[Koncepcja
duszpasterstwa w teologii dr. M. Lutra]
ks. bp Józef Pośpiech
W całym luteranizmie trwają obecnie przygotowania do uczczenia
500-rocznicy urodzin wielkiego Reformatora Kościoła Ks. Dr. Marcina
Lutra. Jubileusz ten jest dostrzegany również i w naszym Kościele, o
czym świadczy opracowany przez specjalny komitet harmonogram
najważniejszych uroczystości jubileuszowych. W pierwszym punkcie tego
harmonogramu wymieniona jest tegoroczna i przyszłoroczna konferencja
teologiczna księży, co znalazło swój wyraz w ustalonej tematyce naszej
konferencji. Można zatem obecną konferencję teologiczną uważać za
oficjalną inaugurację roku Lutra w naszym Kościele. Nie zamierzamy
ograniczyć tego wyjątkowego jubileuszu do jednorazowych uroczystości
jesienią przyszłego roku, lecz chcemy wykorzystać tę okazję do
ożywienia wizerunku człowieka, o którym historyk angielski, wielki
znawca dziejów Reformacji, Elton, powiedział, iż bez niego nie byłoby
Reformacji. Należy przyznać, że wizerunek ten nigdy nie był jednolity
i pełny, albowiem różnie oceniano życie i dzieło owego męża Kościoła,
na którym spoczywało obfite błogosławieństwo Boże. W związku z tym
jubileuszem zachodzi pytanie: Jaki wizerunek chcemy przybliżyć sobie i
naszemu otoczeniu? W znalezieniu właściwej odpowiedzi na to pytanie
może nam dopomóc sam Reformator, który tak wyznaje: „Jest moim
życzeniem, by o moim nazwisku milczano. Kim bowiem jest Luter? Wszak
to nie jest moja nauka ani też nie ukrzyżowano mnie za nią. Czym ja,
cuchnący worek robactwa, na to zasłużyłem, by dzieci Chrystusa nazwać
moim imieniem? Nie tak, przyjaciele! Odrzućmy nazwy wszelkich
stronnictw, a nazwijmy siebie dziećmi Chrystusa, którego naukę
posiadamy". Zgodnie z takim życzeniem naszego Reformatora, obca nam
musi być myśl o jakimś kulcie lub heroizacyjego osoby, ani też nie
zamierzamy go wynieść na ołtarze, lecz chcemy przybliżyć jego bogatą
spuściznę najpierw własnemu sercu, by w codziennej służbie móc stale
korzystać z nieprzebranych źródeł jego teologicznej i praktycznej
wiedzy. Następnie chcemy przybliżyć reformacyjne dziedzictwo naszemu
ludowi kościelnemu, by każdego umocnić w tej wierze, która wzięła swój
początek w usprawiedliwiającym akcie łaskawego Boga i bazuje na krzyżu
Golgoty jako jedynym fundamencie zbawienia. Wreszcie jesteśmy
zobowiązani do dawania naszego żywego świadectwa o nieprzemijających
wartościach Reformacji każdemu człowiekowi, niezależnie od jego
światopoglądu i wyznania.
Na temat istoty i celu duszpasterstwa prowadzono już wiele dyskusji i
sformułowano niejedną definicję. Sam fakt, iż nie zajęto dotąd żadnego
jednoznacznego stanowiska w tej kwestii, dowodzi, że w różnych
okresach różnie o tym problemie traktowano i pod różnymi aspektami go
rozważano. Nie do mnie należy ustosunkowanie się do znanych już opinii
i poglądów na ten temat, co jest zrozumiałe chociażby z historycznego
uwarunkowania, gdyż wiek XVI, którego dotyczy niniejszy referat,
znacznie wyprzedza wszystko, co stanowi plon licznych na tym polu
przemyśleń i badań. Pragnę przypomnieć, iż poimenika znalazła się
wśród nauk teologicznych dopiero na początku XIX wieku, kiedy to
wielki teolog Fryderyk Schleiermacher wprowadził w 1811 roku do
teologii nową dziedzinę, mianowicie teologię praktyczną, a wraz z nią
naukę o duszpasterstwie. Chcę zaznaczyć, że daremnie szukalibyśmy w
bogatej spuściźnie teologicznej Lutra jakiegoś gotowego schematu
omawianego problemu, więcej nawet, Luter na ogół nie posługiwał się
terminem duszpasterstwa, tak że początkowo zastanawiałem się poważnie,
czy tego terminu nie zastąpić innym określeniem. Wgłębiając się jednak
w bogatą problematykę, podejmowaną przez naszego Reformatora w jego
pismach, kazaniach lub listach, przekonałem się, iż występuje w nich
zagadnienie duszpasterstwa, przy czym ma ono w teologii Lutra swoją
oryginalną interpretację.
NOWE SPOJRZENIE NA TEOLOGIĘ
Crux Christi unica est eruditio verborum Dei - theologia
sincerissime.
Spośród licznych cytatów i wypowiedzi Lutra, dotyczących nowego
spojrzenia na istotę teologii, należy wymienić fragment listu, jaki
Luter napisał w Koburgu w roku 1530 do Łazarza Spenglera. W liście tym
Reformator objaśnia otrzymany od księcia Jana Fryderyka herb, który
jest ogólnie znany jako Róża Lutra. Napisał tak: "Przede wszystkim
jest czarny krzyż, osadzony w sercu o kolorze naturalnym dla
przypomnienia, że wiara w Ukrzyżowanego nas zbawia. Takie serce jest
otoczone białą różą, aby wskazać, iż wiara daje pociechę i pokój. Róża
musi być biała, a nie czerwona, ponieważ kolor biały jest kolorem
aniołów i duchów. Róża taka znajduje się w polu o kolorze nieba, by
radość taka w duchu i w wierze stanowiła początek przyszłej radości,
która się jeszcze nie objawiła, ale już obecnie jest przeżywana w
nadziei. Wreszcie pole to jest objęte złotym pierścieniem na znak, iż
takie zbawienie trwa wiecznie w niebie i przewyższa wszelkie radości i
dobra, tak jak złoto jest najdroższym i najcenniejszym metalem".
Tak objaśnia Luter centralne prawdy swojej teologii. Bazuje ona na
krzyżu i złożonej na nim ofierze za zbawienie ludzkiej duszy. Kolor
serca przypomina krew Baranka Bożego, która utorowała drogę do serca
ojcowskiego i umożliwia każdemu powrót do Boga, w którym jest źródło
wszelkiej radości.
Od chwili gdy Luter w oparciu o własne doświadczenia doszedł do
poznania biblijnej prawdy o zbawieniu, zabiegał stale i stanowczo o
taką teologię, która opiera się nie na słowach, lecz na praktycznym
ich stosowaniu w życiu, nie na rozumie, lecz na wierze i Słowie Bożym.
Jego teologia ma charakter praktyczny, biblijny. "Prawdziwa teologia —
pisze — oparta jest na praktycznym jej stosowaniu i przydatności, a
jej fundamentem i filarem jest Chrystus. Jego cierpienie, śmierć i
zmartwychwstanie należy uchwycić wiarą. Wszyscy, którzy nie stoją po
naszej stronie i nie przyjmują naszej nauki, uznają jedynie teologię
spekulatywną i posługują się rozumem. Jest tylko jeden artykuł i jedno
prawo teologii. Kto tego dobrze nie zna, nie jest teologiem,
mianowicie: prawdziwa wiara i ufność w Chrystusa. Do tego artykułu
wpływają i z niego wypływają wszystkie pozostałe. Artykuł ten pojmuje
jedynie zasmucone, biedne, zmęczone i udręczone serca".
Swoją nową orientację teologiczną, w której ostatecznie zdystansował
się Luter od ówczesnej scholastyki, zawarł w 28 tezach teologicznych,
które przedstawił podczas dysputy w Heidelbergu w czerwcu 1518 roku.
Zbyt dobrze znał ówczesny profesor teologii określaną przez
średniowieczną scholastykę i mistykę ramy i treść wiedzy teologicznej.
Przez jedną i drugą przeszedł, aż nastąpił moment, kiedy już nie
zmieścił się w tych ramach i całkowicie się od nich odwrócił. "Mojej
teologii - wyznaje Luter — nie nauczyłem się za jednym razem, lecz
stale coraz to głębiej musiałem w nią wnikać, do czego przyczyniły się
moje udręki. Pisma Św. bowiem nie można nigdy lepiej zrozumieć aniżeli
przez praktykę życia i udręki. Za prawdziwego teologa należy uważać
tego, który wszystko, co z Bożej istoty jest dostrzegalne i zwrócone
ku światu, pojmuje jako dostrzegalne w cierpieniach i w krzyżu. Biblia
prowadzi nas do Chrystusa tak jak do innego człowieka, potem do Pana
nad wszystkimi tworami, a następnie do Boga. Filozofia zaś wraz z
innymi uczonymi chciała rozpocząć od góry, przez co okazali się
błaznami. Należy zaczynać od dołu, a następnie wznosić się w górę.
Rozum pragnie przez swoje myśli i spekulacje wspinać się do góry, ale
tak Bóg ciebie nie chce. On do ciebie się zniża, postawił drabinę,
wyznaczył drogę i zbudował most do ciebie, i mówi: zstępuję do ciebie
z nieba i staję się człowiekiem w łonie Marii, leżę w żłobie w
Betlejemie, cierpię i umieram za ciebie. Taką kolejność należy
zachować: nie wolno wznieść się do góry dla zbadania Bożego majestatu,
zanim nie poznaliśmy dobrze tego dziecięcia. Do nieba należy wstąpić
po tej drabinie, która nam jest dana, należy się posłużyć tymi
szczeblami, jakie Bóg sam wykonał. Boży Syn nie chciał, by Go
znaleziono w niebie, dlatego zstąpił z nieba w niziny ziemskie i
przybrał ludzkie ciało. Teologia stanowi drogę od dołu do góry, od
żłobka i krzyża w górę do serca Bożego. Teologii można się nauczyć w
Jezusie Dzieciątku, leżącym w żłobie. Z nim należy stopniowo wzrastać,
z dziecięciem stać się dziecięciem. Krzyż Chrystusowy jest podzielony
na cały świat. Każdy otrzymuje swoją cząstkę. Nie wyrzucaj swojej
cząstki, lecz przechowuj ją w pobożnym i dobrym sercu".
ASPEKT BIBLIJNY DUSZPASTERSTWA W TEOLOGII LUTRA
I każdy czyn mój to był błąd,
co pchał mnie w grzechu szpony.
W pogardzie miałem Boży sąd,
Tak byłem zaślepiony!
Mijały nędzne moje dni
I rozpacz serce żarła mi —
Do piekła runąć miałem!
Dr M. Luter
„Właściwym tematem teologii jest człowiek, który dla grzechu swojego
zawinił i zmierza do zguby, oraz Bóg, który człowieka jako grzesznika
usprawiedliwia i zbawia". W centrum tak pojętej teologii znajduje się
z jednej strony Bóg ze swoim odwiecznym planem zbawienia grzesznego
człowieka, a z drugiej strony upadły i potępiony człowiek, zmierzający
nieuchronnie do wiecznej zguby. Celem więc biblijnego duszpasterstwa —
i tylko takie spotykamy u Lutra — jest zbawienie ludzkiej duszy.
Pierwszy krok na tej duszpasterskiej drodze czyni Bóg, który zwraca
się do zgubionego człowieka, oferując mu w swoim Synu wieczne
zbawienie. Musiał to Luter osobiście przeżyć. To troska i niepokój o
swoją duszę zaprowadziły młodego studenta do klasztoru, to troska o
zbawienie duszy kazała mu wybrać taką drogę, jaką ówczesny Kościół
wskazywał, i przez wiele lat jako mnich Luter przemierzał wszystkie
etapy tej drogi, którą tak wspomina: „Zaiste przestrzegałem pilnie i
gorliwie wszystkich przepisów zakonnych. Stałem się okrutnym zabójcą
własnego ciała, gdyż pościłem, modliłem się, czuwałem, umartwiałem się
ponad swoje siły. Im bardziej szukałem Pana i myślałem, iż do Niego
się zbliżyłem, tym bardziej się od Niego oddalałem. W tym życiu nie ma
większej udręki od bólu i lęku opuszczonego serca, pozbawionego
wszelkiej pociechy. Smutek serca - to śmierć i piekło!"
Owa troska o zbawienie duszy z nękającym go przez wiele lat pytaniem o
łaskawego Boga miała w końcu zaprowadzić Lutra do tego Boga, który w
Jezusie Chrystusie zwrócił ku niemu swoje ojcowskie oblicze. „Trzeba
rozmyślać nad tym człowiekiem, który się zwie Chrystus". Ta cenna rada
Staupitza miała mu dopomóc w znalezieniu właściwej odpowiedzi na
niejedno dręczące go pytanie. Ten osobisty aspekt jest niezbędny dla
zrozumienia problemu duszpasterskiego w teologii Lutra. Człowiek
winien uczynić drugi krok. Gdzie on się zaczyna? Pierwsza teza Lutra
brzmi: „Gdy Pan i Mistrz nasz Jezus Chrystus powiada: pokutujcie, to
chce, aby całe życie chrześcijanina było jedną pokutą". Należy
zapytać, na czym polega prawdziwa pokuta, której domaga się Bóg od
człowieka?
W 1516 roku Luter podpisał jeden z listów następująco: „Marcin Luter,
augustianin, wygnany syn Adama". Na końcu tego listu Luter prosił
adresata, aby się modlił za niego, gdyż „muszę wyznać, iż życie moje
coraz bardziej zbliża się do piekła i z każdym dniem staję się coraz
to gorszym człowiekiem". W słowach tych odbija się wyraźnie głęboki
kryzys wewnętrzny, jaki wówczas Luter przeżywał. Wielki teolog i
filozof duński Sören Kierkegaard zapisał w swoim dzienniku takie
zdanie: „Luter jest nader ważnym pacjentem dla całego
chrześcijaństwa". Chciał przez to wyrazić, iż w osobie Lutra stoi
przed nami człowiek-pacjent, jakich Bóg w historii swojego Kościoła
miał więcej, np. ap. Pawła lub Augustyna. Jest to pacjent, na którym
Bóg nie ukazuje nam jego własnych, osobistych niedomagań i słabości,
lecz pewne choroby i przebieg ich leczenia w sensie uniwersalnym, w
odniesieniu do wszystkich ludzi. Taki kryzys może pojawić się w życiu
każdego człowieka. "W takich chwilach — wyznaje Luter — dusza nie jest
zdolna uwierzyć, iż może być kiedykolwiek zbawiona". W osobie tego
pacjenta Bóg również ujawnił sposób jego uzdrowienia, mianowicie
poprzez akceptowanie go w swojej Bożej miłości i łasce. "Czułem się,
jakbym się na nowo narodził i jakbym sam przeszedł przez bramę raju".
Dopiero kiedy Luter poznał, iż Bóg go przyjął i zaakceptował, odzyskał
upragniony spokój dla swojej duszy. Zrozumiał, że musi w sobie
pokonywać codziennie starego Adama i zdobyć się na to, czego w
biblijnym przykazaniu żąda od niego Chrystus, gdy mówi: „Będziesz
miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Mat. 22,39). Jezus zakłada
i postuluje taką miłość jako warunek dla miłości bliźniego. Jakże
często zapomina się o tym! Prawdziwa miłość samego siebie nie ma nic
wspólnego z egoizmem, lecz pozwala siebie zaakceptować przed Bogiem
jako simul iustus ac peccator. Ponieważ Bóg miłuje człowieka,
ten może miłować siebie samego. Bóg akceptuje grzesznika, biorąc na
siebie cały ciężar jego grzechów. Luter mówi: "Grzesznicy są piękni,
ponieważ są miłowani, a nie są miłowani dlatego, iż są piękni. Z kim
Bóg choć jeden raz rozmawiał, ten jest zaiste nieśmiertelny, niech
będzie, kim chce, i nie jest ważne, czy Bóg rozmawiał z nim w gniewie,
czy w łasce". Akceptując siebie samego coram Deo (przed Bogiem)
człowiek może uwolnić się od wszelkich więzów starego Adama i wejść na
drogę wiodącą do prawdziwej chrześcijańskiej wolności. „Kto to może
wypowiedzieć — wyznaje Luter — jak doniosłą jest rzeczą, gdy w sercu
mogę być pewny i uwierzyć, ze Bóg już się na mnie nie gniewa, lecz iż
jest i na wieki pragnie być moim łaskawym i miłosiernym ojcem dla
Chrystusa. Dlatego wolność ta, tj. że jesteśmy na wieki uwolnieni od
gniewu Bożego, jest o wiele większa aniżeli całe stworzenie. Wynika z
niej inna wolność, mianowicie, że przez Chrystusa zostaliśmy uwolnieni
od władzy zakonu, grzechu, śmierci i diabła. Jest pewne, że wolność,
jaką darzy nas Chrystus, wszystko to połyka, gdzie bowiem jest
Chrystus, tam musi być dobre sumienie i radość, gdyż Chrystus jest
pojednaniem, pokojem, życiem, sprawiedliwością i zbawieniem".
ASPEKTY DUSZPASTERSKIE W PRAKTYCE ZBOROWEJ
Co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mat. 16,26)
W 1516 roku Luter napisał list do swojego przyjaciela Jerzego
Spenleina, w którym czytamy m.in. takie słowa: „Chciałbym się chętnie
dowiedzieć, jak się ma sprawa z twoją duszą? Czy uczy się radośnie
znajdować pociechę w sprawiedliwości Chrystusowej? Mój drogi bracie -
Chrystus mieszka tylko w grzesznikach". Ten krótki fragment listu
wyraźnie dowodzi, iż Luter miał staranie nie tylko o własną duszę, ale
interesował się także dobrem duszy bliźniego. Punktem wyjścia
luterskiego pojmowania odnośnie do istoty duszpasterstwa jest grzeszny
człowiek i zbawienie jego duszy. Z doznawanej miłości Bożej wynika
troskliwa miłość względem bliźniego, dla którego Chrystus umarł i
zmartwychwstał. Ponieważ nowym człowiekiem można się stać tylko dzięki
łasce Bożej, dlatego duszpasterstwo winno w zasadzie zmierzać do tego,
by dopomóc człowiekowi odnaleźć Boga, przyjąć Jego Słowo i wypełniać
Jego wolę. Duszpasterstwo takie jest ściśle związane ze zborem
Chrystusowym, z jego egzystencją i praktyką. Funkcja duszpasterska
zboru wynika z samego faktu jego istnienia, gdyż stanowi miejsce, w
którym ona się realizuje. Wzajemne duszpasterstwo ma swoje konkretne
zadanie w apostolskim napomnieniu, zawartym w najstarszym Liście ap.
Pawła, w Liście do Tesaloniczan 5,11: „Napominajcie się wzajemnie i
budujcie jeden drugiego, co też czynicie". Oryginalny tekst grecki
jeszcze mocniej podkreśla duszpasterski sens apostolskiego wezwania (parakaleite
allelous kai oikodomeite eis ton ena). W tym dwojakim aspekcie
dostrzega Luter duszpasterski wymiar zboru. Zbór został powołany do
życia przez Ducha Św., określanego w Biblii jako parakletos, i
istnieje dzięki Jego stałej w nim obecności. Jest terenem i świadkiem
praktykowania wiary i konkretnego jej wyrażania. Zbór stale korzysta z
mocy i mądrości parakleta, a jego członkowie wypełniają swoje
wzajemne obowiązki mając na uwadze dobro każdego z nich. Greckie
wyrażenie parakalien ma wielorakie znaczenie i w tym bogactwie
zawartych w nim treści można znaleźć niejedną cechę właściwego
duszpasterstwa, np.: zapraszać, wołać o pomoc, napominać, nakłaniać,
pocieszać, dobrze komuś radzić. Obok tego wyrażenia wymienia ap. Paweł
drugie, w którym wskazuje cel takiego duszpasterstwa, mianowicie:
oikodomein, co oznacza budować jeden drugiego. ,,Patrz — mówi
Luter — w ten sposób wypływa z wiary miłość i umiłowanie Boga, a z
miłości wolne, chętne, radosne życie, które każe darmo służyć
bliźniemu". W zborze każdy służy każdemu i każdy jest zdany na
drugiego. "Zbadaj — zapytuje Luter — czy masz takie serce względem
drugiego, iż jego brzemię boli ciebie tak samo jak twoje?" Często
wskazywał na słowa z V Mojż. 15,5-8, aby przypomnieć zborowi, że jest
powołany do służby i wzajemnej pomocy. Tak Luter rozumiał zasadę
powszechnego kapłaństwa. "Wszyscy chrześcijanie — pisze — są równi w
tym, że mają tego samego Chrystusa, to samo Słowo, te same sakramenty,
krótko: tę samą wiarę. Dziecko narodzone nie ma mniej ważnego chrztu
od Piotra i wszystkich apostołów, tak samo jak słońce na niebie świeci
równo królowi i rolnikowi. Cesarz nie ma lepszego chrztu od żebraka.
Wszystko, co należy do kościoła, stanowi wspólną własność wszystkich.
Skarb chrześcijan jest zawsze dla wszystkich ten sam. Różnice zachodzą
jedynie w owocach wiary. Wszyscy przez chrzest bywamy wyświęceni na
kapłanów! Szewc, kowal, rolnik, każdy z nich wykonuje swoje rzemiosło,
a mimo to są wszyscy jednakowymi kapłanami i biskupami. I każdy przez
wykonywanie swego zawodu ma być pożyteczny i służyć drugiemu tak, że
chociaż są różne zawody, to mają jeden i ten sam cel: wspierać ciało i
duszę". Luter wiedział dobrze, że to, co jest niemożliwe dla
jednostki, jest możliwe dla zboru, gdyż w takim zborze każdy jest
świadomy swojego powołania, które wymaga od niego aktywnej postawy w
konkretnych potrzebach. Reformator stale podkreślał: ,,Każdy członek
zboru powinien wiedzieć, iż gdzie nie ma miłości, tam się nic nie
dzieje". Dlatego też określał zbór jako „zgromadzenie dobrych
uczynków".
DUSZPASTERSKA FUNKCJA EWANGELII
Prawdziwym skarbem Kościoła jest najświętsza Ewangelia chwały i
łaski Bożej. (Teza 62)
W Artykułach Szmalkaldzkich (C. III. ust. IV) Luter napisał:
„Ewangelia udziela rad i pomocy przeciwko grzechowi w rozmaity sposób.
Bóg bowiem jest nader bogaty w łaskę. Po pierwsze — przez słowo
mówione (verbum vocale), w którym zwiastowane bywa odpuszczenie
grzechów na całej ziemi. Na tym polega właściwa funkcja Ewangelii. Po
drugie — przez chrzest. Po trzecie — przez Sakrament Ołtarza. Po
czwarte — przez władzę kluczów oraz per mutuum colloquium et
consolatio fratrum. Mat. 18,20: „Gdzie dwaj albo trzej zgromadzeni
są w imię moje, tam jestem pośród nich". Dla Lutra już sama Ewangelia
jako skuteczny środek i pomoc przeciwko grzechowi jest w istocie
swojej duszpasterska. Człowiek jako grzesznik jest zdany w swoim
zagubieniu na jakąś ostateczną radę i pomoc, a te pochodzą jedynie od
Boga w Jezusie Chrystusie, i to w wielorakiej postaci. Luter wymienia
je w cytowanej kolejności. Na pierwszym miejscu Luter stawia Słowo
zwiastowane, określając tę postać Ewangelii jako zasadniczą i
najważniejszą jej funkcję. „Cesarzowa ta winna panować i rządzić.
Wszyscy inni, obojętnie, jak się zwą, winni być jej poddani i
posłuszni, czy będzie to papież Paweł lub anioł z nieba. Również w
chrześcijaństwie nie ma być zwiastowana lub słuchana żadna inna nauka
jak tylko czyste Słowo Boże. W przeciwnym bowiem razie zarówno
kaznodzieja, jak i słuchacz mają być przeklęci i potępieni za własną
swoją naukę". Słowo to jest pokarmem dla duszy. „Musisz być zatem
pewny, że dusza może wyrzec się wszystkiego z wyjątkiem Słowa Bożego i
że bez Słowa Bożego nie można jej niczym pomóc. Gdzie zaś to Słowa
posiada, tam już innej rzeczy nie potrzebuje, ponieważ w tym Słowie ma
wszystko pod dostatkiem: pokarm, radość, pokój, światło,
sprawiedliwość, prawdę, wolność i wszelakie dobro. Abyś mógł wyjść ze
swojej nędzy, daje ci swojego Syna Jezusa Chrystusa i oznajmia tobie
przez Jego życie i pocieszające słowo, iż masz się Jemu oddać w mocnej
wierze i całkowicie na Nim polegać. Dla takiej wiary zostają ci
odpuszczone wszystkie twoje grzechy, oddalona zostaje twoja zguba, a
ty jako usprawiedliwiony, zadowolony, pobożny i obdarzony wszystkimi
przykazaniami masz być wolny od wszystkich rzeczy". W swoim kazaniu na
tekst z Ewangelii Jana 6,35 Luter powiedział: „Słowa te — Ja jestem
chlebem żywota — winny być wypisane na sercach złotymi literami (a co
byłoby jeszcze lepiej - żywymi literami), aby każdy wiedział, gdzie
znajduje się miejsce dla jego duszy, gdy rozstanie się z tym światem.
Tutaj, przy Jezusie, zostanie dusza moja, tak że nigdy nie będzie
musiała łaknąć ani pragnąć. Bóg nie mógł nam dać obietnicy Ewangelii i
zbawienia wyraźniej, mocniej i pewniej aniżeli przez cierpienie i
śmierć swojego jednorodzonego Syna. Słowo to trwa wiecznie! Mili
chrześcijanie — niechaj moja oraz wszystkich nauczycieli egzegeza
będzie tylko rusztowaniem przy waszej budowie, abyście się trzymali
jedynie samego Słowa i w nim trwali".
Na to rusztowanie składa się przede wszystkim kazanie, oparte na
pilnym czytaniu Pisma Św. „Tak się zaprzyjaźniłem z Biblią — wyznaje
Luter - że wiem o każdym wersecie, na której stronie i w którym
miejscu się znajduje. Studium Biblii ponad wszystko polubiłem. Czytam
w niej i uczę się na pamięć. Niejeden werset nurtuje moje myśli przez
cały dzień. Czym dla zwierzęcia jest las, dla człowieka dom, dla ptaka
gniazdo, dla ryby rzeka, tym dla wierzącej duszy jest Pismo św. „Jeden
z jego przyjaciół, przebywając z Lutrem w Koburgu podczas trwania
sejmu w Augsburgu w 1530 roku, tak napisał: „Jestem pełen podziwu, jak
ten człowiek (Luter) na swój sposób jest wytrwały, pogodny, pełen
wiary i nadziei w tych tak trudnych czasach. A takim jest dzięki
pilnemu czytaniu Pisma św.". Zwiastowaniu Ewangelii wyznaczył Luter
centralne miejsce w nabożeństwie. „Jest ono — mówi Luter —
najważniejsze w nabożeństwie. Przez nie przychodzi do ciebie Chrystus
względnie do Niego prowadzi". Słowo mówione (verbum vocale)
wiedzie do pobożności, w której Chrystus przeżywany jest jako dar.
"Najlepszymi chrześcijanami nie są ci, którzy przeczytali najwięcej
książek. Kto sądzi, że jest gotowy i doskonały w wierze, ten utracił
całego Chrystusa. Naszym zadaniem jest zwiastować Słowo, przez które
sami zostaliśmy uratowani. Nie tylko świat od zewnątrz, ale i stary
Adam od wewnątrz stawia nam zacięty opór. Dlatego Ducha wzywa nas
zarówno do zwiastowania Słowa, jak i do walki ze starym Adamem". Stąd
też Luter tak wysoko cenił urząd kaznodziejski. "Kaznodzieja —
stwierdza Luter — jest szczególnym sługą Bożym, więcej, jest aniołem
Bożym, prawdziwym pasterzem przed Bogiem, jest królem i księciem w
Królestwie Chrystusa i wśród ludu Bożego, jest nauczycielem,
światłością świata. Nie na cenniejszego skarbu ani bardziej
wartościowej rzeczy na ziemi i w tym życiu od sumiennego, wiernego
kaznodziei. Chrystus ustanowił urząd kaznodziejski nie po to, by
służył do zdobywania pieniędzy, majątku, rozkoszy, uznania lub do
czerpania jakichś korzyści, lecz po to, by prawda była wyprowadzana na
jaw, by zło było piętnowane i by oznajmić, co służy ku zbawieniu dusz.
Winien zwiastować to, czego wymaga od niego powierzony mu urząd".
W kazaniu, wygłoszonym po powrocie z Wartburgu do Wittenbergi w marcu
1522 roku, Luter zwrócił się do zboru takimi słowami: „W mocy lub ręku
moim nie mam ludzkich serc jak garncarz ma glinę, by ją uformować, jak
mu się podoba. Nie mogę dotrzeć do ich serc. Ponieważ nie mogę wlać
wiary do ich serc, nie mogę też nikogo do tego zmusić. Bóg sam to
sprawi. My mamy zwiastować Słowo, ale owoce są w rękach Boga. Krótko:
Chcę je głosić, kazać, pisać, ale zmusić i nalegać siłą nie chcę
nikogo, gdyż wiara jest dobrowolna. Bierzcie przykład ze mnie:
przeciwstawiłem się odpustom i wszystkim papistom, ale nie stosowałem
przemocy. Nauczałem i pisałem jedynie Słowem Bożym, poza tym nic.
Jestem przekonany, że macie czyste Słowo Boże, dlatego obchodźmy się z
nim z lękiem i pokorą i podajmy sobie ręce, i pomagajmy sobie
wzajemnie. Pragnę czynić to, co do mnie należy, i stale myślę o was
jak o własnej duszy" Luter wyznaje również: "Gdybym posiadał tysiąc
tysięcy światów, to wolałbym je wszystkie utracić, aniżeli miałbym
pozwolić, by najmniejszą cząstkę tej spowiedzi usunięto z Kościoła.
Owszem — wolałbym tolerować tyranię papiestwa w postaci postów, świąt,
szat itp., aniżeli dopuścić do zabrania jej chrześcijanom. Jest ona
bowiem pierwszą, najbardziej potrzebną i pożyteczną szkołą, w której
uczą się rozumieć i praktykować Słowo Boże i wiarę, czego tak nie mają
w publicznych wykładach i kazaniach. Nie pozwolę, by ktoś miałby mi
zabrać tę spowiedź ani nie dałbym jej za żadne skarby całego świata,
albowiem wiem, jaką mi daje moc i pociechę. Już dawno by mnie pokonał
i udusił szatan, gdyby mnie spowiedź ta nie podtrzymała".
Nie sposób przedstawić w ramach tego referatu bogatego materiału,
dotyczącego problematyki homiletycznej zawartej w licznych pismach
naszego Reformatora. Zwiastował Słowo Boże przy każdej nadarzającej
się okazji. Ileż to cennych rad i wskazówek duszpasterskich znajduje
się w jego kazaniach. Pragnę zwrócić uwagę jedynie na jedną ze stałych
form zwiastowania Ewangelii, praktykowaną przez Lutra w jego domu. Mam
na myśli nabożeństwa domowe z udziałem członków rodziny i sług. Luter
stale podkreślał, iż ojciec rodziny jest biskupem i kapłanem w swoim
domu. Jego dom jest szkołą i kościołem! Podczas takiego nabożeństwa
nie tylko zwiastował Słowo Boże, ale sprawdzał znajomość katechizmu.
Tak napisał we wstępie do Dużego Katechizmu: "Dlatego ponownie proszę
wszystkich chrześcijan, szczególnie zaś proboszczów i kaznodziejów,
ażeby za wcześnie nie chcieli być doktorami i nie wyobrażali sobie, że
wszystko umieją, lecz aby codziennie doskonalili się w studiowaniu
tych rzeczy katechizmu i uprawiali je!" Cóż w naszych domach pozostało
po tak błogosławionej formie duszpasterstwa? Który dom pastorski i
chrześcijański jest dziś taką szkołą i świątynią? Dlaczego w naszych
plebaniach i domach tak mało jest tej przeżywanej w 'gronie rodzinnym
radości, płynącej z żywej społeczności z Ewangelią?
Duszpasterska funkcja Ewangelii przejawia się również w udzielanych
sakramentach. Omówienie luterskiej nauki o sakramentach wybiegałoby
poza ramy tego referatu. Pragnę zatrzymać się krótko na jednym z
sakramentów, mianowicie na władzy kluczów, na spowiedzi. Stanowi ona
bowiem jedną z podstawowych form duszpasterstwa zborowego. Luter
pisze: "Jeżeli napominam do spowiedzi, nie czynię nic innego, jak
tylko zachęcam, żeby stać się chrześcijaninem. Wszyscy bowiem, którzy
szczerze pragną być pobożnymi chrześcijanami i pozbyć się swoich
grzechów, i mieć spokojne sumienie, odczuwają prawdziwy jej głód i
pragnienie. Oprócz publicznej, codziennej a koniecznej spowiedzi jest
jeszcze spowiedź tajna, która odbywa się wyłącznie wobec jednego
brata. Nie jest ona objęta przykazaniem, lecz korzystanie z niej w
razie potrzeby pozostawiono woli każdego. Spowiedź ta podoba mi się
bardzo i jest potrzebna. Cieszę się, że jest ona w Kościele
Chrystusowym, gdyż jest dla niespokojnego sumienia jakby lekarstwem.
Jest prawdą, iż grzech bywa odpuszczony, gdy brat spowiada się
dobrowolnie drugiemu. Niepotrzebny wtedy jest kościół, tj. kapłan.
Mamy bowiem słowo Chrystusa, który mówi: »Cokolwiek zwiążesz na ziemi,
będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie
rozwiązane i w niebie«. Odnosi się to do każdego chrześcijanina! Brat,
który przed bratem odsłania swoje tajemnice i pragnie odpuszczenia,
jest pewny swego pojednania z bratem w prawdzie, którą jest Chrystus".
Należy w tym miejscu dodać, że istotne znaczenie w tej kwestii miało
dla Lutra odkrycie tzw. poenitentia ewangelica, co można by
przetłumaczyć jako „żal chrześcijański". Jest on wolny od przeżywanego
lęku przed karą.
Do tego sakramentu dołączona jest formuła: per mutuum colloquium et
consolatio fratrum z przytoczeniem obietnicy Chrystusa z Ew. Mat.
18,20. Tutaj dotknął Luter problemu, który właściwie bardzo rzadko
znajdował praktyczne zastosowanie. Należy żałować, iż ta forma
zwiastowania Ewangelii prawie nie była i nie jest dostrzegana ani
wśród samych duszpasterzy, ani w życiu kościelnym. Luter zwraca tu
uwagę na znaczenie rozmowy (posługuje się terminem kolokwium),
prowadzonej w imieniu Jezusa. Rozmowa taka może mieć różny charakter i
formę. Najważniejsze jest to, by centralne miejsce takiego spotkania
zajmowała Ewangelia Chrystusowa, stanowiąca płaszczyznę prawdziwej
braterskiej społeczności. Może to być społeczność modlitewna lub
wspólnego rozważania Słowa Bożego. Nie jest bynajmniej sprawą
przypadku, iż Luter łączy takie rozmowy i spotkania braterskie z
sakramentem władzy kluczów. Chodzi tu przede wszystkim o świadomość
grzechu i pragnienie jego odpuszczenia, bez którego nie ma zgodnego
współżycia. A dotyczy to również, a może przede wszystkim tych, którym
została powierzona owa szczególna władza Kościoła!
Luter był nie tylko człowiekiem słowa, ale i czynu. Głoszone na
kazalnicy lub przy innych okazjach Słowo Boże usiłował wcielać w czyn,
gdzie tylko zachodziła taka potrzeba. "Jestem pewny - mówi Reformator
- że mam Słowo Boże i zostałem powołany, aby je zwiastować. Nie chcę
być jednak nowym papieżem. Chcę jedynie udzielać rad i pomocy". Ten
praktyczny, aktywny, konkretny wymiar duszpasterstwa cechuje
wielostronne działanie Lutra w różnych dziedzinach codziennego życia.
Luter znał tylko jeden urząd, mianowicie kaznodziejski, przy czym
zakładał, iż urząd ten obejmuje nie tylko zwiastowanie Ewangelii, ale
także praktyczne jej urzeczywistnianie przez tego, który ją głosi.
Można by przytoczyć wiele przykładów z życia Lutra na potwierdzenie
takiego stanowiska. Pragnę zwrócić uwagę tylko na jeden, ale jakże
wymowny. Miasto Wittenberga zostało trzykrotnie dotknięte zarazą dżumy
(1516, 1527, 1535). Ani razu Luter nie opuścił miasta, aczkolwiek go o
to błagano. W 1516 roku napisał do przyjaciela: "Zostałem tu
postawiony i dla mego posłuszeństwa nie ucieknę. Nie mówię tego,
jakobym śmierci się nie bał, ale mam nadzieję, iż Bóg mnie wyratuje z
każdej trwogi". Kiedy jedenaście lat później miasto ponownie zostało
nawiedzone śmiercionośną zarazą, a większość mieszkańców je opuściło,
Luter wyznał: „Na ulicy jest walka, w domu lęk i drżenie, jest bardzo
ciężko, Chrystus nas doświadcza. Mamy jedną pociechę, którą
przeciwstawiamy wściekłości szatana: mamy Słowo Boże dla ratowania
dusz, choć szatan pożera ciało. Mój dom zamienia się powoli w szpital,
mój syn od 3 dni też już choruje. Jestem jako ten, który umiera, a
jednak żyje".
W tym czasie Luter otrzymał list od Jana Hessa z Wrocławia, który
zwrócił się do niego z pytaniem: Czy należy uciec podczas śmiertelnego
niebezpieczeństwa? (Zaraza dżumy nawiedziła wówczas także Wrocław). W
odpowiedzi na ten list Luter napisał broszurkę pod tym samym tytułem,
która stanowi klasyczny przykład jego duszpasterskiej praktyki. Pisze:
„Powołani na urząd kaznodziejski winni w czasie śmiertelnego
niebezpieczeństwa i trwogi pozostać na miejscu. Obowiązuje ich nakaz
Chrystusa: Dobry pasterz kładzie życie swoje za owce. Urząd ten jest
najbardziej potrzebny w czasie śmiertelnej trwogi, ponieważ Słowo Boże
i sakramenty winny umacniać i pocieszać sumienia, aby mocną wiarą
przezwyciężyć śmierć. Jednak tam, gdzie jest wystarczająca ilość
kaznodziei, a oni są jednomyślni co do tego, że niektórzy mogliby
odejść, aby niepotrzebnie nie byli zagrożeni, uważam, że nie jest
grzechem, ponieważ urząd jest wystarczająco zabezpieczony. Jeśli ktoś
jest odważny i mocny w imieniu Bożym, niech w wierze wytrwa w tym
imieniu. Jeśli zaś ktoś jest słaby i bojaźliwy, ten niech uchodzi w
imieniu Bożym. Pociechą dla tych, którzy opiekują się słabymi, jest
moc zawarta w obietnicach Bożych. Jest to nabożeństwo, kiedy służy się
bliźniemu.
Także doświadczenie uczy, że ci, którzy służą takim chorym z miłością,
pobożnością i zrozumieniem, są dobrze strzeżeni. Bóg sam chce być ich
pielęgniarzem, więcej — lekarzem! Cóż to za pielęgniarz! Cóż to za
lekarz! Kim są wszyscy lekarze, aptekarz i opiekunowie w porównaniu z
Bogiem? Czy to nie powinno dodać odwagi? Czym są cała zaraza i szatan
wobec Boga, który siebie przedstawia tutaj jako opiekuna i lekarza?
Słyszysz, iż przykazanie o miłości bliźniego jest równe przykazaniu o
miłości Boga. Jeśli chcesz służyć samemu Chrystusowi i Jego
pielęgnować, to czyń to na twoim chorym bliźnim. Idź do niego i służ
mu, i zapewne znajdziesz Chrystusa w twoim chorym bliźnim, nie co do
Jego osoby, ale co do Jego Słowa".
W kazaniu Lutra na tekst o miłosiernym Samarytaninie czytamy: „Bóg nie
przykazał, abyśmy śpieszyli do św. Jakuba albo do Rzymu. Bóg żąda,
abyśmy pomagając jeden drugiemu wzajemnie sobie służyli. Nie szukaj
mnie w Rzymie, powiada, bo znajdziesz mnie we własnym domu, przy
żonie, dzieciach, czeladzi, gospodarzach, zwierzchności, znajdziesz
mnie w domu twego sąsiada, na ulicy, na rynku i wszędzie. Tam czyń, co
tylko czynić możesz ku upodobaniu i wspomożeniu bliźniego swego, a ja
ci to porachuję, jakbyś to dla mnie uczynił".
Podobnych traktatów, poświęconych różnym aktualnym problemom, Luter
napisał wiele. Każdą sprawę traktował poważnie, a powierzone mu
obowiązki starał się sumiennie wykonać. Pracował bardzo dużo, przy
czym udzielał się aktywnie nie tylko w sferze życia kościelnego, ale
również i społecznego. W liście do swojego przyjaciela Jerzego Langego
w 1516 roku Luter tak napisał: "Potrzebowałbym jeszcze 2 pisarzy, gdyż
niemal przez cały dzień zajęty jestem pisaniem listów. Jestem
kaznodzieją klasztornym i codziennie mam kazać w kościele parafialnym,
jednocześnie jestem mówcą przy stole i kierownikiem studiów, wygłaszam
odczyty o psałterzu i ap. Pawle, oprócz tego jestem zajęty sprawami
gospodarczymi klasztoru".
W sprawach spornych opowiadał się na rzecz ustalonego porządku i ładu,
przy czym uważał pokój za najważniejszą rzecz na ziemi: Pax est
optima res in tenis. Luter nigdy nie stosował przemocy. „Czy
kiedykolwiek wyciągnąłem rękę po miecz? Czy raczej nie nawoływałem do
pokoju i posłuszeństwa? Luteranie zawsze oferowali pokój, lecz
daremnie. Jeśli chodzi o nas, to tęsknimy za pokojem i nie chcemy
wojny ani rozlewu krwi!" Niełatwo wydobyć z bogatego życiorysu
Reformatora wszystkie te elementy, jakie składają się na pełny obraz
jego działalności, także i duszpasterskiej. Najważniejsze z nich
przypomniał również Filip Melanchton, najbliższy współpracownik
Reformatora, który, żegnając swego przyjaciela, w kazaniu pogrzebowym
przy jego trumnie tak ocenił owego niezapomnianego męża Kościoła na
podstawie własnych doświadczeń: „Każdy, kto go dobrze znał i z nim się
często spotykał, musi poświadczyć, iż był on człowiekiem bardzo
serdecznym. W obcowaniu z ludźmi rozmawiał z każdym w sposób łagodny,
życzliwy i przyjazny. W jego słowach i postępowaniu zaznaczały się
odwaga i powaga - jak na takiego męża przystało. Nigdy nie usłyszano z
jego ust takiego słowa, którym by nawoływał do bojkotu lub buntu, ale
zawsze był wiernym rzecznikiem pojednania i pokoju. Do zagadnień
religijnych nie wprowadzał żadnych innych obcych elementów, nie
stosował też intryg dla umocnienia swojej lub swoich zwolenników
pozycji. Często zastałem go na gorliwych modlitwach, jakie wśród
gorących łez zanosił za cały Kościół. Codziennie wyznaczał sobie
specjalne chwile na zmawianie kilku psalmów, słowami których modlił
się do Boga z płaczem i westchnieniem. Widzieliśmy także, z jaką
stanowczością i męską odwagą podejmował w kłopotliwych,
nieprzewidzianych i trudnych sytuacjach jakże trafne decyzje, nie
dając się byle czym zastraszyć ani też nie upadając w obliczu jakiejś
groźby, niebezpieczeństwa lub trwogi. Trwał mocno na pewnym
fundamencie — jakby na niewzruszonej skale — mianowicie, na obecności
i pomocy Bożej, i nie pozwolił, by taką wiarę i ufność wydarto z jego
serca. Obdarzony był tak nieprzeciętną inteligencją, iż w zawiłych,
niejasnych i trudnych sytuacjach i sprawach mógł zupełnie sam,
wyprzedzając innych, przewidzieć, jaka powinna być decyzja i co należy
czynić. Interesował się aktualnymi problemami ludzi, śledził bieżące
poczynania władzy zwierzchniej i otaczał troskliwą opieką wszystkich,
z którymi miał do czynienia".
Kiedy Ks. Biskup podczas pierwszego spotkania członków komitetu,
powołanego do przygotowania jubileuszu 500-lecia urodzin Lutra w
naszym Kościele, podkreślił we wstępnych rozważaniach uniwersalny i
ekumeniczny wymiar duchowego dziedzictwa Reformatora Kościoła, wskazał
obraz wiszący w sali obrad, przedstawiający Lutra na kazalnicy
wskazującego palcem na Ukrzyżowanego Chrystusa. Taka jest rzeczywiście
po dzień dzisiejszy zasadnicza i aktualna misja Lutra dla całego
chrześcijaństwa. Na zakończenie omawianego tematu pragnę posłużyć się
innym obrazem, zaczerpniętym z kazania, wygłoszonego przez Lutra w
dniu 16 kwietnia 1530 roku w Koburgu do najbliższych współpracowników
udających się na sejm w Augsburgu. W tym kazaniu Reformator porównał
każdego chrześcijanina z legendarną postacią św. Krzysztofa (Christophorus).
Powiedział: "Każdego chrześcijanina należy uważać za takiego
Krzysztofa, tj. niosącego Chrystusa, ponieważ przyjął go przez wiarę
do swego życia. Kto włożył na swoje ramiona Chrystusa, to drogie
Dziecię, ten musi albo Go przenieść przez wody, albo z Nim utonąć!
Innej alternatywy nie ma!" Ten obraz człowieka niosącego Chrystusa
odzwierciedla główne zasady i kierunki duszpasterskiej służby naszego
Reformatora. Akceptując Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela,
będąc przekonanym o Jego obecności w każdej sytuacji, ufając z głęboką
wiarą Jego obietnicom, szedł Luter z Chrystusem do każdej służby. W
Ewangelii i sakramentach nosił Chrystusa wszystkim, którzy daremnie
gdzie indziej szukali pociechy dla swoich utrapionych serc. Na
ostatnie pytanie, zadane mu na łożu śmierci przez Jonasa, czy pragnie
umrzeć w Panu Jezusie Chrystusie i przyznać się do głoszonej w Jego
imieniu nauki, umierający Reformator odpowiedział stanowczo: „Tak".
Słowa zaś z ostatniej jego modlitwy, którymi pragnę zakończyć referat,
są potwierdzeniem jego intymnej z Chrystusem społeczności i wyrazem
stałej troski o zbawienie swojej duszy: "Dziękuję Ci Boże, który
jesteś Ojcem mojego Pana Jezusa Chrystusa, iż objawiłeś mi Twojego
umiłowanego Syna, w którego uwierzyłem, którego miłowałem, kazałem,
wyznawałem, którego papież i inni bezbożnicy lżą i bluźnią. Panie Jezu
Chryste — Tobie powierzam duszę moją!"