
![]()
[Kazanie
wygłoszone podczas nabożeństwa w dniu 11 listopada 2001 r.]
ks. Jürgen Gohde, Prezydent Dzieła Diakonijnego w Niemczech
Drodzy Bracia i Siostry!
W historii, którą usłyszeliśmy łączy się ze sobą kilka spraw. Najpierw widzimy tam odważną kobietę, która się nie poddaje. Pełną wiary w to, że zazna sprawiedliwości.
Jest tam także niesprawiedliwy sędzia, naprawdę niesympatyczny. Nie lęka się ani Boga, ani ludzi. To mówi się zazwyczaj tylko o Herodzie. W jaki sposób można mieć przy nim jakąkolwiek szansę. Długo się wzbraniał, działa potem jedynie dlatego, iż czuje lęk przed tą kobietą. Czy miała dać mu łapówkę? Czy to by coś pomogło? Co w ogóle pomaga w podobnych sytuacjach?
A potem jeszcze i sam Łukasz: u niego zawsze wszystko jest jasne, po której stronie się opowiada. Łukasz ma zawsze dobre serce dla kobiet, dla ludzi ubogich, dla ludzi, których inni traktują źle. Pragnie, aby wszystkim przysługiwały ich prawa. Tym razem stawia pytanie: czy sądzisz, że Syn Boży znajdzie i u nas taką wiarę, wiarę tej kobiety? Szuka ludzi, którzy nie poddają się w obliczu przeciwności. A ponadto, także ludzi, którzy przekonani są o tym, że przeżyli Boga jako obcego, niepojętego, mówiąc krótko jako tego, który nie chce wysłuchać.
Ta historia jest frapująca:
to niebezpieczne, dochodzi do wielkiej konfuzji, gdy człowiek łapie Boga za słowo. Dochodzi do nieporozumienia, gdy kobiety, bądź mężczyźni dochodzą do przekonania, że Bóg nie może być głuchy; że można Go wyprowadzić z równowagi, że jest blisko i wszystko musi człowiekowi służyć ku dobremu, zarówno doświadczenia dobre, jak i złe. Chodzi o ciemną stronę człowieka, o ciemną stronę
Boga - na to zwraca uwagę prosząca wdowa w naszym tekście. Nie ma tutaj żadnego tabu.
Nie chodzi o pytanie, czy Bóg naprawdę istnieje. Niektórzy poruszają ten problem podczas intensywnej rozmowy prowadzonej w miękkich fotelach.
Przeciwnie, chodzi o pytanie, które rodzi się, gdy ludzie sądzą/ iż Bóg jest tak samo odpychający, jak ów sędzia, a mimo to są przekonani, iż świadomość transcendentnej (Bożej) rzeczywistości stojącej poza empirycznie doświadczaną nie jest efektem nadludzkiego aktu wiary, lecz przeciwnie, stanowi wynik doświadczenia naszej rzeczywistości a więc aktu ludzkiego). Takie myślenie jest dużą zuchwałością.
Nasza historia pragnie pomóc nam w potraktowania Słowa poważnie, pragnie pomóc nam spotkać Boga, doświadczyć Jego wolę, zaznać Jego miłości, która na nowo porządkuje nasze życie.
Pójdźmy się za tym impulsem.
Życie kobiety stanęło na ostrzu noża. Jest pomijana, bije głową w mur. Ten, kto powinien jej wysłuchać, nie słucha i nic nie robi. To boli, gdy potraktuje się nas niesprawiedliwie. W jaki sposób może w podobnej sytuacji zrodzić się poczucie nadziei?
Łukasz udziela nam dwóch znamiennych odpowiedzi. Obie odnoszą się do Boga. Pierwsza z nich brzmi: modlitwa.
Jej przykład stanowi właśnie owa niewiasta. Z zaangażowaniem zmierza do swego celu. Poeta niemiecki Jean Paul powiedział swego czasu: modlitwa jest wypowiadaniem życzeń, tylko w sposób bardziej płomienny. W tej kobiecie żarzy się ogień, daje go sędziemu. Wie, jak to jest, gdy modli się o nadzieję, wie, jak to jest, gdy niejednokrotnie stoi się z pustymi rękami. Nie chce jedna umrzeć z głodu, chce żyć.
Czyż to nie jest w tej historii bezprecedensowe? Łukasz mówi: taki jest Bóg. Chce, abyśmy Go wzywali, nie rezygnowali, chce, abyśmy z Nim rozmawiali, z żarem, który rozpala nadzieja, z gniewem
z powodu istniejących stosunków, który nie godzi się z rzekomą koniecznością gładkimi uzasadnieniami. On pragnie, abyśmy rozmawiali z Nim z bezgranicznym oczekiwaniem.
Już to zapomnieliśmy. Kultura modlitwy wycofała się w głębokie nisze, ukryła się za wyświechtanym formułkami liturgii. Któż jeszcze przy życzeniu pokoju w nabożeństwie myśli o tym, iż Bóg nie chce wojny? Któż pamięta jeszcze o bezgranicznej nędzy kobiet i dzieci, na które kładzione są nocami dywany bomb i którzy nie mają czym okryć się przed chłodem?
To pierwsza sprawa, istotna dla nas: budować na tym, iż nasze życie jest sprawą Bożą. Z Bogiem można zwrócić się przeciwko przeciwnościom. Odpowiada, gdy z Nim rozmawiamy. Dni, kiedy stoimy z próżnymi rękami, są nam znane. Znane są nam jednak także i dni, gdy odczuwamy pełnię Jego dobroci wraz z otuchą, spokojem i mocą. To dodaje nam sił życiowych. I dobrze, że tak jest.
Druga odpowiedź brzmi: Bogu można przypominać o Jego obietnicach. Przyszłość Boża i przyszłość nasza nie są twierdzą, której nie można zdobyć. Jest nadzieja, która nas niesie. Przeciwności w naszym życiu nie mają ostatniego słowa.
Nie chodzi o pouczające powiedzenie: jak trwoga, to do Boga. Nie, chodzi o to, czy prosimy Boga o siły i wytrwałość, którą żyje kobieta z dzisiejszego tekstu. Nie chodzi o nic spektakularnego, bo przecież to, co udało się tej kobiecie, nie byłoby warte nawet najmniejszej wzmianki w gazecie.
Sędzia ostatecznie czyni tylko to, do czego został ustanowiony. A mimo to zachodzi coś niezwykłego. Dlatego też Biblia mówi o tej kobiecie, dlatego w dzisiejszą niedzielę niezmierzone rzesze wiernych słyszą jej historię. Trwa w nadziei, ponieważ się na niej opiera. Bóg wszystko obróci ku dobremu. Ona wie, iż ludzie, którzy zawodzą w obliczu swojej misji, rujnują zaufanie do życia, powodując jednocześnie rozpacz i osamotnienie. Wie, że nadzieja to walko o Boga i o ludzi.
Cóż to za historia. Pełna życia. Bóg jest blisko. Chciałbym zakończyć pewnym przykładem. Niedaleko miast, w którym mieszkam, przed kilku laty pewien artysta rozsiał na polu mak w formie liter wielkości 70 m. Gdy pąki zakwitły tysiące kwiatów tworzyły słowo BÓG. Z pobliskiego wzgórz można było patrzeć na to pole z góry. Było tak jakby z tego kawałka ziemi rozeszło się przesłanie naszego dzisiejszego tekstu.
Tak więc istnieje nadzieje, na której możemy się oprzeć, która nas niesie, obietnica, na której możemy polegać.
Przesłanie na jedno lato. Ale są wśród na ludzie, tacy jak nasza wdowa, który Bóg powierza swoje Słowo, aby inni nauczyli się wierzyć.
Amen.
E-mail: internet@luteranie.pl (c) Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, 2001 r.