystkich miejscach a papież niech pozostanie ślepym przewodnikiem ślepych (Mat. 15,14). Nie mogą ci dać ani aniołowie ani papież tyle. co ci daje Bóg na twoim probostwie. Ba, papież odwodzi cię od Bożych darów, które masz za darmo, do swoich darów, które musisz kupić i daje ci ołów zamiast złota, skórę zamiast mięsa, powróz zamiast torby, wosk zamiast miodu, słowa zamiast przedmiotu, literę zamiast ducha, jak to masz przed oczyma i pomimo tego zmiarkować. Masz pojechać do nieba na jego pergaminie i wosku, to ci rychło wóz się rozleci a ty spadniesz do piekła, nie w imieniu Bożym. Niechaj to będzie twą mocną regułą: co musisz nabyć od papieża, nie jest to dobre ani też od Boga. Bowiem, co jest z Boga, to dawane jest nie tylko darmo, lecz cały świat będzie nawet za to karany i potępiony, że tego nie chcieli przyjąć darmo, mianowicie ewangelię i dzieła Boże. Zasłużyliśmy na uwodzenie dla Boga, ponieważ wzgardziliśmy jego Słowem i Łaską chrztu, jak mówi św. Paweł (II Tes. 2,11): "Bóg poszle skuteczny obłęd tym wszystkim, którzy nie przyjęli prawdy dla swego zbawienia, aby uwierzyli kłamstwu i łobuzerstwu i za nimi szli, jak na to zasługują".

Po dwudzieste pierwsze: Jest jedną z najpilniejszych potrzeb, by położono kres wszelkiemu żebractwu w całym chrześcijaństwie. Właściwie nie powinien nikt z chrześcijan chodzić po żebraniu. Byłoby też łatwo rzecz tę uporządkować, gdybyśmy z otuchą i na serio chcieli do niej podejść. Mianowicie tak: Każde miasto musiałoby swoich ubogich ludzi zaopatrzyć i nie przyjąć żadnego obcego żebraka, niechby się oni nazywali, jakby chcieli, czy byliby to wędrowni bracia lub też żebraczy zakon. Mogłoby każde miasto wyżywić swoich, a gdyby było na to za małe, należałoby też w okolicznych wioskach upomnieć lud, by coś na ten cel dali, bowiem i tak muszą oni żywić wielu włóczęgów i złych łobuzów pod pretekstem żebrania. Wtedy wiedziałoby się też, kto jest rzeczywiście ubogi a kto nie.

Musiałby też być zawiadowca lub opiekun, któryby znał tych wszystkich ubogich i zgłaszał radzie lub proboszczowi o tym, czego oni potrzebują lub w jaki sposób najlepszy możnaby tę sprawę uregulować. Moim zdaniem przy żadnej sprawie nie dzieje się tyle łajdactw i oszustw, jak przy żebraniu i wszystko dałoby się łatwo usunąć. Prócz tego ponosi szkodę zwykły lud, gdy tak bez przeszkody i powszechnie pętają się żebracy. Rozważyłem to sobie: Pięć czy sześć zakonów żebraczych przychodzi w roku, jeden więcej, niż sześć lub siedem razy na jedno miejsce, do tego zwykli żebracy, poselstwa i wędrowni bracia tak, iż w sumie jedno miasto odstawić musi daniny sześćdziesiątkrotnie w roku, pomijając to, co się odstawia świeckiej władzy w należnościach, podatkach i ciężarach i co rabuje rzymska Stolica ze swym towarem i co oni sami niepotrzebnie spożywają tak, iż dla mnie jest jeden z największych cudów, jak mimo tego utrzymani i wyżywieni być możemy.

Ale oto sądzą niektórzy, że w ten sposób ubodzy nie byliby dobrze zaopatrzeni i nie budowałoby się tak wielkich kamiennych gmachów i klasztorów i to nie tak dużo. Owszem wierzę temu, jednak nie jest też to potrzebne: kto chce być ubogim, nie powinien być bogatym. Jeżeli jednak chce być bogatym, niecił przyłoży rękę do pługa i wygrzebie sobie sam z ziemi. Dosyć jest, gdy ubodzy są wystarczająco zaopatrzeni tak, iż nie umierają z głodu, i nie marzną. Nie uchodzi, by jeden próżniaczył dzięki pracy drugiego, był bogaty i dobrze żył, podczas gdy drugi żyje źle, jak to dziś jest przewrotnym nadużyciem. Bowiem św. Paweł mówi (II Tes. 3,10): "Kto nie pracuje, niech też nie je". Nikomu nie jest nakazane przez Boga, by żył z obcych dóbr, za wyjątkiem kaznodziei i urzędujących kapłanów gwoli ich duchownej pracy, jak mówi św. Paweł (I Kor. 9,14) a także Chrystus do apostołów (Łuk. 9,7): "Każdy robotnik godzien jest swojej zapłaty".

Po dwudzieste drugie: Należy się też obawiać, że liczne msze. które fundowane są na zakłady i klasztory, nie tylko mały przynoszą pożytek, lecz też budzą wielki gniew Boży. Dlatego byłoby pożyteczne, gdyby się więcej mszy nie fundowało, lecz by się wiele z ufundowanych skasowało. Bowiem widoczne jest, jak się widzi w nich tylko ofiary i dobre uczynki, podczas gdy są one sakramentem, tak dobrze, jak chrzest i pokuta, które przynoszą pożytek nie innym, jak tylko temu, który je otrzymuje. Lecz oto wdarło się, że odprawiana bywa msza za żywych i umarłych i na tym opierają się wszystkie sprawy. Z tego też powodu funduje się tak liczne msze i z tego zrobił się taki nieporządek, jak widzimy. Ale jest to może jeszcze za nowe i niesłychane, zwłaszcza dla tych, którzy się obawiają, żeby przez zaprzestanie mszy utracili swą pracę i swe utrzymanie. Co o tym więcej da się powiedzieć, muszę odłożyć do czasu, aż się dla tego pokaże prawdziwe zrozumienie, co i do czego msza jest dobra. Niestety od wielu lat stało się to rzemiosłem dla doczesnego utrzymania tak, iż radziłbym być w przyszłości raczej pastuchem lub jakimś robotnikiem, aniżeli kapłanem czy mnichem, jeżeli tenże nie wie przedtem dokładnie, co to jest odprawianie mszy.

Mówię tutaj bynajmniej nie o starych zakładach i klasztorach, które niewątpliwie ufundowane zostały w tym celu, by dzieci szlachty, które według, zwyczaju niemieckiego narodu nie wszystkie mają być właścicielami i regentami dziedzictwa, w tych zakładach były utrzymywane i dobrowolnie służyły tam Bogu, studiowały i kształciły się na uczonych ludzi. Mówię o nowych zakładach, które są fundowane tylko na cele modlitwy i czytania mszy, za których wzorem też i te stare w tenże sposób obciążone bywają modlitwami i mszami, tak iż nie przynoszą żadnego lub też tylko bardzo mało pożytku. Jednak i to jest z łaski Bożej, że w końcu, jak zasługują, wychodzą na męty, tzn. śpiewanie chorałów i na tlałaś organowy, tudzież na kiepskie zimne msze, za które otrzymują tylko znikome procenta zakładów i te konsumują. Także te sprawy winni sobie oglądnąć papież, biskupi i doktorzy i przeciw temu wystąpić. Lecz są to ci, którzy to najwięcej popierają i zezwalają zawsze na to, co tylko przynosi pieniądze, ślepy prowadzi zawsze drugiego (Mat. 15,14). To robi chciwość i duchowne prawo. Nie winno jednak być też tak. by jedna osoba była w posiadaniu więcej, niż jednego stanowiska kanonika i prebendy, lecz powinna się zadowolić w umiarkowanych warunkach tak, by drugi też coś miał. by się skończyło usprawiedliwienie tych. którzy mówią, że muszą mieć więcej, niż jedną posadę dla podtrzymania należnego ich pozycji fasonu. Możnaby ten ich pozycji należny fason mierzyć na taką wielkość, że nie starczyłby cały kraj tenże utrzymać - chciwość i utajona nieufność względem Boga biegną przecież z całą pewnością obok siebie tak. iż często robi się wydatki na potrzebę należnego fasonu, co jest czystą chciwością i nieufnością.

Po dwudzieste trzecie: Braterstwa, podobnie odpust, listy odpustowe, listy maślane, listy mszalne, dyspensy i więcej jeszcze tym podobnych - wszystko to tylko śmiało utopić i zniszczyć! Nie ma na tym nic dobrego. Jeżeli cię może papież dyspensować z jedzenia masła, słuchania mszy itd., to tę możność winien on pozostawić proboszczowi, któremu nie ma prawa tego odebrać. Mówię też o braterstwach, w których rozdziela się odpust, msze i dobre uczynki. Mój kochany, rozpocząłeś we chrzcie braterstwo z Chrystusem, ze wszystkimi aniołami, świętymi i chrześcijanami na ziemi. Utrzymuj je i wysługuj się mu dobrze, a wtedy masz dosyć braterstw. Inni niechaj błyszczą, jak chcą. Są oni przecież jak fenig do gry w stosunku do guldena. Miałyby jednak istnieć takie braterstwa, które składają swe pieniądze, by nakarmić ubogich lub komuś pomóc, to byłyby one dobre i miałyby swój odpust i zasługę w niebie. Lecz obecnie zamieniły się one na uczty i pijatyki.

Nade wszystko należałoby przepędzić z krajów niemieckich papieskie poselstwa z ich pełnomocnictwami, które nam one sprzedają za ciężkie pieniądze, co przecież jest czystym łajdactwem. Tak biorą pieniądz i wywracają niesłuszne dobre na dobre, rozwiązują przysięgi, śluby i układy i uczą łamać wierność i wiarę, którą sobie przyrzeczone. Mówią, że papież ma moc do tego. To im zły duch nakazuje mówić i tak sprzedają nam diabelską naukę i biorą za to pieniądze, że nas uczą grzeszyć i prowadzą do piekła. Gdyby nie było innych zdradzieckich złości, któreby udowadniały, że papież jest prawdziwym antychrystem, to właśnie ten ustęp byłby wystarczającym dowodem. Czy słyszysz to, papieżu, ty najgrzeszniejszy, nie najświętszy? Oby Bóg z niebios twoją Stolicę możliwie jak najprędzej zdemolował i rzucił do czeluści piekła! Któż ci dał tę moc wywyższać się ponad twego Boga. iż łamiesz i rozwiązujesz, co On nakazał a chrześcijan, zwłaszcza naród niemiecki, który w całej historii chwalony bywa jako szlachetny, stały i wierny, ty uczysz być niestałym, krzywoprzysięskim, zdradzieckim, złoczyńczym i wiarołomnym? Bóg nakazał dochować przysięgi i wierności nawet nieprzyjaciołom, a ty odważasz się to przykazanie znosić i ustanawiasz w swoich kacerskich antychrześcijańskich dekretach, że masz nad tym władzę (tak kłamie przez twą szyję i twoje pióro zły szatan, jak jeszcze nigdy nie kłamał), gnieciesz i tłoczysz Pismo według twego widzimisię. Ach Chryste, Panie mój, wstań, dopuść nadejście dnia ostatecznego, i zniszcz gniazdo diabła w Rzymie! Tutaj siedzi człowiek, o którym Paweł powiedział (Tes. 2,3 itd.), że się wyniesie nad Ciebie i będzie siedział w twoim kościele i wydawać się będzie za Boga. człowiek grzechów i syn potępienia. Czymże innym jest papieska władza, jak tylko nauczanie i pomnażanie złości i grzechu i uwodzenie dusz tylko do potępienia — pod twym imieniem i pozorem!

Synowie Izraela musieli dawniej przestrzegać przysięgi, którą złożyli Gibeonitom, swoim wrogom, w nieświadomości i przez nich oszukani (Joz. 9,19 itd.). A król Zedekiasz musiał ze swym ludem nędznie zginąć, ponieważ złamał swą przysięgę królowi babilońskiemu (11 Król. 24,20—25,4 itd.) A u nas musiał przed 100 laty niestety dzielny król Polski i Węgier Władysław zostać pobity z tak licznym dzielnym ludem przez Turka, bo dał się uwieść przez papieskie poselstwa i kardynałów i złamał nabożną korzystną umowę i przysięgę, zawartą z Turkami. Dobry cesarz Zygmunt po soborze w Konstancji nie miał więcej szczęścia, bo zezwolił łajdakom na złamanie listu żelaznego, który dano Janowi Husowi i Hieronimowi i stąd powstał ten wszystek lament między Czechami i nami. A za naszych czasów — Boże się zmiłuj, ileż to chrześcijańskiej krwi przelało się z powodu przysięgi i przymierza, które papież Juliusz zawarł między cesarzem Maksymilianem a królem Ludwikiem z Francji i znowu złamał! Jakże mógłbym opowiedzieć to wszystko narzekanie, które papieże spowodowali tą swoją diabelską zuchwałością, by łamać przysięgę i śluby pomiędzy wielkimi panami, i oni z tego wszystkiego stroją sobie tylko żarty i do tego biorą pieniądze. Spodziewam się, że sądny dzień stoi przed drzwiami, bowiem nie może być gorzej, jak to wyprawia rzymska Stolica. Boskie przykazanie depta na ziemię, swoje przykazanie wynosi wysoko ponad tamto — jeżeli to nie jest antychryst, niech to powie ktoś inny, ktokolwiek nim może być. Wszelako o tym innym razem i lepiej.

Po dwudzieste czwarte. Jest bardzo na czasie, byśmy też wreszcie na serio i z prawdziwością rozpatrzyli sprawę Czechów, by ich z nami i nas z nimi połączyć, by nareszcie skończyły się straszliwe szkalowanie, nienawiść i zazdrość po obu stronach. Chcę według mego nierozumu jako pierwszy przedstawić moje zapatrywanie, z zastrzeżeniem lepszego zrozumienia u każdego innego. Po pierwsze musimy rzeczywiście wyznać prawdę i zaniechać nasze usprawiedliwianie się i Czechom coś przyznać, mianowicie, iż Jan Hus i Hieronim z Pragi spaleni zostali wbrew papieskiemu, chrześcijańskiemu i cesarskiemu listowi żelaznemu i przysiędze i to stało się przeciw przykazaniu Bożemu i dało Czechom ciężki powód do rozgoryczenia. I aczkolwiek byliby winni okazać doskonałość i znieść ciężką krzywdę i nieposłuszeństwo względem Boga od naszych, to jednak nie byli zobowiązani to aprobować i oświadczyć, że to słusznie uczyniono. Ba, winniby dziś za to poświęcić raczej ciało i życie, aniżeli przyznać, iż jest rzeczą słuszną złamać cesarski, papieski i chrześcijański list żelazny i wiarołomnie przeciwko temu działać. Chociaż Czesi nie okazali cierpliwości, jest z tego powodu cały ten lament, cały błąd i zguba dusz, które wynikły z tego soboru, przecież więcej winą papieża i jego popleczników.

Nie chcę tutaj oceniać też Jana Husa ani tez bronić jego błędu, aczkolwiek mój rozum u niego jeszcze nic błędnego nie znalazł i ja bez troski wierzyć mogę, że ci, którzy przez swoje wiarołomne postępowanie złamali chrześcijański list żelazny i Boże przykazanie, nie orzekli nic dobrego ani też uczciwie nie potępiali i bez wątpienia opętani byli raczej przez złego ducha, niż przez Ducha świętego. Nikt nie będzie wątpił w to, jakoby Duch św. nie działał przeciw przykazaniu Bożemu. To też nikt nie jest tak ciemny, by nie wiedział, że łamanie listu żelaznego i wierności jest przeciw przykazaniu Bożemu, nawet chociażby one były przyrzeczone samemu diabłu, a tym mniej tylko jakiemuś kacerzowi. Wiadomo też. że taki list żelazny przyrzeczone Janowi Husowi i Czechom i nie dotrzymano go, tym więcej został on za to spalony. Nie zgadzam się też z tym, jak to niektórzy Czesi robią z Jana Husa świętego czy męczennika, chociaż przyznaję, że go spotkała niesprawiedliwość i że jego księga i jego nauka potępione zostały niesprawiedliwie. Bo sady Boże są tajemnicze i straszne i żaden, jak tylko On sam, winien je objawić i wypowiedzieć. Chcę tylko to powiedzieć: Nieciłby nawet był kacerzem, choćby nawet zawsze mógł być tak zły, spalono go jednak niesprawiedliwie i przeciw przykazaniu Bożemu, i nie należy Czechów pchać do tego, by to akceptowali, albo też nie dojdziemy nigdy do pojednania. Łączyć nas musi otwarta prawda a nie upór. Nie pomoże, iż wtedy wymawiali się, że kacerzowi nie trzeba dotrzymywać glejtu, to jest tak samo powiedziane, jak nie należy przestrzegać przykazania Bożego, by przestrzegać przykazanie Boże. Diabeł zrobił ich wściekłymi i głupimi, iż nie widzieli, co mówili czy robili. Bóg przykazał utrzymać w mocy glejt. To należy respektować, choćby cały świat zginął, a cóż dopiero, gdyby kacerz zyskał wolność? Należałoby też kacerzy jak starych ojców przekonywać pismami a nie ogniem. Przekonywać kacerzy ogniem — gdyby to było umiejętnością — kaci byliby najuczyńszymi doktorami na świecie i nie musielibyśmy się więcej uczyć, lecz ktoby drugiego pokonał przemocą, mógłby go spalić.

Po drugie. Cesarz i książęta winni przysłać uczciwego roztropnego biskupa i uczonego męża, za nic w świecie kardynała, żadnego papieskiego poselstwa ani też żadnego mistrza kacerskiego. bowiem lud ten jest w chrześcijańskich sprawach więcej, niż nieukiem i nie szuka też zbawienia dusz, lecz jak wszyscy papiescy obłudnicy, swej własnej władzy, korzyści i sławy. Oni byli przy tym żałosnym wydarzeniu w Konstancji też głównymi prowodyrami. Ci wysłańcy winni u Czechów stwierdzić, jak stoi sprawa z ich wiarą, czy byłoby możliwe zebrać razem wszystkie ich sekty. Tu miałby papież dla zbawienia dusz na pewien czas złożyć swe naczelne zwierzchnictwo i według postanowienia najwięcej chrześcijańskiego soboru w Nicei pozwolić Czechom wybrać sobie samym spośród siebie biskupa z Pragi, któregoby mógł potwierdzić biskup z Ołomuńca na Morawie lub biskup z Grań na Węgrzech lub biskup z Gniezna w Polsce lub biskup z Magdeburga w Niemczech. Wystarczy, że jeden lub dwóch z tychże go potwierdzą, jak za czasów Cypryana, zaś papież nie ma prawa temu przeszkodzić. Jeżeliby jednak temu przeszkodził, to postępuje, jak wilk i tyran i nikt nie winien go słuchać, tylko na jego wyklinanie odpowiedzieć przeciw — wyklęciem.

Jeżeli jednak chce to ktoś uczynić ku czci Stolicy św. Piotra za wiedzą papieża, to się na to godzę, pod warunkiem, że Czesi nie dadzą za to jednego halerza a papież nie zobowiąże ich o mały włos i nie podda swemu tyraństwu przysięgami i umowami, jak to czyni przy innych biskupach przeciw Bogu i prawu. Jeżeli nie chce zadowolić się honorem, że się w tej sprawie zapytywa jego sumienia, trzeba go zostawić przez jeden dobry rok z jego przysięgami, prawami, ustawami i tyraństwami i zadowolić się wyborem i niecił krzyczy na całe gardło o krew wszystkich dusz, będących w niebezpieczeństwie. Bowiem nikt nic powinien zezwolić na niesprawiedliwość i wystarczy, gdy się tyraństwu wyświadczyło cześć. Jeżeli w żaden sposób nie idzie inaczej, to wybór i zgoda zwykłego ludu mogą jeszcze mieć ważność, równie jak tyrańskie zatwierdzenie. Spodziewam się jednak, że to nie będzie potrzebne. W końcu uświadomią sobie przecież niektórzy papieżnicy lub nabożni biskupi i uczeni papieskie tyraństwo i stawią opór.

Nie chcę też radzić, by ich zmuszano do skasowania Sakramentu pod oboma postaciami, bowiem nie jest to ani niechrześcijańskie ani też kacerskie, tylko gdy chcą, to trzeba ich pozostawić przy tym zwyczaju. Jednak nowy biskup niechaj bacznie uważa. by z powodu tego zwyczaju nie powstała niezgoda, lecz niech ich w dobrym poucza, że żadna forma nie jest opaczna, podobnie jak nie powinno to wywoływać rozdwojenia, iż kapłani inaczej się ubierają i noszą, niż laicy. Podobnie nie należy ich prześladować za to, że nie chcą przyjąć rzymskiego prawa duchownego, lecz nade wszystko kłaść nacisk na to, by porządnie chodzili w wierze i w Piśmie Boga. Bowiem chrześcijańska wiara i chrześcijańskie życie mogą dobrze istnieć bez nieznośnych ustaw papieża. Ba, on nie może się utrzymać, gdy rzymskie ustawy się nie pomniejszą lub odpadną. My staliśmy się we chrzcie wolnymi i tylko pod Słowo Boże poddani, dlaczego ma nas człowiek w słowach swoich niewolniczo trzymać, jak mówi św. Paweł (1 Kor. 7,23) "Staliście się wolnymi, nie stawajcie się niewolnikami ludzi", tzn. tych, którzy rządzą ustawami ludzkimi.

Gdybym wiedział, że Pikardowie nie mieliby w Sakramencie Ołtarza żadnego innego błędu, jak tylko ten, iż wierzą, że jest tu prawdziwy chleb i prawdziwe wino. jednakże pod tym prawdziwe ciało i krew Chrystusa, tobym ich nie odrzucał, lecz pozostawiłbym ich pod władzą biskupa z Pragi. Bowiem nie istnieje żaden artykuł wiary, iż chleb i wino nie są istotne i naturalne w Sakramencie, jest to błędne mniemanie św. Tomasza i papieża. Lecz jest to artykuł wiary, że w naturalnym chlebie i winie jest prawdziwe naturalne ciało i krew Chrystusa. Należałoby tedy tolerować to błędne mniemanie, aż się obie strony ugodzą. Bowiem nie ma przy tym żadnego niebezpieczeństwa, gdy wierzysz, że jest chleb albo go nie ma. Bo jesteśmy zmuszeni tolerować różne sposoby i porządki, które dla wiary nie są szkodliwe. Jeżeli mają oni jednak inną wiarę, to chciałbym ich raczej widzieć na zewnątrz (kościoła) a jednak przywieść ich do poznania prawdy.

Błędy i rozdwojenia, które się w Czechach może jeszcze uwidocznią, należałoby tolerować do czasu, aż arcybiskup znowu mocno się usadowi i skupi lub z czasem znowu do zgodnej nauki. Chce on być naprawdę znowu zgromadzony nie przemocą, nie uporem i nie w pośpiechu, tutaj trzeba dogodnej chwili i łagodności, l Chrystus musiał też przez tak długi czas obcować ze swymi uczniami i ich niewiarę znosić, aż uwierzyli w jego zmartwychwstanie. Gdyby tylko był tam w Rzymie znowu porządny biskup i porządne kierownictwo, to spodziewałbym się wkrótce zwrotu na lepsze.

Świeckie dobra, które kościołowi należały żądać z powrotem zbyt raptownie, lecz ponieważ jesteśmy chrześcijanami i każdy ma obowiązek drugiemu pomóc, mamy tedy prawo dla Jedności przed Bogiem i światem udzielać im i zaniechać je. Chrystus mówi (Mat. 18,20): "Gdzie dwóch zgromadzonych jest w jedności na ziemi, tam jestem w pośrodku nich". Dałby Bóg. byśmy sobie zadali trudu po obu stronach i podali sobie ręce, jeden drugiemu w braterskiej pokorze i nie utwierdzali się w naszej władzy lub w naszym prawie. Miłość jest czymś więcej i jest więcej potrzebna, niż papiestwo w Rzymie, które może istnieć bez miłości podobnie, jak miłość bez papiestwa. Spełniłem, co do mnie należało. Jeżeli temu przeszkadza papież lub jego poplecznicy, złożą za to rachubę, że przeciw miłości Bożej starali się więcej o swoje własne dobro, niż o dobro swojego bliźniego. Papież winienby poświęcić swoje papiestwo i wszystkie swoje dobra i honory, gdyby przez to mógł uratować jedną duszę. Lecz on chce. by się raczej świat zawalił, niż gdyby miał ze swojej przywłaszczonej sobie władzy o mały włos ponieść uszczerbek, a mimo to chce być najświętszym. Niniejszym jestem usprawiedliwiony.

Po dwudzieste piąte. Uniwersytety potrzebują też. dobrej gruntowej reformy muszę to powiedzieć, niecił się gniewa, kto chce. Jest przecież wszystko, co papiestwo ustanowiło i uformowało, nastawione tylko na to. by mnożyć grzech i błąd. Czymże są uniwersytety. jeżeli się ich nie uporządkuje inaczej, niż dotychczas, czymś innym, jak gymnasia ephehorum et Graecae gloriae, jak to mówi Machabejczyk (II Machab. 4,9,1 2), w których prowadzi się beztroskie życie, niewiele uczą Pisma św. i chrześcijańskiej wiary i rządzi jedynie ślepy pogański mistrz Arystoteles, zwłaszcza daleko więcej, niż Chrystus. Tutaj radziłbym arystotelesowe księgi: "Physicorum", "Metaphysica", "De anima" i "Ethicorum", które uważano dotychczas za najlepsze, zupełnie skasować razem z wszystkimi innymi, które się chlubią, ze traktują o naturalnych rzeczach, podczas gdy przecież nie można się z nich czegoś nauczyć, ani o naturalnych ani o duchownych rzeczach, prócz tego nikt też dotychczas jego myśli nie potrafił zrozumieć, i tak stracono dużo kosztownego czasu i daremnie obciążono drogocenne dusze bezużyteczną pracą, studiowaniem i kosztami. Mogę powiedzieć, że garncarz wie więcej o naturalnych rzeczach, niż stoi zapisane w tych księgach. Boli mnie serce, że ten przeklęty pyszałkowaty chytry poganin przez swe fałszywe słowa uwiódł i zakpił sobie z tylu najlepszych chrześcijan. Tak Bóg pokarał nas nim za nasze grzechy.

Oto uczy ten nędzny człowiek w swej najlepszej księdze "De anima", że dusza razem z ciałem jest śmiertelna, choć wielu usiłowało daremnymi słowy ratować go — jak gdybyśmy nie mieli Pisma św., w którym aż nadto bywamy nauczani o tych wszystkich rzeczach, co do których Arystoteles nie odczuł nigdy najlżejszego tchu. Pomimo tego odniósł zwycięstwo nieboszczyk poganin i zepchnął na bok i ukrył zupełnie księgi żywego Boga tak. iż nie mogę inaczej wierzyć, gdy myślę o tej nędzy, jak tylko, że zły duch zaprowadził studiowanie. Podobnie jest księga "Lticorum". którą się uważa za jedną z najlepszych, gorsza, aniżeli każda inna księga, przeciwstawiona bez ogródek łasce Boga i chrześcijańskim cnotom. O tylko precz daleko z takimi księgami od wszystkich chrześcijan. Nie może mnie nikt obwiniać, iż się posuwam za daleko lub mi zarzucać, iż nic nie wiem. Miły przyjacielu, ja wiem. co mówię. Arystoteles jest mi tak dobrze znany, jak tobie i tobie podobnym. Czytałem go też z większym zrozumieniem, aniżeli św. Tomasza lub Skota. Tym mogę się pochwalić bez wynoszenia się i jeżeli potrzebne, też udowodnić. Nie troszczę się o to, że przez wiele set lat trudziło się tym tyle niezwykle rozumnych ludzi. Takie zarzuty, które mi czasem robiono, nie niepokoją mnie. Jest bowiem znane, iż jeszcze inne błędy przez kilkaset lat utrzymały się na świecie i na uniwersytetach.

Chciałbym to chętnie widzieć gdyby księgi Arystotelesa o logice, retoryce i poezji zostały zachowane lub też w inną krótką formę ujęte i z korzyścią czytane były, by młodych ludzi ćwiczyć w dobrym przemawianiu i wygłaszaniu kazań. Lecz komentarze i różnice zdań musiałyby zostać usunięte i tak, jak się czyta retorykę Cycerona bez komentarzy i bez różnicy zdań. należałoby też czytać logikę Arystotelesa, zupełnie zwyczajnie bez takich wielkich komentarzy. Lecz obecnie nie uczy się z tego ani mówić ani kazać, stała się z tego jedynie dysputa i męczarnia. Prócz tego mielibyśmy języki: łaciński, grecki, hebrajski, przedmioty matematyczne, historię. To zalecam rozumniejszym ludziom i zrobiłoby się to samo od siebie, gdyby się na serio dążyło do reformacji. Naprawdę, zależy na tym wiele. Bowiem tutaj winnaby być nauczana i kształcona chrześcijańska młodzież, i nasi najlepsi, w których się chrześcijaństwo utrzymuje. Dlatego jestem zdania, że nie mogłoby być żadnego więcej papieskiego i cesarskiego czynu nad dobrą reformę uniwersytetu, a z drugiej strony żadnego więcej diabelskiego i gorszego nieporządku nad niezreformowane uniwersytety.

Reformę fakultetów medycznych pozostawiam lekarzom. Jurystów i teologów zabieram dla siebie i powiadam po pierwsze, że byłoby dobrze, gdyby duchowne prawo wykorzenione zostało do gruntu od pierwszej do ostatniej litery, szczególnie dekrety. Stoi o tym w Biblii napisane aż nadto dużo, jak się mamy zachowywać we wszystkich sprawach. Toteż studium takie stoi tylko w drodze Pismu św. a ponadto ma po największej części posmak chciwości i próżności, i choćby na tym było też wiele dobrego, winnoby mimo tego słusznie pójść w zgubę, ponieważ papież przechowuje przecież wszystkie duchowne prawa w zakamarkach swego serca tak, iż odtąd jest to w rezultacie tylko bezużytecznym studiowaniem i oszustwem. Dziś duchownym prawem nie jest to, co stoi w księgach, lecz co jest w upodobaniu papieża i jego pochlebców. Uzasadniłeś sprawę w duchownym prawie jak najlepiej, to papież ma odnośnie tego scrinium pectoris. Według tego musi się kierować wszystko prawo i cały świat. I oto kieruje tym scrinium często łobuziak i sam diabeł i chwalą się. ze kieruje tym Duch święty. Tak obchodzą się z biednym ludem Chrystusa, dają mu wiele ustaw a żadnego nie dotrzymują, lecz zmuszają innych je dotrzymywać lub zwalniać za pieniądze.

Ponieważ tedy papież i jego poplecznicy sami znieśli całe duchowne prawo, nie mają go w poszanowaniu i wynoszą się tylko nad cały świat według własnego upodobania, winniśmy ich naśladować i księgi też odrzucić. Po cóż mielibyśmy w nich daremnie szperać? Nie moglibyśmy przecież nigdy wyuczyć się do końca upodobania papieża, które się stało duchownym prawem. O niechże zginie ono zupełnie w imieniu Bożym, ponieważ się wywyższyło w imieniu diabła i niechże nie będzie więcej na ziemi doctor decretorum, tylko jedynie doctores scrinii papalis, to są: pochlebcy papieża. Powiadają, że nie ma nigdzie lepszego świeckiego rządu, jak u Turka, który przecież nie posiada duchownego ani świeckiego prawa, tylko swój koran. Natomiast musimy wyznać, że nie ma haniebniejszego rządu, jak tylko u nas na skutek duchownego i świeckiego prawa tak, iż żaden stan nie żyje więcej według przyrodzonego rozsądku, tym mniej według Pisma św.

Świeckie prawo, zlituj się Boże - w jakąż to również dziką pustynię się zmieniło! Aczkolwiek jest ono o wiele lepsze i więcej przemyślane i sprawiedliwsze, niż duchowne, w którym prócz nazwy nie ma nic dobrego, to jednak też aż nadto się rozrosło. Naprawdę rozsądni regenci zastąpiliby lepiej prawo obok Pisma św., jak św. Paweł (I Kor. 6,1) mówi: "Czy kto z was, śmie, mając sprawę z bliźnim, sądzić się przed pogańskimi sądami?" Wydaje mi się słuszne, że prawo krajowe i zwyczaje krajowe stawiane bywają nad pospolite prawo cesarskie i że prawo cesarskie stosowane bywa tylko z konieczności. I daj Boże, by każdy kraj, mający swój własny zwyczaj i własne zdolności, rządzony był też według swojego własnego krótkiego prawa, tak, jak był rządzony, zanim to prawo zostało wynalezione i jak dziś jeszcze wiele krajów bez niego bywa rządzonych. Obszerne i z dalekich stron sprowadzone ustawy są ludziom tylko uciążliwe i hamują sprawy więcej, niżby je popierały. Jednakże spodziewam się, że sprawa ta jest przez innych lepiej rozważona i wzięta pod uwagę, aniżeli ja ją przedstawić mogę.

Moi mili teolodzy wymigali się sprytnie od trudu i pracy, pozostawiają Biblię spokojnie leżeć i czytają sentencje. Myślałbym, że sentencje winnyby stanowić początek dla młodych teologów a Biblię należałoby pozostawić doktorom. Jest jednak odwrotnie. Biblia jest pierwszą, którą bakalaureat puszcza w niepamięć a sentencje są ostatnimi, one pozostają na wieczne czasy z doktoratem, do tego z tak świętym zobowiązaniem, że o Biblii można mieć wykłady, nic będąc kapłanem, lecz sentencje wykładać musi kapłan, i w Biblii mógłby dobrze żonaty mąż być doktorem, lecz w sentencjach, o ile widzę, w żadnym wypadku. Jak ma nam szczęście sprzyjać, jeżeli postępujemy tak opacznie, a Biblię, święte Słowo Boże, tak zaniedbujemy? Do tego nakazuje papież wielu ostrymi słowy czytanie jego ustawy w szkołach i w sądach i nim się posługiwać, lecz ewangelii poświęca się mało uwagi. Tak pozostawia się też ewangelię w szkołach i sądach bezczynnie leżeć pod ławką w prochu, byleby tylko szkodliwa ustawa papieska sama mogła rządzić.

Jeżeli tedy mamy nazwę i tytuł nazywać się nauczycielami Pisma św., to winniśmy też naprawdę pod przymusem, jak nazwa mówi, uczyć Pisma św., a nic innego — aczkolwiek już butny, napuszony tytuł przebiera miarę, jak gdyby człowiek miał się chlubić i koronę nosić, jako nauczyciel Pisma św. Jednak możnaby to tolerować, gdyby uczynki potwierdzały nazwę. Lecz obecnie, gdy jedynie sentencje się panoszą, znajdujemy u teologów więcej pogańskich i ludzkich zarozumiałości, aniżeli świętej bezsprzecznej nauki Pisma. Nie znam tutaj żadnej innej rady, jak tylko pokorną modlitwę do Boga, by On nam zesłał doktorów teologii. Doktorów (wolnych) sztuk, medycyny, praw, sentencji mogą nam zaaplikować papież, cesarz i uniwersytety. Lecz bądź tylko pewien: doktora Pisma św. nie zaaplikuje ci nikt. jak tylko św. Duch z nieba, jak mówi Chrystus Jan 6,45: "Muszą być wszyscy od BOGA samego". I tu nie pyta się Duch św. o czerwone czy brunatne birety itp., przepych ani też o to, czy kto młody lub stary, laik czy duchowny, mnich czy człowiek świecki, żonaty czy nieżonaty. Ba, On mówił niegdyś przez oślicę przeciw prorokowi, na której jechał (IV Mojż. 22.28). Dałby Bóg, byśmy byli jego godni, aby nam zesłał takich doktorów, niech to będą laicy czy duchowni, żonaci lub nieżonaci, chociaż obecnie chcianoby Ducha św. gwałtem umocować na papieżu, biskupach i doktorach, na co jednak nie ma znaku ani prawdopodobieństwa.

Książki należałoby też zredukować i wyszukać te najlepsze. Bowiem wiele książek nie robi ludzi uczonymi, wiele czytania też nie, tylko czytanie rzeczy dobrych i często, choćby tego było nawet niewiele, to robi człowieka uczonym i do tego uczciwym. Nawet pisma wszystkich ojców świętych należy też czytać tylko przez pewien czas, by przez to przyswoić sobie pismo. Lecz my czytamy je tylko, by przy nich się zatrzymać a nigdy do pisma nie dojść. Tym samym jesteśmy podobni ludziom, którzy oglądają drogowskazy a mimo to nigdy na drogę nie wstępują. Mili ojcowie chcieli nas wprowadzić przez swe pisanie do pisma, lecz my z niego się wyprowadzamy, aczkolwiek tylko pismo jest naszą winnicą, w której winnibyśmy wszyscy się ćwiczyć i pracować.

Nade wszystko należałoby w wysokich i niższych szkołach uczynić Pismo św. najważniejszą i najczęstszą lekcją a dla młodych chłopców ewangelię. I daj Boże, by każde miasto miało też szkołę dla dziewcząt, w którejby dziewczyny słuchały dziennie przez jedną godzinę ewangelii, po niemiecku lub po łacinie. Naprawdę szkoły, klasztory męskie i żeńskie zostały dawniej założone dla tego celu. w prawdziwie chwalebnym i chrześcijańskim zamiarze, jak to czytamy o św. Agnieszce i innych świętych. Żyły wtedy święte dziewice i męczennice i stan chrześcijański był dobry. Lecz obecnie nie pozostało z tego nic. jak tylko modlenie się i śpiewanie. Czy nie byłoby właściwe, aby każdy chrześcijanin w swoich dziewięciu czy dziesięciu latach znał całą ewangelię, w której stoi jego imię i życie? Uczy przecież tkaczka i szwaczka swoją córkę w młodych latach własnego rzemiosła. Lecz ewangelii nie znają nawet sami wielcy prałaci i biskupi.

O jak niesprawiedliwie obchodzimy się z biednym młodym ludem, powierzonym nam do prowadzenia i nauczania i jak ciężką rachubę będziemy musieli z tego zdawać, żeśmy im nie dostarczyli Słowa Bożego! Powodzi im się. jak mówi Jeremiasz (Treny 2,11): "Oczy moje od łez ustały, strwożyły się wnętrzności moje, wylała się na ziemię wątroba moja dla starcia córki ludu mojego, gdy i niemowlęta i dziatki ssące na ulicach miasta omdlewają. Matkom swoim mówią: Gdzież jest chleb i wino? I omdlewają jako zranieni po ulicach miasta i wypuszczają duszę swoją na łonie matek swych". Nie widzimy tej sromoty, jak i dziś omdlewa i nędznie w zgubę bieży młody lud wśród chrześcijaństwa, bo brak mu ewangelii, którąby z nimi należało zawsze studiować i ćwiczyć.

Gdyby wysokie szkoły zajmowały się pilnie Pismem św., winniśmy nie każdego tam wysyłać, jak się to dziś dzieje, gdzie się pytają tylko o mnóstwo i każdy chce mieć doktora, lecz tylko tych najzdatniejszych, którzy przedtem wychowani zostali dobrze w małych szkołach. Książę czy rada lub miasto winni nad tym czuwać i zezwolić na wysłanie (uniwersytet) tylko całkiem zdatnych. Gdzie jednak Pismo św. nie panuje, tam odradzam do prawdy każdemu oddawać tam swoje dziecko. Musi wszystko ulec zniszczeniu, co się nie zajmuje bez przestanku Słowem Bożym. Dlatego też widzimy, jaki lud kształci się i żyje w wysokich szkołach. Nikt nie ponosi w tym winy, jak papież, biskupi i prałaci, którym tutaj powierzone jest dobro młodego pokolenia. Bowiem wysokie szkoły winnyby z większym rozgłosem wychowywać w Piśmie św. dobrze wykształconych ludzi, którzy będą w stanie piastować urząd biskupa i proboszcza i stawiać czoło kacerzom, diabłu i całemu światu. Lecz gdzie to znajdujemy? Bardzo się boję, że wysokie szkoły będą wielkimi bramami do piekła, jeżeli młodym ludziom nie wpoją z zapałem i nie wbiją do głowy Pisma Świętego.

Po dwudzieste szóste. Wiem dobrze, że rzymski lud przeciw temu zaoponuje i narobi wiele wrzawy, iż papież zabrał święte państwo rzymskie od cesarza greckiego i ofiarował je Niemcom, za którą to sławę i dobrodziejstwo zasłużył sobie podobno i uzyskał słusznie od Niemców poddaństwo i wiele dobrego. Dlatego się oni może odważą nie dbać o wszystkie możliwe próby by icli reformowano i nie pozwolą, by coś innego mieć na względzie, jak tylko ten podarunek: państwo rzymskie. Z tego też powodu tak despotycznie i arogancko prześladowali i uciskali dotąd niejednego drogiego cesarza, iż to żal powiedzieć i z tą samą wprawą zrobili się sami udzielnymi panami nad wszelką świecką władzą i zwierzchnością — wbrew świętej ewangelii, dlaczego też i o tym mówić muszę.

Nie ma wątpliwości, że właściwe państwo rzymskie, co przepowiedziały pisma proroków (IV Mojż. 24 i Daniel, zostało dawno zniszczone i wykończone, jak to wyraźnie zwiastował Bileam. IV Mojż. 24,24, gdy mówił: "Przyjdą Rzymianie i zniszczą Hebrajczyków a potem i oni zginą, i to się stało przez Gotów a zwłaszcza, gdy powstało przed blisko 1000 laty państwo tureckie i w tenże sposób odpadły zarazem Azja i Afryka, następnie podciągnęły się wysoko Francja, Hiszpania i w końcu Wenecja a w Rzymie nie pozostało nic z dawnej potęgi.

Ponieważ tedy papież Greków i cesarza z Konstantynopola, który był dziedzicznym rzymskim cesarzem, nie mógł zmusić według swego upodobania, wymyślił sobie takie małe znalezionko. by go pozbawić tego państwa i imienia i obdarzyć nim Niemców, którzy wtenczas byli bitni i cieszyli się bardzo dobrą opinią, by zagarnęli dla siebie władzę rzymskiego państwa i żeby następnie z ich rąk odebrane ono zostało jako lenno. I to się tez tak stało: cesarzowi w Konstantynopolu zostało państwo zabrane i nam Niemcom jego nazwa i tytuł zostały przypisane. Tym sposobem staliśmy się sługami papieża a państwo rzymskie, które papież na Niemców budował, jest obecnie zupełnie innym, niż tamto, które jak powiedziano, już dawno upadło.

Tak tedy ma rzymska Stolica swą wolę. zajęła Rzym. wygnała z niego niemieckiego cesarza i zobowiązała przysięgami, by tenże nie mieszkał w Rzymie. On ma się nazywać rzymskim cesarzem jednak Rzymu nie posiadać, prócz tego stale być zależnym i dać się popędzać przez samowolę papieża i jego popleczników tak. iż my mamy nazwę a oni kraj i miasta. Bo też oni zawsze nadużywali naszą dobroduszność dla swej arogancji i swego tyraństwa i nazywają nas głupimi Niemcami, którzy dadzą się małpować i trzymać za błaznów, jak chcą.

Nuże tedy. Bogu Panu jest to drobnostką rzucać państwami i królestwami tu i tam. On jest z nimi tak szczodry, że nieraz daje królestwo łobuziakowi a odbiera ją porządnemu człowiekowi, czasem czyni to przez zdradę złych niewiernych ludzi, czasem przez dziedziczenie, jak to czytamy o królestwie Persji, o Grekach i zgoła o wszystkich państwach, o czym Daniel 2,21 i 4,14 mówi: „On mieszka w niebie, który jest Panem wszystkich rzeczy, i On sam jest, który zrzuca królów i stanowi królów". Jak dlatego nikt nie może uważać to za coś wielkiego, iż mu przypada królestwo, zwłaszcza jeżeli jest chrześcijaninem, tak i my Niemcy nie możemy być zarozumiałymi z tego, że obdarzeni zostaliśmy nowym rzymskim państwem. Bowiem jest to w jego oczach skromny dar, który częściej daje On tym najniezdatniejszym, jak mówi Daniel 4,32: "Wszyscy, którzy mieszkają na ziemi, są w jego oczach niczym i że On panuje nad wszystkimi królestwami ludzkimi, a że je daje. komu chce".

Chociaż tedy papież zrabował gwałtem i niesłusznie prawowitemu cesarzowi a nam Niemcom przydzielił państwo rzymskie czy też nazwę państwa rzymskiego, to jednak jest pewne, że tu Bóg użył złośliwości papieża, bo narodowi niemieckiemu dać takie państwo a po upadku pierwszego państwa rzymskiego zbudować inne, które jest obecnie. I aczkolwiek tutaj nie daliśmy powodu do złośliwości papieży i nie rozumieliśmy ich fałszywych zamiarów i myśli, zapłaciliśmy niestety zbyt drogo to państwo na skutek papieskiej złośliwości i chytrości zgnębieniem naszej wolności przy utracie i rabunku naszych dóbr, szczególnie kościołów i beneficjów. ucierpieniem niezmiernych oszustw i hańby. Mamy nazwę państwa, ale papież ma od nas dobro, honor, ciało, życie, duszę i wszystko, co mamy. Tak należy Niemców za nos wodzić i zamianą oszukiwać.

Ponieważ tedy przekazane nam zostało państwo przez zrządzenie Boże i złą wolę ludzką bez naszej winy, nie chcę radzić, by je zostawić własnemu losowi, lecz uczciwie nim rządzić w bojaźni Bożej, jak długo mu się podoba. Bowiem, jak powiedziano, nie zależy mu nic na tym, skąd państwo się wywodzi, chce on. aby było rządzone. Jeżeli je papieże innym nieprawnie zabrali, tośmy go przecież nieprawnie nie zyskali. Zostało nam ono nadane przez złośliwych ludzi za wolą Bożą. Na tę wolę uważamy więcej, niż na fałszywy zamiar, który papieże przy tym mieli, by byli cesarzami, ba nawet więcej niż cesarzami by nas tylko nazwą małpować i wykpiwać. Król babiloński przywłaszczył sobie też swoje państwo rabunkiem i przemocą, jednakże chciał Bóg, by ono było rządzone przez świętych książąt Daniela, Ananiasza, Azariasza i Mizaela. Tym więcej chce On widzieć, by nasze państwo rządzone było przez chrześcijańskich niemieckich książąt, bez względu na to, czy je papież ukradł lub zrabował lub czy też ono od podstaw nowo zbudowane zostało. Jest to wszystko porządek Boży, który prędzej został przeprowadzony, aniżeśmy my o tym pomyśleli.

Dlatego papież i jego poplecznicy nie mogą się chwalić, jakoby przez wypożyczenie tego rzymskiego państwa ludowi niemieckiemu wyświadczyli wielkie dobrodziejstwo. Bowiem po pierwsze: nie życzyli nam oni przez to czegoś dobrego, lecz użyli naszej dobroduszności do tego. by wzmocnić swą pychę wobec rzymskiego cesarza w Konstantynopolu, któremu papież zagarnął to państwo wbrew Bogu i prawu, do czego nie miał kompetencji. Po drugie: papież uczynił przez to eksperyment, nie by nam, lecz by sobie samemu przywłaszczyć cesarstwo, by ujarzmić dla siebie wszystką naszą władzę, wolność, dobro, ciało i duszę a przez nas (gdyby temu Bóg nie był przeszkodził) cały świat, jak to wyraźnie wypowiedział w swych dekretach i fałszywie oraz złośliwie próbował na różnych drogach u wielu niemieckich cesarzy. Tak my Niemcy dostaliśmy ładną nauczkę: mieniąc się być panami, staliśmy się sługusami najchytrzejszych tyranów i mamy, co prawda, nazwę, tytuł i herb cesarski, lecz skarb, władzę, prawo i wolność posiada papież. Papież wyżera jądro, a my bawimy się próżnymi łupinami.

Tak dopomóż nam Boże, który nam to państwo, jak powiedziano, przez chytrego tyrana przyrzucił i zlecił do rządzenia, byśmy się według nazwy, tytułu i herbu kierowali i naszą wolność uratowali a Rzymianom kiedyś dali możność oglądać, cośmy przez nich od Boga otrzymali. Jeżeli się tym chwalą, jakoby nas cesarstwem obdarowali, nuże tedy, niechaj i tak będzie i niechaj się sprawdzi! Tak niechaj papież odda nam Rzym i wszystko, co ma od cesarstwa, niecił uwolni nasz kraj od swojego nieznośnego szacowania i zdzierania, skóry, niechaj nam zwróci naszą wolność, władzę, dobro, honor, ciało i duszę, i pozostawi cesarstwo w takim stanie, jak się cesarstwu przynależy, by stało się zadość jego słowom i twierdzeniom.

Jeżeli tego jednak nie chce, to cóż robi wtedy za obłudę swoimi fałszywymi słowami i straszydłami. Czyż nie było dosyć wodzić za nos tak po grubijańsku szlachetny naród przez tyle set lat i to bezustanku? Z tego, iż papież koronuje cesarza lub go "robi", nie wynika, by stać miał nad nim. Bowiem prorok św. Samuel namaścił i koronował króla Saula i Dawida według rozkazu Bożego, a przecież był mu poddany (I Sam. 10,16). A prorok Natan namaścił króla Salomona (I Król. 1,34). jednak z tego powodu niebyt nad niego wywyższony. Dalej nakazał św. Elizeusz swemu słudze namaścić króla izraelskiego Jehu (II Król. 9,16). Pomimo tego trwali oni w jego posłuszeństwie. Nigdzie jeszcze w całym świecie nie było tak, by ten, który króla wyświęca lub koronuje, stał ponad nim, za wyjątkiem jedynie papieża.

I oto każe się on koronować przez trzech kardynałów, którzy stoją pod nim, nie mniej jednak stoi on nad nimi. Dlaczego tedy miałby się on wynosić wbrew swemu przykładowi, zwyczajowi całego świata i nauce całego Pisma tylko dlatego ponad świecką władzę i cesarstwo, iż koronuje czy wyświęca cesarza? Wystarcza, jeżeli stoi nad nim w sprawach duchownych, tj. w wygłaszaniu kazań, w nauczaniu i zarządzaniu sakramentami (w czym też każdy biskup i proboszcz stoją nad wszystkimi) tak, jak św. Ambroży w swym urzędzie stał nad cesarzem Teodozjuszem, Natan nad Dawidem, Samuel nad Saulem. Tak tedy pozostawcie niemieckiego cesarza rzeczywiście i bez przeszkody być cesarzem i nie dopuśćcie, by jego władza i jego miecz zostały postponowane przez ślepe twierdzenie papieskich pochlebców, jak gdyby oni tylko bez wyjątku władać mieli we wszystkich sprawach (świeckim) mieczem.

Po dwudzieste siódme. Może już dosyć powiedziano o duchownych niedomaganiach. Będzie ich można znaleźć jeszcze więcej, gdy je rzeczywiście weźmiemy pod lupę. Chcemy jeszcze zwrócić uwagę na niektóre świeckie. Po pierwsze byłoby koniecznie potrzebne wydać ogólną ustawę i uchwałę niemieckiego narodu przeciw nadmiernemu zbytkowi i kosztom w ubieraniu się. przez które ubożeje wiele szlachty i ludzi bogatych. Bóg obdarzył nas przecież, jak inne kraje, dostatecznie w wełnę, skórę, len i we wszystko, co może służyć każdemu stanowi do odpowiedniego i przyzwoitego ubierania się tak, iż nie mielibyśmy potrzeby tak okropnych sum, które tak bezmyślnie trwonimy na jedwab, aksamit, złote ozdoby i podobny nawet zagraniczny towar. Sądzę, że gdyby nawet papież nie łupił nas Niemców swym nieznośnym zdzieraniem, mielibyśmy już aż zanadto tych pokątnych rabusiów, kramarzy od jedwabiów i aksamitów. Widzimy też, jak na skutek tego jeden drugiego chciałby naśladować i przez to u nas rozmnażają się pycha i zawiść, jak na to zasługujemy, a to wszystko i wiele innej nędzy mogłoby zniknąć, gdyby nasza pycha pozwoliła nam zadowolić się z wdzięcznością dobrami, którymi nas Bóg obdarzył. Podobnie byłoby też potrzebne pomniejszyć wydatek na towary korzenne - też taki okręt, na którym wywozi się za granicę pieniądze z krajów niemieckich. Mamy bowiem Bogu dzięki do jedzenia i picia więcej i to tak znakomitych i dobrych rzeczy, jak w jakimkolwiek innym kraju. Ja tu może przytaczam głupie i niemożliwe rzeczy, jakbym chciał zrujnować wielki handel i przemysł kupiecki. Lecz ja robię swoje: jeżeli nie będzie poprawy w ogóle, niechaj poprawi siebie samego ten, kto to chce robić. Nie widzę wiele dobrych zwyczajów, któreby były kiedyś dawniej przyszły do jakiegoś kraju przez przemysł kupiecki i dlatego też Bóg nie dopuścił dawniej swego ludu izraelskiego, by mieszkał nad morzem i uprawiał handel na wielką skalę.

Lecz największym nieszczęściem niemieckiego narodu jest na pewno handel procentowy. Gdyby tego nie było. musiałby niejeden poniechać swój nie zakupiony jedwab, aksamit, złote ozdoby, towary korzenne i różne towary luksusowe. Nie jest on jeszcze w zwyczaju wiele ponad 100 lat a wtrącił już w ubóstwo, nędzę i ruinę wszystkich książąt, zakłady, miasta, szlachtę i spadkobierców. Miałby on jeszcze istnieć przez 100 lat, to Niemcy nie będą mogli na pewno posiadać ani jednego feniga więcej i musielibyśmy się na pewno między sobą pogryźć. Wymyślił to diabeł, a papież swym potwierdzeniem sprowadził cierpienie na cały świat. Dlatego proszę i wołam tutaj: Niech każdy ma na względzie swoją i swoich dzieci i spadkobierców zgubę, która już robi rejwach nie tylko przed drzwiami, ale w jego własnym domu i niechaj się wstawią za tym cesarz, książęta, panowie i miasta, by ten handel został jak najprędzej potępiony i zahamowany, obojętne, czy przeciwko temu jest papież i całe jego prawo lub nieprawe i czy ufundowane są na tym lenna lub zakłady dobroczynne. Jest lepiej, że zakłada się w mieście jedno lenno z uczciwymi spuściznami i dochodami, aniżeli setkę na handel procentowy. Naprawdę, handel procentowy musi być symbolem i oznaką tego. iż zaprzedany został świat diabłu z ciężkimi grzechami tak. iż odczuwać musimy równocześnie brak świeckich i duchownych dóbr. A my zawsze jeszcze nic me spostrzegamy.

Tu należałoby doprawdy nałożyć też wędzidło na łeb Fuggerom i podobnym towarzystwom. Jest to możliwe, by za życia jednego człowieka został nagromadzony w sposób Bogu przyjemny i uczciwy tak wielki królewski majątek. Nie znam rachunku, lecz tego nie rozumiem, jakby można stu guldenami zdobyć w roku dwadzieścia, jednym guldenem gulden drugi i to wszystko nie może z ziemi czy z bydła, gdzie posiadłość utrzymuje się nic dzięki ludzkiemu rozumowi, lecz dzięki Bożemu błogosławieństwu. Pozostawiam to tym ludziom, którzy znają świat. Ja jako teolog winienem odnośnie tego zganić tylko złe. gorszące wrażenie, o którym mówi św. Paweł (1 Tes. 5,22): "Wystrzegajcie się złego wrażenia i pozoru".

Wiem dobrze, że byłoby Bogu o wiele przyjemniej, gdyby powiększono uprawę roli a przemysł kupiecki ograniczono i żeby o wiele lepiej zrobiono, by w ślad Pisma uprawiano ziemię i wydobywano z niej żywność, jak powiedziano do nas i do wszystkich Adamów (1 Mojż. 3,17 itd.): "Przeklęta będzie ziemia, gdy ja uprawiać będziesz, ona ciernie i oset rodzić tobie będzie i w pocie oblicza twego pożywać będziesz swój chleb". Jest jeszcze wiele ziemi niezoranej i nieuprawionej. Z tym łączy się nadużywanie w obżarstwie i opilstwie, nałóg, z powodu którego my Niemcy nie cieszymy się szczególnie dobrą opinią za granica. I temu złemu nie można w przyszłości zaradzić więcej kazaniami, tak bardzo się ono zakorzeniło, tak bardzo się wzmogło. Szkoda w materialnych dobrach byłaby jeszcze tym najmniejszym, gdyby z tego nie wywodziły się inne nałogi, mord, cudzołóstwo, kradzieże, zniewaga Boga oraz inne złe właściwości. Tutaj może świecki miecz zastosować jakieś energiczne środki. W przeciwnym razie nastąpi, jak mówi Chrystus (Łuk. 21,34 itd). że dzień ostateczny przyjdzie jak skryte sidło, gdy będą pić i jeść, żenić się i romansować, budować i sadzić, kupczyć i sprzedawać, jak się obecnie dzieje w takim stopniu, iż naprawdę spodziewam się, że sądny dzień stoi przed drzwiami, chociaż się o tym najmniej myśli.

W końcu: nie jestże to pożałowania godna rzecz, iż my chrześcijanie utrzymujemy wśród nas przystępne, publiczne domy prostytutek, kiedy przecież wszyscy ochrzczeni jesteśmy do czystości. Wiem dobrze, co się często o tym mówi. że utarło się to wśród więcej, niż jednego ludu i trudno to wykorzenić i że przez to jest tak lepiej, niż gdyby panny, żonaci, i jeszcze więcej porządnych osób popadło w hańbę. Nie miałby tu jednak świecki i chrześcijański rząd rozważyć, w jaki mniej pogański sposób możnaby temu złu przeciwdziałać? Jeżeli lud izraelski mógł się utrzymać bez tego wybryku, to czemużby tutaj lud chrześcijański nie mógł tyle wykonać? Przecież jakże trzymają się liczne miasta, rynki, miasteczka i wsie bez takich domów? Dlaczego nie miałoby to być też możliwe w wielkich miastach?

Chciałbym jednak tymi i innymi uprzednio czynionymi propozycjami wskazać na to, ile dobrego mogłaby zdziałać świecka władza i co miałoby być zadaniem wszelkiej władzy, z czego mógłby się każdy nauczyć, jak ciężko jest rządzić i innym przewodzić. Cóżby to pomogło, gdyby zwierzchnik za swą osobę był tak święty, jak św. Piotr? Jeżeli ten swym poddanym na tym polu nie stara się pomagać ze wszelką gorliwością, to go jego naczelna władza mimo tego potępi. Bowiem zwierzchność obowiązana jest starać się dla swych poddanych o to, co najlepsze. Gdyby jednak zwierzchność starała się o to, by młodych skupić przez małżeństwo, toby nadzieja na małżeństwo pomogła w istocie każdemu znosić pokusy i tymże się opierać. Lecz obecnie dzieje się tak, że każdego uwodzi się do zawodu klechów i mnichów, pomiędzy którymi, boję się, ani setny nie ma innego celu. jak tylko, by miał utrzymanie i wątpi, by w życiu małżeńskim znalazł wyżycie. Dlatego są przedtem dosyć rozpustni i chcą, jak się mówi, wyłajdaczyć, podczas gdy się przecież jeszcze więcej włajdaczv, jak uczy doświadczenie. Przyznaję prawdę przysłowiu. Przyznaję, że rozpacz fabrykuje największą część mnichów i duchownych. Dlatego się też tak dzieje i trwa, jak widzimy.

Chcę jednak gwoli wielu grzechów, które nieco grubo się szerzą, udzielić dobrej rady, by tak chłopcy jak i dziewczyny zaniechali przed 30 rokiem brać na siebie obowiązek do czystości czy też do duchownego życia. Jest to też szczególny dar łaski, jak mówi św. Paweł (1 Kor. 7,7). Kogo tedy Bóg nie przynagli szczególnie do tego, ten niechaj poniecha zawód duchowny i składanie ślubów. Powiadam nawet więcej: Masz tak mało zaufania do Boga, iż myślisz, że w stanie małżeńskim nie będziesz mógł znaleźć utrzymania a li tylko z tego powodu niedowierzania chcesz być duchownym, to proszę cię dla zbawienia twojej duszy: Nic bądź duchownym, ale raczej chłopem lub czym chcesz. Bowiem jeżeli potrzebna jest zwykła ufność w Bogu. by znaleźć doczesne utrzymanie, tu zapewne potrzebna jest dziesięciokrotna ufność, by w stanie duchownym wytrwać. Nie masz w Bogu zaufania, że cię docześnie wyżywić może, jakże chcesz Mu wierzyć, że cię utrzyma jako duchownego? Ach, niewiara i brak zaufania zepsują wszystko, wtrącą nas we wszelką biedę, jak to widzimy we wszystkich stanach. Młodzież nie ma nikogo, kto by się o nią troszczył, wszystko idzie samopas a zwierzchność pomaga im tyle jakby jej w ogóle nie było. A jednak miałoby to być najprzedniejszą troską papieża, biskupów, państw i soborów. Oni chcą wszędzie rządzić, a przecież są do niczego. O jakże osobliwym zwierzem z powodu tych rzeczy będzie pewien pan i naczelny w niebie, a choćby Bogu zbudowano nawet 100 kościołów i wzbudził do życia wszystkich zmarłych!

Niechaj tego będzie dosyć na dziś. Bowiem, co mają robić świecka władza i szlachta, powiedziałem moim zdaniem wystarczająco w książeczce o dobrych uczynkach. Albowiem i oni żyją i rządzą tak. że mogłoby być lepiej. Przecież nie ma tam nic do porównania z świeckimi i duchownymi nadużyciami, które tutaj zobrazowałem. Myślę też, że górnie śpiewałem, przedłożyłem wiele rzeczy, które się uważa za niemożliwe, wiele rzeczy zaatakowałem za ostro, lecz cóż miałem robić? Jestem winien je wypowiedzieć i gdybym mógł. to chciałbym też według tego postępować. Jest mi milej, jeśli na mnie gniewa się świat, niż Bóg. Nie będą mi też mogli wziąć nic więcej, jak tylko życie. Ofiarowałem dotychczas mym przeciwnikom kilkakrotnie pokój. Lecz jak widzę, zmusił mnie przez nich Bóg otwierać usta coraz więcej i im. ponieważ nie mają nic do roboty, pozwolić dostatnio mówić, szczekać, krzyczeć i pisać. O ja znam jeszcze śpiewkę o Rzymie i o nich. Jeżeli ich swędzi ucho, chcę im też zaśpiewać i nastroić nuty jak najwyżej — Ty dobrze rozumiesz, miły Rzymie, co myślę.

Wielokrotnie byłem gotów moje piśmiennictwo poddać zbadaniu i przesłuchaniu. Nie pomogło nic, aczkolwiek też wiem. że moja sprawa, jeżeli jest słuszna, na ziemi będzie potępiona a tylko przez Chrystusa w niebie musi być sprawiedliwie osądzona. Bowiem to jest całe Pismo: że sprawa chrześcijan i chrześcijaństwa jedynie przez Boga musi być sądzona. Ona też jeszcze nigdy nie była sprawiedliwie osądzona przez ludzi na ziemi tylko przeciwnicy byli zawsze za wielcy i za silni. Jest też moją największą troską i obawą, że moja sprawa mogłaby się nie spotkać z potępieniem, przez co dowiedziałbym się pewnie, że się ona Bogu nie podoba. Przeto niechaj tylko żwawo pospieszą — papież, biskupi, księża, mnisi czy uczeni — oni są tym właściwym ludem, którzy winni dochodzić prawdy, jak to zawsze czynili. Bóg niech nam wszystkim udzieli chrześcijańskiego rozumu a szczególnie chrześcijańskiej szlachcie niemieckiego narodu prawdziwej duchownej odwagi pełnić dla biednego kościoła to najlepsze! Amen.


Tłumaczenie ks. Jana Lasoty. Tekst pochodzi z "Z problemów Reformacji", nr 6, Ośrodek Wydawniczy "Augustana", Bielsko-Biała 1994.


e-mail: internet@luteranie.pl (c) 2003 - Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP