
![]()
[Rekolekcje
Adwentowe - 3. Niedziela]ks. bp prof. Andrzej Wantuła (1905-1976)
REMANENT ŻYCIA
Albowiem już niebawem będę złożony w ofierze, a czas rozstania mego z życiem
nadszedł. Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; a teraz
oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w on dzień da Pan, sędzia
sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście
jego.
II do Tymoteusza 4, 6—8
Co pewien czas, zwłaszcza zaś pod koniec roku, sporządza się w sklepach tak
zwany remanent. Bywa tak: przychodzisz do sklepu, a tu na drzwiach kartka z
napisem „remanent". Słowo to pochodzi z języka łacińskiego i znaczy:
pozostałość. Remanent więc to dokładne spisanie tego, co pozostało. Gdy się to
wie, można na tej podstawie sporządzić bilans, czyli końcowy obrachunek, i
stwierdzić, czy się pracowało z zyskiem, czy ze stratą.
Jest jednak inny remanent, a może go próbować sporządzić każdy człowiek:
remanent życia.
Niełatwa to rzecz zrobić taki remanent. Dla niejednego może lepiej nawet nie
próbować. Bo jeśli na końcu wypadnie stwierdzić brak, manko, deficyt, to co
począć wówczas? Życie to bardzo poważna sprawa.
Dziś stawia nas Bóg wobec niej i pobudza nas przez swego apostoła do
zastanowienia się nad nią. Zechciejmy tedy rozważyć dzisiejsze Słowo Boże pod
tym kątem widzenia i pomyśleć o remanencie życia.
Słyszeliśmy przed chwilą słowa apostoła Pawła. Są to słowa człowieka, o którym
możemy powiedzieć, że kończy z życiem. Na zegarze jego życia wybije wkrótce
ostatnia godzina. „Albowiem już niebawem będę złożony w ofierze, a czas
rozstania mego z życiem nadszedł". Pozostało mu niewiele dni. Patrzy więc za
siebie i sporządzając remanent, zamyka księgę życia.
Ma na co patrzeć, ma co wspominać i rozpamiętywać. A przede wszystkim ma czas
myśleć. Więc myśli, czym było jego życie. Odpowiada najpierw: bój. Potem nasuwa
mu się jednak inne porównanie: zawody, bieg. Porównanie to jest nam bliskie,
gdyż wszyscy oglądaliśmy już zawody. Urządza się je tak — jest jakiś punkt
wyjścia, potem wytyczona trasa, po której się biegnie, u końca zaś meta. Życie
podobne jest do takiego biegu.
O tak, apostoł ma na co spoglądać. Podobnie jak i my, jak wielu spośród nas,
zwłaszcza starszych. U wszystkich bowiem zaczyna się to i przebiega podobnie. W
pewnej chwili oglądamy po raz pierwszy światło dzienne. U tego wyjściowego
punktu otaczają nas kochające serca, które nas uczą poznawać ten świat, na
którym się zjawiliśmy, i które nas przygotowują do drogi. Ileż trudu kosztują te
przygotowania. Potem przychodzi czas startu, wchodzimy na trasę i rozpoczyna się
bieg. Zrywamy się zazwyczaj ochoczo, pełni nadziei i sił. Tak się zaczyna nasze
samodzielne życie, nasz życiowy bieg. Czy trasa prowadzi zawsze tak, jak
przewidzieliśmy i jak sobie układali nasi najbliżsi? My, starsi, wiemy, że
niejedno ułożyło się zupełnie inaczej, że życie inaczej wygląda, niż je widzą
dziecięce i młodzieńcze oczy. Któż z nas, będąc na początku trasy, liczył się
poważnie z trudami dnia powszedniego, z ciężarami codziennych obowiązków, któż
przewidział niespodziane i niebezpieczne zakręty, błądzenia, upadki? Kto liczył
się z walkami, jakie stoczyć wypadło? Bojem, znojnym bojem jest życie człowieka.
A w boju zużywają się siły, w biegu pot zwilża skroń i czoło. Jakże inaczej
wyglądają żołnierze przed bitwą niż po niej! Ileż to cennych rzeczy,
wartościowego ekwipunku można zgubić w życiowym boju! W jakże różnym stanie
dobiegają zawodnicy do mety! I czy nie trzeba pytać, gdy się bieg kończy, z czym
dobiegamy i czyśmy może najlepszych i najwartościowszych rzeczy nie pogubili na
drodze życia, na którą wstąpiliśmy, gdy się bieg zaczynał? To jest pytanie.
Takie myśli rodzą się w nas, gdy się zaczynamy zastanawiać nad biegiem życiowym,
i takie też musiały być myśli apostoła Pawła, gdy dobiegając do mety, sporządził
remanent życia, gdy ważył jego bogatą treść, gdy chciał sporządzić końcowy
bilans. Jak mu się on przedstawiał?
„Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem". Słuchamy tych słów ze
wzruszeniem. Tak, to istotnie był bój nie byle jaki. Myślimy o życiu apostoła.
To było istotnie pożyteczne i błogosławione życie. Pomyślmy! Minęło przeszło
1900 lat od chwili, gdy pisał te słowa, a my z niego ciągle czerpiemy. Przez
blisko dwa tysiąclecia wpatrują się w postać apostoła i w jego życie oczy małych
i wielkich, uczonych i ludzi prostych. Oglądano już po wielokroć ze wszystkich
stron każdy szczegół tego życia, każde jego słowo brano już na wagę i pod
powiększające szkła, nic się nie ukryło — a nie zdołało to zaćmić blasku, jaki
bije od jego życia i postaci. Niejeden z nas mógłby z niepokojem pomyśleć, co by
to było, gdyby tak nas zaczęto oglądać, badać i prześwietlać. Taki jest los
tych, którzy duchowo zostali ukształtowani na miarę olbrzymów, a takim właśnie
był on — apostoł Paweł.
Nasuwa się porównanie. W Samarii niedaleko góry Garizim jest studnia, zwana
Jakubową. Czerpali z niej wodę patriarchowie, potem różne ludy, całe pokolenia,
potem Pan Jezus i Samarytanka. Któż tej wody nie pił, kogóż ona nie krzepiła! I
dziś czerpią z tej studni i czerpać będą nowe pokolenia.
Do takiej nie wysychającej, niewyczerpanej studni może być przyrównany życiowy
dorobek apostoła Pawła. Mijały epoki, zjawiały się nowe pokolenia, świat się
zmienił kilkakroć do gruntu, a ten dorobek trwa i nie traci na wartości. Już
choćby tylko to coś przecież o nim świadczy!
Cóż szczególnego było w jego życiu? Jak na nie patrzył sam apostoł? Co uważał w
nim za szczególnie ważne i istotne? Pytania te powinny nas zainteresować, gdyż
apostoł może nam dać właściwą miarę, którą będziemy mogli mierzyć własne życie.
Cóż zatem myśli i mówi apostoł?
Uderza nas najpierw to, iż nie patrzy na zewnętrzne rzeczy. W danej chwili one
go nie interesują. Rozumiemy. Z perspektywy mety to jedno chyba widać wyraźnie:
„Świat przemija i pożądliwość jego"... — „Cóż znaczą wszystkie rzeczy, co mamy
je na pieczy, marnością tylko są"... Nie, rzeczy martwe w najmniejszym stopniu
nie zaprzątają myśli apostoła. On patrzy gdzie indziej i czegoś innego szuka.
Patrzy pod powierzchnię i szuka duchowej treści życia, gdyż ona jest — widzi to
jasno — rzeczą najważniejszą i istotną. Ona stanowi jądro naszego istnienia,
podczas gdy inne rzeczy to raczej łupina. Sprawa z życiem ma się podobnie jak z
orzechem. W orzechu szukamy wszak jądra. Gdy otworzymy orzech, a okaże się, że
trzymamy w ręce jedynie łupiny, odrzucamy je jako bezwartościowe. Tak jest i z
naszym życiem: cóż jest ono warte, gdy nie ma w nim duchowego jądra, duchowej
treści?
Co uważa apostoł za jądro swego życia? Streszcza je w jednym słowie: wiara —
„Wiarę zachowałem". Jaką wiarę? Wiary i niewiary bywają wszak różne. Treść wiary
apostoła możemy wyrazić w jednym imieniu: Chrystus. W Chrystusie znalazł apostoł
jądro swego życia, a jądro to wydało mu się, gdy dobiegał do mety, rzeczą
największą i najcenniejszą. Dokonując przeglądu swego życia i zastanawiając się
nad jego przebiegiem, z radością stwierdzał, że zachował do końca to, co
najcenniejsze — wiarę w Chrystusa. Kiedy patrzył za siebie, może niejednego
żałował, lecz tego jednego nie żałował, że szedł z Chrystusem przez życie od
chwili, gdy Go poznał, że z Nim związał swe życie, że Jemu oddał swe najlepsze
siły i lata, że z Nim stanął u mety. Dzięki temu właśnie sporządzany remanent
wykazywał nie manko, nie deficyt, lecz zysk. „Albowiem dla mnie życiem jest
Chrystus, a śmierć zyskiem" (Filip, l, 21). Apostoł patrzy nie tylko za siebie,
lecz i przed siebie i widzi przed sobą nowy dzień. „A teraz — powiada — oczekuje
mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w on dzień da Pan, sędzia
sprawiedliwy..." To jest wizja, więcej: to pewność tego nowego dnia, jaki daje
Chrystus swoim, tym, „którzy umiłowali przyjście jego". Z Chrystusem kończy się
życie nie przegraną, nie deficytem, lecz olśniewającym zyskiem.
O to więc toczył się i toczy ostatecznie bój życia: nie o rzeczy skazitelne,
lecz nieskazitelne, nie o więdnące wieńce, lecz o nie więdnące, nie o doczesność
jedynie, lecz i o wieczność. Apostoł Paweł bojował dobry bój, bój nie o
drugorzędne rzeczy, o osobistą sławę, materialne bogactwa, wygody, lecz o nowe
życie, o życie wieczne, o zbawienie. Ten bój wygrał w Jezusie Chrystusie. Stąd
też ze słów jego wionie pokój, promieniuje radość, a nad ostatnim etapem jego
życia unosi się majestatyczna cisza. Bo księga życia zamknięta jest nie
deficytem, lecz zyskiem, bo tak wszystkie księgi życia zamyka zawsze Chrystus.
Co mówią nam słowa apostoła dziś? Co mówią w początkowym okresie roku
kościelnego?
Przypominają nam one najpierw, że i nasze życie może być przyrównane do boju lub
do zawodów. Składa się ono z punktu wyjścia, trasy i mety. Na jednym z tych
odcinków jest każdy z nas. Najmłodsi znajdują się u startu, młodzi i ludzie w
sile wieku są w pełnym biegu, inni zaś zbliżają się do mety. Nikt wszakże nie
wie, czy meta nie zaskoczy go niespodzianie za byle zakrętem. Ale to jedno
wszyscy na pewno wiemy, że prędzej czy później staniemy w obliczu mety, że broń
trzeba będzie złożyć i bieg zakończyć. Jak tam staniemy? W jakim stanie i z
czym? Jak będzie wyglądał nasz remanent i bilans? Oto pytanie.
Po drugie. Słowa apostoła Pawła stawiają nas wobec zagadnienia dotyczącego jądra
naszego życia. Na czym ono polega? O co walczymy, o co zabiegamy najusilniej, w
czym go szukamy? Czy zadowalamy się może wyłącznie rzeczami zewnętrznymi? Nie
zapominajmy, że jeśli nasze życie ma mieć głębszą wartość, to powinniśmy
koniecznie szukać treści duchowej. Tylko utracjusze żyją wyłącznie dniem
dzisiejszym i nie myślą o nowym dniu, o jutrze.
Któż może nam dać tę treść? Ten sam, który był treścią duchowego życia apostoła
Pawła — Jezus Chrystus. On sam właśnie niesie to duchowe jądro życia zawsze na
nowo, a więc i w tym nowym roku kościelnym. On uczy, jak staczać bój życia, jak
walczyć o to, co naprawdę wielkie, piękne, szlachetne, dobre, nade wszystko
jednak, jak zdobywać rzeczy wieczne, nieskazitelne, koronę sprawiedliwości, nowy
dzień, zbawienie. Do walki tej daje On najpiękniejszą broń, broń
chrześcijańskiej wiary, nadziei i miłości.
Tą bronią chciejmy też walczyć, a w boju bądźmy czujni. Do czujności bowiem
napominał apostoł swego ucznia Tymoteusza, gdy pisał do niego list. Odrzucajmy
zatrutą broń nienawiści i złości i walczmy wytrwale i cierpliwie z grzechem,
pokusami i cielesnością. Nie bądźmy maruderami ani dezerterami spod sztandaru
Chrystusa, lecz chciejmy należeć do tych Jego wyznawców, którzy trzymają się Go
wiernie i pragną kończyć bój życia zyskiem. Z wiarą zaczęliśmy bieg życia, z
wiarą chciejmy go kończyć!
Obyśmy i my mogli kiedyś z apostołem wyznawać: „Dobry bój bojowałem, biegu
dokonałem, wiarę zachowałem" — i obyśmy i my, patrząc przed siebie, mogli
podzielać nadzieję apostoła. „A teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości,
który mi w on dzień da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz
wszystkim, którzy umiłowali przyjście jego". Amen.
Wisła 1955
Ks.
bp prof. Andrzej Wantuła (1905-1976)
Urodził się w Ustroniu na Śląsku Cieszyńskim. Teologię studiował w Warszawie, Montpellier, Strasburgu oraz Paryżu. W 1931 r. został ordynowany na duchownego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. W 1937 r. za rozprawę Porządek kościelny księcia Wacława Adama uzyskał stopień doktora nauk teologicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Podczas wojny więziony w Dachau i Gusen. W latach 1945-48 kapelan w wojskach polskich w Zachodniej Europie. Od 1952 r. pracownik naukowy Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie, a od 1955 r. profesor nadzwyczajny, w latach 1954-55 prorektor, w 1966 r. profesor zwyczajny. W latach 1959-75 Biskup Kościoła, w latach 1963-70 także wiceprezydent Światowej Federacji Luterańskiej w Genewie. Przewodniczący Komisji Przekładu Pisma Świętego (tzw. Biblia Warszawska). Autor Zarysu homiletyki ewangelickiej (Warszawa 1974), Ks. Jerzy Trzanowski (Cieszyn 1938, 1992), Okruchy ze Stołu Pańskiego (Warszawa 1975).
(c) 2001-2002 - Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP - internet@luteranie.pl