10. Niedziela po Trójcy Świętej

„A żebyście nie mieli zbyt wysokiego o sobie mniemania, chcę wam, bracia, odsłonić tę tajemnicę: zatwardziałość przyszła na część Izraela aż do czasu, gdy poganie w pełni wejdą, i w ten sposób będzie zbawiony cały Izrael, jak napisano: Przyjdzie z Syjonu wybawiciel i odwróci bezbożność od Jakuba. A to będzie przymierze moje z nimi, gdy zgładzę grzechy ich. Co do ewangelii, są oni nieprzyjaciółmi Bożymi dla waszego dobra, lecz co do wybrania, są umiłowanymi ze względu na praojców. Nieodwołalne są bowiem dary i powołanie Boże. Bo jak i wy byliście niegdyś nieposłuszni Bogu, a teraz dostąpiliście miłosierdzia z powodu ich nieposłuszeństwa, tak i oni teraz, gdy wy dostępujecie miłosierdzia, stali się nieposłuszni, ażeby i oni teraz miłosierdzia dostąpili. Albowiem Bóg poddał wszystkich w niewolę nieposłuszeństwa, aby się nad wszystkimi zmiłować.” Rz 11 ,25-32

Siostry i bracia w Chrystusie.

 

Przede wszystkim powiedzmy sobie szczerze: temat dzisiejszego tekstu niewiele nas obchodzi na co dzień. Wydaje się, że nie ma on nic wspólnego z naszą wiarą oraz codziennym życiem w wierze. Rozterki apostoła Pawła dochodzą do nas z historycznej dali, a jego pragnienia i oczekiwania odczuwają tylko nieliczni z nas. Może tylko ty, siostro i bracie, którzy wcześniej byliście Żydami według ciała rozumiecie w lot, o czym pisze ten, który wyznaje na innym miejscu, że był obrzezany, co do sprawiedliwości, opartej na Prawie, stał się człowiekiem bez nagany, a jednak – gdy spotkał Chrystusa i w Niego uwierzył – wszystko, co mu było wcześniej zyskiem, uznał ze względu na Jezusa za szkodę (por. Flp 3,6-7)?

 

Dla zdecydowanej większości z nas wybór przyszedł jakby z zewnątrz. Może nawet nigdy nie opowiedzieliśmy się z serca za Chrystusem? Po prostu urodziliśmy się w chrześcijańskich rodzinach, ochrzczono nas i konfirmowano – a potem poszliśmy w życie i świat, przypominając sobie o Bogu tylko od czasu do czasu i to bez większych zobowiązań?

 

Co wtedy się dzieje – w czasie tych „przypomnień”, powodowanych może chorobą, lękiem, wiekiem; może odejściem kogoś bliskiego – szybko i gwałtownie? Co wówczas nam się przypomina „z dawnych lat”. Czy złożone kiedyś Bogu ślubowanie, jakieś własne postanowienie? A może zwyczajne pragnienie nastoletniego serca, aby rzeczywiście służyć Bogu i iść za Nim tak, jak o tym mówi Słowo Boże – bez oglądania się na cokolwiek, odważnie i szczerze?

 

I co wówczas robimy z takim powrotem niegdysiejszych pragnień, by związać swe życie z Bogiem? Porzucamy je, bo już do niczego nie pasują? Wracamy do nich i prostujemy swoje drogi? Co dominuje? Gorycz, zawód, poczucie, że zawiedliśmy Chrystusa, któremu kiedyś ślubowaliśmy? A może przeciwnie: zwalamy się na kolana, prosimy o przebaczenie, i tak długo trwamy przed Panem, aż odpowie nam na pytanie: I co dalej w tej sytuacji?

 

Wiele zależy od tego, czy miałeś w życiu swój Damaszek. Jak św. Paweł. To znaczy, czy spotkałeś kiedyś żywego Jezusa, który do Ciebie przemówił w Słowie i w Duchu Świętym. Czy masz chwilę w życiu z Bogiem, do której mógłbyś się odwołać niczym do waszej pierwszej miłości (por. Obj 2,4). Jeśli tak, to świetnie znasz słodycz tej miłości. I wiesz, co utraciłeś, jeśli odszedłeś zbyt daleko. Ale masz też do czego powrócić!

 

Apostoł Paweł miał w życiu chwilę spotkania. I chociaż wcześniej naprawdę był kimś dla religii i świata, uznał, że to wszystko jest niczym, że to wręcz śmieci, wymiociny i odchody, wobec doniosłości poznania Tego, który Go spotkał. Odtąd jego życie zamieniło się w służbę. Pytał, otrzymywał odpowiedzi i szedł. Upodabniał się do Chrystusa nawet w cierpieniu i śmierci. Swoje życie zdefiniował jako bieg, na końcu którego czeka go wieniec życia i nagroda. Dlatego biegł i walczył według reguł Jezusa, bo chciał trwać w Nim i dla Niego poświęcić siebie.

 

W przeciwieństwie do nas bieg Pawła nie doznał przestojów. Nie należał on do tych, którzy zapomnieli o tym, co zawdzięczają Chrystusowi. Dlatego tym usilniej zabiegał w modlitwie i zwiastowaniu o to, by ci, którzy jak on są Żydami, uwierzyli w Chrystusa jako w swojego Zbawiciela. Wiedział, że Jezus to jedyna Droga i Prawda, i Życie, oraz że nie przychodzi się do Boga w żaden inny sposób, jak tylko przez Niego (J 14,6)!

 

To niezwykłe, że Paweł gotów był nawet zostać odłączonym od Chrystusa (por. Rz 9,3), byle tylko pozyskać dla Ewangelii swoje żydowskie siostry i swoich żydowskich braci. Bóg nie zażądał jednak tego od Apostoła. Niemniej upewnił go, że nastanie czas, gdy Izrael będzie zbawiony. I to na tych samych warunkach, co my: przez wiarę w Jezusa Chrystusa.

 

Dlaczego zatem nie teraz? Dlaczego córki i synowie Izraela nadal mają zatwardziałe serca? To dla nas i dla świata. Trwa czas łaski i zbawienia, w którym Ewangelia zwiastowana jest wszystkim i wszędzie (2 Kor 6,2). Bóg chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy (1 Tm 2,4). Ale ten czas kiedyś się wypełni. I wówczas powróci On – zbawca Izraela i wszystkich ludów.

 

Taka cierpliwość Boga dla wszystkich, uczy nas pokory. Bóg ma moc wszczepić ponownie Izrael i w swoim czasie uczyni to. My tymczasem mamy trwać w chrześcijańskiej wierze i to trwać szczerze. Przez wyznawanie, służbę i zwiastowanie; krótko mówiąc: przez miłość dla sióstr, braci, nieprzyjaciół. Przez posłuszeństwo Słowu Bożemu. Przez modlitwę, która odsłaniać nam będzie sprawy Ducha Świętego tak, aby On mógł nas prowadzić jako dzieci Boże.

 

Nie mamy prawa mieć o sobie lepszego mniemania. To, czym jesteśmy w Chrystusie, dokonało się z łaski i miłości Boga. Można to zmarnować, owszem. Ale można też trwać w Nim. Nawet wówczas, gdy mieliśmy dłuższą przerwę. Nawet, gdy mamy za sobą lata przestoju. Ba, nawet wtedy, gdy to grzech oddalił nas od Boga.

 

Przykład Izraela jest gorzki i może ci służyć za przestrogę. Ale cierpliwość Boża w Chrystusie prowadzi cię do nowego upamiętania. Jeśli w tej chwili oddychasz, jeśli czytasz te słowa, to to jest właśnie ten czas dla ciebie: zrób nowy początek! Jak kiedyś. Jak wtedy! A może dopiero pierwszy raz tak naprawdę?

 

To, kim się stanie w twoim życiu Bóg, zależy w dużej mierze od tego, za kogo Jezusa Chrystusa uważasz i jakie miejsce dajesz Mu – lub dopiero pragniesz dać – w swoim życiu. Jeśli widzisz w Nim Zbawiciela, pochwycisz w wierze zbawienie i będziesz czerpać ze zdrojów zbawienia. Jeśli jednak widzisz w Nim również swego Pana, wówczas przeżyjesz z Nim życie w całej pełni i obfitości (J 10,10).

 

Za czym tęsknisz? Czego chcesz? Co Bóg ma ci uczynić?

 

Amen

ks. Andrzej Dębski