|


[Do
chrześcijańskiej szlachty niemieckiego narodu o ulepszeniu
chrześcijańskiego stanu]
ks. dr Marcin Luter
Szanownemu i dostojnemu Panu, Panu Mikołajowi z Amsdorfu licencjatowi
Pisma świętego i Proboszczowi katedralnemu w Wittenberdze, memu
szczególnie życzliwemu przyjacielowi.
Dr Marcin Luter
Najpierw łaska i pokój Boży, szanowny, czcigodny, miły Panie i
Przyjacielu!
Czas milczenia upłynął i nadszedł czas, by mówić, jak powiada
kaznodzieja salomonowy (3.7). Według naszego planu zgromadziłem pewne
części, dotyczące ulepszenia chrześcijańskiego stanu, by je przedłożyć
chrześcijańskiej szlachcie niemieckiego narodu. Może chce Bóg pomoc
Kościołowi przez stan laicki, bowiem stan duchowny, któremu to więcej
przynależy, stał się zupełnie znieczulony. Przesyłam to wszystko
Waszej Dostojności do oceny i jeżeli potrzeba, do poprawienia. Wiem
dobrze, że nie ujdę nagany, jakobym sobie za dużo pozwolił, iż jako
poniżony i mało znaczący człowiek odważam się przemawiać do tak
wielkich i wysokich stanów w tak doniosłych, wielkich sprawach, jak
gdyby nie było już nikogo na świecie, tylko Doktor Luter, który się
ujmuje za chrześcijańskim stanem i tak wysoko rozumnym ludziom rad
udziela. Podtrzymuję moje usprawiedliwienie. Niechaj mnie za to gani,
kto chce. Winienem może mojemu Bogu i światu jeszcze jedno głupstwo.
Podjąłem się go obecnie, jeżeli mi się zechce udać, rzetelnie wypłacić
i stać się też raz hłaznem nadwornym. Nie uda mi się to. to jednak mam
jedną korzyść: Nie potrzebuje mi nikt kupować kapturu i grzebienia do
strzyżenia. Jest jednak pytanie, kto drugiemu zawiesi dzwonek. Już
więcej, niż. raz jeden, głupiec przemawiał mądrze i wiele razy ludzie
mądrzy stali się grubijańsko głupcami, jak mówi Paweł (1 Kor. 3,18):
"Kto chce być mądrym, stać się musi głupim". Ale ponieważ jestem nie
tylko głupim, lecz także zaprzysiężonym Doktorem Pisma św., cieszę
się, że mi się nadarza sposobność mojej przysiędze — właśnie w ten
głupi sposób - zadosyć uczynić. Proszę, zechciejcie mnie u jako tako
rozsądnych usprawiedliwić, bowiem na miłość i względy u najbardziej
rozsądnych nie umiem sobie zasłużyć, czyniąc w tym względzie
największe wysiłki, obecnie jednak nie pragnę ich szukać i poważać.
Bóg niech nam dopomoże, byśmy nie naszej, lecz tylko Jego szukali
czci. Amen.
Wittenberga w klasztorze Augustyanów w przedwieczór św. Jana
Chrzciciela w r. 1520
Jaśnie oświeconemu, wszechpotężnemu cesarskiemu Majestatowi i
chrześcijańskiej szlachcie niemieckiego narodu. Dr Marcin Luter
Łaska i moc od Boga w pierwszym rzędzie Tobie, Jaśnie Oświecony.
Łaskawi, mili Panowie!
Stało się to nie z samej zarozumiałości lub też zuchwałości, że ja
pojedynczy biedny człowiek odważyłem się przemawiać wobec waszych
wysokich dostojności. Nędza i ucisk, ciążący na wszystkich stanach
chrześcijaństwa a nade wszystko na niemieckich ziemiach, doprowadziły
nie tylko mnie. ale każdego do tego. by po wielokroć krzyczeć i
domagać się pomocy. Obecnie i mnie zmusiły one. by krzyczeć, czy może
Bóg nie dałby komuś ducha do podania ręki nędznemu narodowi. Już
często czyniono wysiłki na soborach, lecz przez chytrość pewnych ludzi
sprytnie je unicestwiono i nawet pogorszono i oto zdradzieckość i
złośliwość tychże zamyślam obecnie - niech mi Bóg dopomoże -
naświetlić, by raz przejrzeni, w przyszłości nie przeszkadzali ani też
nie szkodzili. Bóg dał nam młodą szlachetną krew do głowy a przez to
rozbudził w wielu sercach wielką, dobrą nadzieję. Przystoi też, by
naszą cząstką do tego się przyczynić i dogodną godzinę z pożytkiem
wykorzystać.
Pierwszą rzeczą, co w tej sprawie nade wszystko zrobić trzeba, jest.
abyśmy z całą powagą mieli się na ostrożności i nie rozpoczynali
czegoś ufni w naszą wielką moc czy też rozum, choćby nawet władza
całego świata do nas należała. Bowiem Bóg nie może i nie chce znosić,
by dobre dzieło rozpoczęte ostało w spoleganiu na własne siły i rozum.
On je strąca na ziemię, przeciw temu nie ma ratunku, jak stoi napisane
w psalmie 33,16: „Nie bywa król wybawiony przez wielkość wojska ani
mocarz nie ujdzie przez wielką moc swoją". I z tej przyczyny, obawiam
się, w dawniejszych czasach doszło do tego, że drodzy książęta, cesarz
Fryderyk l i II oraz wielu innych niemieckich cesarzy przez papieży
tak sromotnie nogami deptanych i uciskanych było, których przecież
świat się lękał. Spolegali oni może więc na swej mocy, niż na Bogu i
dlatego też upaść musieli. I cóż w naszych czasach krwipijcę Juliusza
II. wyniosło tak wysoko, jak nie czego się boję. właśnie ta
okoliczność, że Francja. Niemcy i Wenecja na sobie budowały. Synowie
Benjamina pobili 42.000 Izraelitów dlatego, iż ci spolegali na własnej
sile (Sędz. 19,20 itd.).
Aby się nam z szlachetną krwią Karola podobnie nie powiodło, musimy
mieć pewność, że w tej sprawie mamy do czynienia nie z ludźmi, ale z
książęty piekła, którzy mogą świat wypełnić wojną i krwi rozlewem,
lecz przez to nie dają się pokonać. Należy tutaj, rezygnując z
cielesnej przemocy, ująć sprawę w pokornym zaufaniu w Bogu i w
poważnej modlitwie szukać u Boga pomocy i nic innego nie mieć przed
oczyma, jak tylko boleść i nędzę biednego chrześcijaństwa, nie pytając
o to, na co źli ludzie zasłużyli. 'W przeciwnym razie początek zabawy
wykaże na pozór wielki rezultat, ale - gdy się pójdzie dalej wgłąb -
spowodują złe duchy takie zamieszanie, że cały świat pławić się będzie
musiał we krwi a mimo tego nic się nie osiągnie. Dlatego bójmy się
tutaj Boga i postępujmy roztropnie. Im większa moc. tym większe
nieszczęście, jeżeli się nie postępuje w bojaźni Bożej i w pokorze.
Jeżeli papieże i rzymianie mogli dotychczas podburzać królów przeciwko
sobie przy pomocy djabła, to mogą to jeszcze nadal czynić, jeżeli my z
naszymi możliwościami i z naszą wiedzą postępować będziemy bez pomocy
Bożej.
Papieżnicy postawili z wielką zręcznością trzy mury naokoło siebie i
tym sposobem chronili się dotychczas tak, że ich nikt nie mógł
reformować, na skutek czego całe chrześcijaństwo okrutnie upadło. Po
pierwsze: Gdy się ich rąbnęło świecką władzą, wtedy twierdzili i
powiedzieli, że świecka władza nie ma nad mmi prawa, lecz odwrotnie:
duchowna stoi ponad świecką. Po drugie: Chciano ich osądzić na
podstawie Pisma św., przeciwstawiając, że nikt nie ma prawa wykładać
Pisma św., jak tylko papież. Po trzecie: Jeżeli im się grozi soborem,
wtedy się wykręcają, iż nikt nie może zwoływać soboru, jak tylko
papież. W ten sposób skradli nam skrycie trzy rózgi, by mogli uniknąć
kary i usadowili się w bezpiecznym obwarowaniu tych trzech murów, by
uprawiać łobuzerstwo i złość, które też obecnie oglądamy. I chociaż
zmuszeni by urządzić sobór, jednak go przedtem jeszcze
unieszkodliwili, zobowiązując przedtem jeszcze książąt pod przysięgą,
by ich pozostawili tak. jakimi są. Prócz tego powierzyli papieżowi
pełną władzę odnośnie całego porządku soboru tak. iż jest to bez
znaczenia, czy się zwołuje wiele soborów albo żadnego, l tak nas tylko
oszukują maskami i obłudą. Tak straszliwy mają lęk przed uczciwym
wolnym soborem dla swojej skóry. I tak nastraszyli cesarzy i książąt,
iż ci wierzą, że byłoby przeciw Bogu, gdyby się ich nie słuchało przy
tej całej złośliwej perfidnej wrzawie. Niecił nam tedy dopomoże Bóg i
da nam jeden z puzonów, by upadły mury Jerycha. byśmy te słomiane,
papierowe mury zdmuchnęli i chrześcijańskie rózgi dla karania grzechu
podnieśli a chytrość i oszustwo djabła naświetlili, abyśmy się przez
karę poprawili i łaskę Jego z powrotem uzyskali.
Chcemy najpierw pierwszy mur zaatakować!
Wynaleziono, że papież, biskupi i lud klasztorny nazywani bywają
stanem duchownym, książęta, panowie, rzemieślnicy i chłopi stanem
świeckim, co jest wielkim kłamstwem i obłudą. Nie powinien jednak nikt
z tych powodów popaść w nieśmiałość i to
z następującej przyczyny: Wszyscy chrześcijanie są na prawdę stanu
duchownego i nie istnieją między nimi żadne różnice, jak tylko przez
urząd, jak mówi Paweł (I Kor. 12,12) itd., żeśmy wszyscy jednym
ciałem, każdy jednak członek ma swą własną czynność, którą służy
drugiemu. Wszystko to stąd się wywodzi, że mamy jeden chrzest, jedną
ewangelię i wiarę jedną i równymi jesteśmy chrześcijanami. Bowiem
chrzest, ewangelia i wiara, one jedynie określają stan duchowny i
chrześcijański lud. Ze jednak papież czy biskup namaszczają, robią tonsury, ordynują, poświęcają, inaczej, niż laicy, się ubierają, to
może robić kogoś obłudnikiem lub bałwanem naoliwionym, nigdy jednak
nie czyni z niego chrześcijanina lub duchownego człowieka. Bywamy
potem wszyscy razem poświęceni przez chrzest na kapłanów, jak św.
Piotr (I Piotra 2,9) mówi: „Wy jesteście królewskim kapłaństwem i
kapłańskim królestwem" i Obj. św. Jana 5,10:
„Uczyniłeś nas przez twoją krew królami i kapłanami". Bowiem gdybyśmy
nie mieli żadnego wyższego święcenia, jak tylko to, którego udziela
papież lub biskup, nie stałby się przez święcenia papieża i biskupów
nigdy ktoś kapłanem, nie mógłby on też mszy odprawiać ani kazać ani
udzielać absolucji. Dlatego święcenie biskupa nie jest nic innego, jak
gdyby tenże zamiast siebie i dla całego zgromadzenia ze zboru, w
którym wszyscy mają równe prawa, wybrał jednego i rozkazał mu to prawo
wykonać dla innych, podobnie jak gdyby dziesięciu braci, synów
królewskich, w równych częściach dziedziczyli i wybrali jednego, by
tym dziedzictwem za nich zarządzał. Byliby oni wszyscy królami na
równych prawach a jednak jednemu to zarządzanie byłoby powierzone. I
żeby jeszcze wyraźniej powiedzieć: Gdyby gromadka pobożnych
chrześcijańskich laików, wzięta do niewoli, uprowadzona została na
pustkowie a oni nie mieliby wśród siebie wyświęconego kapłana czy
biskupa i zgodnie wybraliby jednego spośród siebie bez względu na jego
stan małżeński i powierzyliby mu urząd, by chrzcić, odprawiać mszę.
udzielać absolucji i kazać, to byłby to faktycznie kapłan, jak gdyby
go wyświęcili wszyscy biskupi i papieże. Stąd też pochodzi, że w
koniecznym wypadku każdy może chrzcić i udzielać absolucji. co nie
byłoby możliwe, gdybyśmy nie byli wszyscy kapłanami. Tę wielką łaskę i
pełnomocnictwo chrztu i chrześcijańskiego stanu zniszczyli nam zgoła i
obcym uczynili przez prawo duchowne. W podobny sposób wybierali w
dawnych czasach chrześcijanie spośród zboru swych biskupów i kapłanów,
którzy następnie zatwierdzani byli przez innych biskupów, bez
wszystkiego przepychu, jaki dziś rządzi. Tak zostali biskupami św.
Augustyn, Ambroży, Cypryan.
Ponieważ tedy świecka władza, podobnie jak my. jest ochrzczona, ma tę
samą wiarę i tę samą ewangelię, musimy ją uznawać jako kapłanów i
biskupów a jej urząd traktować jako taki. który należy
chrześcijańskiemu zborowi i jest pożyteczny. Bowiem co się wynurzyło z
chrztu, może się chlubić, że poświęcone już zostało na kapłana,
biskupa i papieża, chociaż nie każdemu wypada ten urząd wykonywać.
Bowiem, gdy wszyscy równomiernie jesteśmy kapłanami, nie powinien się
nikt wynosić i rościć sobie pretensje, by bez naszego zezwolenia i
wyboru czynić to, do czego my wszyscy mamy równe prawo. Bowiem co
przysługuje zborowi, nie może nikt przywłaszczyć sobie bez woli i
rozkazu zboru. I gdyby się stało, że ktoś wybrany do swojego urzędu
został usunięty z powodu nadużycia, byłby on znowu takim, jak
przedtem. Dlatego powinienby kapłan w chrześcijaństwie mieć takie same
stanowisko, jak urzędnik: jak długo jest w urzędzie, przoduje przed
wszystkimi. Jeżeli jest usunięty, jest chłopem czy obywatelem, jak
inni. Zupełnie tak kapłan nie jest więcej kapłanem, gdy został
usunięty. I oto wynaleźli characteres indelebiles i paplą, że
usunięty kapłan pomimo tego jest czymś innym, aniżeli zwykły laik. Ba,
nawet marzą, że kapłan nie może być niczym innym, jak tylko kapłanem i
nigdy więcej nie może być laikiem. Wszystko to są przez ludzi
wymyślone twierdzenia i prawa.
Wynika z tego, że między laikami, książętami, biskupami a jak mówią,
między duchownymi i świeckimi nie istnieje w ogóle żadna różnica, jak
tylko na skutek ich urzędu czy ich czynności, a nie na skutek ich
szczególnego stanu. Bowiem są oni wszyscy stanu duchownego, prawdziwi
kapłani, biskupi i papieże, maja jednak nie jedna i tę samą czynność —
podobnie jak i wśród kapłanów i zakonników nic wykonuje każdy tej
samej czynności. I to jest zdanie św. Pawła Rzym. 12,4 ff i l Kor.
12.12 ff i św. Piotra 2,9 l Piotra, jak powyżej powiedziałem, że
jesteśmy wszyscy ciałem głowy Jezusa Chrystusa i członkiem jeden
drugiego. Chrystus nie posiada dwu czy dwojakich rodzajów ciała,
jednego świeckiego i jednego duchownego, jedna jest tu głowa i jedno
ciało On posiada. Podobnie, jak ci których się nazywa obecnie
duchownymi czy kapłanami czy biskupami czy papieżami, w stosunku do
innych chrześcijan nie są godniejsi lub też mocniejsi, jak tylko przez
to, że mają zarządzać Słowem Bożym i Sakramentami - to znaczy przez
swą czynność i swój urząd - tak też ma świecka zwierzchność miecz i
rózgę w ręku, złych nimi karać a pobożnych bronić. Szewc, kowal, chłop
— każdy ma urząd i zajęcie swego zawodu, a przecież oni wszyscy są w
równej mierze poświęconymi kapłanami i biskupami i każdy winien swoim
urzędem i swą czynnością być innym pożytecznym i do służby gotowym, by
w ten sposób różne czynności wszystkie we wspólnocie ciało i duszę
wzmacniały, podobnie jak wszystkie członki ciała służą sobie
wzajemnie.
Patrz oto, jak po chrześcijańsku jest to zarządzone i powiedziane, że
świecka zwierzchność nie stoi ponad duchowieństwem i nie może jej też
karać. Jest to tak samo trafnie powiedziane, jak: ręka nie śmie nic
czynić, gdy oko znosi wielkie cierpienie. Czyż nie jest to rzeczą
nienaturalną -- nie mówiąc już jak niechrześcijańską - że jeden
członek drugiemu pomóc i jego zgubie zapobiec nie może? Tak, im
szlachetniejszy jest członek, tym więcej inne członki pomóc mu winny.
Dlatego mówię: Ponieważ świecka władza od Boga jest ustanowiona, by
złych karać a pobożnych bronić, należy jej urząd swobodnie i bez
przeszkody pozostawić do wykonywania przez całe ciało chrześcijaństwa,
nie szczędząc nikogo, czy to papieża, biskupów, kapłanów, mnichów,
zakonnice czy też kogokolwiek innego. Gdyby to wystarczyło świecką
władzę ograniczyć, iż jest ona szczuplejszą pośród chrześcijańskich
urzędów, aniżeli urząd kaznodziejów i spowiedników lub stanu
duchownego, tedy należałoby też nie dopuścić do tego, by krawcy,
szewcy, kamieniarze, cieślowie, kucharze, piwniczowie, chłopi i
wszystkie inne zawody papieżowi, biskupom, kapłanom i mnichom
przygotowywali obuwie, ubranie, mieszkania, jedzenie i picie lub też
tymże czynsz składali. Jeżeli jednak pozostawi się tym laikom swobodne
wykonywanie ich czynności, cóż poczną wtedy rzymscy pisarczycy z ich
prawami, chcąc się wymigać działaniu świeckiej władzy, aby tylko mogli
bez przeszkody zło płodzić i pełnić, o czym mówił św. Piotr (II Piotra
2,1.3) "Powstaną między wami fałszywi nauczyciele i fałszywymi,
zmyślonymi słowy będą was podchodzić, by was sprzedać w worku".
Dlatego też winna świecka chrześcijańska władza wykonywać swój urząd
swobodnie i bez przeszkody, bez względu na to, czy to jest papież,
biskup czy kapłan, którego to trafi. Kto winien, niechaj cierpi. Co
duchowne prawo przeciwko temu powiedziało, jest czystą zmyśloną
rzymską zuchwałością. Bowiem tak mówi Paweł wszystkim chrześcijanom:
(Rzym. 13,1 itd): "Każda dusza (myślę: papieżowa także!) ma być
poddana zwierzchności. Bowiem nie darmo nosi ona miecz, służy nim Bogu
dla karania złych i na chwałę pobożnych". Także św. Piotr mówi (I
Piotr 2,13): "Bądźcież tedy poddam wszelkiemu ludzkiemu urzędowi dla
Boga. który to tak chce mieć". On też zwiastował, że przyjdą ludzie,
którzy świecką zwierzchnością pogardzać będą (11 Piotr 2,10) Jak się
też to stało przez duchowne prawo.
A zatem sądzę, że ten pierwszy mur papierowy leży
powalony, bowiem świecka władza stała się członkiem chrześcijańskiego ciała i
aczkolwiek jest dziełem cielesnym, to jednak jest stanu duchownego. Dlatego jej
działanie rozwijać się winno swobodnie i bez przeszkody we wszystkich członkach
całego ciała, karać i przepędzać, gdzie wina na to zasługuje lub też konieczność
tego wymaga, bez względu na to, czy papież, biskup, kapłan, choćby grozili lub
też wyklinali, jak chcą. Stąd to pochodzi, że winą obciążeni kapłani, gdy się
ich przekazuje świeckiemu prawu, uprzednio pozbawieni zostają kapłańskiej
godności, co przecież nie byłoby słuszne, gdyby świecki miecz z Boskiego
porządku nie miał przedtem mocy nad nimi. Jest też za dużo, że się tak wysoko
stawia duchownych wolność, ciało i dobra w duchownym prawie, jak gdyby laicy nie
byli tak samo duchownymi, dobrymi chrześcijanami, jak tamci, lub jak gdyby nie
należeli oni do Kościoła. Dlaczego tak wolne jest twoje ciało, życie, dobro i
cześć, a moje nie. gdy przecież jesteśmy równymi chrześcijanami, równe mając:
chrzest, wiarę, ducha i wszystkie rzeczy? Jeżeli kapłan zostaje zabity, to na
kraj spada interdykt, dlaczego nic podobnego gdy zabity zostaje chłop. Skąd się
bierze taka wielka różnica między równymi chrześcijanami? Tylko z ludzkich praw
i ludzkiego zmyślenia.
Nie musi to być dobry duch, który wynalazł taki wyjątek i grzech zupełnie
bezkarnym uczynił. Bowiem jeżeli mamy obowiązek walczyć przeciw uczynkom i
słowom złego ducha i przepędzać go. jak tylko możemy i jak nakazuje nam Chrystus
i Jego apostołowie, to skąd potem przychodzilibyśmy do tego, by siedzieć
spokojnie i milczeć, gdy papież lub jego spółka djabelskie płodzą słowa lub
czyny? Mielibyśmy dla upodobania się ludziom dopuścić, by Boskie przykazanie i
prawda zostały obalone, które przy chrzcie przysięgliśmy bronić ciałem i życiem
- do prawdy, wzięlibyśmy winę na się za wszystkie te dusze, któreby w ten sposób
zostały opuszczone i uwiedzione. Stąd musiał to sam antychryst powiedzieć, co
stoi w duchownym prawie: Gdyby papież był tak szkodliwy i zły. iżby dusze
tłumnie prowadził do djabła, nie możnaby go mimo tego usunąć. Na takim
przeklętym djabelskim gruncie budują w Rzymie i mniemają, że lepiej, aby cały
świat szedł w diabły, aniżeli by ktoś ich łajdactwu opór stawiał. Gdyby to, iż
jeden stoi nad drugim, miało być już wystarczającym powodem, by go nie karać,
nie mógłby żaden chrześcijanin drugiego karać. Bowiem Chrystus nakazuje, by
każdy uważał się za najniższego i najmniejszego.
Gdzie jest grzech, tam nie ma już żadnego wykrętu przeciw karze, jako też św.
Gregory pisze, że jesteśmy wprawdzie wszyscy równi, ale wina czyni jednego
podległym drugiego. Oto widzimy, jak się obchodzą z chrześcijaństwem! Ci, którzy
Boga i apostołów oddali pod władzę świeckiego miecza, przywłaszczają sobie
wolność z własnej samowoli bez jakiegoś dowodu z Pisma św. tak, iż należy się
obawiać, że jest to gra antychrysta albo jego bezpośredniego poprzednika.
Drugi mur jest jeszcze luźniejszy i niezdarniejszy, mianowicie, że chcą sami być
mistrzami Pisma, aczkolwiek przez całe życie w nim się nie uczą. Przywłaszczają
sobie sami zwierzchność i tumanią nas bezczelnymi słowy, że papież nie może się
mylić w wierze, czy jest zły lub uczciwy — i na to nie mogą okazać nawet jednej
litery. Stąd to pochodzi, że tyle kacerskich i niechrześcijańskich, nawet
nienaturalnych ustaw znachodzi się w duchownym prawie, o czym obecnie nie ma co
mówić. Bowiem ponieważ mniemają, że Duch św. ich nie opuści, chociażby byli
bodajże jak nieuczeni i źli, jakby tylko mogli, stają się odważnymi ustanawiać,
co tylko chcą. I gdyby to było prawdą, do czego wtedy Pismo św. byłoby potrzebne
lub pożyteczne? Spalmy je i zadowólmy się nieuczonymi panami w Rzymie, w których
mieszka Duch św., który przecież tylko uczciwymi sercami władnąć może. Gdybym
tego nie czytał, byłoby mi nie do wiary, że diabeł w Rzymie mógłby tak
niezdarnie rzecz upozorować i zyskać wzięcie.
Jednak ponieważ nie chcemy z nimi szermować słowami, zechciejmy naprowadzić
Pismo święte. Święty Paweł mówi (I Kor. 14,30): "Jeśliby też komuś coś lepszego
objawione było, choćby tenże siedział i drugiego w Słowie Bożym słuchał,
powinien ten pierwszy, który mówi. zamilknąć i przed tamtym się usunąć". Cóżby
to przykazanie miało za cel, gdyby tylko temu należało wierzyć, który mówi lub
też siedzi na pierwszym miejscu? Także Chrystus powiada. Jan 6,45. że wszyscy
chrześcijanie przez Boga winni być nauczani. Może się tedy wydarzyć, że papież i
jego adherenci są źli, nie są prawdziwymi chrześcijanami i przez Boga nauczani,
nie mają, prawdziwego zrozumienia, a że z drugiej strony prosty człowiek ma to
prawdziwe zrozumienie. Dlaczego nie miano by go wtedy słuchać? Czy papież nie
mylił się wielokrotnie? Któż by chciał chrześcijaństwu pomagać, gdy papież
zbłądził, jeżeliby się nie wierzyło innemu więcej, niż papieżowi, i to takiemu,
za którym przemawia Pismo?
Dlatego jest też to karygodny wynalazek i gadulstwo, nie mogą oni ani
jednej litery naprowadzić, którą mogliby stwierdzić, że jest sprawą jedynie
papieża wykładanie Pisma lub też potwierdzenie jego wykładu. Oni przywłaszczyli
sobie sami tę władzę. I chociaż udawają. jakoby władza ta nadana została św.
Piotrowi, gdy mu wręczone zostały klucze. Mat. 16.19, to przecież jasne jest, że
klucze te wręczone były nie tylko św. Piotrowi, ale całemu zborowi. Prócz tego
klucze te przeznaczone są nie dla nauczania lub panowania, lecz dla związywania
i rozwiązywania grzechu i jest to wszystko zupełnie zmyślone, co sobie prócz
tego z racji kluczy przypisują. Gdy jednak Chrystus mówi do Piotra (Łuk. 22,32):
"Prosiłem dla ciebie, by wiara twoja nie ustawała", to nie może się: to odnosić
do papieża. Bowiem większa część papieżów była bez wiary, co sami przyznać
muszą. Prócz tego Chrystus modlił się nie tylko za Piotra, lecz także za
wszystkich apostołów i chrześcijan, jak mówi św. Jan 17,9,20: "Ojcze, proszę za
tych. których mi dałeś, a nie tylko za tych. lecz za wszystkich, którzy przez
ich Słowo we mnie wierzą". Czyż nie jest to dosyć wyraźnie dowiedziane?
Rozważ to przecież u siebie: Muszą oni przyznać, że wśród nas są dobrzy
chrześcijanie, którzy mają prawdziwą wiarę, ducha, zrozumienie, słowo, myśli
Chrystusowe. Ba, dlaczegóż miano by wtedy ich słowo i zrozumienie odrzucać i
słuchać papieża, który nie ma ani wiary ani ducha. To by się nazywało wyprzeć
się wszystkiej wiary i chrześcijańskiego kościoła! Dalej: Nie musi przecież
tylko sam papież mieć słuszności, jeżeli artykuł jest prawdziwy: Wierzę w święty
Kościół chrześcijański. Boć inaczej musielibyśmy się modlić: Wierzę w papieża w
Rzymie i w ten sposób umieścić Kościół chrześcijański zupełnie w jednym
człowieku, a to byłoby nic innego, jak tylko diabelski i piekielny błąd.
Prócz tego jesteśmy przecież wszyscy kapłanami, jak uprzednio powiedziane, mamy
wszyscy jedną wiarę, jedną ewangelię, jeden i ten sam sakrament. Czemuż wtedy
nie mielibyśmy też mocy. zakosztować i osądzić, co w wierze jest prawdziwe lub
nieprawdziwe? Gdzież pozostaje słowo ap. Pawła l Kor. 2,15: „Duchowny rozsądza
wszystko, lecz sam od nikogo nie bywa rozsądzany" i 11 Kor. 4,13: "Wszyscy mamy
jednego Boga wiary". Jak nie mielibyśmy tak dobrze, jak niewierzący Papież,
wyczuwać, co jest zgodnie według wiary lub też nie. Dzięki tym wszystkim i wielu
innym wyrokom winniśmy być pełni otuchy i poczuć się wolnymi a ducha wolności,
jak go Paweł nazywa, II Kor. 3,17, nie dać przepłoszyć przez wymysły papieskie,
lecz żwawo poprzez wszystko, co tamci robią czy nie robią, osądzać według
naszego wierzącego zrozumienia Pisma i zmusić tychże, by postępowali według
lepszego a nie własnego zrozumienia. Musiał wszakże przed czasami Abraham
słuchać swojej Sary, która mu przecież więcej ostro była podległa, aniżeli kto
inny na ziemi (I Mojż. 21.12). Podobnie oślica Bileama była rozsądniejsza
aniżeli sam prorok (IV Mojż. 22,28). Jeżeli Bóg przemówił przez oślicę przeciw
prorokowi, dlaczego nie mógłby On mówić przez porządnego człowieka przeciw
papieżowi? Także św. Paweł karci Piotra jako błądzącego, do Galat. 2.11 itd.
Dlatego jest powinnością każdego chrześcijanina ująć się za wiarą, tęże
zrozumieć i bronić jej a wszystkie błędy potępiać.
Trzeci mur upada sam od siebie, gdy dwa pierwsze
upadły. Bowiem jeżeli papież postępuje wbrew Pismu, jesteśmy obowiązani stanąć w
obronie Pisma a tamtego skarcić i zmusić go według słowa Chrystusa: Mat. 18,15:
„A jeśliby zgrzeszył przeciwko tobie brat twój, idź, upomnij go sam na sam:
jeśliby zaś nie usłuchał, przybierz sobie jeszcze jednego albo dwóch. A jeśliby
ich nie usłuchał, powiedz zborowi. A jeśliby zboru nie usłuchał, niech ci będzie
jako poganin". Tutaj każdemu członkowi jest nakazane mieć troskę o drugiego. O
ileż więcej winniśmy tedy czynić wysiłki, gdy publiczny kierujący członek źle
postępuje i przez swoje postępowanie innym wiele szkody i zgorszenia wyrządza.
Jeżeli mam go postawić w stan oskarżenia przed zborem, tedy muszę też zbór ten
zgromadzić.
Nie mają też oni uzasadnienia z Pisma na to, że jedynie papieżowi przynależy
zwoływać sobór lub go potwierdzać, lecz tylko swoje własne ustawy, które jedynie
o tyle mają znaczenie, o ile nie są szkodliwe chrześcijaństwu i Bożym ustawom.
Jeżeli tedy papież zasługuje na karę. tracą takie ustawy znaczenie, ponieważ
byłoby to ze szkodą dla chrześcijaństwa nie karać go przez sobór.
Tak czytamy też Dzieje Ap. 15,6, że sobór apostolski zwołał nie św. Piotr, lecz
wszyscy apostołowie i najstarsi. Gdyby to było przypadło w udziale samemu św.
Piotrowi, nie byłby to sobór chrześcijański, lecz kacerskie conciliabulum. Także
najsławniejszego soboru w Nicei nie zwołał ani też nie zatwierdził biskup
rzymski, lecz cesarz Konstantyn i po nim robiło to samo wielu innych cesarzy, a
jednak były to sobory najwięcej chrześcijańskie. Atoli gdyby sam papież był miał
tę władzę, wszystkie te sobory byłyby musiały mieć charakter kacerski. I gdy
patrzę na te sobory, które papież spowodował, nie znajduję też, żeby na nich coś
szczególnego zostało dokonane.
Dlatego, gdy konieczność tego wymaga i papież zgorszenie daje chrześcijaństwu
winien każdy co najprzedniejszy jako wierny członek całego ciała pomóc do tego,
by doszedł do skutku prawdziwy wolny sobór a tego nie potrafi nikt tak dobrze,
jak świecki miecz, zwłaszcza, że jego nosicielami są też współchrześcijanie.
współkapłani, współduchowni, współwładni we wszystkich sprawach. Ich też jest
powinnością swój urząd i swe działanie, powierzone im nad każdym przez Boga.
rozwijać swoim trybem, gdy tego potrzeba wymaga i jest pożyteczne. Nie byłoby to
rzeczą nienaturalną, gdyby w mieście wybuchł pożar a każdy stałby spokojnie i
dopuściłby do tego, by ogień rozprzestrzeniał się na wszystko tylko dlatego, iż
nie mieliby upoważnienia burmistrza lub też może zacząłby płonąć dom burmistrza.
Czyż każdy obywatel nie jest obowiązany drugich do czynu rozruszać i wołać. O
ileż więcej winnoby się to dziać w duchownym mieście Chrystusowym, gdy się
rozpala ogień zgorszenia, już to w rządzie papieża czy też gdziekolwiek indziej.
To samo dzieje się też, gdy nieprzyjaciele napadną na miasto, wtedy zasługuje na
cześć i dziękczynienie ten. który drugich jako pierwszy stawia na nogi.
Dlaczegóż wtedy nie miałby zasłużyć sobie na szacunek ten, który sygnalizuje
piekielnych wrogów i chrześcijan budzi i zwołuje?
Jednakże nie ma żadnego sensu gadanie o ich władzy, o której chlubnie mówią, że
nie wolno się jej sprzeciwiać. Nikt w chrześcijaństwie nie ma władzy szkodę
wyrządzać lub też zabronić, by szkodę powstrzymać. Nie ma władzy w kościele, jak
tylko ta do naprawy. Przeto gdyby papież chciał użyć władzy, by przeszkodzić
odbyciu się wolnego soboru, przez co naprawa kościoła zostałaby zatrzymana,
wtedy nie powinniśmy uznawać go oraz jego władzy, l gdyby wyklinał i piorunował,
wtedy należałoby to z pogardą traktować jako próbę wariata i jego w spoleganiu
na Bogu wykląć i przepędzić, jak tylko można. Bowiem ta jego uzurpowana władza
jest niczym, on jej też nie posiada i szybko bywa obalona wyrokiem Pisma. Bowiem
Paweł mówi do Koryntian (II Kor. 10,8): "Bóg dał nam moc nie ku zepsuciu
chrześcijaństwa, lecz ku zbudowaniu". Któż chce ten wyrok przeskoczyć? Jest
szatana i antychrysta moc, która temu przeszkadza, co służy do poprawy
chrześcijaństwa. Dlatego nie należy jej słuchać, lecz jej opór stawić ciałem,
majątkiem i wszystkim, na co nas stać.
I choćby nawet stał się jakiś cudowny znak za papieżem przeciwko świeckiej
władzy lub też przytrafiło się utrapienie, jak się chełpią, że się stało
kilkakrotnie, wtedy należy w tym widzieć nic innego, jak tylko czyn szatana, bo
nam brak wiary w Boga, jak to zwiastował Chrystus, Mat. 24,24: "Powstaną w mym
imieniu fałszywi
Chrystusowie i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, by zwieść i
wybranych", a św. Paweł mówi Tesalończykom (II Tes. 2,9 itd.), że antychryst
przez szatana wielkim się stanie w znakach i cudach kłamliwych.
A przeto tego się trzymajmy: Chrześcijańska moc nic nic wskóra przeciw
Chrystusowi. jak mówi św. Paweł, II Kor. 13,8: „Nie możemy nic czynić przeciw
Chrystusowi, lecz dla Chrystusa". Jeżeli jednakże moc podejmuje coś przeciw
Chrystusowi, jest ona mocą antychrysta i szatana, chociażby nawet spuszczała na
ziemię cuda i plagi, jak deszcz czy grad. Cuda i plagi niczego nie dowodzą,
osobliwie w tym ostatnim najgorszym czasie, o którym w Piśmie zwiastowane są
fałszywe cuda. Przeto musimy się trzymać słów Bożych w mocnej wierze a wtedy na
pewno diabeł poniecha swoje cuda.
Tak tedy — mam nadzieję — winien fałszywy, kłamliwy stracił, którym
papieżnicy nasze sumienia przez długi czas czynili lękliwymi i bojaźliwymi.
leżeć na ziemi podeptany. Są oni z nami wszystkimi w równej mierze podlegli
mieczowi i nie mają żadnego pełnomocnictwa wykładać Pismo samą mocą i bez
wiadomości. Nie mają też oni mocy przeszkodzić soborowi lub go według swego
upodobania ograbić, zobowiązać i pozbawić go swobody. A jeżeli to czynią, to są
oni naprawdę społecznością antychrysta i diabła i od Chrystusa nie mają nic. jak
tylko nazwę.
Przypatrzmy się teraz punktom, nad którymi należałoby na soborach właśnie
obradować i którymi zajmować by się mieli właściwie dzień i noc papieże,
kardynałowie. biskupi i wszyscy uczeni, jeżeli by miłowali Chrystusa i Jego
Kościół. Jeżeli tego jednak nie czynią, to lud i świecki miecz winni o to zadbać
bez względu na ich klątwy i piorunowanie. Bowiem niesprawiedliwa klątwa lepsza
jest, aniżeli 10 prawdziwych absolucji a niesprawiedliwa absolucja jest gorsza,
aniżeli dziesięciokrotnie sprawiedliwa klątwa. A przeto zbudźmy się. mili
Niemcy, i bójmy się więcej Boga. aniżeli ludzi, by nie spadła na nas wina za
wszystkie biedne dusze, które tak żałośnie przez haniebny diabelski rząd
papieżników idą na zatracenie, gdzie diabeł codziennie coraz więcej zdobywa
grunt pod nogami — jeżeli jeszcze jest możliwe, że tak piekielny rząd może być
jeszcze gorszy, czego przecież nie mogę pojąć i w to uwierzyć.
Po pierwsze jest to rzeczą straszną i zastraszającą widzieć, jak ten najwyższy w
chrześcijaństwie, który się szczyci być zastępcą Chrystusa i następcą św.
Piotra, tak po światowemu i wspaniale żyje, że go pod tym względem żaden król
ani żaden cesarz nie może doścignąć i z nim się równać, że w tym, który się
pozwala nazywać najświętszym i najduchowniejszym, panuje więcej światowy zmysł,
aniżeli go ma sam świat. Nosi on trojaką koronę, podczas gdy najwyżsi królowie
noszą tylko jedną koronę. Jeżeli się to zgadza z ubogim Chrystusem i św.
Piotrem, to jest to nowy rodzaj zgodności. Drżą się, że jest to rzeczą kacerską
mówić coś przeciw temu. Lecz nie chce się też słyszeć tego, jak
niechrześcijańskie i nienabożne jest takie zachowanie się. Mniemam jednak, że
gdyby Boga prosił nawet ze łzami, musiałby przecież tę koronę odłożyć. Bowiem
Bóg nie może tolerować buty. A jego urząd nie powinien by być niczym innym, jak
tylko codziennie płakać za chrześcijaństwo i modlić się i dawać przykład
wszelkiej pokory.
Niechaj temu będzie, jak chce. W każdym razie taki zbytek wzbudza zgorszenie, a
papież winien jest przy zbawieniu swych dusz zbytek ten usunąć, bowiem św. Paweł
mówi (I Tes. 5,22): "Wstrzymujcie się od gestów wszelkiego rodzaju, które
wywołują zgorszenie", a do Rzym. 12,1 7: "Winniśmy dobre świadczyć nie tylko w
oczach Bożych, lecz także przed wszystkimi ludźmi". Papieżowi wystarczyłaby
prosta korona biskupa. Odnośnie wiedzy i świętości powinien być on większy, niż
inni a koronę pychy pozostawić antychrystowi, jak jego poprzednicy przed
kilkuset laty. Mówią, że jest on panem świata i to jest kłamstwo. Bowiem
Chrystus, którego namiestnikiem i urzędnikiem tenże chlubi się być. powiedział
przed Piłatem (Jan 18,36): ,,Królestwo moje nie jest z tego świata". Nie może
jednak żaden namiestnik dłużej rządzić, aniżeli jego pan. Nie jest on też
namiestnikiem wywyższonego, lecz ukrzyżowanego Chrystusa, jak mówi Paweł (I Kor.
2,2): ..Albowiem uważałem za rzecz potrzebną nic innego między wami umieć, jak
tylko Jezusa Chrystusa i to onego ukrzyżowanego". A do Filip. 2,5 itd.:
"Albowiem niech w was będą te same myśli, jakie i w Jezusie Chrystusie, który
poniżył samego siebie, przyjąwszy postać niewolnika". Dalej I Kor. 1,23:
"Opowiadamy Chrystusa ukrzyżowanego". I oto robią papieża namiestnikiem
wywyższonego w niebie Chrystusa a poniektórzy dopuścili diabłu rządzić w sobie
tak mocno, że myśleli, iż papież jest ponad aniołami w niebie i ma nad nimi
panować. To są po prawdzie czyny prawdziwego antychrysta.
Po drugie. Po cóż w chrześcijaństwie potrzebny jest lud, który się nazywa
kardynałami? To chcę ci powiedzieć! Włoskie i niemieckie kraje mają wiele
bogatych klasztorów, zakładów, dóbr lennych i probostw. One to nie umiano lepiej
sprowadzić do Rzymu, jak tylko przez mianowanie kardynałów i nadanie im na
własność biskupstw, klasztorów, prałatur i w ten sposób zdeptano Służbę Bożą.
Dlatego widzi się dziś. że Włochy są zupełnie opustoszałe: klasztory są
zniszczone, biskupstwa strawione, prałatury i dochody wszystkich kościołów
ściągnięte do Rzymu, miasta upadły, kraj i ludność zrujnowane, ponieważ nie
odprawia się żadnego nabożeństwa i nie wygłasza się żadnego kazania. Dlaczego?
Kardynałowie muszą mieć dobra. Żaden Turek nie potrafiłby Włoch tak zniszczyć i
Służbę Bożą tak spostponować.
Ponieważ Włochy są obecnie wyssane, przychodzą do niemieckiego kraju, zaczynają
ostrożnie. Ale patrzmy: Niemcy mają być wkrótce zrównane z Włochami. Mamy już
kilku kardynałów. Czego papieżnicy przez to poszukują, tego nie śmią rozumieć
pijani Niemcy, aż nie będą mieli więcej żadnego biskupstwa, klasztoru,
probostwa, dobra lennego, halerza czy też feniga. Antychryst musi posiadać
skarby ziemskie, jak jest zwiastowane. Tak się to dzieje: Usuwa się pianę z góry
z biskupstw, klasztorów i dóbr lennych a ponieważ nie odważają się jeszcze
wszystko sprofanować, jak to uczynili Włochom, przeto stosują tymczasem świętą
chytrość: złączyć razem 10 lub 20 prałatur i od każdej oderwać rocznic jeden
kawałek, by mimo tego wyrosła z tego suma. Probostwo w Wuerzburgu daje tysiąc
guldenów, to samo w Bambergu daje też coś, Mainz. Trier itd., tak można zebrać
tysiąc guldenów lub dziesięć tysięcy, by kardynał w Rzymie żył sobie jak bogaty
król.
Jeżeliśmy się do tego przyzwyczaili, to zechciejmy
w jednym dniu mianować 30 lub 40 kardynałów i jednemu np. zechciejmy ofiarować
górę klasztorną w Bambergu a do tego biskupstwo w Wuerzburgu, do którego
przynależy kilka bogatych probostw, aż kościoły i miasta opustoszeją, a wtedy
zechciejmy powiedzieć, że jesteśmy zastępcami Chrystusa i pasterzami owiec
Chrystusowych głupi, pełni Niemcy muszą to tolerować! Radzę jednakże, by
mianowano mniej kardynałów lub też by papież żywił ich ze swych dóbr. Dwunastu
byłoby zupełnie dosyć i każdy z nich mógłby mieć roczny dochód 1000 guldenów.
Skądże my Niemcy przychodzimy do tego, byśmy musieli tolerować ten rabunek i to
łupienie naszych dóbr przez papieża? Jeżeli przed tym obroniło się królestwo
Francji, dlaczego my Niemcy mamy się dać tak okpiwać i za błaznów uchodzić.
Byłoby wszystko o wiele znośniejsze, gdyby nas w ten sposób okradano tylko z
dobra, lecz przez to rujnują kościół i obdzierają owce Chrystusowe z ich
pobożnych pasterzy i niweczą Służbę Bożą i Słowo Boże. I gdyby nie było żadnego
już więcej kardynała — nie upadłby z tego powodu kościół. Oni przecież nic nie
czynią, co służy chrześcijaństwu, tylko o pieniądze i spory o biskupstwa i
prałatuły troszczą się a to mógłby też czynić każdy rabuś.
Po trzecie. Gdyby dworowi papieża pozostawiono tylko setną część
a odebrano dziewięćdziesiąt dziewięć części, byłby on pomimo tego dosyć wielki,
by w pytaniach wiary dać odpowiedź. Wszelako jest w tym Rzymie takie robactwo i
owrzodzenie i wszystko nazywa się papieskim, że i w Babilonie nie istniał taki
stan. Samych pisarzy papieskich jest więcej, niż 3000, któż chce policzyć innych
urzędników? Jest tyle stanowisk, że można je zaledwie policzyć. I ci wszyscy
ludzie czekają na fundacje i dobra lenne w Niemczech, jak wilk na owce. Mniemam,
że Niemcy dają obecnie papieżowi w Rzymie daleko więcej, niż uprzednio cesarzom.
Ba, niektórzy mniemają, że rocznie więcej niż trzysta tysięcy guldenów idzie z
Niemiec do Rzymu — zupełnie na próżno i darmo, my za to zbieramy nic, jak tylko
kpiny i hańbę. I my dziwimy się jeszcze, że książęta, szlachta, miasta,
fundacje, kraj i ludzie ubożeją. Mielibyśmy się dziwić, że mamy jeszcze co jeść.
A ponieważ tutaj szczególnie my w grę wchodzimy, chcemy trochę przystanąć i
pokazać, że my Niemcy nie jesteśmy tak zupełnie ciężkimi idiotami, żebyśmy o
rzymskich praktykach nic nie wiedzieli albo rozumieli. Nie podnoszę skargi, by w
Rzymie pogardzane były Boże przykazanie i chrześcijańskie prawo. Bowiem tak
dobrze nie jest obecnie w chrześcijaństwie, zwłaszcza w Rzymie, byśmy nad tak
wzniosłymi sprawami skargi wywodzić mogli. Nie podnoszę też skargi i z tego
powodu, by naturalne i świeckie prawo i rozsądek nic nie znaczyły, wszystko leży
jeszcze o wiele głębiej. Skarżę, że nie przestrzegają swojego przez siebie
wymyślonego prawa duchownego, które przecież już samo przez się jest więcej
czystym tyraństwem i skąpstwem, pełnym światowej pychy, aniżeli prawem. Chciejmy
to widzieć.
Zezwolili niegdyś niemieccy cesarze i książęta papieżowi na roczne daniny ze
wszystkich dóbr lennych niemieckiego narodu, to znaczy połowę dochodów
pierwszego roku z każdego dobra lennego. Zezwolenie zostało udzielone jednakże w
tym celu, by papież z tego wielkiego dochodu nagromadził skarb do walki przeciw
Turkom i niewiernym oraz celem ochrony chrześcijaństwa, by szlachcie nie
przychodziło zbyt ciężko prowadzić walkę o własnych siłach, lecz by
duchowieństwo dla tego celu też się czymś przyczyniło. To proste pobożne
usposobienie niemieckiego narodu wykorzystali papieże w tym celu. by te
pieniądze inkasować do dziś przez więcej, niż 100 lat i z tego uczynić stałą
ważną opłatę i zobowiązanie i już nic nie zbierać, lecz oprzeć na tym na nowo
wiele urzędów i stanowisk w Rzymie, by nimi opłacać pensje rokrocznie, jak z
regularnego podatku. Gdy się tedy głosi, że należy prowadzić wojnę przeciw
Turkom, tedy wydają odezwę, by zbierać pieniądze. Częstokroć wydaje się też
odpust z tym samym nagłówkiem, że się musi prowadzić wojnę przeciw Turkom,
zawsze w tym samym mniemaniu, że głupi Niemcy nie powinni ustawać w odgrywaniu
roli zatwardziałych do śmierci błaznów i tylko zawsze dawać pieniądze, by
zadosyć uczynić ich niesłychanej zachłanności, chociaż widzimy w całej jawności,
jak oni z dochodów daniny ani z pieniędzy odpustowych czy też z żadnego innego
źródła nie wydają jednego halerza przeciw Turkom, ale wszystko razem wpływa do
jednego worka bez dna. Kłamią i oszukują, postanawiają i robią z nami układy,
których ani o włos nie myślą dotrzymać a następnie nazywa się, że uczyniło to
święte imię Chrystusa i św. Piotra.
Tutaj winienby naród niemiecki, biskupi i książęta trzymać z chrześcijańskimi
ludźmi i lud im powierzony dla rządzenia i chronienia go w cielesnych i
duchownych dobrach osłaniać przed takimi drapieżnymi wilkami, któreby w ubraniu
owczym podawały się za pasterzy i władców. A ponieważ daniny roczne tak
bezczelnie bywają nadużywane i nie dotrzymuje się też tego, co jest
przyrzeczone, nie powinniby swego kraju i ludzi tak bezlitośnie i bez wszelkiego
prawa ciemiężyć i niszczyć, lecz przez ustawę króla czy też całego narodu
wstrzymać daniny roczne lub je znowu znieść. Bowiem ponieważ inni nie
dotrzymują, co jest przyrzeczone, nie mają też oni prawa do danin a biskupi i
książęta zobowiązani są tę kradzież i rabunek karać lub przynajmniej
powstrzymać, jak tego prawo wymaga.
W tym winni oni papieżowi pomóc i wzmocnić go, jeżeli może sam jest on za słaby
przeciw temu wybrykowi lub w razie gdyby chciał on jeszcze to osłaniać i
utrzymać, winni go jako wilka i tyrana odeprzeć i jemu się przeciwstawić, bowiem
nie ma on władzy czynić złe lub też je bronić, l jeżeli już chce się przeciw
Turkom zebrać taki skarb, powinnibyśmy nareszcie być nauczeni doświadczeniem i
widzieć, że naród niemiecki mógłby go lepiej zachować, niż papież. Bowiem naród
niemiecki ma sam dosyć ludzi do walki, gdy są pieniądze. Z daninami ma się tak,
jak to już było z wielu innymi rzymskimi twierdzeniami.
Dalej. Otóż rok między papieżem i rządzącymi biskupami i fundatorami został tak
podzielony, że papież ma 6 miesięcy, zawsze jeden nad drugim, tak, iż rozdawać
może lenna, które w jego miesiącu są wolne. W ten sposób prawie wszystkie lenna
bywają odprowadzane do Rzymu, szczególnie te najlepsze beneficia i dygnatury. l
te, które w ten sposób przypadają Rzymowi, me wracają już potem nigdy, chociażby
w przyszłości nie były więcej wolne w papieskim miesiącu. W ten sposób
fundatorzy bywają ukróceni i jest to prawdziwy rabunek, który sobie powziął nic
nie pozostawić. To też jest on już dojrzały i jest czas najwyższy, by skasować
zupełnie papieskie miesiące i wszystko, co przez to poszło do Rzymu, z powrotem
wydrzeć. Książęta i szlachta winni czuwać nad tym by skradzione dobro wróciło z
powrotem, by złodzieje zostali ukarani a ci, którzy nadużywali swych praw, prawa
te utracili. Jeżeli się utrzymuje i ma znaczenie, gdy papież w dzień po swym
wyborze w swej kancelarii tworzy postanowienia i ustawy, według których nasze
fundacje i beneficja bywają rabowane, do czego nie ma on żadnego prawa, toby
raczej należało, by cesarz Karol w dniu po swojej koronacji wydał postanowienie
i ustawę, że w całych Niemczech nie wolno żadnego lenna ani żadnego beneficja
przez miesiąc papieski odprowadzać do Rzymu a cokolwiek już odeszło, by zostało
zwolnione i przez rzymskich rabusiów zwrócone, do czego ma on z urzędu prawo
mocą swego miecza.
I oto nie mogła rzymska Stolica sknerstwa i rabunku doczekać się czasu, by jej
przypadły w udziale wszystkie lenna przez miesiąc papieski, jedno po drugim,
lecz się śpieszy według woli swego nienasyconego kałduna wszystkie w najkrótszym
czasie zagrabić dla siebie. Tak tedy wymyślił on sobie poza rocznymi i
miesięcznymi daninami taki mały znalazek, by lenna i beneficja zatrzymane
zostały w Rzymie jeszcze na trzy inne sposoby. Po pierwsze: jeżeli ktoś
posiadający wolne beneficium, umrze w Rzymie lub w drodze do Rzymu, wtedy musi
to beneficium przypaść na wieczną własność rzymskiej (powinien bym powiedzieć
,,rabunkowej") Stolicy. Lecz oni mimo tego nie chcą się zwać rabusiami,
aczkolwiek o takim rabunku nikt kiedykolwiek nie słyszał albo też nie czytał.
Po drugie. Jeżeli ktoś posiada lenno lub je też otrzymuje taki, który należy do
służby papieża lub kardynałów albo jeżeli ktoś, który już przedtem posiadał
lenno potem w grono służby papieża lub też kardynała został przyjęty — któż może
wtedy zliczyć służbę papieża i kardynałów, gdzie przecież papież, gdy tylko
odbywa konną przejażdżkę, ma koło siebie trzy czy cztery tysiące jeźdźców na
mułach, na złość wszystkim cesarzom i królom! Bowiem Chrystus i św. Piotr
chodzili pieszo, by ich namiestnicy tym więcej pysznić się i paradować mogli. I
oto chciwość zdziałała mądrą rozwagę i spowodowała, że także poza obrębem wielu
według tytułu należy do papieskiej służby jak w Rzymie tak, iż teraz na
wszystkich miejscach samo podstępne słówko "służba papieska" wszystkie lenna
odnosi rzymskiej Stolicy i na wieki na tym ciąży. Czyż nie są to jątrzące
szatańskie wymysły? Uważajmy tylko: Moguncja, Magdeburg, Halberstadt mają
jeszcze ładnie pójść do Rzymu i urząd kardynalski ma być dosyć drogo zapłacony.
To też zechciejmy wszystkich niemieckich biskupów zrobić kardynałami, by na
zewnątrz nic nie zostało.
Po trzecie, gdy się w Rzymie rozpocznie spór o lenno, jest to, myślę,
najzwyklejsza i największa droga, na której zanosi się beneficja do Rzymu.
Bowiem gdy u nas nie ma sporu, to w Rzymie znajdują się niezliczone łobuzy,
którzy spór spod ziemi wygrzebią i zaczepią beneficja, gdzie tylko chcą. Wtedy
to musi niejeden porządny kapłan swoje beneficium utracić lub też spór kwotą
pieniędzy wyrównać na pewien czas. Takie lenna, które prawnie czy nieprawnie
trzyma się przy pomocy sporu, muszą też na zawsze należeć rzymskiej Stolicy. Nie
byłoby żadnym cudem, gdyby Bóg zesłał z nieba siarkę i piekielny ogień i Rzym
pogrążył w przepaści, jak to uczynił przed czasami z Sodomą i Gomorą. Cóż ma do
rzeczy papież w chrześcijaństwie, jeżeli jego władzy nie używa się do niczego
więcej, jak tylko do takich wielkich czynów karygodnych a on je chroni i
wykonuje? O wy szlachetni książęta i panowie, jak długo chcecie wasz kraj i
ludzi wydać bez obrony na łup takim drapieżnym wilkom.
Ponieważ taki podstęp nie wystarczył, i czas chciwości, by wszystkie biskupstwa
zagrabić, trwał za długo, wynalazła moja kochana chciwość przynajmniej to, by
biskupstwa z nazwą na zewnątrz i ze swą ziemią pozostały w Rzymie i żeby tedy
żaden biskup nie mógł być zatwierdzony, jeżeliby sobie nie kupił pallium za
wielką kwotę pieniędzy i nie zobowiązał się pod budzącymi zgrozę przysięgami być
posłusznym sługą papieża. Stąd też to pochodzi, że żaden biskup nie odważa się
powziąść czegoś przeciw papieżowi. Tego też chcieli papieżnicy z przysięgą i w
ten sposób najbogatsze biskupstwa popadły w długi i zgubę. Moguncja, słyszę,
daje 20.000 guldenów — to też są papieżnicy. Jak mi się wydaje! Oni już na pewno
przed czasem ustalili w duchownej ustawie, że pallium należy dać za darmo, że
służba papieska ma być zredukowana, że spory mają zostać pomniejszone a
fundatorom i biskupom ma ich wolność pozostać nienaruszona. Lecz to nie chciało
przynosić pieniędzy, to też kartę odwrócono i biskupom i fundatorom odebrano
wszelką władzę. Siedzą oto jako cyfry, nie mają ani urzędu ani mocy jeszcze coś
robić, lecz główne łobuziaki w Rzymie kierują wszystkimi sprawami zgoła aż na
urząd zakrystjana i dzwonnika we wszystkich kościołach. Wszystkie spory zostają
ściągnięte do Rzymu i każdy za pełnomocnictwem papieskim robi, co chce. Co się
stało w tym roku? Biskup Strassburgu chciał w posłuszeństwie Bogu swoim zakładem
porządnie kierować i reformować i ułożył kilka pobożnych i chrześcijańskich
artykułów, które temu celowi miały służyć. Lecz mój miły papież i święta rzymska
Stolica zdeptały zupełnie i potępiają ten święty duchowny porządek na prośby
duchowieństwa. To się nazywa paść owce Chrystusowe! Tak należy wzmocnić plecy
kapłanów przeciw ich własnemu biskupowi i chronić ich nieposłuszeństwo przeciw
ustawom Boskim! Na takie publiczne zhańbienie Boga nie odważy się — spodziewam
się — antychryst. Tu macie papieża, jakiegoście chcieli! Dlaczego to? Do prawdy,
gdyby jakiś kościół miał być reformowany, to byłby to niebezpieczny początek. Na
Rzym musiałaby tu przyjść kolej. Wtedy należałoby raczej żadnego kapłana
pozostawić zgodnie z drugim, jak to dotąd mieli zwyczaj poróżnić książąt i
królów i świat napełnić krwią chrześcijan, by tylko jedność chrześcijan nie
obarczyła robotą świętej rzymskiej (kurii) Stolicy przez reformowanie.
Dowiedzieliśmy się dotychczas, jak się obchodzą z beneficjami, które podupadają
i stają się wolnymi. Oto załatwiają się za mało za delikatną chciwość. Dlatego
skierowała ona swą pieczołowitość także na lenna, które mają jeszcze ich
zarządcy tak, że i one muszą być zwolnione, chociaż nie są wolne - i to na
rozmaity sposób. Po pierwsze czatuje ona na to, gdzie są tłuste prebendy czy
biskupstwa, które ma w posiadaniu stary czy chory lub też na pozór niezdolny
mąż. Takiemu przydziela św. Stolica wbrew jego woli i bez jego podziękowania
koadjutora, to znaczy pomocnika, li tylko na korzyść koadjutora, ponieważ ten
należy do służby papieskiej lub też łoży za to pieniądze czy też w jakiś sposób
zasłużył się przez rzymską służbę pańszczyźnianą. Wtedy ustać musi potem wolny
wybór kapituły lub też prawo tego, który ma utracić prebendę i wszystko tylko do
Rzymu!
Po drugie istnieje słówko, nazywa się to Komendy, tzn. gdy papież jakiemuś
kardynałowi lub też jednemu ze swoich ludzi do zatrzymania bogaty tłusty
klasztor lub kościół, podobnie jak gdybym ci wręczył do zatrzymania 100
guldenów. To znaczy nie dać klasztoru lub go wypożyczyć, także nie zburzyć go
czy też znieść nabożeństwa, lecz dać do zatrzymania, nie po to, by go miał
zachować i budować, lecz by wypędził stamtąd osoby, brał dobra i czynsze i
osadził jakiegoś odszczepionego zbiegłego mnicha, który otrzymuje rocznie 5 lub
6 guldenów i przez dzień siedzi w kościele i pielgrzymom sprzedaje odznaki i
obrazeczki tak, iż nie odbywa się tam już żadne śpiewanie lub czytanie. Bowiem
gdyby się to nazywało niszczyć klasztory i kasować nabożeństwa, musiałoby się
wtedy nazwać papieża burzycielem chrześcijaństwa, który znosi nabożeństwo,
bowiem on czyni to naprawdę z mocą. Byłaby to w Rzymie twarda mowa, dlatego musi
się to nazywać Komendą albo przekazaniem klasztoru do zatrzymania. W ten sposób
może papież cztery lub więcej klasztorów w roku zrobić Komendami, przy czym
jeden z nich ma dochodu więcej, niż 6000 guldenów. Tak pomnażają w Rzymie Służbę
Bożą i utrzymują klasztory. Tego można się w niemieckich krajach też nauczyć.
Po trzecie istnieją pewne lenna, które nazywają „incompatibilia", których według
porządku duchownego prawa nie można równocześnie posiadać, jak np. dwie parafie,
dwa biskupstwa itd. Tutaj uwija sobie święta rzymska Stolica i chciwość z
duchownego prawa, co następuje, że dodaje do niego objaśnienia, te nazywają się
„unio" i „incorporatio", tzn. że łączy ze sobą liczne "incompatibilia" w jedno
ciało tak, iż jedno ma być członkiem drugiego, a ponieważ uznawane bywają jako
jedno beneficium, tedy nie są one więcej incompatibiliami i świętemu prawu
duchownemu stało się zadosyć, że już nigdzie nie wiąże więcej, jak tylko tych,
którzy takich objaśnień od papieża i jego Datariusa nie odkupują. Tego rodzaju
jest też "unio", tzn. "zjednoczenie", że tenże liczne tego rodzaju lenna sprzęga
razem jak wiązkę drzewa i dla tego sprzężenia uważane one bywają wszystkie jako
lenno. Tak spotyka się w Rzymie takiego dworaka, który dla siebie samego posiada
22 parafie, 7 probostw do tego 44 beneficia a do tego wszystkiego dopomaga mu
mistrzowskie objaśnienie i sprawa, że to nie sprzeciwia się prawu. Co tedy mają
kardynałowie i inni prałaci, niech rozważy każdy u siebie. Tak należy Niemcom
worek wypróżnić i przepędzić swawolę.
Jednym z objaśnień jest też „administratio", tzn. że ktoś prócz swego biskupstwa
ma opactwo albo digniturę i posiada całe dobro, tylko pełnego imienia nie śmie
on mieć, lecz winien się nazywać jedynie administratorem. Bowiem jest w Rzymie
wystarczające. gdy się zmieniają tylko słówka a nie rzeczywistość, tak jakbym
oświadczył, że gospodyni prostytutek ma się nazywać burmistrzynią a jednak
pozostać tak uczciwą, jak jest. Ten rzymski reżim zwiastował św. Piotr, gdy mówi
II Piotra 2,3: "Przyjdą fałszywi nauczyciele, którzy przez chciwość pięknymi
słówkami kupią was sobie, by zysk dla siebie wyciągnąć".
Wymyśliła też miła rzymska chciwość zwyczaj, że sprzedaje i wypożycza się
prebendy i lenna ze względu na korzyść i że sprzedawca lub handlarz zatrzymuje
dla siebie przypadek zwrotu i pretensje do nich tak, iż w wypadku śmierci
posiadacza przypada lenno temu, który je przedtem sprzedał, wypożyczył lub
opuścił. W ten sposób uczynili z prebend dobra dziedziczne, że nikt więcej nie
wchodzi w rachubę, chyba że sprzedawca zechce mu je sprzedać lub też swoje prawo
do niego przekazać testamentem. Oprócz tego jest wiele ludzi, którzy lenno
przekazują innemu tylko tytularnie, przez co nie otrzymuje on ani halerza. Jest
też to już stary zwyczaj, że jeden drugiemu oddaje lenno z zastrzeżeniem pewnych
kwot rocznego procentu, co niegdyś było symonią i więcej podobnych rzeczy,
których nie da się wyliczyć. I tak obchodzą się z prebendami haniebniej, aniżeli
poganie pod krzyżem z szatami Chrystusa.
Lecz wszystko dotąd powiedziane jest w Rzymie zupełnie stare i stało się
zwyczajem. Jeszcze coś wymyśliła chciwość, to będzie, spodziewam się, to
ostatnie, czyni się ona udławi. Papież ma szlachetny mały wynalazek, nazywa się
on pectoralis reservatio, tzn. zastrzeżenie swojego serca, et proprius
motus, i wolną arbitralność swej władzy. To się tak dzieje: Jeżeli ktoś
uzyska w Rzymie lenno, które dla niego zostaje zapieczętowane i we wszelkiej
formie zapisane, jak tam jest zwyczaj, a przychodzi inny, który przynosi
pieniądze lub też ma jakieś zasługi, o których nie warto mówić i prosi o to
lenno dla siebie u papieża, wtedy daje on temu a drugiemu odbiera. Gdy potem się
mówi. że on nie ma słuszności, wtedy najświętszy ojciec musi mieć
usprawiedliwienie, by nie był tak publicznie karcony jako człowiek, który działa
przemocą przeciw prawu i mówi, że w swym sercu i umyśle zatrzymał to lenno dla
siebie i swej władzy do decydowania, gdzie przecież za życia nigdy o tym nie
myślał lub słyszał i tak sobie wymyślił małe "wyjaśnienie", że we własnej osobie
kłamać, oszukiwać i każdego małpować i za błazna trzymać może, a to wszystko bez
wstydu i przed całą publicznością. A pomimo tego chce on być głową
chrześcijaństwa i pozwala sobą kierować publicznymi kłamstwami od złego ducha.
Ta swawola i to zakłamane zastrzeżenie papieża wywołują w Rzymie taki stan, że
go nikt opisać nie może. Jest tam kupowanie, sprzedawanie, wymienianie,
zamienianie, upajanie się, kłamanie, oszukiwanie, rabowanie, kradzenie,
chełpliwość, nierząd, łajdactwo i wszelkie możliwe wyszydzanie Boga tak, iż
antychrystowi nie jest możliwe więcej bluźnierczo rządzić. Jest niczym Wenecja,
Antwerpia, i Kairo w porównaniu z tym jarmarkiem i szachrajstwem w Rzymie, tylko
że tam rozsądek i prawo bywają respektowane, tutaj zaś dzieje się, jak chce sam
diabeł. I z tego morza płynie ta sama cnota na cały świat. Nie mieliby się tacy
ludzie słusznie bać przed reformacją i wolnym soborem i raczej wszystkich królów
i książąt przeciw sobie podżegać, aby tylko przez ich jedność żaden sobór nie
doszedł do skutku? Któż to bowiem może tolerować, by jego łajdactwo, gdy jest
tak wielkie, wyszło na światło dzienne?
W końcu urządził papież dla tych wszystkich interesów handlowych magazyn, to
jest dom Datariusa w Rzymie. Tam to muszą iść ci wszyscy, którzy na ten sposób
handlują lennami i prebendami i od niego musi się odkupić te „objaśnienia" i
interesy i on też otrzymuje pełnomocnictwo uprawiać to łajdactwo. Jeszcze przed
czasem działo się w Rzymie łaskawie, kiedy musiano prawo kupić lub je też
pieniędzmi ukryć. Ale obecnie zrobiło się w Rzymie tak cudownie, że nikt nie
pozwala uprawiać łajdactwa, dopóki to nie zostało okupione pieniędzmi. Czyż nie
jest to dom rozpusty, ponad wszystkie domy prostytutek, które sobie można
pomyśleć, wtedy nie wiem, co to jest dom prostytutek.
Masz tedy w tym domu pieniądze, to możesz te wszystkie wspomniane rzeczy nabyć i
to nie tylko te, lecz tutaj bywa za pieniądze rzetelnie usprawiedliwione
wszelkiego rodzaju lichwiarstwo, wszelkie skradzione i zrabowane dobro. Tutaj
bywają śluby unieważnione, tutaj udzielana bywa mnichom wolność wystąpienia z
zakonu, tutaj jest małżeństwo dla duchownych wystawiane na sprzedaż, tutaj mogą
dzieci nierządnic zostać uznane za ślubne, tutaj bywa wszelka niesława i hańba
wywyższona do godności, tutaj wszelkie złe błędy i plamy bywają pasowane na
rycerzy i uszlachetniane. Tutaj musi być tolerowane małżeństwo, zawarte w
zakazanych stopniach lub też mające jakąś wadę. O cóż to za taksowanie i
zdzierstwo rządzi tutaj tak, iż zdaje się, jakoby wszystkie duchowne ustawy
wydane zostały po to, by powstało tylko jak najwięcej postronków z pieniędzy, z
których uwolnić się musi. kto ma być chrześcijaninem. Ba, tu diabeł jest święty
i do tego Bogiem! Czego nie potrafią niebo i ziemia, to potrafi ten dom. Nazywa
się: "Compositiones", tak naturalnie compositiones. tak confesiones. O jakże
skromnym skarbem jest cło nad Renem w porównaniu z tym świętym domem!
Niechaj nikt nie myśli, że powiedziałem za wiele. Wszystko jest jawne tak, iż
nawet w Rzymie przyznać muszą, iż jest to straszniejsze i gorsze, aniżeliby
można powiedzieć. Jeszczem nie poruszył prawdziwej zupy z dna piekła dotyczący
osobistych rozpust, nie chcę też jeszcze tego czynić. Mówię tylko o zwykłych,
powszechnie znanych rzeczach a mimo tego nie mogę ich wyczerpać słowami.
Winiliby biskupi, duchowieństwo a przede wszystkim doktorowie uniwersytetów,
którzy za to biorą wynagrodzenie, z obowiązku jednomyślnie przeciw temu pisać i
krzyczeć. Tak, odwróć kartę a znajdziesz.
Brakuje teraz jeszcze zakończenia i to muszę też dać. Ponieważ bezgraniczna
chciwość nie miała dosyć wszystkich tych skarbów, którymi łatwo zadowoliłoby się
trzech potężnych królów, zaczyna ona tedy to swoje przedsiębiorstwo handlowe
puszczać w zastawę Fuggerowi w Augsburgu i sprzedawać tak, iż wypożyczanie,
zamiana i kupno biskupstw i lenn oraz miłe interesy handlowe z duchownymi
dobrami dostały się na właściwe miejsce i obecnie z dóbr duchownych i świeckich
stał się interes handlowy. Chciałbym tedy chętnie usłyszeć tak wysoki rozsądek,
by tenże jeszcze coś wymyślił, coby w przyszłości stać się mogło przez rzymskie
skąpstwo a jeszcze się nie stało, może za wyjątkiem, że Fugger swoje oba
połączone przedsiębiorstwa handlowe też jeszcze puści komuś w zastawę lub
sprzeda. Moim zdaniem miara jest pełna.
Bowiem co ukradli odpustami, bullami, listami do spowiedzi, listami do masła i
innymi confessionalia we wszystkich krajach i jeszcze kradną i łupią, uważam za
łataninę i to tak, jak gdyby diabłem rzucało się do piekła. Niechby mało
dźwigali, bowiem potężny król mógłby z tego żyć, lecz ponieważ z wymienionymi
strumieniami skarbów nie wytrzymują porównania. Obecnie jeszcze milczę też o
tym, dokąd poszły te pieniądze z odpustów. Innym razem chcę o to zapytać
Campoflore i Belvidere oraz kilka innych miejsc, one wiedzą dobrze coś o tym.
Ponieważ tedy ten szatański rząd jest nie tylko publicznym rabunkiem, oszustwem
i tyranią piekielnych bram, lecz rujnuje też chrześcijaństwo na ciele i duszy,
jesteśmy zobowiązani nie bać się żadnego wysiłku, by tę nędzę i zepsucie
chrześcijaństwa powstrzymać. Jeżeli chcemy walczyć przeciw Turkom tedy
rozpocznijmy tu, gdzie są oni najgorsi. Jeżeli słusznie wieszamy złodziei i
ścinamy głowy rabusiom, dlaczegóż mielibyśmy puścić wolno rzymską chciwość,
która jest największym złodziejem i rabusiem, jaki kiedykolwiek przyszedł na
świat czy też przyjść może, i to wszystko w święte imię Chrystusa i św. Piotra?
Któż to w końcu może znieść i do tego milczeć? Wszak to wszystko zostało
zrabowane i skradzione, co ona posiada i nie jest inaczej, jak tego wszędzie
dowodzi historia. Papież nie nabył tak wielkich dóbr w drodze kupna, by ze
swoich officia zgarnąć mógł około dziesięć razy sto tysięcy dukatów bez
wymienionych powyżej kopalni skarbów i swego kraju. Chrystus i św. Piotr nie
dali mu tego w spuściźnie, nikt mu też tego nie darował czy wypożyczył, nie jest
też to nabyte przez zasiedzenie lub przez przedawnienie. Powiedz mi, skąd on to
może mieć? Miarkuj z tego, czego szukają i co mniemają, jeżeli wysyłają legatów,
by zbierać pieniądze przeciw Turkom!
Choć jestem za mały, by przedłożyć punkty, któreby mogły naprawić te okropne
stosunki, to jednak chcę wyśpiewać do końca pieśń błazeńską i powiedzieć, jak
tylko dobrze potrafi to mój rozum, co by mogło i miało stać się przez świecką
władzę lub też przez ogólny sobór. Po pierwsze, by każdy książę i szlachcic i
każde miasto zakazali śmiało swym poddanym oddawanie rocznych danin do Rzymu i
by je zupełnie skasowali. Bowiem papież złamał umowę i z rocznych danin uczynił
drapiestwo na wstyd i hańbę całego niemieckiego narodu. On je rozdziela między
swych przyjaciół, sprzedaje je za ciężkie pieniądze i zakłada na tym officia.
Dlatego utracił do nich prawo i zasłużył na karę. Świecka władza jest jednak
obowiązana brać w obronę niewinnych i powstrzymać bezprawie, jak św. Paweł uczy.
Rzym. 13,4 i św. Piotr (1 Piotra 2,14), ba także duchowne prawo XVI, qu de
filiis. Stąd też pochodzi, że się mówi do papieża i jego otoczenia: Tu ora,
"masz się modlić", do cesarza i jego otoczenia: Tu protege, "masz bronić" do
zwykłego człowieka: Tu labora — "masz pracować". Nie jakoby nie każdy miał się
modlić, bronić i pracować, bowiem wszystko jest wymodlone, obronione i
wypracowane, gdzie jeden poświęca się swej czynności, ale każdemu bywa jego
(szczególna) czynność przydzielona.
Po drugie. Ponieważ papież swoimi
rzymskimi podstępami, commendami, adiutoriami, rezerwacjami, gratis expectativis,
miesiącami papieskimi, inkorporacjami, związkami, pensjami, palbami, regułami
kancelaryjnymi i tym podobnymi łajdactwami wszystkie niemieckie fundacje bez
gwałtu i bez prawa dla siebie porywa i takowe w Rzymie obcym, którzy w Niemczech
za to nic nie robią, daruje i sprzedaje, przez co pozbawia on ordynariaty ich
praw. z biskupów czyni tylko cyfry i pooliwione bałwany i w ten sposób postępuje
przeciw swemu własnemu duchownemu prawu, przeciw naturze i rozsądkowi tak, iż w
końcu doszło do tego. że prebendy i lenna sprzedawane bywają tylko gburowatym,
niekształconym osłom i łobuzom w Rzymie z czystej chciwości, zaś zacni uczeni
ludzie z ich zasługi i wiedzy nic nie mają, przez co ubogi lud w Niemczech
cierpieć i rujnować się musi z braku dobrych uczonych prałatów — powinna tutaj
chrześcijańska szlachta przeciwstawić mu się jako przeciw ogólnemu
nieprzyjacielowi i burzycielowi chrześcijaństwa i gwoli biednych dusz. które
przez tę tyranię ginąć muszą, ustanowić, nakazać i rozporządzić, że w
przyszłości żadne więcej lenno nie zostanie zabrane do Rzymu, żadne więcej nie
zostanie tam uzyskane na żaden sposób, lecz że wszystko wyrwane zostanie z
powrotem tyrańskiej przemocy a następnie w kraju zatrzymane i ordynariatom ich
prawo i urząd przywrócone, lenna zaś by nadawane były w Niemczech, jak tylko
jest to możliwe. I gdyby zjawił się tutaj dworak, należałoby mu poważnie
nakazać, by zaniechał swej próby lub też skoczył do Renu lub do najbliższej wody
i by rzymską klątwę z pieczęciami i listami wykąpał w zimnej wodzie. Tak by
zmiarkowali w Rzymie, że Niemcy nie są każdego czasu głupi i pijani, lecz że też
nareszcie stali się chrześcijanami, nie myśląc dłużej tolerować drwin i hańby
świętego imienia Chrystusa, pod płaszczykiem którego odbywa się to łajdactwo i
zepsucie dusz a mając więcej w poszanowaniu Boga i cześć Bogu. aniżeli władzę
ludzką.
Po trzecie. Należałoby wydać cesarską ustawę, by odtąd nie przynosić z Rzymu
żadnego płaszcza biskupiego ani też żadnego zatwierdzenia jakiejkolwiek
dygnitury, lecz by przywrócono z powrotem porządek najświętszego i
najznamienitszego soboru nicejskiego, w którym będzie postanowienie, że biskup
zatwierdzony być winien przez dwóch najbliższych biskupów lub też przez
arcybiskupa. Jeżeli papież pragnie zerwać sobór i uchwały wszystkich soborów,
jakiż wtedy cel miałby jeszcze być, by zwoływać sobory? Lub któż nadał mu władzę
sobory postponować i je zrywać? Wtedy chcemy też zdjąć z urzędu wszystkich
biskupów, arcybiskupów i prymatów i zrobić z nich tylko proboszczów, by nad nimi
był tylko papież, jak nim zresztą już jest i biskupom, arcybiskupom i prymatom
żadnej porządnej władzy nie pozostawia, wszystko porywa dla siebie a im
pozostawia tylko nazwę i próżne tytuły tak. iż wskutek jego bezwzględności nawet
opaci klasztorni i prałaci wyjęci są spod zwyczajnej władzy biskupów, i tak nie
ma żadnego porządku w chrześcijaństwie, z czego też wyniknąć musi, co wyniknęło:
darowanie kar i swoboda złe czynić tak, iż naprawdę obawiam się. że można nazwać
papieża: hominem peccati. Kogóż innego można obciążać winą, że nie ma w
chrześcijaństwie żadnej karności, żadnej kary, żadnego rządu i żadnego porządku,
jak tylko papieża, który w ten sposób swoją przywłaszczoną sobie władzą wiąże
ręce wszystkim prałatom i rózgę im odbiera a wszystkim poddanym ręce zwalnia i
wolność im daruje czy też sprzedaje.
Lecz by się nie skarżył, że pozbawiony zostaje swej zwierzchniej władzy, należy
zarządzić, że jeżeli prymaci czy arcybiskupi nie mogą się pogodzić lub też
między nimi powstaje spór. by wtedy sprawę tę przedstawić papieżowi (lecz nie
każdą drobnostkę) jak się przedtem działo i jak postanowił przesławny sobór
nicejski i by błahymi rzeczami, które dają się załatwić bez papieża, jego
świętości nie fatygować, by ta mogła się więcej poświęcić modlitwie i studium i
trosce o całe chrześcijaństwo, jak się chlubi i jak czynili apostołowie. Dzieje
Ap. 6,2 i mówili: "Nie jest słuszne, żebyśmy my opuściwszy Słowo Boże. służyli
stołom. My chcemy pilnować usługi Słowa i modlitwy i nad tą sprawą postanowić
chcemy innych. "Lecz dziś Rzym nie jest niczym innym, jak tylko poniżeniem
ewangelii i modlitwy a tylko sama służba stołom, tzn. służba o doczesne dobro, a
władza apostoła i papieża rymują się tak dobrze, jak Chrystus i Lucyper, niebo i
piekło, noc i dzień, aczkolwiek on mianuje się wikariuszem Chrystusa i następcą
apostołów.
Po czwarte, należałoby wydać rozporządzenie, że żadna świecka sprawa nie winna
być zawlekana do Rzymu, lecz one wszystkie tego rodzaju przekazywane będą
świeckiej władzy, jak to oni sami ustalają w swoich duchownych prawach, lecz ich
nie dotrzymują. Bowiem urząd papieża ma być, by tenże w Piśmie najlepiej uczony
i naprawdę, nie według nazwy najświętszy, kierował sprawami dotyczącymi wiary i
moralnego życia chrześcijan, by to kładł na serce prymatom i arcybiskupom i z
nimi na tym polu działał i troskę rozwijał, jak św. Paweł (1 Kor. 6.7) uczy i
najostrzej karci, że Koryntianie zajmują się świeckimi sporami. Bowiem przynosi
to wszystkim krajom nieznośną szkodę, że takie spory bywają w Rzymie załatwiane,
co pociąga za sobą wielkie koszty. Prócz tego tamtejsi sędziowie nie znają
zwyczajów, praw i obyczajów krajów, tak iż oni często sprawy gwałtem według ich
praw i mniemania ściągają na fałszywe tory, przez co stronom z konieczności
dzieje się krzywda.
Przy tym musiano by też we wszystkich zakładach fundacyjnych zakazać oficjałom
okrutne zdzierstwo. by się zajmowali tylko sprawami wiary i dobrych obyczajów,
co się zaś tyczy pieniędzy, dobra i ciała czy też czci, by to pozostawiono
świeckim sędziom. Z tego też względu świecka władza nic powinna zezwalać na
wyklinanie i wypędzanie, gdzie to nie dotyczy wiary i dobrego życia. Duchowna
władza winna rządzić duchownym dobrem, jak uczy rozum. Duchownym dobrem są
jednakże nie pieniądze i cielesne sprawy, lecz wiara i dobre uczynki. Jednakże
możnaby zezwolić na to, by spory dotyczące lenn czy też prebend, pertraktowane
były przed biskupami, arcybiskupami i prymatami. Dlatego, gdyby to było możliwe,
by wojny i spory zażegnać, winienby prymas German posiadać dla wszystkich
Konsystorz z audytorami i kanclerzami, którzyby, jak w Rzymie, zarządzali
signaturas gratiae i iustitiae, przed których by można spory w Niemczech zgodnie
z przepisami przedłożyć przez apelację, aby je rozstrzygać. Nie wolno by
wynagradzać ich jak w Rzymie, przypadkowymi podarunkami i datkami. Bowiem przez
to przyzwyczailiby się do przez głoszenie kazań i sakramenty, w niej też
mieszkać i nią chwilowo zawiadywać musi. Tym właśnie winien sobór chrześcijański
dać wolność się żenić, by uniknąć niebezpieczeństwa i grzechu. Bowiem ponieważ
ich Bóg nie zobowiązał, nie powinien i nie może ich nikt zobowiązać, chociażby
nawet był aniołem z nieba, nie mówiąc papież, i co przeciw temu postanowione
jest w duchownym prawie, jest same tylko bajanie i gadanina. Dalej radzę: Kto w
przyszłości daje się wyświęcić na probostwo lub w innym celu, ten w żadnym
wypadku nie powinien ślubować zachowywać czystość i winien mu przeciwstawić, iż
nie ma on żadnej mocy żądać takiego ślubu. Jest to diabelska tyrania żądać coś
takiego. Jeżeli jednak musi czy chce się powiedzieć, jak niektórzy czynią: Quantum fragilitas liumana permittit, to niecił każdy bez troski słowa te
tłumaczy negative, id est: non promitto castitatem, bowiem fragilitas humana non
permittit caste vivere, li tylko angelica fortitudo et caelestis virtus, by
zachować wolne sumienie bez wszelkich ślubów.
Chcę tym, którzy jeszcze żon nie mają. ani radzić ani zakazywać, by się żenili,
lub by pozostali bez żony. Pozostawiam to ogólnemu chrześcijańskiemu
uregulowaniu i lepszemu zrozumieniu każdego. Ale przed biednym ludem nie chcę
ukrywać mej życzliwej rady i nie odmawiać im pociechy, tym, którzy obecnie
siedzą obarczeni żoną i dzieckiem w hańbie i ze złym sumieniem, że ją przezywa
się nierządnicą klechy, dzieci dziećmi klechów, a to mówię otwarcie według mego
dworskiego prawa.
Znajdujemy niejednego zacnego proboszcza, któremu nie może nikt czegoś zarzucić,
jak tylko, że jest słaby i popadł w pohańbienie ze swą żoną. podczas gdy
przecież oboje są w gruncie swego serca tak usposobieni, że dwa chętnie zawsze
pozostać ze sobą w prawdziwej małżeńskiej wierności. Jeżeli mogą to czynić z
dobrym sumieniem, jest tych dwoje naprawdę małżonkami, aczkolwiek publicznie
muszą znosić hańbę. I tu mówię: Jeżeli tak są usposobieni i w ten sposób wchodzą
w uczciwe życie, wtedy winni oni tylko rzeźko ratować swe sumienie: niechaj on
weźmie ją, jaku ślubną małżonkę, zatrzyma ją i żyje z nią statecznie jako
małżonek, nie pytając się. czy tego papież chce lub nie, czy to sprzeciwia się
duchownemu lub cielesnemu prawu. Zależy więcej na zbawieniu twej duszy, niż na
tyrańskich samotwórczych, karygodnych ustawach, które nie są potrzebne do
zbawienia ani też nie są nakazem Bożym. Rób tak, jak synowie Izraela, którzy
Egipcjanom kradli swą zasłużoną zapłatę (II Mojż. 12,35) lub jak sługa kradnie
swemu złośliwemu panu zasłużone wynagrodzenie. Tak kradnij też papieżowi swą
ślubną żonę i dziecię. Kto ma wiarę, by się na to ważyć, ten niecił mnie tylko
rzeźko posłucha. Nie chcę go uwodzić. Jeżeli nie mam mocy jak papież, to jednak
mam moc jako chrześcijanin pomóc i radzić memu bliźniemu przeciw jego grzechom i
niebezpieczeństwom, i to nie bez powodu i pobudki. Po pierwsze: Nie może się
każdy proboszcz obejść bez kobiety, nie tylko z powodu swej słabości, lecz tym
więcej z powodu gospodarstwa domowego. Czy ma on wtedy trzymać u siebie kobietę,
podczas gdy papież nie zezwala mu pojąć ją za żonę. Męża i niewiastę pozostawić
razem z sobą a jednak nakazywać, by nie upadli, czyż nie jest to coś takiego,
jak gdyby się nagromadziło słomę i ogień i nakazałoby się, by się nie dymiło i
nie paliło? Po drugie: Papież nie ma prawa tego zakazywać tak, jak nie ma prawa
zakazać jedzenia, picia i naturalnego wypróżniania się lub otyłości. Dlatego
nikt nie jest obowiązany przestrzegać nakazu a papież winien jest wszystkich
grzechów, które się dzieją przeciw temu, wszystkich dusz, które przez to giną,
wszystkich sumień, które przez to są w zamęcie i udręczeniu tak. iż by dawno
zasłużył, by go ze świata przepędzono. Tak wiele dusz zadusił diabelskim
postronkiem. Po trzecie: Choćby ustawa papieża przemawiała przeciwko temu —
jeżeli mimo tego zawiera się związek małżeński przeciw ustawie papieża, to jego
ustawa już się skończyła i nie ma żadnego znaczenia. Bowiem przykazanie Boże,
które nakazuje (Mat. 19,6), że mężczyzny i niewiasty nikt rozłączać nie śmie.
stoi wysoko ponad ustawą papieża a przykazanie Boże nie winno być łamane i
usuwane z powodu przykazania papieskiego, chociaż wielu głupich prawników razem
z papieżem wynaleźli impedimenta i przez to handlowania prawem i bezprawiem, jak
to obecnie w Rzymie czynić muszą, bowiem papież nie daje im żadnego
wynagrodzenia, lecz zezwala im samym tuczyć się podarunkami (bowiem nikomu w
Rzymie nie zależy choćby trochę na tym, co jest prawem lub bezprawiem, tylko co
są pieniądze lub nie pieniądze). Musiano by ich jednak wynagradzać z rocznych
danin lub też znaleźć jakąś drogę, jak to potrafią przerozumni i w tej sprawie
więcej, niż ja, doświadczeni. Ja chcę tylko zachętę i powód pod rozwagę dać tym.
którzy są w stanie i gotowi pomóc niemieckiemu narodowi, po haniebnych
pogańskich i niechrześcijańskich rządach papieża stać się znowu chrześcijaninami
i wolnymi.
Po piąte. Nie powinna mieć znaczenia żadna rezerwacja ani też żadne lenno nie
winno być w Rzymie zatrzymywane, obojętnie, czy właściciel umiera lub też
powstaje z tego opór albo czy ktoś należy do służby kardynała lub papieża. I
należy ostro zakazać i zabronić, by dworak rozpoczął spór o jakiekolwiek lenno,
by porządnych kapłanów pozywać i niepokoić lub ich pchać do procesu. A miałby z
tego powodu nadejść z Rzymu klątwa czy też duchowny przymus, należy go
zlekceważyć, tak samo, jak gdyby złodziej rzucił na kogoś klątwę, ponieważ nie
chciano mu pozwolić kraść. Naprawdę, należy ich ciężko ukarać za to. że tak
bluźnierczo nadużywają klątwy i imienia Bożego, by swoje drapiestwo przez to
wzmocnić, i że fałszywą nieuzasadnioną groźbą chcą nas do tego doprowadzić,
byśmy to szkalowanie imienia Bożego i to nadużywanie chrześcijańskiej władzy
znosili i chwalili i przed Bogiem współwinnymi byli ich perfidii, podczas gdy
przed Bogiem zobowiązani jesteśmy jej przeszkodzić, jak św. Paweł (Rzym. 1.32),
piętnuje Rzymian, że winni są śmierci, ponieważ tego rodzaju rzeczy nie tylko
czynią, ale z nimi się zgadzają i czynić je pozwalają. Nade wszystko jednak nie
do zniesienia jest zakłamana reservatio pectoralis, przez którą chrześcijaństwo
tak bluźnierczo i publicznie wystawione bywa na hańbę i kpiny, ponieważ jego
Najwyższy para się publicznymi kłamstwami i z powodu przeklętej własności
każdego bezwstydnie oszukuje i za błazna uważa.
Po szóste. By także skasowane były casus reservati. zastrzeżone przypadki, przez
które nie tylko wydziera z ludzi wiele pieniędzy, lecz też wiele biednych sumień
usidlone i omotane zostaje przez tyrańskiego okrutnika ku nieznośnej szkodzie
ich wiary w Boga, szczególnie śmieszne, dziecinne przewinienia, które
rozdmuchują bullą Coena Domini, a które nie są warte, by je nazwać można było
błahym grzechem, nie mówiąc już o tak wielkim przewinieniu, że ich papież żadnym
odpustem nie daruje, jak np. gdy ktoś przeszkodzi pątniczce ciągnąć do Rzymu
albo gdy ktoś dostarczy Turkom broni lub fałszuje listy papieża. Jeżeli nawet z
powodu tak niedorzecznych, głupieli i bzdurnych rzeczy uważają za głupców, to
Sodoma i Gomora oraz wszystkie grzechy, które się dzieją przeciw przykazaniu
Bożemu i dziać się mogą. nie są żadnym casus reservati. Ale czego Bóg nigdy nie
nakazał i oni sami wymyślili, muszą być casus reservati. by tylko nikt nie robił
przeszkody dostarczyć pieniędzy do Rzymu, aby bezpiecznie przed Turkami w
rozkoszach żyli i ze swoimi lekkomyślnymi, niepotrzebnymi bullami i listami
świat w swoim tyraństwie utrzymali.
Należałoby tedy słusznie powiadomić wszystkich kapłanów lub też publicznie
stwierdzić, że żaden utajony, nieujawniony grzech nie jest zastrzeżonym
przypadkiem oraz, że każdy kapłan ma pełnomocnictwo zwolnić ze wszystkich
grzechów, obojętne, jak się one nazywają, jak długo są utajone i że ani opat,
biskup ani papież nie mają pełnomocnictwa choćby jeden z nich dla siebie
zastrzec, i jeżeli to czynią, to nie ma to znaczenia i należałoby ich też za to
ukarać, bo bez rozkazu Bogu sąd odbierają i bez przyczyny biedne nierozumne
sumienia usidlają i obciążają. Jeżeli nie chodzi o publiczne wielkie grzechy,
zwłaszcza o grzechy przeciw przykazaniu Bożemu, to. co prawda, jest powód, by
mieć casus reservati, jednakże nie za wiele ani też z własnej plenipotencji i
bez powodu. Bowiem Chrystus ustanowił nie tyranów, lecz pasterzy w swoim
kościele, jak mówi św. Piotr (1 Piotra 5,3).
Po siódme: Winna rzymska Stolica znieść officia i
zredukować robactwo i wrzody w Rzymie, aby służba papieska utrzymywana była z
własnego dobra papieża a jego dwór aby nie prześcigał dworów wszystkich królów
błyszczeniem i kosztami, ze względu na to, że takie przedsiębiorstwo sprawie
chrześcijańskiej wiary nie tylko nie przynosiło nigdy korzyści, lecz że przez to
tez odrywani byli od studiowania i modlitwy, tak iż w końcu o wierze nic
powiedzieć nie umieją, jak tego dowiedli namacalnie na tym ostatnim rzymskim
soborze, gdzie pośród wielu dziecinnych, banalnych artykułów też i to ustalili,
że dusza ludzka jest nieśmiertelna i że kapłan raz jeden w miesiącu jest
obowiązany zmówić swą modlitwę, jeżeli nie chce utracić swego lenna. Jaki sąd o
chrześcijaństwie i sprawach wiary, mieliby wydawać ludzie, którzy wielką
chciwością, bogactwem i świeckim przepychem zatwardziali i zaślepieni, w ogóle
dopiero ustalają, że dusza jest nieśmiertelna? Jest dla całego chrześcijaństwa
niemałą hańbą, że się w Rzymie z wiarą tak haniebnie obchodzi. Gdyby tylko mieli
mniej posiadłości i parady, mogliby prowadzić lepsze studia i lepiej się modlić
tak, iż byliby godni i zdolni zajmować się sprawami wiary, jak przed czasy, gdy
jeszcze byli biskupami i nie rościli sobie prawa być królami wszystkich królów.
Po ósme. Należało by znieść wszystkie ciężkie straszliwe przysięgi, które
biskupi zmuszeni są składać papieżowi, bez wszelkiego prawa, przez co trzymani
są oni na uwięzi, jak parobcy, jak to postanawia nieużyteczny i nieuczony ustęp
Significasti z własnej plenipotencji i wielkiego nierozumu. Czyż nie jest dosyć,
że obciążają nasze dobro, ciało i duszę swymi licznymi głupiemi ustawami, przez
które osłabiana bywa nasza wiara a chrześcijaństwo niweczone? Krępują też i samą
osobę, jej urząd i jej pracę, do tego też inwestyturę, która przed czasy
przynależała niemieckim cesarzom a we Francji i w niektórych królestwach
przynależy jeszcze królom. O to prowadzili z cesarzami tak długie wielkie wojny
i spory, aż je zabrali z bezczelnym gwałtem i do dziś dzierżą, prawie tak, jak
gdyby Niemcy przed wszystkimi chrześcijanami na ziemi musieli być nadwornymi
błaznami papieża i rzymskiej Stolicy i znosić to wszystko, czego nikt znosić czy
też czynić nie chce. Ponieważ tedy ten kawał jest samym gwałtem i zbójectwem, by
poderwać prawowitą władzę biskupów i szkodę wyrządzać biednym duszom,
obowiązkiem jest cesarza i jego szlachty temu tyraństwu koniec uczynić i karę mu
wymierzyć.
Po dziewiąte: Papież nie powinien mieć władzy nad cesarzem i namaszczać i
koronować go tylko u ołtarza, jak biskup koronuje króla oraz w przyszłości nie
powinna być więcej dopuszczana diabelska pycha, by cesarz całował nogi papieża
lub też siedział u jego nóg lub. jak się mówi, trzymał mu strzemię i uzdę jego
muła, gdy go dosiada, by go ujeżdżać, jeszcze tym mniej, by przysięgał papieżowi
posłuszeństwo i wierne poddaństwo, jak to papieże w bezwstydny sposób odważają
się wymagać, jak gdyby mieli prawo do tego. Istnieje rozdział Solite, w którym
władza papieska wyniesiona jest nad władzę cesarską, nie warta halerza, i
wszyscy, którzy się na tym opierają lub przed tym się lękają, też nie, bo on nic
innego nie robi, jak tylko by święte słowa Boga odepchnąć i odcisnąć z ich
właściwego sensu do swych własnych urojeń, jak to wykazałem w jednym łacińskim
piśmie.
To przesadne, przedumne i wysoko karygodne rozczapierzanie się papieża wymyślił
diabeł, by tak powoli wprowadzić antychrysta i papieża wynieść ponad Boga, jak
to wielu czyni i czyniło. Nie godzi się papieżowi wynosić się ponad świecką
władzę, wyjątkowo tylko przy duchownych czynnościach, jak kazanie Słowa i
rozgrzeszenie. W innych sprawach winien on zajmować niższe miejsce, jak uczą
Paweł, Rzym. 13.1 i 1 Piotra 2,13 itd., jak powyżej powiedziałem. Nie jest on
namiestnikiem Chrystusa w niebie, lecz tylko Chrystusa, chodzącego po ziemi. Bo
Chrystus w niebie w postaci rządzącej nie potrzebuje żadnego namiestnika, bo on
tronuje, widzi, czyni, wie i potrafi wszystkie rzeczy. Lecz papież może być w
postaci Chrystusa, który chodził po ziemi pracując, każąc, cierpiąc i umierając.
Lecz oni to odwracają, odbierają Chrystusowi niebiańską rządzącą postać i dają
ją papieżowi, a postać służącą zupełnie zaprzepaszczają. On mógłby bodajże być
anty-chrześcijaninem, którego Pismo nazywa "antychrystem", boć jego cały
charakter, robota i zamierzenia są przeciw Chrystusowi, by tylko istotę i dzieło
Chrystusa wytępić i zniszczyć.
Jest też to rzeczą śmieszną i dziecinną, że papież
w swym Decretale Pastoralis chełpi się swym tak zaślepionym i przewrotnym
uzasadnieniem, jakoby on był prawnym spadkobiercą cesarstwa, gdy to przestało
istnieć. Któż mu je nadał? Czy uczynił to Chrystus, gdy powiedział (Łuk. 22,25):
"Książęta pogan są panami, lecz wy nie takimi być winniście". Czy poruczył mu to
w spuściźnie św. Piotr? Przykro mi się robi, gdy w duchownym prawie tak
bezwstydne, niezgrabne, głupie kłamstwa czytamy, i nauczamy, do tego jeszcze
uważać je musimy za chrześcijańską naukę, gdy przecież są to szatańskie
kłamstwa. Tego rodzaju jest też niesłychane kłamstwo de donatione Constantini.
Musiała to być szczególna przez Boga zesłana plaga, iż tak dużo rozsądnych ludzi
dało się namówić do przyjęcia tych kłamstw, chociaż są one tak ciężkie i
niezgrabne, iż gotów jestem mniemać, że pijany chłop byłby w stanie sprytniej i
zręczniej kłamać. Jakżeby to wtedy, gdy się ma rządzić cesarstwem, mogło być
możliwe, kazać modlić się badać i o ubogich się troszczyć, co przecież jest
głównym zadaniem papieża i przez Chrystusa zlecone mu z takim naciskiem, że
tenże nawet zakazał brać ze sobą surdut lub pieniądze? (Mat. 10,10). Bowiem
urząd taki z trudem może być sprawowany przez człowieka, który rządzić musi
własnym domem a papież chce rządzić cesarstwem i do tego być nadal papieżem! To
wymyśliły łobuzy, którzyby chętnie chcieli być panami świata pod imieniem
papieża i przez papieża tudzież przez imię Chrystusowe odbudować na nowo
zniszczone państwo rzymskie, jak było dawniej.
Po dziewiąte. Odnośnie królestwa Neapolu i Sycylii winien papież zrezygnować,
wyciągnąć rękę z zupy i nie przywłaszczać sobie tytułu prawnego. Ma on do tego
tyle prawa, co ja, a mimo tego pragnie nad tym być lennodawcą. Jest to gwałtowna
grabież, jak zgoła wszystkie jego dobra. To też cesarz nie powinien mu tego
lenna potwierdzić a o ile się już to stało, w przyszłości na to nie zezwalać,
lecz w zamian za to wskazać mu na Biblię i na modlitewnik, by władzę nad krajem
i ludźmi pozostawił świeckim panom, osobliwie nad takimi, których mu nikt nie
dał. a on niecił każe i modli się.
Ta zasada winna też mieć znaczenie odnośnie Bolonii, Imoli, Wincencji, Rawenny
oraz odnośnie wszystkiego, co papież w marchii Ankona, Romagna i innych włoskich
prowincjach gwałtem zdobył i bezprawnie posiada i do których się wtrącił wbrew
wszelkim przykazaniom Chrystusa i św. Pawła. Bowiem tak mówi św. Paweł (11 Tym.
2.4): „Żaden żołnierz nie wiąże się sprawami żywota, aby się podobać temu, który
go do wojska powołał". Ma tedy papież być głową i pierwszym w tym wojsku a
wtrąca się więcej w świeckie sprawy, aniżeli jakiś cesarz lub król. Musiałoby
się mu tedy dopomóc, aby się poświęcił swemu wojsku. Także Chrystus, którego
namiestnikiem tenże chełpi się być, nie chciał mieć nigdy coś do czynienia z
świecką władzą tak, iż powiedział do jednego, który go prosił o sąd nad jego
bratem: „Któż mię postanowił sędzią między wami?" (Łuk. 12,14). Lecz papież
wtrąca się nieproszony, przywłaszcza sobie wszystkie sprawy jak Bóg. iż w końcu
sam nie wie, co jest Chrystus, za którego namiestnikiem się narzuca.
Po jedenaste. Całowanie nóg papieża winno być też skasowane.
Jest to znak niechrześcijański, ba nawet antychrześcijański, jeżeli biedny
grzeszny człowiek kazuje sobie całować nogi przez kogoś, który jest sto razy
lepszy, niż tamten. Jeżeli się to dzieje z szacunku do władzy, dlaczego nie
czyni tego papież innym z szacunku do świętości? Postawcie ich naprzeciw siebie:
Chrystusa i papieża: Chrystus umywał nogi swoim uczniom i ocierał je (Jan 13,1
itd.) a uczniowie nie umywali mu nigdy. Papież jako ten. który wyższy jest, niż
Chrystus, odwraca to i czyni wielką łaskę całować sobie nogi, gdzieby to
przecież w odpowiedni sposób według sił mógł powstrzymać, gdyby tego ktoś od
niego żądał, jak św. Paweł i Barnabasz, którzy nie chcieli być czczeni jak
bogowie przez mieszkańców Listry, lecz rzekli: Jesteśmy ludźmi, jak wy (Dz. Ap.
14,14 itd.). Lecz nasi pochlebcy doprowadzili tak dalece i stworzyli nam
bożyszcze, że żaden nie boi się tak Boga i nie czci go takimi gestami, jak
papież. To oni mogą dobrze znosić, lecz broń Boże nie, by wielkomania papieża
jeden włos z głowy utraciła. Gdyby tedy byli chrześcijanami i cześć Boską raczej
mieli, aniżeli swoją własną, nie byłby papież więcej ucieszony, gdyby zauważył,
że cześć Bogu jest zlekceważona a jego własna wyniesiona i nie pozwoliłby się
czcić przez nikogo, ażby widział, że cześć Bogu jest znowu wyniesiona i większa,
aniżeli jego własna.
Po dwunaste. Należy kres położyć pielgrzymkom do Rzymu lub też nie pozwolić
nikomu pielgrzymować dla własnej przyjemności czy też pobożnego zamiaru, jeżeli
przedtem nie zostało uznane przez jego proboszcza, jego miasto lub jego
przełożonego, że ma do tego wystarczający i poważny powód. Mówię to nie dlatego,
by pielgrzymki były złe. lecz ponieważ dziś na złe to wychodzi. Bowiem ludzie
nie widzą w Rzymie dobrego przykładu, lecz samo zgorszenie, i jak sami utworzyli
przysłowie: "Im bliżej Rzymu, tym gorsi chrześcijanie", tak też przynoszą do domu
lekceważenie Boga i Jego przykazań. Mówi się: Kto pierwszy raz idzie do Rzymu,
szuka szelmę, po drugi raz znajduje go, po trzeci raz bierze go ze sobą. Lecz
oni obecnie tak zmądrzeli, że wykonują naraz trzy podróże i przynieśli nam z
Rzymu naprawdę takie rzeczy, iż byłoby lepiej, gdyby Rzymu nie byli nigdy
widzieli i poznali. I choćby i to nie było. to jest jeszcze inny ważniejszy
powód: Prości ludzie bywają przez to wprowadzeni w błędne mniemanie i
nieporozumienie co do przykazań Bożych. Bowiem mniemają oni, że to odbywanie
pielgrzymek jest cudownie dobrym uczynkiem, co przecież nie jest prawdą. Jest
skromnym dobrym uczynkiem, bowiem Bóg go nie nakazał. Nakazał jednakże, że mąż
troszczyć się winien o żonę i dzieci i o to, co się należy stanowi małżeńskiemu
i by prócz tego służył i pomagał bliźniemu. Zdarza się tedy, że ktoś odbywa
pielgrzymkę do Rzymu, spotrzebuje 50 guldenów, 100 guldenów lub więcej czy
mniej, czego mu nikt nie nakazał i dopuszcza do tego, że jego żona i dzieci albo
jego bliźni w domu biedę cierpią, i potem myśli ten głupi człowiek mimo tego, że
chce to nieposłuszeństwo i tu lekceważenie przykazań Bożych złagodzić swą
dobrowolną pielgrzymką, podczas gdy jest to czysta swawola czy też diabelskie
bałamuctwo. Do tego jeszcze dopomogli papieże przez swoje fałszywe, wymyślone,
błazeńskie złote roki, czym wzburzyli lud, od przykazań Bożych go oderwali i do
swych własnych zwodniczych przedsięwzięć pociągnęli i spowodowali właśnie to, co
mieliby zabronić. Ale to przynosiło pieniądze i wzmocniło fałszywą władzę,
dlatego musiało się to dalej posuwać. choćby przeciw Bogu lub przeciw zbawieniu
dusz.
By wytępić tę fałszywą zdradliwą wiarę prostych chrześcijan i by przywrócić
prawdziwe zrozumienie dobrych uczynków, należy wszystkie pielgrzymki
powstrzymać. Bo nie ma nic na tym dobrego, żadne przykazanie, żadne
posłuszeństwo, daje jedynie niezliczone okazje do grzeszenia i znieważania
Bożego przykazania. Stąd się biorą liczni żebracy, którzy na skutek tych
pielgrzymek popełniają niezliczone występki bez potrzeby uczenia się żebrać i w
następstwie do tego się przyzwyczajają.
Stąd też pochodzi niemoralne życie i jeszcze więcej biadolenia, gdy to chcę
opowiedzieć. Kto by tedy chciał pielgrzymować lub też pielgrzymkę ślubować,
winien przedtem podać powód swemu proboszczowi czy też przełożonemu. Zdarzy się,
że czyni to on gwoli dobrego uczynku, wtedy ślub taki i uczynek winien być przez
proboszcza lub przełożonego bez wszystkiego nogami podeptany jako urojenie
diabelskie i należy mu zaznaczyć, by pieniądze i praca, związana z pielgrzymką,
obrócone zostały na cele Bożego przykazania i na tysiąckrotnie lepsze uczynki,
tzn. dla swoich lub ubogich, jemu najbliższych. Jeżeli to czyni jednak z
ciekawości, by sobie obejrzeć kraje i miasta, można to pozostawić jego woli.
Jeżeli to jednak ślubował w chorobie, należy ślub taki zakazać i zabronić i
zamiast tego podnieść ważność przykazań Bożych, by się w przyszłości zadowolił
ślubowaniem przy chrzcie, pełnić przykazania Boże. Wszelako można mu ten jeden
raz, by uspokoić sumienie, zezwolić na wykonanie jego głupiego ślubu. Nikt nie
chce kroczyć prawdziwą wspólną drogą Bożych przykazań, każdy obiera sobie sam
nowe drogi i śluby, jak gdyby wypełnił wszystkie przykazania Boże.
Trzynaście. Tak oto przychodzimy do wielkiej rzeszy, do ludzi, którzy jak
najwięcej przyrzekają a jak najmniej dotrzymują. Nie gniewajcie się, kochani
panowie, ja to myślę naprawdę dobrze. Jest to gorzka i słodka prawda i nazywa
się. że się więcej nie zezwoli na budowę klasztorów dla żebraków. Boże dopomóż,
jest tego już za dużo! O chciałby Bóg, aby one wszystkie zniknęły lub też mocno
zredukowane zostały choćby tylko do dwóch lub trzech klasztorów. Nic to dobrego
nie zrobiło i też nigdy nic dobrego nie czyni wałęsanie się po kraju. Dlatego
sądzę, by połączyć dziesięć z nich lub ile potrzeba i stworzyć jeden, któryby
był wystarczająco zaopatrzony i nie potrzebował żebrać. O, należy tu więcej dbać
o to, co jest potrzebne prostemu ludowi do zbawienia, aniżeli co postanowili św.
Franciszek, Dominik. Augustyn lub jakiś człowiek, tym bardziej, iż nie wyszło to
tak, jak to om myśleli. Należałoby ich też zwolnić z kazań i wysłuchiwania
spowiedzi, chyba że zostaną do tego powołani i zaproszeni przez biskupa,
proboszczów parafii lub zwierzchność. Wyrasta bowiem z tego kazania i słuchania
spowiedzi nic, jak tylko nienawiść i zazdrość między proboszczami i zakonnikami
tudzież wiele zgorszenia i zakłócenia dla prostego ludu. Stało się to przez to
godnym i dobrze sobie zasłużyło na to, by temu zrobić koniec, bo się o to łatwo
można obejść. Tak to zgoła wygląda na to, jak gdyby święta rzymska Stolica te
chmary nie na darmo pomnażała, by kapłaństwo i biskupstwa, sprzykrzywszy sobie
jej tyranię, nie stali się pewnego razu za silni i nie rozpoczęli reformacji,
któraby jej świętości nie była korzystna. Przy tym należałoby znieść różne
rozłamy i różnice w jednym i tym samym zakonie, które nieraz powstają z zupełnie
błahych przyczyn i z jeszcze pomniejszych powodów się utrzymują i walczą
przeciwko sobie z niewypowiedzianą nienawiścią i zazdrością, przez co
chrześcijańska wiara, która bez tych różnic może się utrzymać, mimo to po obu
stronach upada a dobre chrześcijańskie życie oceniane i poszukiwane bywa według
zewnętrznych ustaw, uczynków i rozkazów. Z tego wychodzi i pokazuje się potem
tylko obłuda i zguba dusz, jak to każdy ma przed oczyma.
Powinno się też papieżowi zakazać jeszcze więcej takich zakonów zakładać lub
zatwierdzać, ba nawet wydać mu rozkaz, by niektóre znieść i ograniczyć do
mniejszej ilości. Bowiem wiara w Chrystusa, która jedynie jest dobrem
największym i utrzymuje się bez jakichkolwiek zakonów, narażona jest nie mniej
na niebezpieczeństwo, iż ludzie łatwo uwodzeni bywają przez tyle różnych
uczynków i wskazówek, by żyć więcej według tych uczynków i wskazówek, aniżeli
zważać na wiarę. I gdzie nie ma w klasztorze mądrych prałatów, którzy głoszą i
propagują więcej wiarę, aniżeli ustawę zakonu, tam nie jest możliwe, by zakon
prostym duszom, które tylko zważają na dobre uczynki, nie był szkodliwy i
zwodniczy.
Lecz w naszych czasach upadli zgoła na wszystkich miejscach prałaci, którzy
mieli wiarę i ustanowili zakony tak, jak przed czasami u synów Izraela, kiedy to
ojcowie tam chodzili, gdzie oglądali Boży czyn i cuda, których dzieci
natychmiast zaczęły z nieznajomości Bożego dzieła i wiary zaprowadzać
bałwochwalstwo i własne ludzkie uczynki. Tak samo dziś zakony te nie mają
niestety żadnej znajomości Bożego dzieła i wiary tylko męczą się niemiłosiernie
w swoich regułach, ustawach i wskazówkach, trapią się i pracują a nie przychodzą
nigdy do prawdziwego zrozumienia duchownego dobrego życia, jak apostoł głosił i
powiedział: 11 Tym. 3,5.7: „Mają pozór pobożności a przecież nic za tym się nie
kryje. Uczą się zawsze i zawsze a jednak nie dochodzą do tego, by wiedzieć, czym
jest naprawdę życie duchowne". Byłoby tedy lepiej, gdyby w ogóle nie było
klasztorów, gdyby żaden duchowny, w chrześcijańskiej wierze uczony prałat nie
rządził. Bowiem nie może on rządzić bez szkody i zguby i to tym więcej, im
więcej w swoim życiu wydaje się on świętobliwy i lepszy, w swych zewnętrznych
uczynkach.
Moim zdaniem potrzebny byłby porządek, szczególnie w naszych niebezpiecznych
czasach, by instytuty i klasztory były uporządkowane w ten sposób, jak one były
na początku u apostołów i jeszcze długo potem, kiedy to każdy miał wolność
pozostać w nim, jak długo miał ochotę. Bowiem czymże innym były instytuty i
klasztory, jak tylko chrześcijańskimi szkołami, w których uczono Pisma i
karności w chrześcijański sposób i wychowywano ludzi do rządzenia i głoszenia
kazań, jak czytamy, że św. Agnieszka chodziła do szkoły i widzimy to jeszcze na
kilku klasztorach żeńskich, jak w Quedlinburgu i innych. Doprawdy, wszystkie
instytuty i klasztory miały być tak wolne, by służyły Bogu z wolnej woli a nie z
wymuszonej służby. Lecz potem uregulowano to mocno ślubami i zrobiono z tego
wieczne więzienie tak, iż śluby te uznawane bywają za coś więcej, niż śluby przy
chrztach. Jakie jednak z tego zrodziły się owoce, widzimy, słyszymy, czytamy i
przekonujemy się codziennie więcej i więcej. Myślę, ze ta moja rada uznana
zostanie za nad wyraz głupią, o to teraz nie pytam. Ja radzę, co mi się wydaje
dobrym. Niechaj to odrzuci, kto chce. Widzę dobrze, jak śluby bywają
dotrzymywane, szczególnie czystość, która przez te klasztory tak ogólnie bywa
propagowana, choć jej Chrystus nie nakazał, tylko bardzo niewielom jej udziela,
jak sam mówi (Mat. 19,11 itd.) i św. Paweł (1 Kor. 7,7): Chciałbym chętnie, by
każdemu było pomożono i by chrześcijańskie dusze nie były więzione przez ludzkie
wymyślone sposoby i ustawy".
Po czternaste. Widzimy też, jak duchowieństwo upadło i niejeden biedny proboszcz
obarczony jest kobietą i dzieckiem i jego sumienie jest obciążone, a jednak nikt
nie robi czegoś, by im pomóc, chociażby im łatwo pomóc można. Jeżeli tu papież i
biskupi pozwalają dziać się, co się dzieje, niszczyć, co niszczeje, tedy ja chcę
ratować moje sumienie i swobodnie otworzyć usta. czy to przykrość sprawi
papieżowi, biskupom lub komukolwiek i powiadam tak: Według ustanowienia
Chrystusa i apostołów winne każde miasto mieć proboszcza lub biskupa, jak Paweł,
do Tyt. 1,5 wyraźnie pisze i ten proboszcz nie powinien być dręczony, by żyć bez
ślubnej żony. lecz może jedną mieć, jak pisze św. Paweł 1 Tym. 3,2 i Tyt. 1,6
itd. i mówi: "Biskup ma być nienaganny i mąż tylko jednej żony. którego dzieci
trzymane są w posłuszeństwie i karności" itd. Bowiem "biskup" i "proboszcz" są u
św. Pawła to samo, jak to też potwierdza św. Hieronim. Lecz o biskupach, którzy
są obecnie. Pismo nic nie wie, tylko są oni później osadzeni według ogólnego
chrześcijańskiego porządku, by jeden wielu proboszczami rządził.
Zatem uczymy się od apostoła najwyraźniej, że winno się w chrześcijaństwie tak
dziać, że każde miasto w parafii wybiera zacnego obywatela, jemu powierza urząd
parafialny i utrzymuje go z parafii, dając mu swobodę według upodobania zawrzeć
związek małżeński lub też nie. Tenże potem miałby kilku kapłanów lub diakonów
obok siebie, również zamężnych lub jakby chcieli, którzyby mu byli pomocni
kierować ludem i parafią przez kazania i udzielanie sakramentów, jak to
pozostało w greckim kościele do dnia dzisiejszego. Było potem później, gdy
kacerze spowodowali wiele prześladowań i sporów, wielu świętobliwych ojców,
którzy rezygnowali dobrowolnie ze stanu małżeńskiego, by tym lepiej poświęcić
się badaniom i być gotowymi każdego czasu na śmierć i walkę, i oto rzymska
Stolica, kierując się karygodnym umysłem, doszła do tego, by w tej sprawie wydać
ogólny rozkaz i zakazała wszystkim proboszczom żyć w stanie małżeńskim. To jej
podsunął diabeł, jak św. Paweł 1 Tym. 4.1,3 ogłasza: "Przyjdą nauczyciele,
którzy przyniosą naukę diabelską i zakażą wstępować w małżeństwo". Przez to
powstało niestety tyle narzekania, iż tego nie można opowiedzieć, i to dało
powód do odłączenia się kościoła greckiego oraz pomnożyło niezmiernie niezgodę,
grzech i hańbę i zgorszenie, jak przy wszystkim, co diabeł rozpocznie i broi. Co
my chcemy tedy tutaj robić?
Radzę, by dać znowu wolną rękę i pozostawić to każdemu według własnej woli
ożenić się lub też nie żenić się. Lecz w tym wypadku musiałby nastąpić zupełnie
inny zarząd i uporządkowanie dóbr i całe duchowne prawo musiałoby upaść i nie
byłoby wolno wiele dóbr lennych odprowadzać do Rzymu. Boję się, że powodem do
tej nędznej nieczystej czystości była chciwość, z czego potem wynikło, że każdy
chciał być duchownym i każdy dał na studia swe dziecko, nie by w czystości żyć,
co też bez stanu duchownego było możliwe, lecz w tym zamiarze, by się odżywiać
chwilowym utrzymaniem bez pracy i trudu, wbrew przykazaniu Bożemu: I Mojż. 3,19:
"W pocie oblicza pożywać będziesz twój chleb". Nałożyli temu szminkę, jak gdyby
modlenie się i czytanie mszy było ich pracą.
Pozostawiam tu na boku papieża, biskupów, duchownych instytutów i zakonników,
których Bóg nie ustanowił. Jeżeli sobie sami nałożyli brzemiona, to niech je też
dźwigają. Chcę mówić o stanie proboszczów, których Bóg ustanowił, który też
rządzi parafią przez głoszenie kazań i sakramenty, w niej też mieszkać i nią
chwilowo zawiadywać musi. Tym właśnie winien sobór chrześcijański dać wolność
się żenić, by uniknąć niebezpieczeństwa i grzechu. Bowiem ponieważ ich Bóg nie
zobowiązał, nie powinien i nie może ich nikt zobowiązać, chociażby nawet był
aniołem z nieba, nie mówiąc papież, i co przeciw temu postanowione jest w
duchownym prawie, jest same tylko bajanie i gadanina. Dalej radzę: Kto w
przyszłości daje się wyświęcić na probostwo lub w innym celu, ten w żadnym
wypadku nie powinien ślubować zachowywać czystość i winien mu przeciwstawić, iż
nie ma on żadnej mocy żądać takiego ślubu. Jest to diabelska tyrania żądać coś
takiego. Jeżeli jednak musi czy chce się powiedzieć, jak niektórzy czynią: Quantum fragilitas liumana permittit, to niecił każdy bez troski słowa te
tłumaczy negative, id est: non promitto castitatem, bowiem fragilitas humana non
permittit caste vivere, li tylko angelica fortitudo et caelestis virtus, by
zachować wolne sumienie bez wszelkich ślubów.
Chcę tym, którzy jeszcze żon nie mają, ani radzić ani zakazywać, by się żenili,
lub by pozostali bez żony. Pozostawiam to ogólnemu chrześcijańskiemu
uregulowaniu i lepszemu zrozumieniu każdego. Ale przed biednym ludem nie chcę
ukrywać mej życzliwej rady i nie odmawiać im pociechy, tym, którzy obecnie
siedzą obarczeni żoną i dzieckiem w hańbie i ze złym sumieniem, że ją przezywa
się nierządnicą klechy, dzieci dziećmi klechów, a to mówię otwarcie według mego
dworskiego prawa.
Znajdujemy niejednego zacnego proboszcza, któremu nie może nikt czegoś zarzucić,
jak tylko, że jest słaby i popadł w pohańbienie ze swą żoną. podczas gdy
przecież oboje są w gruncie swego serca tak usposobieni, że dwa chętnie zawsze
pozostać ze sobą w prawdziwej małżeńskiej wierności. Jeżeli mogą to czynić z
dobrym sumieniem, jest tych dwoje naprawdę małżonkami, aczkolwiek publicznie
muszą znosić hańbę, i tu mówię: Jeżeli tak są usposobieni i w ten sposób wchodzą
w uczciwe życie, wtedy winni oni tylko rzeźko ratować swe sumienie: niechaj on
weźmie ją, jaku ślubną małżonkę, zatrzyma ją i żyje z nią statecznie jako
małżonek, nie pytając się. czy tego papież chce lub nie, czy to sprzeciwia się
duchownemu lub cielesnemu prawu. Zależy więcej na zbawieniu twej duszy, niż na
tyrańskich samotwórczych, karygodnych ustawach, które nie są potrzebne do
zbawienia ani też nie są nakazem Bożym. Rób tak, jak synowie Izraela, którzy
Egipcjanom kradli swą zasłużoną zapłatę (II Mojż. 12,35) lub jak sługa kradnie
swemu złośliwemu panu zasłużone wynagrodzenie. Tak kradnij też papieżowi swą
ślubną żonę i dziecię. Kto ma wiarę, by się na to ważyć, ten niecił mnie tylko
rzeźko posłucha. Nie chcę go uwodzić. Jeżeli nie mam mocy jak papież, to jednak
mam moc jako chrześcijanin pomóc i radzić memu bliźniemu przeciw jego grzechom i
niebezpieczeństwom, i to nie bez powodu i pobudki. Po pierwsze: Nie może się
każdy proboszcz obejść bez kobiety, nie tylko z powodu swej słabości, lecz tym
więcej z powodu gospodarstwa domowego. Czy ma on wtedy trzymać u siebie kobietę,
podczas gdy papież nie zezwala mu pojąć ją za żonę. Męża i niewiastę pozostawić
razem z sobą a jednak nakazywać, by nie upadli, czyż nie jest to coś takiego,
jak gdyby się nagromadziło słomę i ogień i nakazałoby się, by się nie dymiło i
nie paliło? Po drugie: Papież nie ma prawa tego zakazywać tak, jak nie ma prawa
zakazać jedzenia, picia i naturalnego wypróżniania się lub otyłości. Dlatego
nikt nie jest obowiązany przestrzegać nakazu a papież winien jest wszystkich
grzechów, które się dzieją przeciw temu, wszystkich dusz, które przez to giną,
wszystkich sumień, które przez to są w zamęcie i udręczeniu tak. iż by dawno
zasłużył, by go ze świata przepędzono. Tak wiele dusz zadusił diabelskim
postronkiem. Po trzecie: Choćby ustawa papieża przemawiała przeciwko temu —
jeżeli mimo tego zawiera się związek małżeński przeciw ustawie papieża, to jego
ustawa już się skończyła i nie ma żadnego znaczenia. Bowiem przykazanie Boże,
które nakazuje (Mat. 19,6), że mężczyzny i niewiasty nikt rozłączać nie śmie.
stoi wysoko ponad ustawą papieża a przykazanie Boże nie winno być łamane i
usuwane z powodu przykazania papieskiego, chociaż wielu głupich prawników razem
z papieżem wynaleźli impedimenta i przez to w stan małżeński wprowadzili
przeszkody, rozbicia i zamieszanie tak, iż z tego powodu przykazanie Boże
zupełnie zostało zniweczone. Co mam wiele mówić. W całej duchownej ustawie
papieskiej nie ma nawet dwóch rządków, któreby mogły uczyć czegoś dobrego
chrześcijanina, natomiast jest tyle błędnych i niebezpiecznych ustaw, iżby
najlepiej było, by z nich urządzić stos!
Mówisz jednakże, że to jest gorszące i papież musi przedtem udzielić od tego
dyspensy, tedy ja mówię: Co w tej rzeczy budzi zgorszenie, to jest winą
rzymskiej Stolicy, która te ustawy sporządziła bezprawnie przeciwko Bogu. Przed
Bogiem i Pismem św. nie jest to gorszące. Dalej: Jeżeli papież dla pieniędzy od
swych łasych na pieniądze tyrańskich ustaw może dyspensować, to może też każdy
chrześcijanin dla Słowa Bożego i zbawienia dusz od tego właśnie dyspensować.
Bowiem Chrystus uwolnił nas od wszelkich ludzkich ustaw, zwłaszcza gdzie one
skierowane są przeciw Bogu i zbawieniu dusz, jak Gal. 5,1 i 1 Kor. 9.4 itd.
(10,23) św. Paweł uczy.
Po piętnaste. Nie chcę też zapomnieć o ubogich
klasztorach. Zły duch, który pogmatwał i nieznośnymi uczynił wszystkie stany
przez ludzką ustawę, opętał też niektórych opatów, ksienie i prałatów, iż
sprawują zwierzchnictwo nad swymi braćmi i siostrami tak, iż maluczko tylko a
pójdą do piekła i także tutaj nędzne prowadzą życie, jak to zresztą czynią
wszyscy męczennicy diabła. Mianowicie zastrzegli oni sobie w spowiedzi wszystkie
lub też choćby niektóre grzechy śmiertelne, które są tajemne tak, że żaden brat
drugiemu nie śmie ich odpuścić pod klątwą i posłuszeństwem, i oto spotyka się na
wszystkich miejscach nie zawsze aniołów, lecz także ciało i krew, które są
gotowe ucierpieć raczej wszystką klątwę i grożenie, aniżeli się spowiadać ze
swych potajemnych grzechów przed prałatem i w tym celu wyznaczonymi
spowiednikami. Idą potem do sakramentu z takim sumieniem, przez co stają się
pomylonymi i narzekania jest daleko więcej. O ślepi pasterze, o głupi prałaci, o
drapieżne wilki!
Tutaj powiadam: Jeżeli grzech jest jawny lub znany, to jest słusznie, że sam
prałat wymierzy za niego karę i tylko takie a żadnych innych nie może dla siebie
zastrzec i wyłączać. Nad tajemnymi grzechami nie ma on żadnej mocy, chociażby to
były i najgorsze grzechy, które się napotyka lub napotkać można, i jeżeli prałat
takie wyłącza, jest tyranem i nie ma do tego prawa i wtrąca się w Boży sąd. To
też radzę tym dzieciom, braciom i siostrom: Jeżeli naczelne władze nie chcą
udzielić zezwolenia na spowiadanie się z tajemnego grzechu, komu chcesz, tedy
odejmij go sobie sam i wynurz go twemu bratu lub twojej siostrze, komu lub gdzie
chcesz. Daj się rozgrzeszyć i pocieszyć, idź i czyń następnie, co chcesz i winieneś — wierz tylko mocno, żeś rozgrzeszony, tak więcej nie potrzeba. A
jeżeli klątwą, omylnością i czymkolwiek jeszcze grożą, nie daj się zasmucić lub
w błąd wprowadzić. Nie mają one znaczenia, jak tylko dla jawnych lub znanych
grzechów, w razie gdyby ich ktoś nie chciał wyznać. To ciebie nie dotyczy. Cóż
sobie przypisujesz, ślepy prałacie, powstrzymać tajne grzechy przez twoje
groźby? Zaniechaj tego, czego jawnie otrzymać nie możesz, by sąd Boży i łaska z
twoimi też miała coś do czynienia. On je powierzył w twoje ręce, nie tak
całkiem, by ich zupełnie wypuścił z ręki swojej. Tak, ty masz tę mniejszą
cząstkę pod sobą! Zostaw ty twoje przepisy przepisami i nie wynoś ich do nieba
na sąd Boży.
Po szesnaste. Byłoby też konieczne, by zniesione lub przynajmniej zredukowane
zostały dni roczne, obchody, msze zaduszne. Bowiem mamy to jawne przed oczyma,
że z tego nic nie wyszło, jak tylko pośmiewisko na wielką obrazę Boga.
Nastawione są one nie tylko na pieniądze, żarcie i pijaństwo. Cóż za upodobanie
miałby Bóg w tym, jeżeli nędzne wigilie i msze tak żałośnie bywają wypaplane,
nie czytane ani też zmawiane. I gdyby je już zmawiano, toby ich nie wykonywano
dla Boga z wolnej miłości, lecz dla pieniędzy i z powodu istniejącego obowiązku.
Otóż nie jest to przecież możliwe, by Bogu pewien uczynek się podobał lub też
uzyskane zostało u niego coś, co się nie dzieje z wolnej miłości. Jest to tedy
po chrześcijańsku, że wszystko usuniemy lub chociażby pomniejszymy, co, jak
widzimy, prowadzi do nadużycia i Boga więcej gniewa, niż zjednywa. Byłoby mi
milej i nawet Bogu przyjemniej i o wiele lepiej, gdyby instytut, kościół czy
klasztor zebrały razem wszystkie swoje roczne msze i wigilie i obchodziły w
jednym dniu prawdziwą wigilię i mszę z serdeczną powagą, nabożnością i wiarą za
wszystkich swoich dobroczyńców, aniżeli każdemu z nich z osobna tysiąc i tysiące
każdego roku bez tego skupienia i bez wiary. O mili chrześcijanie. Bogu zależy
nie na wielu, lecz na prawdziwym modleniu się. On nawet potępia długie i liczne
modlitwy (Mat. 6.7) i powiada, że zasłużą przez to tym więcej na potępienie
(Mat. 23,14). Lecz chciwość, która Bogu nie może dowierzać i urządza taki ruch i
trwoży się, by nie musiała umrzeć z głodu.
Po siedemnaste. Należałoby też znieść niektóre pokuty albo kary duchownego
prawa, głównie interdykt. który bez wątpienia wymyślił zły duch. Czyż nie jest
to diabelskie dzieło, że jeden grzech chce się naprawić wieloma większymi
grzechami? Że się Bożemu słowu zatyka usta i służbie kres się kładzie, jest
przecież o wiele większym grzechem, aniżeli gdyby ktoś zamordował naraz
dwudziestu papieży, nie mówiąc już o jednym kapłanie lub gdy ktoś zatrzymał
duchowne dobro. To też jest jedna z pełnych wdzięku cnót, których się uczy w
duchownym prawie. Bowiem duchowne prawo zowie się też dlatego duchownym, bo się
wywodzi z ducha, nie z Ducha świętego, lecz ze złego ducha. Klątwę stosować
należy nie prędzej, jak tam. gdzie Pismo na to wskazuje, tzn. przeciw tym,
którzy wierzą nie prawdziwie lub też żyją w jawnych grzechach, ale nie z powodu
doczesnego dobra. Lecz teraz jest odwrotnie: każdy żyje i wierzy, jak chce a
właśnie ci najwięcej, którzy innych ludzi ciemiężą i hańbią klątwami i wszelka
klątwa jest obecnie stosowana dla doczesnego dobra, co też zawdzięczamy nikomu
innemu, jak tylko świętobliwemu duchownemu nie prawu. O tym powiedziałem
przedtem więcej w sermonie.
Inne kary i pokuty, suspendowanie, nieregularność, aggrawacja, depozycja,
błyskanie, grzmienie, przeklinanie, potępianie, i wiele innych tym podobnych
wynalazeczków należałoby zakopać dziesięć łokci głęboko do ziemi, by też ich
nazwy i pamięć o nich na ziemi więcej nie istniały. Zły duch, który przez
duchowne prawo został uwolniony, zaniósł tę straszną plagę i ten lament do
Królestwa niebieskiego świętego chrześcijaństwa i przez to uzyskał tylko tyle.
że dusze niszczeją i potykają się o przeszkody, tak iż słowo Chrystusa Mat.
23.13 może przez mego być dobrze rozumiane: "Biada wam, uczeni w Piśmie!
Przywłaszczyliście sobie władzę nauczania a zamykacie przed ludźmi Królestwo
Boże. Sami do niego nie wchodzicie a zabraniacie tym, którzy do niego wchodzą".
Po osiemnaste. Należałoby znieść wszystkie święta a zachować tylko niedzielę.
Jeżeli jednak chcemy obchodzić święta naszej pani i wielkich świętych, należy je
wszystkie przełożyć na niedzielę lub je obchodzić w rannej porze do mszy, potem
zaś cały dzień uczynić dniem roboczym. Powód: Ponieważ nadużywanie w zapijaniu
się, zabawach, próżniactwie i różnego rodzaju grzechach stało się modnym, przeto
gniewamy Boga w święte dni więcej, niż w innych dniach i pomienili zupełnie role
tak, iż dni święte nie są święte, zaś dni robocze są święte a Bogu i jego
świętym z wielu świętymi dniami nie tylko nie czyni się służby, lecz bywają one
nawet gwałcone - aczkolwiek niektórzy głupi prałaci mniemają, że jeżeli oni oraz
każdy według swej ślepej pobożności urządzają święto św. Otylii lub św. Barbary,
to już przez to wykonali niezwykle dobry uczynek, podczas gdy zrobiliby daleko
lepiej, gdyby ku czci jakiegoś świętego zrobili z dnia świętego dzień roboczy.
Do tego zwykły człowiek prócz tej duchownej szkody ponosi jeszcze dwie szkody
cielesne: zaniedbuje pracę i prócz tego zjada więcej, niż zwykle. Ba nawet
osłabia i czyni niezdolnym swoje ciało, jak to każdego dnia widzimy, pomijając
już to. że nikt nie myśli o tym, by to naprawić, I tu nie należy pytać, czy
papież ustanowił święta lub czy też musianoby mieć dyspens i zezwolenie. Co
przeciwko Bogu i ludziom jest szkodliwe na ciele i na duszy, ma każda parafia,
rada czy zwierzchność prawo nie tylko znieść i powstrzymać bez wiedzy i woli
papieża czy biskupa, lecz ma ona dla zbawienia swoich dusz obowiązek temu
przeszkodzić, chociażby tego nie chcieli papież i biskupi, którzy przecież winni
być pierwszymi czemuś podobnemu przeszkodzić.
A zwłaszcza poświącki kościołów należałoby zupełnie wykorzenić, bowiem stały się
one prawdziwe knajpy, jarmarki i piekła gry, służące jedynie do pomnożenia
obrazy Boga i nieszczęścia dusz. Nie pomoże, by się przeciw temu rozdmuchiwało,
że to początkowo było dobre i jest dobrym uczynkiem. Zniweczył przecież Bóg
swoje własne dzieło, które dał z nieba, gdy przez nadużycie zostało opacznie
przewrócone i codziennie jeszcze przewraca to, co ustanowił, niszczy, co
uczynił, właśnie z powodu opacznego nadużycia, jak o nim napisano w psalmie 18
(w. 27): "Z przewrotnym przewrotnie sobie postąpisz".
Po dziewiętnaste. Ulec winny zmianie stopnie lub członki, w których zakazane
zostaje małżeństwo jako stosunki rodziców chrzestnych oraz czwarty i trzeci
stopień. Jeżeli papież może od tego dla pieniędzy i haniebnej sprzedaży
zwalniać, to może każdy proboszcz z tego za darmo dla zbawienia duszy też
zwalniać. O chciałby Bóg, by wszystko, co się musi kupić w Rzymie dla
rozwiązania złotego sznura duchownego prawa, każdy proboszcz mógł czynić i
zaniechać bez pieniędzy, jak odpust, listy odpustowe, listy maślane, listy
mszalne, i wszystkie inne confessionalia i łobuzerstwa. które się znajdują w
Rzymie, by tym oszukiwać biedny lud i pozbawić go jego pieniędzy. Bowiem jeżeli
papież ma tę moc złote sznury i duchowne sidła (prawa, miałem powiedzieć)
sprzedawać za pieniądze, to proboszcz ma na pewno więcej mocy je potargać i dla
Boga nogami zdeptać. Jeżeli jednak nie ma do tego mocy. to papież nie ma też
mocy sprzedawać je przez haniebny jarmark.
Tu należy też. by posty pozostawiono każdemu według woli i by wszelki pokarm
pozostawiono według gustu, jak pozwala ewangelia. Bowiem oni sami w Rzymie kpią
sobie z postów, każą nam tutaj żreć oliwę, któraby swoich butów nie dali
smarować i sprzedają nam potem wolność spożywać masło i wszystkie możliwe,
podczas gdy św. apostoł powiada (1 Kor. 10,23), że do tego wszystkiego mamy już
dawno wolność z ewangelii. Lecz oni nas usidlili swym duchownym prawem i okradli
tak, iż my z powrotem kupować musimy za pieniądze i przez to uczynili sumienia
tak lękliwe i nieśmiałe, iż nie jest wskazane rozpowiadać o tej wolności, bowiem
zwykły lud gorszy się tym i uważa jedzenie masła za większy grzech, aniżeli
kłamać, zaklinać lub nieczysto żyć. Jest to przecież ludzkie dzieło, co ludzie
postanowili: kładźmy to, gdzie chcemy, jednak przenigdy nie powstanie z tego coś
dobrego.
Po dwudzieste. Należałoby zrównać z ziemią dzikie kapliczki i polowe kościoły,
dokąd ciągną nowe pielgrzymki, jak Wilsnack, Szternberg, Grimental, Trier i
teraz Regensburg i wiele innych. O jak ciężką żałosną rachubę złożyć będą
musieli biskupi, którzy tolerują ten diabelski upiór i z niego korzyść ciągną.
Oni mieliby być pierwszymi, by temu przeszkodzić, ale oni uważają, że to jest
Boska święta sprawa i nie widzą, że to popiera diabeł, by wzmóc chciwość,
założyć fałszywą wymyśloną wiarę, osłabić kościoły parafialne, pomnożyć knajpy i
nierząd, roztrwonić pieniądze i pracę bez pożytku i tylko za nos wodzić biedny
lud. Gdyby czytali Pismo tak dobrze, jak przeklęte duchowne prawo, znaleźliby
radę na te rzeczy.
Nic też nie pomoże, że się tu dzieją znaki cudów. Bowiem zły duch może czynić
cuda. jak nam Chrystus zwiastował (Mat. 24.24). Gdyby sprawę poważnie traktowali
i ten interes zakazali, skończyłyby się wkrótce cuda lub gdyby to było od Boga,
toby się tego przez ich zakaz nie dało powstrzymać. I chociażby nie było żadnego
innego znaku na to, iż to nie jest od Boga, toby to wystarczyło, by ludzie
tłumnie tam pędzili jak szaleni, bez rozumu jak bydło i ta rzecz nie może w
żaden sposób pochodzić z Boga. Tak też Bóg nic podobnego nie nakazał, nie jest
też to żadne posłuszeństwo czy zasługa. Dlatego należy rześko wkroczyć i lud
powstrzymać. Bowiem co nie jest nakazem, a jednak szerzy się więcej, niż nakaz
Boży, to na pewno jest to sam diabeł. Prócz tego ponoszą kościoły parafialne
szkodę przez to, że doznają mniej poszanowania. Wszystko razem: są to znaki
wielkiej niewiary w ludzie. Bowiem gdyby naprawdę wierzyli, mieliby wszystkie
rzeczy w ich własnych kościołach, do których według nakazu mają chodzić.
Ale cóż ja mam powiedzieć? Każdy przemyśliwa tylko o tym. jakby mógł w swoim
gronie taką pielgrzymkę uzasadnić i otrzymać, nie troszcząc się w najmniejszym
stopniu o to, jak lud prawdziwie wierzy i żyje. Regenci (duchowni), są jak lud,
ślepy dla drugiego (Mat. 15,14). Nawet, gdzie pielgrzymki nie chcą się przyjąć,
zaczyna się wywyższać świętych — nie ku czci świętych, którzyby i bez tego
wywyższania doznawali dosyć czci, lecz by mieć napływ i otworzyć źródło
pieniędzy. Do tego pomagają papież i biskup, tutaj lecą odpusty jak deszcz, na
ten cel ma się dosyć pieniędzy. Lecz o to, co Bóg nakazał, nikt się nie
troszczy, za tym nikt nie goni. na to nikt nie ma pieniędzy. Ach, że też
jesteśmy tacy ślepi, tolerujemy nie tylko złą wolę diabła w jego upiorze, lecz
go jeszcze wzmacniamy i popieramy. Chciałbym, by miłych świętych pozostawiono w
spokoju a ludu nie zwodzono. Któryż duch dał papieżowi pełnomocnictwo
kanonizowania świętych? Któż mu to mówi, czy są świętymi lub też nie są
świętymi? Czy zresztą nie ma dosyć grzechów na ziemi, że się jeszcze Boga kusić,
w jego sąd wkraczać i miłych świętych jako puszczyki na pieniądze wystawiać
musi?
Dlatego radzę, niech się święci sami wynoszą. Tak, Bóg jedynie mógłby ich
wynosić a każdy pozostać na swojej parafii - probostwie — gdzie znajdzie więcej,
niż we wszystkich kościołach pątniczych, nawet chociażby one złączone zostały w
jeden kościół. Tutaj znaleźć można chrzest, sakrament, kazanie i twojego
bliźniego a to są większe rzeczy, niż wszyscy święci w niebie. Bowiem one
wszystkie stały się świętymi przez Słowo Boże i Sakrament. Ponieważ te wielkie
rzeczy lekceważymy, sprawiedliwy jest Bóg w swoim zagniewanym wyroku, gdy diabłu
zleca wodzić nas tu i tam, urządzać pielgrzymki, zakładać kaplice i kościoły,
pozostawić mu wynoszenie świętych i tym podobne błazeństwa, byśmy z prawdziwej
wiary wpadli w nową fałszywą niewiarę, podobnie jak przed czasami postępował z
ludem izraelskim, którego uwodził od świątyni w Jeruzalemie precz na niezliczone
miejsca - zawsze jednak w imieniu Bożym i pod pozorem świętości, przeciw czemu
kazali wszyscy prorocy i za to ponieśli męczeństwo. Lecz obecnie nikt przeciw
temu nie każe, boby go biskupi, papież, duchowni i zakonnicy może też zrobili
męczennikiem. W ten sposób musi obecnie także Antoninus z Florencji i niejeden
inny zostać uznani za świętych i kanonizowani, by ich świętość posłużyła do
ugarnięcia sławy i pieniędzy, podczas gdy ona jedynie ku chwale Bożej oraz dla
dobrego przykładu posłużyć by mogła.
I choćby dawniej mogło to być dobre, ono wywyższenie świętych, to obecnie nie
jest to już dobre, podobnie, jak wiele innych rzeczy dawniej było dobrych a dziś
jednak są gorszące i szkodliwe, jak święta, skarby kościelne i kościelne
wyposażenia. Jest bowiem jasne, że z wywyższeniem świętych nie szuka się czci
Bożej ani poprawy chrześcijan, lecz pieniędzy i sławy. Jeden kościół chce przed
innymi być jakąś osobliwością i żal by mu było, by drugi kościół miał to samo i
pierwszeństwo tegoż byłoby ogólne. Tak zupełnie ustawiono w tym najgorszym
ostatnim czasie duchowne dobra do nadużywania i na zysk doczesnych dóbr, że
wszystko, co jest Bożego, służyć musi chciwości. Prócz tego służy takie
pierwszeństwo tylko do rozdwojenia, rozbicia i niezgody: jeden kościół odróżnia
się od drugiego i wzajemnie sobą gardzą i wynoszą się jeden nad drugiego,
podczas gdy przecież wszystkie Boskie dobra są wszystkim dostępne i równe i
służyć mają tylko do jedności. Ale to chce papież tak mieć i byłoby mu żal,
gdyby wszyscy chrześcijanie byli równi i zgodni.
Tu należą też następujące sprawy, któreby należało usunąć czy zlekceważyć lub
przynajmniej uogólnić: wszystkie swobody pewnych kościołów, bulle i to, co
jeszcze papież sprzedaje na swoim zdzierczym straganie w Rzymie. Bowiem jeżeli
Wittenberdze, Halle, Wenecji a zwłaszcza swemu Rzymowi indulta, sprzedaje
przywileje, odpust, łaski, korzyści facultates, dlaczego tego nie daje wszystkim
kościołom w ogólności? Czyż nie jest on obowiązany dla wszystkich chrześcijan za
darmo i dla Boga uczynić wszystko, co potrafi, ba nawet wylać za nich swą krew?
Powiedz mi tedy, dlaczego daje lub sprzedaje to temu kościołowi a innym nie; lub
też musi przeklęty pieniądz w oczach jego świętobliwości robić tak dużą różnicę
wśród chrześcijan, którzy przecież wszyscy mają ten sam chrzest, to same słowo,
tę samą wiarę. Chrystusa i wszystkie rzeczy? Czy chcą nas koniecznie z otwartymi
oczyma zaślepić i głupcami zrobić przy pełnym rozumie, byśmy się modlili do tej
zachłanności, do tego łobuzerstwa i obłudy? On jest pasterzem — gdy masz
pieniądze, lecz nic więcej, i pomimo tego nie wstydzą się za swoje łobuzerstwo
wodzić nas za nos swymi bullami. Chodzi im jednak o te przeklęte pieniądze, poza
tym o nic więcej.
A zatem radzę to: Jeżeli to łobuzerstwo nie zostanie usunięte, to niechaj każdy
prawdziwy chrześcijanin otworzy swe oczy i niechaj się nie daje bałamucić przez
rzymskie bulle, pieczęcie i zewnętrzny przepych, niech pozostanie w domu w swym
kościele i niecił uważa za najlepsze swój chrzest, ewangelię, wiarę, Chrystusa i
Boga. który jest ten sam na wszystkich miejscach a papież niech pozostanie
ślepym przewodnikiem ślepych (Mat. 15,14). Nie mogą ci dać ani aniołowie ani
papież tyle. co ci daje Bóg na twoim probostwie. Ba, papież odwodzi cię od
Bożych darów, które masz za darmo, do swoich darów, które musisz kupić i daje ci
ołów zamiast złota, skórę zamiast mięsa, powróz zamiast torby, wosk zamiast
miodu, słowa zamiast przedmiotu, literę zamiast ducha, jak to masz przed oczyma
i pomimo tego zmiarkować. Masz pojechać do nieba na jego pergaminie i wosku, to
ci rychło wóz się rozleci a ty spadniesz do piekła, nie w imieniu Bożym. Niechaj
to będzie twą mocną regułą: co musisz nabyć od papieża, nie jest to dobre ani
też od Boga. Bowiem, co jest z Boga, to dawane jest nie tylko darmo, lecz cały
świat będzie nawet za to karany i potępiony, że tego nie chcieli przyjąć darmo,
mianowicie ewangelię i dzieła Boże. Zasłużyliśmy na uwodzenie dla Boga, ponieważ
wzgardziliśmy jego Słowem i Łaską chrztu, jak mówi św. Paweł (II Tes. 2,11):
"Bóg poszle skuteczny obłęd tym wszystkim, którzy nie przyjęli prawdy dla swego
zbawienia, aby uwierzyli kłamstwu i łobuzerstwu i za nimi szli, jak na to
zasługują".
Po dwudzieste pierwsze: Jest jedną z najpilniejszych potrzeb, by położono kres
wszelkiemu żebractwu w całym chrześcijaństwie. Właściwie nie powinien nikt z
chrześcijan chodzić po żebraniu. Byłoby też łatwo rzecz tę uporządkować,
gdybyśmy z otuchą i na serio chcieli do niej podejść. Mianowicie tak: Każde
miasto musiałoby swoich ubogich ludzi zaopatrzyć i nie przyjąć żadnego obcego
żebraka, niechby się oni nazywali, jakby chcieli, czy byliby to wędrowni bracia
lub też żebraczy zakon. Mogłoby każde miasto wyżywić swoich, a gdyby było na to
za małe, należałoby też w okolicznych wioskach upomnieć lud, by coś na ten cel
dali, bowiem i tak muszą oni żywić wielu włóczęgów i złych łobuzów pod
pretekstem żebrania. Wtedy wiedziałoby się też, kto jest rzeczywiście ubogi a
kto nie.
Musiałby też być zawiadowca lub opiekun, któryby znał tych wszystkich ubogich i
zgłaszał radzie lub proboszczowi o tym, czego oni potrzebują lub w jaki sposób
najlepszy możnaby tę sprawę uregulować. Moim zdaniem przy żadnej sprawie nie
dzieje się tyle łajdactw i oszustw, jak przy żebraniu i wszystko dałoby się
łatwo usunąć. Prócz tego ponosi szkodę zwykły lud, gdy tak bez przeszkody i
powszechnie pętają się żebracy. Rozważyłem to sobie: Pięć czy sześć zakonów
żebraczych przychodzi w roku, jeden więcej, niż sześć lub siedem razy na jedno
miejsce, do tego zwykli żebracy, poselstwa i wędrowni bracia tak, iż w sumie
jedno miasto odstawić musi daniny sześćdziesiątkrotnie w roku, pomijając to, co
się odstawia świeckiej władzy w należnościach, podatkach i ciężarach i co rabuje
rzymska Stolica ze swym towarem i co oni sami niepotrzebnie spożywają tak, iż
dla mnie jest jeden z największych cudów, jak mimo tego utrzymani i wyżywieni
być możemy.
Ale oto sądzą niektórzy, że w ten sposób ubodzy nie byliby dobrze zaopatrzeni i
nie budowałoby się tak wielkich kamiennych gmachów i klasztorów i to nie tak
dużo. Owszem wierzę temu, jednak nie jest też to potrzebne: kto chce być ubogim,
nie powinien być bogatym. Jeżeli jednak chce być bogatym, niecił przyłoży rękę
do pługa i wygrzebie sobie sam z ziemi. Dosyć jest, gdy ubodzy są wystarczająco
zaopatrzeni tak, iż nie umierają z głodu, i nie marzną. Nie uchodzi, by jeden
próżniaczył dzięki pracy drugiego, był bogaty i dobrze żył, podczas gdy drugi
żyje źle, jak to dziś jest przewrotnym nadużyciem. Bowiem św. Paweł mówi (II Tes.
3,10): "Kto nie pracuje, niech też nie je". Nikomu nie jest nakazane przez Boga,
by żył z obcych dóbr, za wyjątkiem kaznodziei i urzędujących kapłanów gwoli ich
duchownej pracy, jak mówi św. Paweł (I Kor. 9,14) a także Chrystus do apostołów
(Łuk. 9,7): "Każdy robotnik godzien jest swojej zapłaty".
Po dwudzieste drugie: Należy się
też obawiać, że liczne msze. które fundowane są na zakłady i klasztory, nie
tylko mały przynoszą pożytek, lecz też budzą wielki gniew Boży. Dlatego byłoby
pożyteczne, gdyby się więcej mszy nie fundowało, lecz by się wiele z
ufundowanych skasowało. Bowiem widoczne jest, jak się widzi w nich tylko ofiary
i dobre uczynki, podczas gdy są one sakramentem, tak dobrze, jak chrzest i
pokuta, które przynoszą pożytek nie innym, jak tylko temu, który je otrzymuje.
Lecz oto wdarło się, że odprawiana bywa msza za żywych i umarłych i na tym
opierają się wszystkie sprawy. Z tego też powodu funduje się tak liczne msze i z
tego zrobił się taki nieporządek, jak widzimy. Ale jest to może jeszcze za nowe
i niesłychane, zwłaszcza dla tych, którzy się obawiają, żeby przez zaprzestanie
mszy utracili swą pracę i swe utrzymanie. Co o tym więcej da się powiedzieć,
muszę odłożyć do czasu, aż się dla tego pokaże prawdziwe zrozumienie, co i do
czego msza jest dobra. Niestety od wielu lat stało się to rzemiosłem dla
doczesnego utrzymania tak, iż radziłbym być w przyszłości raczej pastuchem lub
jakimś robotnikiem, aniżeli kapłanem czy mnichem, jeżeli tenże nie wie przedtem
dokładnie, co to jest odprawianie mszy.
Mówię tutaj bynajmniej nie o starych zakładach i klasztorach, które niewątpliwie
ufundowane zostały w tym celu, by dzieci szlachty, które według, zwyczaju
niemieckiego narodu nie wszystkie mają być właścicielami i regentami
dziedzictwa, w tych zakładach były utrzymywane i dobrowolnie służyły tam Bogu,
studiowały i kształciły się na uczonych ludzi. Mówię o nowych zakładach, które
są fundowane tylko na cele modlitwy i czytania mszy, za których wzorem też i te
stare w tenże sposób obciążone bywają modlitwami i mszami, tak iż nie przynoszą
żadnego lub też tylko bardzo mało pożytku. Jednak i to jest z łaski Bożej, że w
końcu, jak zasługują, wychodzą na męty, tzn. śpiewanie chorałów i na tlałaś
organowy, tudzież na kiepskie zimne msze, za które otrzymują tylko znikome
procenta zakładów i te konsumują. Także te sprawy winni sobie oglądnąć papież,
biskupi i doktorzy i przeciw temu wystąpić. Lecz są to ci, którzy to najwięcej
popierają i zezwalają zawsze na to, co tylko przynosi pieniądze, ślepy prowadzi
zawsze drugiego (Mat. 15,14). To robi chciwość i duchowne prawo. Nie winno
jednak być też tak. by jedna osoba była w posiadaniu więcej, niż jednego
stanowiska kanonika i prebendy, lecz powinna się zadowolić w umiarkowanych
warunkach tak, by drugi też coś miał. by się skończyło usprawiedliwienie tych.
którzy mówią, że muszą mieć więcej, niż jedną posadę dla podtrzymania należnego
ich pozycji fasonu. Możnaby ten ich pozycji należny fason mierzyć na taką
wielkość, że nie starczyłby cały kraj tenże utrzymać - chciwość i utajona
nieufność względem Boga biegną przecież z całą pewnością obok siebie tak. iż
często robi się wydatki na potrzebę należnego fasonu, co jest czystą chciwością
i nieufnością.
Po dwudzieste trzecie: Braterstwa, podobnie odpust, listy odpustowe, listy
maślane, listy mszalne, dyspensy i więcej jeszcze tym podobnych - wszystko to
tylko śmiało utopić i zniszczyć! Nie ma na tym nic dobrego. Jeżeli cię może
papież dyspensować z jedzenia masła, słuchania mszy itd., to tę możność winien
on pozostawić proboszczowi, któremu nie ma prawa tego odebrać. Mówię też o
braterstwach, w których rozdziela się odpust, msze i dobre uczynki. Mój kochany,
rozpocząłeś we chrzcie braterstwo z Chrystusem, ze wszystkimi aniołami, świętymi
i chrześcijanami na ziemi. Utrzymuj je i wysługuj się mu dobrze, a wtedy masz
dosyć braterstw. Inni niechaj błyszczą, jak chcą. Są oni przecież jak fenig do
gry w stosunku do guldena. Miałyby jednak istnieć takie braterstwa, które
składają swe pieniądze, by nakarmić ubogich lub komuś pomóc, to byłyby one dobre
i miałyby swój odpust i zasługę w niebie. Lecz obecnie zamieniły się one na
uczty i pijatyki.
Nade wszystko należałoby przepędzić z krajów niemieckich papieskie poselstwa z
ich pełnomocnictwami, które nam one sprzedają za ciężkie pieniądze, co przecież
jest czystym łajdactwem. Tak biorą pieniądz i wywracają niesłuszne dobre na
dobre, rozwiązują przysięgi, śluby i układy i uczą łamać wierność i wiarę, którą
sobie przyrzeczone. Mówią, że papież ma moc do tego. To im zły duch nakazuje
mówić i tak sprzedają nam diabelską naukę i biorą za to pieniądze, że nas uczą
grzeszyć i prowadzą do piekła. Gdyby nie było innych zdradzieckich złości,
któreby udowadniały, że papież jest prawdziwym antychrystem, to właśnie ten
ustęp byłby wystarczającym dowodem. Czy słyszysz to, papieżu, ty
najgrzeszniejszy, nie najświętszy? Oby Bóg z niebios twoją Stolicę możliwie jak
najprędzej zdemolował i rzucił do czeluści piekła! Któż ci dał tę moc wywyższać
się ponad twego Boga. iż łamiesz i rozwiązujesz, co On nakazał a chrześcijan,
zwłaszcza naród niemiecki, który w całej historii chwalony bywa jako szlachetny,
stały i wierny, ty uczysz być niestałym, krzywoprzysięskim, zdradzieckim,
złoczyńczym i wiarołomnym? Bóg nakazał dochować przysięgi i wierności nawet
nieprzyjaciołom, a ty odważasz się to przykazanie znosić i ustanawiasz w swoich
kacerskich antychrześcijańskich dekretach, że masz nad tym władzę (tak kłamie
przez twą szyję i twoje pióro zły szatan, jak jeszcze nigdy nie kłamał),
gnieciesz i tłoczysz Pismo według twego widzimisię. Ach Chryste, Panie mój,
wstań, dopuść nadejście dnia ostatecznego, i zniszcz gniazdo diabła w Rzymie!
Tutaj siedzi człowiek, o którym Paweł powiedział (Tes. 2,3 itd.), że się
wyniesie nad Ciebie i będzie siedział w twoim kościele i wydawać się będzie za
Boga. człowiek grzechów i syn potępienia. Czymże innym jest papieska władza, jak
tylko nauczanie i pomnażanie złości i grzechu i uwodzenie dusz tylko do
potępienia — pod twym imieniem i pozorem!
Synowie Izraela musieli dawniej przestrzegać przysięgi, którą złożyli Gibeonitom,
swoim wrogom, w nieświadomości i przez nich oszukani (Joz. 9,19 itd.). A król
Zedekiasz musiał ze swym ludem nędznie zginąć, ponieważ złamał swą przysięgę
królowi babilońskiemu (11 Król. 24,20—25,4 itd.) A u nas musiał przed 100 laty
niestety dzielny król Polski i Węgier Władysław zostać pobity z tak licznym
dzielnym ludem przez Turka, bo dał się uwieść przez papieskie poselstwa i
kardynałów i złamał nabożną korzystną umowę i przysięgę, zawartą z Turkami.
Dobry cesarz Zygmunt po soborze w Konstancji nie miał więcej szczęścia, bo
zezwolił łajdakom na złamanie listu żelaznego, który dano Janowi Husowi i
Hieronimowi i stąd powstał ten wszystek lament między Czechami i nami. A za
naszych czasów — Boże się zmiłuj, ileż to chrześcijańskiej krwi przelało się z
powodu przysięgi i przymierza, które papież Juliusz zawarł między cesarzem
Maksymilianem a królem Ludwikiem z Francji i znowu złamał! Jakże mógłbym
opowiedzieć to wszystko narzekanie, które papieże spowodowali tą swoją diabelską
zuchwałością, by łamać przysięgę i śluby pomiędzy wielkimi panami, i oni z tego
wszystkiego stroją sobie tylko żarty i do tego biorą pieniądze. Spodziewam się,
że sądny dzień stoi przed drzwiami, bowiem nie może być gorzej, jak to wyprawia
rzymska Stolica. Boskie przykazanie depta na ziemię, swoje przykazanie wynosi
wysoko ponad tamto — jeżeli to nie jest antychryst, niech to powie ktoś inny,
ktokolwiek nim może być. Wszelako o tym innym razem i lepiej.
Po dwudzieste czwarte. Jest bardzo na czasie, byśmy też wreszcie na serio i z
prawdziwością rozpatrzyli sprawę Czechów, by ich z nami i nas z nimi połączyć,
by nareszcie skończyły się straszliwe szkalowanie, nienawiść i zazdrość po obu
stronach. Chcę według mego nierozumu jako pierwszy przedstawić moje
zapatrywanie, z zastrzeżeniem lepszego zrozumienia u każdego innego. Po pierwsze
musimy rzeczywiście wyznać prawdę i zaniechać nasze usprawiedliwianie się i
Czechom coś przyznać, mianowicie, iż Jan Hus i Hieronim z Pragi spaleni zostali
wbrew papieskiemu, chrześcijańskiemu i cesarskiemu listowi żelaznemu i
przysiędze i to stało się przeciw przykazaniu Bożemu i dało Czechom ciężki powód
do rozgoryczenia. I aczkolwiek byliby winni okazać doskonałość i znieść ciężką
krzywdę i nieposłuszeństwo względem Boga od naszych, to jednak nie byli
zobowiązani to aprobować i oświadczyć, że to słusznie uczyniono. Ba, winniby
dziś za to poświęcić raczej ciało i życie, aniżeli przyznać, iż jest rzeczą
słuszną złamać cesarski, papieski i chrześcijański list żelazny i wiarołomnie
przeciwko temu działać. Chociaż Czesi nie okazali cierpliwości, jest z tego
powodu cały ten lament, cały błąd i zguba dusz, które wynikły z tego soboru,
przecież więcej winą papieża i jego popleczników.
Nie chcę tutaj oceniać też Jana Husa ani tez
bronić jego błędu, aczkolwiek mój rozum u niego jeszcze nic błędnego nie znalazł
i ja bez troski wierzyć mogę, że ci, którzy przez swoje wiarołomne postępowanie
złamali chrześcijański list żelazny i Boże przykazanie, nie orzekli nic dobrego
ani też uczciwie nie potępiali i bez wątpienia opętani byli raczej przez złego
ducha, niż przez Ducha świętego. Nikt nie będzie wątpił w to, jakoby Duch św.
nie działał przeciw przykazaniu Bożemu. To też nikt nie jest tak ciemny, by nie
wiedział, że łamanie listu żelaznego i wierności jest przeciw przykazaniu
Bożemu, nawet chociażby one były przyrzeczone samemu diabłu, a tym mniej tylko
jakiemuś kacerzowi. Wiadomo też. że taki list żelazny przyrzeczone Janowi Husowi
i Czechom i nie dotrzymano go, tym więcej został on za to spalony. Nie zgadzam
się też z tym, jak to niektórzy Czesi robią z Jana Husa świętego czy męczennika,
chociaż przyznaję, że go spotkała niesprawiedliwość i że jego księga i jego
nauka potępione zostały niesprawiedliwie. Bo sady Boże są tajemnicze i straszne
i żaden, jak tylko On sam, winien je objawić i wypowiedzieć. Chcę tylko to
powiedzieć: Nieciłby nawet był kacerzem, choćby nawet zawsze mógł być tak zły,
spalono go jednak niesprawiedliwie i przeciw przykazaniu Bożemu, i nie należy
Czechów pchać do tego, by to akceptowali, albo też nie dojdziemy nigdy do
pojednania. Łączyć nas musi otwarta prawda a nie upór. Nie pomoże, iż wtedy
wymawiali się, że kacerzowi nie trzeba dotrzymywać glejtu, to jest tak samo
powiedziane, jak nie należy przestrzegać przykazania Bożego, by przestrzegać
przykazanie Boże. Diabeł zrobił ich wściekłymi i głupimi, iż nie widzieli, co
mówili czy robili. Bóg przykazał utrzymać w mocy glejt. To należy respektować,
choćby cały świat zginął, a cóż dopiero, gdyby kacerz zyskał wolność? Należałoby
też kacerzy jak starych ojców przekonywać pismami a nie ogniem. Przekonywać
kacerzy ogniem — gdyby to było umiejętnością — kaci byliby najuczyńszymi
doktorami na świecie i nie musielibyśmy się więcej uczyć, lecz ktoby drugiego
pokonał przemocą, mógłby go spalić.
Po drugie. Cesarz i książęta winni przysłać uczciwego roztropnego biskupa i
uczonego męża, za nic w świecie kardynała, żadnego papieskiego poselstwa ani też
żadnego mistrza kacerskiego. bowiem lud ten jest w chrześcijańskich sprawach
więcej, niż nieukiem i nie szuka też zbawienia dusz, lecz jak wszyscy papiescy
obłudnicy, swej własnej władzy, korzyści i sławy. Oni byli przy tym żałosnym
wydarzeniu w Konstancji też głównymi prowodyrami. Ci wysłańcy winni u Czechów
stwierdzić, jak stoi sprawa z ich wiarą, czy byłoby możliwe zebrać razem
wszystkie ich sekty. Tu miałby papież dla zbawienia dusz na pewien czas złożyć
swe naczelne zwierzchnictwo i według postanowienia najwięcej chrześcijańskiego
soboru w Nicei pozwolić Czechom wybrać sobie samym spośród siebie biskupa z
Pragi, któregoby mógł potwierdzić biskup z Ołomuńca na Morawie lub biskup z Grań
na Węgrzech lub biskup z Gniezna w Polsce lub biskup z Magdeburga w Niemczech.
Wystarczy, że jeden lub dwóch z tychże go potwierdzą, jak za czasów Cypryana,
zaś papież nie ma prawa temu przeszkodzić. Jeżeliby jednak temu przeszkodził, to
postępuje, jak wilk i tyran i nikt nie winien go słuchać, tylko na jego
wyklinanie odpowiedzieć przeciw — wyklęciem.
Jeżeli jednak chce to ktoś uczynić ku czci Stolicy św. Piotra za wiedzą papieża,
to się na to godzę, pod warunkiem, że Czesi nie dadzą za to jednego halerza a
papież nie zobowiąże ich o mały włos i nie podda swemu tyraństwu przysięgami i
umowami, jak to czyni przy innych biskupach przeciw Bogu i prawu. Jeżeli nie
chce zadowolić się honorem, że się w tej sprawie zapytywa jego sumienia, trzeba
go zostawić przez jeden dobry rok z jego przysięgami, prawami, ustawami i
tyraństwami i zadowolić się wyborem i niecił krzyczy na całe gardło o krew
wszystkich dusz, będących w niebezpieczeństwie. Bowiem nikt nic powinien
zezwolić na niesprawiedliwość i wystarczy, gdy się tyraństwu wyświadczyło cześć.
Jeżeli w żaden sposób nie idzie inaczej, to wybór i zgoda zwykłego ludu mogą
jeszcze mieć ważność, równie jak tyrańskie zatwierdzenie. Spodziewam się jednak,
że to nie będzie potrzebne. W końcu uświadomią sobie przecież niektórzy
papieżnicy lub nabożni biskupi i uczeni papieskie tyraństwo i stawią opór.
Nie chcę też radzić, by ich zmuszano do skasowania
Sakramentu pod oboma postaciami, bowiem nie jest to ani niechrześcijańskie ani
też kacerskie, tylko gdy chcą, to trzeba ich pozostawić przy tym zwyczaju.
Jednak nowy biskup niechaj bacznie uważa. by z powodu tego zwyczaju nie powstała
niezgoda, lecz niech ich w dobrym poucza, że żadna forma nie jest opaczna,
podobnie jak nie powinno to wywoływać rozdwojenia, iż kapłani inaczej się
ubierają i noszą, niż laicy. Podobnie nie należy ich prześladować za to, że nie
chcą przyjąć rzymskiego prawa duchownego, lecz nade wszystko kłaść nacisk na to,
by porządnie chodzili w wierze i w Piśmie Boga. Bowiem chrześcijańska wiara i
chrześcijańskie życie mogą dobrze istnieć bez nieznośnych ustaw papieża. Ba, on
nie może się utrzymać, gdy rzymskie ustawy się nie pomniejszą lub odpadną. My
staliśmy się we chrzcie wolnymi i tylko pod Słowo Boże poddani, dlaczego ma nas
człowiek w słowach swoich niewolniczo trzymać, jak mówi św. Paweł (1 Kor. 7,23)
"Staliście się wolnymi, nie stawajcie się niewolnikami ludzi", tzn. tych, którzy
rządzą ustawami ludzkimi.
Gdybym wiedział, że Pikardowie nie mieliby w Sakramencie Ołtarza żadnego innego
błędu, jak tylko ten, iż wierzą, że jest tu prawdziwy chleb i prawdziwe wino.
jednakże pod tym prawdziwe ciało i krew Chrystusa, tobym ich nie odrzucał, lecz
pozostawiłbym ich pod władzą biskupa z Pragi. Bowiem nie istnieje żaden artykuł
wiary, iż chleb i wino nie są istotne i naturalne w Sakramencie, jest to błędne
mniemanie św. Tomasza i papieża. Lecz jest to artykuł wiary, że w naturalnym
chlebie i winie jest prawdziwe naturalne ciało i krew Chrystusa. Należałoby tedy
tolerować to błędne mniemanie, aż się obie strony ugodzą. Bowiem nie ma przy tym
żadnego niebezpieczeństwa, gdy wierzysz, że jest chleb albo go nie ma. Bo
jesteśmy zmuszeni tolerować różne sposoby i porządki, które dla wiary nie są
szkodliwe. Jeżeli mają oni jednak inną wiarę, to chciałbym ich raczej widzieć na
zewnątrz (kościoła) a jednak przywieść ich do poznania prawdy.
Błędy i rozdwojenia, które się w Czechach może jeszcze uwidocznią, należałoby
tolerować do czasu, aż arcybiskup znowu mocno się usadowi i skupi lub z czasem
znowu do zgodnej nauki. Chce on być naprawdę znowu zgromadzony nie przemocą, nie
uporem i nie w pośpiechu, tutaj trzeba dogodnej chwili i łagodności, l Chrystus
musiał też przez tak długi czas obcować ze swymi uczniami i ich niewiarę znosić,
aż uwierzyli w jego zmartwychwstanie. Gdyby tylko był tam w Rzymie znowu
porządny biskup i porządne kierownictwo, to spodziewałbym się wkrótce zwrotu na
lepsze.
Świeckie dobra, które kościołowi należały żądać z powrotem zbyt raptownie, lecz
ponieważ jesteśmy chrześcijanami i każdy ma obowiązek drugiemu pomóc, mamy tedy
prawo dla Jedności przed Bogiem i światem udzielać im i zaniechać je. Chrystus
mówi (Mat. 18,20): "Gdzie dwóch zgromadzonych jest w jedności na ziemi, tam
jestem w pośrodku nich". Dałby Bóg. byśmy sobie zadali trudu po obu stronach i
podali sobie ręce, jeden drugiemu w braterskiej pokorze i nie utwierdzali się w
naszej władzy lub w naszym prawie. Miłość jest czymś więcej i jest więcej
potrzebna, niż papiestwo w Rzymie, które może istnieć bez miłości podobnie, jak
miłość bez papiestwa. Spełniłem, co do mnie należało. Jeżeli temu przeszkadza
papież lub jego poplecznicy, złożą za to rachubę, że przeciw miłości Bożej
starali się więcej o swoje własne dobro, niż o dobro swojego bliźniego. Papież
winienby poświęcić swoje papiestwo i wszystkie swoje dobra i honory, gdyby przez
to mógł uratować jedną duszę. Lecz on chce. by się raczej świat zawalił, niż
gdyby miał ze swojej przywłaszczonej sobie władzy o mały włos ponieść
uszczerbek, a mimo to chce być najświętszym. Niniejszym jestem usprawiedliwiony.
Po dwudzieste piąte. Uniwersytety potrzebują też. dobrej
gruntowej reformy muszę to powiedzieć, niecił się gniewa, kto chce. Jest
przecież wszystko, co papiestwo ustanowiło i uformowało, nastawione tylko na to.
by mnożyć grzech i błąd. Czymże są uniwersytety. jeżeli się ich nie uporządkuje
inaczej, niż dotychczas, czymś innym, jak gymnasia ephehorum et Graecae
gloriae, jak to mówi Machabejczyk (II Machab. 4,9,1 2), w których prowadzi
się beztroskie życie, niewiele uczą Pisma św. i chrześcijańskiej wiary i rządzi
jedynie ślepy pogański mistrz Arystoteles, zwłaszcza daleko więcej, niż
Chrystus. Tutaj radziłbym arystotelesowe księgi: "Physicorum", "Metaphysica",
"De anima" i "Ethicorum", które uważano dotychczas za najlepsze, zupełnie
skasować razem z wszystkimi innymi, które się chlubią, ze traktują o naturalnych
rzeczach, podczas gdy przecież nie można się z nich czegoś nauczyć, ani o
naturalnych ani o duchownych rzeczach, prócz tego nikt też dotychczas jego myśli
nie potrafił zrozumieć, i tak stracono dużo kosztownego czasu i daremnie
obciążono drogocenne dusze bezużyteczną pracą, studiowaniem i kosztami. Mogę
powiedzieć, że garncarz wie więcej o naturalnych rzeczach, niż stoi zapisane w
tych księgach. Boli mnie serce, że ten przeklęty pyszałkowaty chytry poganin
przez swe fałszywe słowa uwiódł i zakpił sobie z tylu najlepszych chrześcijan.
Tak Bóg pokarał nas nim za nasze grzechy.
Oto uczy ten nędzny człowiek w swej najlepszej księdze "De anima", że dusza
razem z ciałem jest śmiertelna, choć wielu usiłowało daremnymi słowy ratować go
— jak gdybyśmy nie mieli Pisma św., w którym aż nadto bywamy nauczani o tych
wszystkich rzeczach, co do których Arystoteles nie odczuł nigdy najlżejszego
tchu. Pomimo tego odniósł zwycięstwo nieboszczyk poganin i zepchnął na bok i
ukrył zupełnie księgi żywego Boga tak. iż nie mogę inaczej wierzyć, gdy myślę o
tej nędzy, jak tylko, że zły duch zaprowadził studiowanie. Podobnie jest księga
"Lticorum". którą się uważa za jedną z najlepszych, gorsza, aniżeli każda inna
księga, przeciwstawiona bez ogródek łasce Boga i chrześcijańskim cnotom. O tylko
precz daleko z takimi księgami od wszystkich chrześcijan. Nie może mnie nikt
obwiniać, iż się posuwam za daleko lub mi zarzucać, iż nic nie wiem. Miły
przyjacielu, ja wiem. co mówię. Arystoteles jest mi tak dobrze znany, jak tobie
i tobie podobnym. Czytałem go też z większym zrozumieniem, aniżeli św. Tomasza
lub Skota. Tym mogę się pochwalić bez wynoszenia się i jeżeli potrzebne, też
udowodnić. Nie troszczę się o to, że przez wiele set lat trudziło się tym tyle
niezwykle rozumnych ludzi. Takie zarzuty, które mi czasem robiono, nie niepokoją
mnie. Jest bowiem znane, iż jeszcze inne błędy przez kilkaset lat utrzymały się
na świecie i na uniwersytetach.
Chciałbym to chętnie widzieć gdyby księgi Arystotelesa o logice, retoryce i
poezji zostały zachowane lub też w inną krótką formę ujęte i z korzyścią czytane
były, by młodych ludzi ćwiczyć w dobrym przemawianiu i wygłaszaniu kazań. Lecz
komentarze i różnice zdań musiałyby zostać usunięte i tak, jak się czyta
retorykę Cycerona bez komentarzy i bez różnicy zdań. należałoby też czytać
logikę Arystotelesa, zupełnie zwyczajnie bez takich wielkich komentarzy. Lecz
obecnie nie uczy się z tego ani mówić ani kazać, stała się z tego jedynie
dysputa i męczarnia. Prócz tego mielibyśmy języki: łaciński, grecki, hebrajski,
przedmioty matematyczne, historię. To zalecam rozumniejszym ludziom i zrobiłoby
się to samo od siebie, gdyby się na serio dążyło do reformacji. Naprawdę, zależy
na tym wiele. Bowiem tutaj winnaby być nauczana i kształcona chrześcijańska
młodzież, i nasi najlepsi, w których się chrześcijaństwo utrzymuje. Dlatego
jestem zdania, że nie mogłoby być żadnego więcej papieskiego i cesarskiego czynu
nad dobrą reformę uniwersytetu, a z drugiej strony żadnego więcej diabelskiego i
gorszego nieporządku nad niezreformowane uniwersytety.
Reformę fakultetów medycznych pozostawiam lekarzom. Jurystów i teologów zabieram
dla siebie i powiadam po pierwsze, że byłoby dobrze, gdyby duchowne prawo
wykorzenione zostało do gruntu od pierwszej do ostatniej litery, szczególnie
dekrety. Stoi o tym w Biblii napisane aż nadto dużo, jak się mamy zachowywać we
wszystkich sprawach. Toteż studium takie stoi tylko w drodze Pismu św. a ponadto
ma po największej części posmak chciwości i próżności, i choćby na tym było też
wiele dobrego, winnoby mimo tego słusznie pójść w zgubę, ponieważ papież
przechowuje przecież wszystkie duchowne prawa w zakamarkach swego serca tak, iż
odtąd jest to w rezultacie tylko bezużytecznym studiowaniem i oszustwem. Dziś
duchownym prawem nie jest to, co stoi w księgach, lecz co jest w upodobaniu
papieża i jego pochlebców. Uzasadniłeś sprawę w duchownym prawie jak najlepiej,
to papież ma odnośnie tego scrinium pectoris. Według tego musi się
kierować wszystko prawo i cały świat. I oto kieruje tym scrinium często
łobuziak i sam diabeł i chwalą się. ze kieruje tym Duch święty. Tak obchodzą się
z biednym ludem Chrystusa, dają mu wiele ustaw a żadnego nie dotrzymują, lecz
zmuszają innych je dotrzymywać lub zwalniać za pieniądze.
Ponieważ tedy papież i jego poplecznicy sami znieśli całe duchowne prawo, nie
mają go w poszanowaniu i wynoszą się tylko nad cały świat według własnego
upodobania, winniśmy ich naśladować i księgi też odrzucić. Po cóż mielibyśmy w
nich daremnie szperać? Nie moglibyśmy przecież nigdy wyuczyć się do końca
upodobania papieża, które się stało duchownym prawem. O niechże zginie ono
zupełnie w imieniu Bożym, ponieważ się wywyższyło w imieniu diabła i niechże nie
będzie więcej na ziemi doctor decretorum, tylko jedynie doctores
scrinii papalis, to są: pochlebcy papieża. Powiadają, że nie ma nigdzie
lepszego świeckiego rządu, jak u Turka, który przecież nie posiada duchownego
ani świeckiego prawa, tylko swój koran. Natomiast musimy wyznać, że nie ma
haniebniejszego rządu, jak tylko u nas na skutek duchownego i świeckiego prawa
tak, iż żaden stan nie żyje więcej według przyrodzonego rozsądku, tym mniej
według Pisma św.
Świeckie prawo, zlituj się Boże - w jakąż to również dziką pustynię się
zmieniło! Aczkolwiek jest ono o wiele lepsze i więcej przemyślane i
sprawiedliwsze, niż duchowne, w którym prócz nazwy nie ma nic dobrego, to jednak
też aż nadto się rozrosło. Naprawdę rozsądni regenci zastąpiliby lepiej prawo
obok Pisma św., jak św. Paweł (I Kor. 6,1) mówi: "Czy kto z was, śmie, mając
sprawę z bliźnim, sądzić się przed pogańskimi sądami?" Wydaje mi się słuszne, że
prawo krajowe i zwyczaje krajowe stawiane bywają nad pospolite prawo cesarskie i
że prawo cesarskie stosowane bywa tylko z konieczności. I daj Boże, by każdy
kraj, mający swój własny zwyczaj i własne zdolności, rządzony był też według
swojego własnego krótkiego prawa, tak, jak był rządzony, zanim to prawo zostało
wynalezione i jak dziś jeszcze wiele krajów bez niego bywa rządzonych. Obszerne
i z dalekich stron sprowadzone ustawy są ludziom tylko uciążliwe i hamują sprawy
więcej, niżby je popierały. Jednakże spodziewam się, że sprawa ta jest przez
innych lepiej rozważona i wzięta pod uwagę, aniżeli ja ją przedstawić mogę.
Moi mili teolodzy wymigali się sprytnie od trudu i pracy, pozostawiają Biblię
spokojnie leżeć i czytają sentencje. Myślałbym, że sentencje winnyby stanowić
początek dla młodych teologów a Biblię należałoby pozostawić doktorom. Jest
jednak odwrotnie. Biblia jest pierwszą, którą bakalaureat puszcza w niepamięć a
sentencje są ostatnimi, one pozostają na wieczne czasy z doktoratem, do tego z
tak świętym zobowiązaniem, że o Biblii można mieć wykłady, nic będąc kapłanem,
lecz sentencje wykładać musi kapłan, i w Biblii mógłby dobrze żonaty mąż być
doktorem, lecz w sentencjach, o ile widzę, w żadnym wypadku. Jak ma nam
szczęście sprzyjać, jeżeli postępujemy tak opacznie, a Biblię, święte Słowo
Boże, tak zaniedbujemy? Do tego nakazuje papież wielu ostrymi słowy czytanie
jego ustawy w szkołach i w sądach i nim się posługiwać, lecz ewangelii poświęca
się mało uwagi. Tak pozostawia się też ewangelię w szkołach i sądach bezczynnie
leżeć pod ławką w prochu, byleby tylko szkodliwa ustawa papieska sama mogła
rządzić.
Jeżeli tedy mamy nazwę i tytuł nazywać się nauczycielami Pisma św., to winniśmy
też naprawdę pod przymusem, jak nazwa mówi, uczyć Pisma św., a nic innego —
aczkolwiek już butny, napuszony tytuł przebiera miarę, jak gdyby człowiek miał
się chlubić i koronę nosić, jako nauczyciel Pisma św. Jednak możnaby to
tolerować, gdyby uczynki potwierdzały nazwę. Lecz obecnie, gdy jedynie sentencje
się panoszą, znajdujemy u teologów więcej pogańskich i ludzkich zarozumiałości,
aniżeli świętej bezsprzecznej nauki Pisma. Nie znam tutaj żadnej innej rady, jak
tylko pokorną modlitwę do Boga, by On nam zesłał doktorów teologii. Doktorów
(wolnych) sztuk, medycyny, praw, sentencji mogą nam zaaplikować papież, cesarz i
uniwersytety. Lecz bądź tylko pewien: doktora Pisma św. nie zaaplikuje ci nikt.
jak tylko św. Duch z nieba, jak mówi Chrystus Jan 6,45: "Muszą być wszyscy od
BOGA samego". I tu nie pyta się Duch św. o czerwone czy brunatne birety itp.,
przepych ani też o to, czy kto młody lub stary, laik czy duchowny, mnich czy
człowiek świecki, żonaty czy nieżonaty. Ba, On mówił niegdyś przez oślicę
przeciw prorokowi, na której jechał (IV Mojż. 22.28). Dałby Bóg, byśmy byli jego
godni, aby nam zesłał takich doktorów, niech to będą laicy czy duchowni, żonaci
lub nieżonaci, chociaż obecnie chcianoby Ducha św. gwałtem umocować na papieżu,
biskupach i doktorach, na co jednak nie ma znaku ani prawdopodobieństwa.
Książki należałoby też zredukować i wyszukać te najlepsze. Bowiem wiele książek
nie robi ludzi uczonymi, wiele czytania też nie, tylko czytanie rzeczy dobrych i
często, choćby tego było nawet niewiele, to robi człowieka uczonym i do tego
uczciwym. Nawet pisma wszystkich ojców świętych należy też czytać tylko przez
pewien czas, by przez to przyswoić sobie pismo. Lecz my czytamy je tylko, by
przy nich się zatrzymać a nigdy do pisma nie dojść. Tym samym jesteśmy podobni
ludziom, którzy oglądają drogowskazy a mimo to nigdy na drogę nie wstępują. Mili
ojcowie chcieli nas wprowadzić przez swe pisanie do pisma, lecz my z niego się
wyprowadzamy, aczkolwiek tylko pismo jest naszą winnicą, w której winnibyśmy
wszyscy się ćwiczyć i pracować.
Nade wszystko należałoby w wysokich i niższych szkołach uczynić Pismo św.
najważniejszą i najczęstszą lekcją a dla młodych chłopców ewangelię. I daj Boże,
by każde miasto miało też szkołę dla dziewcząt, w którejby dziewczyny słuchały
dziennie przez jedną godzinę ewangelii, po niemiecku lub po łacinie. Naprawdę
szkoły, klasztory męskie i żeńskie zostały dawniej założone dla tego celu. w
prawdziwie chwalebnym i chrześcijańskim zamiarze, jak to czytamy o św. Agnieszce
i innych świętych. Żyły wtedy święte dziewice i męczennice i stan chrześcijański
był dobry. Lecz obecnie nie pozostało z tego nic. jak tylko modlenie się i
śpiewanie. Czy nie byłoby właściwe, aby każdy chrześcijanin w swoich dziewięciu
czy dziesięciu latach znał całą ewangelię, w której stoi jego imię i życie? Uczy
przecież tkaczka i szwaczka swoją córkę w młodych latach własnego rzemiosła.
Lecz ewangelii nie znają nawet sami wielcy prałaci i biskupi.
O jak niesprawiedliwie obchodzimy się z biednym młodym ludem, powierzonym nam do
prowadzenia i nauczania i jak ciężką rachubę będziemy musieli z tego zdawać,
żeśmy im nie dostarczyli Słowa Bożego! Powodzi im się. jak mówi Jeremiasz (Treny
2,11): "Oczy moje od łez ustały, strwożyły się wnętrzności moje, wylała się na
ziemię wątroba moja dla starcia córki ludu mojego, gdy i niemowlęta i dziatki
ssące na ulicach miasta omdlewają. Matkom swoim mówią: Gdzież jest chleb i wino?
I omdlewają jako zranieni po ulicach miasta i wypuszczają duszę swoją na łonie
matek swych". Nie widzimy tej sromoty, jak i dziś omdlewa i nędznie w zgubę
bieży młody lud wśród chrześcijaństwa, bo brak mu ewangelii, którąby z nimi
należało zawsze studiować i ćwiczyć.
Gdyby wysokie szkoły zajmowały się pilnie Pismem św., winniśmy nie każdego tam
wysyłać, jak się to dziś dzieje, gdzie się pytają tylko o mnóstwo i każdy chce
mieć doktora, lecz tylko tych najzdatniejszych, którzy przedtem wychowani
zostali dobrze w małych szkołach. Książę czy rada lub miasto winni nad tym
czuwać i zezwolić na wysłanie (uniwersytet) tylko całkiem zdatnych. Gdzie jednak
Pismo św. nie panuje, tam odradzam do prawdy każdemu oddawać tam swoje dziecko.
Musi wszystko ulec zniszczeniu, co się nie zajmuje bez przestanku Słowem Bożym.
Dlatego też widzimy, jaki lud kształci się i żyje w wysokich szkołach. Nikt nie
ponosi w tym winy, jak papież, biskupi i prałaci, którym tutaj powierzone jest
dobro młodego pokolenia. Bowiem wysokie szkoły winnyby z większym rozgłosem
wychowywać w Piśmie św. dobrze wykształconych ludzi, którzy będą w stanie
piastować urząd biskupa i proboszcza i stawiać czoło kacerzom, diabłu i całemu
światu. Lecz gdzie to znajdujemy? Bardzo się boję, że wysokie szkoły będą
wielkimi bramami do piekła, jeżeli młodym ludziom nie wpoją z zapałem i nie
wbiją do głowy Pisma Świętego.
Po dwudzieste szóste. Wiem
dobrze, że rzymski lud przeciw temu zaoponuje i narobi wiele wrzawy, iż papież
zabrał święte państwo rzymskie od cesarza greckiego i ofiarował je Niemcom, za
którą to sławę i dobrodziejstwo zasłużył sobie podobno i uzyskał słusznie od
Niemców poddaństwo i wiele dobrego. Dlatego się oni może odważą nie dbać o
wszystkie możliwe próby by icli reformowano i nie pozwolą, by coś innego mieć na
względzie, jak tylko ten podarunek: państwo rzymskie. Z tego też powodu tak
despotycznie i arogancko prześladowali i uciskali dotąd niejednego drogiego
cesarza, iż to żal powiedzieć i z tą samą wprawą zrobili się sami udzielnymi
panami nad wszelką świecką władzą i zwierzchnością — wbrew świętej ewangelii,
dlaczego też i o tym mówić muszę.
Nie ma wątpliwości, że właściwe państwo rzymskie, co przepowiedziały pisma
proroków (IV Mojż. 24 i Daniel, zostało dawno zniszczone i wykończone, jak to
wyraźnie zwiastował Bileam. IV Mojż. 24,24, gdy mówił: "Przyjdą Rzymianie i
zniszczą Hebrajczyków a potem i oni zginą, i to się stało przez Gotów a
zwłaszcza, gdy powstało przed blisko 1000 laty państwo tureckie i w tenże sposób
odpadły zarazem Azja i Afryka, następnie podciągnęły się wysoko Francja,
Hiszpania i w końcu Wenecja a w Rzymie nie pozostało nic z dawnej potęgi.
Ponieważ tedy papież Greków i cesarza z Konstantynopola, który był dziedzicznym
rzymskim cesarzem, nie mógł zmusić według swego upodobania, wymyślił sobie takie
małe znalezionko. by go pozbawić tego państwa i imienia i obdarzyć nim Niemców,
którzy wtenczas byli bitni i cieszyli się bardzo dobrą opinią, by zagarnęli dla
siebie władzę rzymskiego państwa i żeby następnie z ich rąk odebrane ono zostało
jako lenno. I to się tez tak stało: cesarzowi w Konstantynopolu zostało państwo
zabrane i nam Niemcom jego nazwa i tytuł zostały przypisane. Tym sposobem
staliśmy się sługami papieża a państwo rzymskie, które papież na Niemców
budował, jest obecnie zupełnie innym, niż tamto, które jak powiedziano, już
dawno upadło.
Tak tedy ma rzymska Stolica swą wolę. zajęła Rzym. wygnała z niego niemieckiego
cesarza i zobowiązała przysięgami, by tenże nie mieszkał w Rzymie. On ma się
nazywać rzymskim cesarzem jednak Rzymu nie posiadać, prócz tego stale być
zależnym i dać się popędzać przez samowolę papieża i jego popleczników tak. iż
my mamy nazwę a oni kraj i miasta. Bo też oni zawsze nadużywali naszą
dobroduszność dla swej arogancji i swego tyraństwa i nazywają nas głupimi
Niemcami, którzy dadzą się małpować i trzymać za błaznów, jak chcą.
Nuże tedy. Bogu Panu jest to drobnostką rzucać państwami i królestwami tu i tam.
On jest z nimi tak szczodry, że nieraz daje królestwo łobuziakowi a odbiera ją
porządnemu człowiekowi, czasem czyni to przez zdradę złych niewiernych ludzi,
czasem przez dziedziczenie, jak to czytamy o królestwie Persji, o Grekach i
zgoła o wszystkich państwach, o czym Daniel 2,21 i 4,14 mówi: „On mieszka w
niebie, który jest Panem wszystkich rzeczy, i On sam jest, który zrzuca królów i
stanowi królów". Jak dlatego nikt nie może uważać to za coś wielkiego, iż mu
przypada królestwo, zwłaszcza jeżeli jest chrześcijaninem, tak i my Niemcy nie
możemy być zarozumiałymi z tego, że obdarzeni zostaliśmy nowym rzymskim
państwem. Bowiem jest to w jego oczach skromny dar, który częściej daje On tym
najniezdatniejszym, jak mówi Daniel 4,32: "Wszyscy, którzy mieszkają na ziemi,
są w jego oczach niczym i że On panuje nad wszystkimi królestwami ludzkimi, a że
je daje. komu chce".
Chociaż tedy papież zrabował gwałtem i niesłusznie prawowitemu cesarzowi a nam
Niemcom przydzielił państwo rzymskie czy też nazwę państwa rzymskiego, to jednak
jest pewne, że tu Bóg użył złośliwości papieża, bo narodowi niemieckiemu dać
takie państwo a po upadku pierwszego państwa rzymskiego zbudować inne, które
jest obecnie. I aczkolwiek tutaj nie daliśmy powodu do złośliwości papieży i nie
rozumieliśmy ich fałszywych zamiarów i myśli, zapłaciliśmy niestety zbyt drogo
to państwo na skutek papieskiej złośliwości i chytrości zgnębieniem naszej
wolności przy utracie i rabunku naszych dóbr, szczególnie kościołów i
beneficjów. ucierpieniem niezmiernych oszustw i hańby. Mamy nazwę państwa, ale
papież ma od nas dobro, honor, ciało, życie, duszę i wszystko, co mamy. Tak
należy Niemców za nos wodzić i zamianą oszukiwać.
Ponieważ tedy przekazane nam zostało państwo przez zrządzenie Boże i złą wolę
ludzką bez naszej winy, nie chcę radzić, by je zostawić własnemu losowi, lecz
uczciwie nim rządzić w bojaźni Bożej, jak długo mu się podoba. Bowiem, jak
powiedziano, nie zależy mu nic na tym, skąd państwo się wywodzi, chce on. aby
było rządzone. Jeżeli je papieże innym nieprawnie zabrali, tośmy go przecież
nieprawnie nie zyskali. Zostało nam ono nadane przez złośliwych ludzi za wolą
Bożą. Na tę wolę uważamy więcej, niż na fałszywy zamiar, który papieże przy tym
mieli, by byli cesarzami, ba nawet więcej niż cesarzami by nas tylko nazwą
małpować i wykpiwać. Król babiloński przywłaszczył sobie też swoje państwo
rabunkiem i przemocą, jednakże chciał Bóg, by ono było rządzone przez świętych
książąt Daniela, Ananiasza, Azariasza i Mizaela. Tym więcej chce On widzieć, by
nasze państwo rządzone było przez chrześcijańskich niemieckich książąt, bez
względu na to, czy je papież ukradł lub zrabował lub czy też ono od podstaw nowo
zbudowane zostało. Jest to wszystko porządek Boży, który prędzej został
przeprowadzony, aniżeśmy my o tym pomyśleli.
Dlatego papież i jego poplecznicy nie mogą się chwalić, jakoby przez
wypożyczenie tego rzymskiego państwa ludowi niemieckiemu wyświadczyli wielkie
dobrodziejstwo. Bowiem po pierwsze: nie życzyli nam oni przez to czegoś dobrego,
lecz użyli naszej dobroduszności do tego. by wzmocnić swą pychę wobec rzymskiego
cesarza w Konstantynopolu, któremu papież zagarnął to państwo wbrew Bogu i
prawu, do czego nie miał kompetencji. Po drugie: papież uczynił przez to
eksperyment, nie by nam, lecz by sobie samemu przywłaszczyć cesarstwo, by
ujarzmić dla siebie wszystką naszą władzę, wolność, dobro, ciało i duszę a przez
nas (gdyby temu Bóg nie był przeszkodził) cały świat, jak to wyraźnie
wypowiedział w swych dekretach i fałszywie oraz złośliwie próbował na różnych
drogach u wielu niemieckich cesarzy. Tak my Niemcy dostaliśmy ładną nauczkę:
mieniąc się być panami, staliśmy się sługusami najchytrzejszych tyranów i mamy,
co prawda, nazwę, tytuł i herb cesarski, lecz skarb, władzę, prawo i wolność
posiada papież. Papież wyżera jądro, a my bawimy się próżnymi łupinami.
Tak dopomóż nam Boże, który nam to państwo, jak powiedziano, przez chytrego
tyrana przyrzucił i zlecił do rządzenia, byśmy się według nazwy, tytułu i herbu
kierowali i naszą wolność uratowali a Rzymianom kiedyś dali możność oglądać,
cośmy przez nich od Boga otrzymali. Jeżeli się tym chwalą, jakoby nas cesarstwem
obdarowali, nuże tedy, niechaj i tak będzie i niechaj się sprawdzi! Tak niechaj
papież odda nam Rzym i wszystko, co ma od cesarstwa, niecił uwolni nasz kraj od
swojego nieznośnego szacowania i zdzierania, skóry, niechaj nam zwróci naszą
wolność, władzę, dobro, honor, ciało i duszę, i pozostawi cesarstwo w takim
stanie, jak się cesarstwu przynależy, by stało się zadość jego słowom i
twierdzeniom.
Jeżeli tego jednak nie chce, to cóż robi wtedy za obłudę swoimi fałszywymi
słowami i straszydłami. Czyż nie było dosyć wodzić za nos tak po grubijańsku
szlachetny naród przez tyle set lat i to bezustanku? Z tego, iż papież koronuje
cesarza lub go "robi", nie wynika, by stać miał nad nim. Bowiem prorok św.
Samuel namaścił i koronował króla Saula i Dawida według rozkazu Bożego, a
przecież był mu poddany (I Sam. 10,16). A prorok Natan namaścił króla Salomona
(I Król. 1,34). jednak z tego powodu niebyt nad niego wywyższony. Dalej nakazał
św. Elizeusz swemu słudze namaścić króla izraelskiego Jehu (II Król. 9,16).
Pomimo tego trwali oni w jego posłuszeństwie. Nigdzie jeszcze w całym świecie
nie było tak, by ten, który króla wyświęca lub koronuje, stał ponad nim, za
wyjątkiem jedynie papieża.
I oto każe się on koronować przez trzech kardynałów, którzy stoją pod nim, nie
mniej jednak stoi on nad nimi. Dlaczego tedy miałby się on wynosić wbrew swemu
przykładowi, zwyczajowi całego świata i nauce całego Pisma tylko dlatego ponad
świecką władzę i cesarstwo, iż koronuje czy wyświęca cesarza? Wystarcza, jeżeli
stoi nad nim w sprawach duchownych, tj. w wygłaszaniu kazań, w nauczaniu i
zarządzaniu sakramentami (w czym też każdy biskup i proboszcz stoją nad
wszystkimi) tak, jak św. Ambroży w swym urzędzie stał nad cesarzem Teodozjuszem,
Natan nad Dawidem, Samuel nad Saulem. Tak tedy pozostawcie niemieckiego cesarza
rzeczywiście i bez przeszkody być cesarzem i nie dopuśćcie, by jego władza i
jego miecz zostały postponowane przez ślepe twierdzenie papieskich pochlebców,
jak gdyby oni tylko bez wyjątku władać mieli we wszystkich sprawach (świeckim)
mieczem.
Po dwudzieste siódme. Może już
dosyć powiedziano o duchownych niedomaganiach. Będzie ich można znaleźć jeszcze
więcej, gdy je rzeczywiście weźmiemy pod lupę. Chcemy jeszcze zwrócić uwagę na
niektóre świeckie. Po pierwsze byłoby koniecznie potrzebne wydać ogólną ustawę i
uchwałę niemieckiego narodu przeciw nadmiernemu zbytkowi i kosztom w ubieraniu
się. przez które ubożeje wiele szlachty i ludzi bogatych. Bóg obdarzył nas
przecież, jak inne kraje, dostatecznie w wełnę, skórę, len i we wszystko, co
może służyć każdemu stanowi do odpowiedniego i przyzwoitego ubierania się tak,
iż nie mielibyśmy potrzeby tak okropnych sum, które tak bezmyślnie trwonimy na
jedwab, aksamit, złote ozdoby i podobny nawet zagraniczny towar. Sądzę, że gdyby
nawet papież nie łupił nas Niemców swym nieznośnym zdzieraniem, mielibyśmy już
aż zanadto tych pokątnych rabusiów, kramarzy od jedwabiów i aksamitów. Widzimy
też, jak na skutek tego jeden drugiego chciałby naśladować i przez to u nas
rozmnażają się pycha i zawiść, jak na to zasługujemy, a to wszystko i wiele
innej nędzy mogłoby zniknąć, gdyby nasza pycha pozwoliła nam zadowolić się z
wdzięcznością dobrami, którymi nas Bóg obdarzył. Podobnie byłoby też potrzebne
pomniejszyć wydatek na towary korzenne - też taki okręt, na którym wywozi się za
granicę pieniądze z krajów niemieckich. Mamy bowiem Bogu dzięki do jedzenia i
picia więcej i to tak znakomitych i dobrych rzeczy, jak w jakimkolwiek innym
kraju. Ja tu może przytaczam głupie i niemożliwe rzeczy, jakbym chciał zrujnować
wielki handel i przemysł kupiecki. Lecz ja robię swoje: jeżeli nie będzie
poprawy w ogóle, niechaj poprawi siebie samego ten, kto to chce robić. Nie widzę
wiele dobrych zwyczajów, któreby były kiedyś dawniej przyszły do jakiegoś kraju
przez przemysł kupiecki i dlatego też Bóg nie dopuścił dawniej swego ludu
izraelskiego, by mieszkał nad morzem i uprawiał handel na wielką skalę.
Lecz największym nieszczęściem niemieckiego narodu jest na pewno handel
procentowy. Gdyby tego nie było. musiałby niejeden poniechać swój nie zakupiony
jedwab, aksamit, złote ozdoby, towary korzenne i różne towary luksusowe. Nie
jest on jeszcze w zwyczaju wiele ponad 100 lat a wtrącił już w ubóstwo, nędzę i
ruinę wszystkich książąt, zakłady, miasta, szlachtę i spadkobierców. Miałby on
jeszcze istnieć przez 100 lat, to Niemcy nie będą mogli na pewno posiadać ani
jednego feniga więcej i musielibyśmy się na pewno między sobą pogryźć. Wymyślił
to diabeł, a papież swym potwierdzeniem sprowadził cierpienie na cały świat.
Dlatego proszę i wołam tutaj: Niech każdy ma na względzie swoją i swoich dzieci
i spadkobierców zgubę, która już robi rejwach nie tylko przed drzwiami, ale w
jego własnym domu i niechaj się wstawią za tym cesarz, książęta, panowie i
miasta, by ten handel został jak najprędzej potępiony i zahamowany, obojętne,
czy przeciwko temu jest papież i całe jego prawo lub nieprawe i czy ufundowane
są na tym lenna lub zakłady dobroczynne. Jest lepiej, że zakłada się w mieście
jedno lenno z uczciwymi spuściznami i dochodami, aniżeli setkę na handel
procentowy. Naprawdę, handel procentowy musi być symbolem i oznaką tego. iż
zaprzedany został świat diabłu z ciężkimi grzechami tak. iż odczuwać musimy
równocześnie brak świeckich i duchownych dóbr. A my zawsze jeszcze nic me
spostrzegamy.
Tu należałoby doprawdy nałożyć też wędzidło na łeb Fuggerom i podobnym
towarzystwom. Jest to możliwe, by za życia jednego człowieka został nagromadzony
w sposób Bogu przyjemny i uczciwy tak wielki królewski majątek. Nie znam
rachunku, lecz tego nie rozumiem, jakby można stu guldenami zdobyć w roku
dwadzieścia, jednym guldenem gulden drugi i to wszystko nie może z ziemi czy z
bydła, gdzie posiadłość utrzymuje się nic dzięki ludzkiemu rozumowi, lecz dzięki
Bożemu błogosławieństwu. Pozostawiam to tym ludziom, którzy znają świat. Ja jako
teolog winienem odnośnie tego zganić tylko złe. gorszące wrażenie, o którym mówi
św. Paweł (1 Tes. 5,22): "Wystrzegajcie się złego wrażenia i pozoru".
Wiem dobrze, że byłoby Bogu o wiele przyjemniej, gdyby powiększono uprawę roli a
przemysł kupiecki ograniczono i żeby o wiele lepiej zrobiono, by w ślad Pisma
uprawiano ziemię i wydobywano z niej żywność, jak powiedziano do nas i do
wszystkich Adamów (1 Mojż. 3,17 itd.): "Przeklęta będzie ziemia, gdy ja uprawiać
będziesz, ona ciernie i oset rodzić tobie będzie i w pocie oblicza twego pożywać
będziesz swój chleb". Jest jeszcze wiele ziemi niezoranej i nieuprawionej. Z tym
łączy się nadużywanie w obżarstwie i opilstwie, nałóg, z powodu którego my
Niemcy nie cieszymy się szczególnie dobrą opinią za granica. I temu złemu nie
można w przyszłości zaradzić więcej kazaniami, tak bardzo się ono zakorzeniło,
tak bardzo się wzmogło. Szkoda w materialnych dobrach byłaby jeszcze tym
najmniejszym, gdyby z tego nie wywodziły się inne nałogi, mord, cudzołóstwo,
kradzieże, zniewaga Boga oraz inne złe właściwości. Tutaj może świecki miecz
zastosować jakieś energiczne środki. W przeciwnym razie nastąpi, jak mówi
Chrystus (Łuk. 21,34 itd). że dzień ostateczny przyjdzie jak skryte sidło, gdy
będą pić i jeść, żenić się i romansować, budować i sadzić, kupczyć i sprzedawać,
jak się obecnie dzieje w takim stopniu, iż naprawdę spodziewam się, że sądny
dzień stoi przed drzwiami, chociaż się o tym najmniej myśli.
W końcu: nie jestże to pożałowania godna rzecz, iż my chrześcijanie utrzymujemy
wśród nas przystępne, publiczne domy prostytutek, kiedy przecież wszyscy
ochrzczeni jesteśmy do czystości. Wiem dobrze, co się często o tym mówi. że
utarło się to wśród więcej, niż jednego ludu i trudno to wykorzenić i że przez
to jest tak lepiej, niż gdyby panny, żonaci, i jeszcze więcej porządnych osób
popadło w hańbę. Nie miałby tu jednak świecki i chrześcijański rząd rozważyć, w
jaki mniej pogański sposób możnaby temu złu przeciwdziałać? Jeżeli lud izraelski
mógł się utrzymać bez tego wybryku, to czemużby tutaj lud chrześcijański nie
mógł tyle wykonać? Przecież jakże trzymają się liczne miasta, rynki, miasteczka
i wsie bez takich domów? Dlaczego nie miałoby to być też możliwe w wielkich
miastach?
Chciałbym jednak tymi i innymi uprzednio czynionymi propozycjami wskazać na to,
ile dobrego mogłaby zdziałać świecka władza i co miałoby być zadaniem wszelkiej
władzy, z czego mógłby się każdy nauczyć, jak ciężko jest rządzić i innym
przewodzić. Cóżby to pomogło, gdyby zwierzchnik za swą osobę był tak święty, jak
św. Piotr? Jeżeli ten swym poddanym na tym polu nie stara się pomagać ze wszelką
gorliwością, to go jego naczelna władza mimo tego potępi. Bowiem zwierzchność
obowiązana jest starać się dla swych poddanych o to, co najlepsze. Gdyby jednak
zwierzchność starała się o to, by młodych skupić przez małżeństwo, toby nadzieja
na małżeństwo pomogła w istocie każdemu znosić pokusy i tymże się opierać. Lecz
obecnie dzieje się tak, że każdego uwodzi się do zawodu klechów i mnichów,
pomiędzy którymi, boję się, ani setny nie ma innego celu. jak tylko, by miał
utrzymanie i wątpi, by w życiu małżeńskim znalazł wyżycie. Dlatego są przedtem
dosyć rozpustni i chcą, jak się mówi, wyłajdaczyć, podczas gdy się przecież
jeszcze więcej włajdaczv, jak uczy doświadczenie. Przyznaję prawdę przysłowiu.
Przyznaję, że rozpacz fabrykuje największą część mnichów i duchownych. Dlatego
się też tak dzieje i trwa, jak widzimy.
Chcę jednak gwoli wielu grzechów, które nieco grubo się szerzą, udzielić dobrej
rady, by tak chłopcy jak i dziewczyny zaniechali przed 30 rokiem brać na siebie
obowiązek do czystości czy też do duchownego życia. Jest to też szczególny dar
łaski, jak mówi św. Paweł (1 Kor. 7,7). Kogo tedy Bóg nie przynagli szczególnie
do tego, ten niechaj poniecha zawód duchowny i składanie ślubów. Powiadam nawet
więcej: Masz tak mało zaufania do Boga, iż myślisz, że w stanie małżeńskim nie
będziesz mógł znaleźć utrzymania a li tylko z tego powodu niedowierzania chcesz
być duchownym, to proszę cię dla zbawienia twojej duszy: Nic bądź duchownym, ale
raczej chłopem lub czym chcesz. Bowiem jeżeli potrzebna jest zwykła ufność w
Bogu. by znaleźć doczesne utrzymanie, tu zapewne potrzebna jest dziesięciokrotna
ufność, by w stanie duchownym wytrwać. Nie masz w Bogu zaufania, że cię
docześnie wyżywić może, jakże chcesz Mu wierzyć, że cię utrzyma jako duchownego?
Ach, niewiara i brak zaufania zepsują wszystko, wtrącą nas we wszelką biedę, jak
to widzimy we wszystkich stanach. Młodzież nie ma nikogo, kto by się o nią
troszczył, wszystko idzie samopas a zwierzchność pomaga im tyle jakby jej w
ogóle nie było. A jednak miałoby to być najprzedniejszą troską papieża,
biskupów, państw i soborów. Oni chcą wszędzie rządzić, a przecież są do niczego.
O jakże osobliwym zwierzem z powodu tych rzeczy będzie pewien pan i naczelny w
niebie, a choćby Bogu zbudowano nawet 100 kościołów i wzbudził do życia
wszystkich zmarłych!
Niechaj tego będzie dosyć na dziś. Bowiem, co mają robić świecka władza i
szlachta, powiedziałem moim zdaniem wystarczająco w książeczce o dobrych
uczynkach. Albowiem i oni żyją i rządzą tak. że mogłoby być lepiej. Przecież nie
ma tam nic do porównania z świeckimi i duchownymi nadużyciami, które tutaj
zobrazowałem. Myślę też, że górnie śpiewałem, przedłożyłem wiele rzeczy, które
się uważa za niemożliwe, wiele rzeczy zaatakowałem za ostro, lecz cóż miałem
robić? Jestem winien je wypowiedzieć i gdybym mógł. to chciałbym też według tego
postępować. Jest mi milej, jeśli na mnie gniewa się świat, niż Bóg. Nie będą mi
też mogli wziąć nic więcej, jak tylko życie. Ofiarowałem dotychczas mym
przeciwnikom kilkakrotnie pokój. Lecz jak widzę, zmusił mnie przez nich Bóg
otwierać usta coraz więcej i im. ponieważ nie mają nic do roboty, pozwolić
dostatnio mówić, szczekać, krzyczeć i pisać. O ja znam jeszcze śpiewkę o Rzymie
i o nich. Jeżeli ich swędzi ucho, chcę im też zaśpiewać i nastroić nuty jak
najwyżej — Ty dobrze rozumiesz, miły Rzymie, co myślę.
Wielokrotnie byłem gotów moje piśmiennictwo poddać zbadaniu i przesłuchaniu. Nie
pomogło nic, aczkolwiek też wiem. że moja sprawa, jeżeli jest słuszna, na ziemi
będzie potępiona a tylko przez Chrystusa w niebie musi być sprawiedliwie
osądzona. Bowiem to jest całe Pismo: że sprawa chrześcijan i chrześcijaństwa
jedynie przez Boga musi być sądzona. Ona też jeszcze nigdy nie była
sprawiedliwie osądzona przez ludzi na ziemi tylko przeciwnicy byli zawsze za
wielcy i za silni. Jest też moją największą troską i obawą, że moja sprawa
mogłaby się nie spotkać z potępieniem, przez co dowiedziałbym się pewnie, że się
ona Bogu nie podoba. Przeto niechaj tylko żwawo pospieszą — papież, biskupi,
księża, mnisi czy uczeni — oni są tym właściwym ludem, którzy winni dochodzić
prawdy, jak to zawsze czynili. Bóg niech nam wszystkim udzieli chrześcijańskiego
rozumu a szczególnie chrześcijańskiej szlachcie niemieckiego narodu prawdziwej
duchownej odwagi pełnić dla biednego kościoła to najlepsze! Amen.
Tłumaczenie ks. Jana Lasoty.
Tekst pochodzi z "Z problemów Reformacji",
nr 6, Ośrodek Wydawniczy "Augustana", Bielsko-Biała 1994.
e-mail:
internet@luteranie.pl (c)
2003 - Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP |