Kazanie na siedemnastą niedzielę po Trójcy Św.

I stało się, gdy wszedł Jezus w dom jednego z najprzedniejszych faryzeuszy w sabat, aby jadł chleb, że go podstrzegali. A oto człowiek opuchły był przed nim. A odpowiadając Jezus rzekł do zakonników i do faryzeuszy, mówiąc: Godzi się w sabat uzdrawiać. A oni milczeli. Tedy on ująwszy go uzdrowił i odprawił. A odpowiadając rzekł do nich: Któregoż z was osioł albo wół wpadnie w studnię a nie wnet go wyciągnie w dzień sabatu? I nie mogli mu na to odpowiedzieć. Powiedział też i wezwanym podobieństwo, (bacząc, jak przedniejsze miejsca obierali), mówiąc do nich: Gdybyś był od kogo wezwany na wesele, nie siadajże na przedniejszym miejscu, by snadź zacniejszy nad cię nie był wezwany od niego; a przyszedłszy ten, który ciebie i onego wezwał, rzekłby tobie: Daj temu miejsce, a tedy byś ze wstydem począł siedzieć na poślednim miejscu. Ale gdybyś był wezwany, wszedłszy usiądź na poślednim miejscu, a gdyby przyszedł ten, który cię wezwał, rzekłby tobie: Przyjacielu! posiądź się wyżej; tedy będziesz miał cześć przed wpółsiedzącymi z tobą. Bo wszelki. Kto się wywyższa poniżony będzie , a kto się poniża, wywyższony będzie. Ewangelia Łukasza 14, 1 – 11.

Ewangelia dzisiejsza ma dwie części. Pierwsza zawiera naukę o służbie Bożej, jak wobec Pana Boga zachowywać się mamy; druga uczy nas zachowania się wobec ludzi.

Co do pierwszej części znajduje się tu pytanie: Azali przed Bogiem lepiej jest przestrzegać sabatu, czy pomagać ludziom dobrze czyniąc? Bo o to tu chodzi faryzeuszom, co też Pan Jezus z owym opuchłym czyni? Jeśli mu nie pomoże, to będzie można jak sobie myślą, narzekać nań, że jest niemiłosiernym, a ludziom nic dobrego uczynić nie chce. Jeśli mu zaś dopomoże, to okaże się bezbożnym, ponieważ nie przestrzega sabatu, z czego daje się udowodnić, że się sprzeciwia Panu Bogu i słowu jego. Cokolwiek tedy uczyni Pan, z każdej strony jest jakby w sidłach, bo mu stąd i zowąd zagrodzili drogę. Osobliwie zaś za niebezpieczną rzecz uważają naruszenie sabatu, który u Żydów miano za tak wielką i świętą rzecz, że go jak najściślej przestrzegać się należało.

Ale cóż czyni miły Pan Chrystus w tym usidleniu, w którym według rachunku faryzeuszy na każdy sposób przegrać musi. On idzie prostą drogą i czyni to, co jest dobre; zawstydza faryzeuszy, którzy tak osiedli, iż każdemu wydają się prostymi głupcami, pomimo że nazywają się duchownymi przywódcami ludu, i uważani bywają za wysokich doktorów. Ostatecznie kończy się na tym, że Pan im prosto w oczy wykazuje, jako nie wiedzą, co to jest święcić dzień świąteczny. Wy myślicie w sercach waszych, powiada im, że święcić sabat znaczy po prostu próżnować a nic nie robić. Ale się mylicie, bo dzień świąteczny święcić znaczy słuchać słowa Bożego a bliźniemu dopomagać, w czym można. Albowiem tak święcić sabat, iż byście bliźniego w potrzebie jego opuścili i nie pomogli mu, to nie jest według woli Bożej. Jeśli tedy bliźniemu służę i pomagam, choćbym przy tym musiał pracować, dobrze w tym czynię ani gwałcę sabatu, bo pobożny czyn uczyniłem. Nauka ta o święceniu sabatu objaśnia przykazanie trzecie, co ono znaczy i czego od nas wymaga, a to nie abyśmy próżnowali, wstrzymując się od wszelkiej pracy, lecz abyśmy słuchali słowa Bożego i według niego się sprawowali i żyli. A słowo Boże wskazuje na drugą tablicę Mojżeszową i naucza nas miłować siebie nawzajem i czynić wszystko dobre. Stąd też wynika, że takie dobre czyny nie mogą być pogwałceniem sabatu. Dlatego nieumiejętnymi nauczycielami jesteście wy faryzeusze, mówi Pan, którzy czyn dobry w sabat wykonywany, nazywacie pogwałceniem sabatu. Czy nie w sabat najwięcej kazane bywa, abyśmy się wespół miłowali? Miłować zaś znaczy nie w myślach się kimś zajmować, lecz bliźniego sercem kochać, słowem go cieszyć lub strofować a radą i czynem mu być pomocnym na duszy i na ciele, jako nas naucza św. Jan w 1 Jana 3, 18. „Dziateczki moje, nie miłujmy słowem ani językiem, ale uczynkiem i prawdą”. Takie rzeczy nakazuje Pan na dzień sabatu, a co więcej, na to dzień ten ustanowił, abyśmy to słyszeli i uczyli się być, gdzie tego potrzeba, dla bliźniego uprzejmymi w słowach a pomocnymi w czynach.

Tych obłudnych świętoszków, co słowo Boże przekręcają i chlubią się święceniem sabatu, choć nie mają uczynków miłości, bo by bliźniemu ani starego obuwia lub odzienia nie podali, karze Pan Jezus. A zaiste są to łotry i przekręcają słowo Boże. Gdzie słowo powiada: Miłuj bliźniego swego i czyń mu dobrze, tam faryzeusze powiadają: O nie, bo bym przez to pogwałcił sabat. Jest to istotnie fałszywa nauka i szczere przekręcanie rozkazu Bożego. Albowiem prawie na sabat nakazuje ci Pan, abyś miłował bliźniego, miał o niego staranie i pomagał mu ku dobru ciała i duszy. Uwidacznia to Pan przykładem, który przytacza. Czyż to nie wstyd, że gdyby osioł lub wół wpadł ci w wodę, biednemu bydlątku temu dopomógłbyś nie lękając się pogwałcenia sabatu. Jeśli tedy nie jest grzechem dopomóc w sabat bydlęciu, jakaż to szalona świętobliwość, co pozwala w sabat zlitować się nad bydlęciem i biec z powrozami i kołami, by wyciągnąć je z wody, a człowiekowi biednemu okazać litość i dopomóc mu w sabat nie pozwala! Tak powinno się wieść wszystkim wszędzie, którzy Pana Jezusa chcą nauczać i naprawiać. Niechajby zawsze jak na dłoni okazało się szalone głupstwo ich, jak się stało faryzeuszom, którzy byli pewni, że Pan im nie ujdzie, czy uzdrowi onego opuchłego, czy nie.

Daje im też Pan taką odpowiedź, że odstąpić muszą od wszelkiej dalszej zaczepki przeciwko niemu. Powiada im bowiem: Oblubienica, wy to gwałcicie i znieważacie dzień sabatu. O co mnie podejrzewacie, to czynicie sami. Bo dzień święty święcić znaczy, a słuchać słowa Bożego i pełnić uczynki świętobliwe, miłować bliźniego i pomagać mu w potrzebach jego, znaczy być miłosiernym i pomocnym, skorym do rady i do pociechy, podawać pokarm i napój potrzebującemu itd. Kto w sabat rzeczy takie czyni, ten prawdziwie służy Bogu. Potwierdza to owo piękne słowo proroka Ozeasza: „Miłosierdzia, chcę a nie ofiary, a znajomości Bożej więcej, niż całopalenia”. A cóż znaczy Boga poznawać? Tyle, co słuchać słowa jego. Skądże bowiem mamy mieć znajomość o Bogu jeżeli nie ze słowa jego. Gdy zaś w słowie swym mówi: „Jam jest Pan Bóg Twój, którym zesłał syna swego i wydałem na śmierć za ciebie, którym we chrzcie przyjął ciebie za dziecię swoje”, tedy przez słowo poznajemy go, że jest łaskawym i miłosiernym Bogiem. Rozum ludzki sam z siebie tego nie wie. Jeżeli zaś przez słowo przychodzimy do poznania Pana Boga, tedy zaprawdę wtenczas Panu Bogu służymy i dzień święty prawdziwie święcimy, tedy słowa jego słuchamy i według niego się sprawujemy i żyjemy. Faryzeusze obłudni tego nie czynią, słowa Bożego ani słuchać ani według niego się zachowywać nie chcą, a przy tym jednak udają, jakby przestrzegali sabat. Nie inaczej czynią zwolennicy papieża, którzy się słowu Bożemu sprzeciwiają Służbę Bożą w tym pokładają, że nawet codziennie słuchają mszy: ale kazania nie słuchają chyba raz na miesiąc, lub nawet i na cały rok, a choć go słuchają to i tak nie ma w nim słowa Bożego, owszem same tylko wymyśliły ludzie i szczera nieprawda. Taką to służbą Bożą obchodzą dzień święty, chociaż służba Boża prawdziwa tam tylko jest, gdzie lud słucha słowa Bożego i pełni uczynki, których słowo wymaga i które nakazuje. Przeto dla chrześcijanina każdy dzień powinien być sabatem, bo na każdy dzień mamy słuchać słowa Bożego i według niego życie nasze urządzać. Oprócz tego ustanowiona jest dla ludzi niedziela, którą osobliwie każdy powinien słuchać słowa Bożego, takowego się uczyć i według niego żyć. Przez sześć dni powinien każdy człowiek pracować i zarabiać sobie na utrzymanie swoje. Na to Pan Bóg chętnie zezwala, albowiem sam nam nakazał pracować. Dzień siódmy jednak powinniśmy święcić i powstrzymywać się weń od wszelkiej pracy, aby każdy miał czas ćwiczyć się w słowie Bożym i uczynkach jego wykonywując nie sprawy doczesne, lecz to, czego Pan Bóg w słowie swoim wymaga. To jest pierwsza cześć ewangelii dzisiejszej. Z niej uczymy się, że dzień sabatu wtenczas prawdziwie święcimy, gdy słuchamy słowa Bożego i według niego żyjemy. Gdy idziesz na kazanie, lub czytasz z prawdziwą pobożnością ewangelię, natenczas służysz Bogu swemu, a służba taka przyjemniejsza mu jest według słowa proroka Ozeasza, nad wszelkie inne ofiary i święcenia.

Druga część uczy o pokorze. W ten sposób Pan na końcu wykłada podobieństwo swoje mówiąc: „Kto się wywyższa, będzie poniżony, kto się poniża będzie wywyższony”. Tak jest nie tylko przed Bogiem, lecz także przed ludźmi. Takie jest usposobienie każdego człowieka, że się pysznym przeciwstawia. Do przeciwieństwa zaś wobec serca skromnego i pobożnego potrzeba wysokiej złości i zepsucia. Do dzieweczki, która w domu chętnie, posłusznie i ze skromnym sercem wykonuje, co jej nakazują, przywiązuje się od razu serce gospodyni i nie może jej być przeciwne, bo takie jest z natury upodobanie nasze, że człowiekowi pokornemu życzliwymi być musimy. Ale gdzie w dziatkach lub czeladce objawia się nieposłuszeństwo i pycha, owe grzechy, które zawsze z sobą są połączone, gdzie woli rodziców stawiają opór, tam ojcu i matce pomyśleć trzeba, jakoby pychę ich załamali i do pokory przywiedli, albo z domu swego wyparli. Nie inaczej czyni zwierzchność świecka. Błądże to, że pychy nikt nie cierpi? Pewnie dlatego, że tak Bóg chce, który w słowie swoim powiada, że się pysznym przeciwstawia i upaść im każe. Tak dzieje się w każdym stanie. Bogactwo i nauka, rozum i piękność, wiedza i potęga, skoro się wbiła w pychę, a nie chciała się upokorzyć, zawsze według dopuszczenia Bożego musiała upaść. Stoi bowiem napisane: „Bóg się pysznym przeciwstawia”. Kto sobie takie brzemię nałoży, ten musi upaść, a żadna moc ani potęga mu nie pomoże. Człowiek zaś pokorny znajdzie łaskę u Boga i u ludzi a Bóg i wszyscy aniołowie jego a w końcu i ludzie za zacny klejnot uważać go będą. Takiemu potem nastąpi szczęście i pożegnanie. Niejeden już syn mieszczanina lub wieśniaka, któremu rodzice ani trzech groszy dać nie mogli, wyszedł na wielkiego pana a książęta i panowie musieli mu dla mądrości i ducha jego oddawać cześć. Skądże takie szczęście? Stąd, że Pan Bóg nie opuści człowieka pokornego, ale łaską i miłosierdziem wielkim pożegnaniem swoim go wywyższa. Wysławia psalm 113 mówiąc: „Któż taki, jako Pan Bóg nasz, który mieszka na wysokości? Który się zniża, aby widział, co jest na niebie i na ziemi. Podnosi z prochu nędznego a z gnoju wywyższa ubogiego, aby go posadzić z książętami, z książętami ludu swego”. Tak czyni Bóg pokornym. Którzy się zaś w pychę wbijają, i wynoszą się, tym okazuje Pan wszelką niełaskę tak długo, aż dojdą do upadku. Powinniśmy dlatego być pokornymi a dziatki i czelada w domu powinny być posłuszne pamiętając, że taka jest wola Boża, aby w pokorze czyniły, co im nakazano. Tak czyńmy nie dbając nawet na skromne powołanie nasze, wiedząc, że Pan Bóg nas wywyższy, jeśli się tylko jego trzymać będziemy. – Przekonał się o tym Saul, kiedy będąc ojcu posłuszny pilnował oślicy i uważał siebie za najmniejszego między synami pokolenia baniaminowego. Przyszedł bowiem z natchnienia Bożego do tego pasterza skromnego prorok Samuel i pomazał go na króla. Był pokorny a nie wyniosły, przeto okazał mu Bóg łaskę i miłosierdzie swoje. Ale cóż nastąpiło? Stawszy się królem nadęło się serce Saula, a wbiwszy się w pychę nie dbał więcej o Boga i słowo jego. Dlatego Bóg, który go wywyższył, wydał go na upadek, że w rozpaczy przebódł samego siebie i wyginęło pokolenie jego. Dawid także był pięknym, silnym i umiejętnym młodzieńcem, miał przy tym serce skromne i nie wynosił się. Był sobie pasterzem owiec, jako mu ojciec jego rozkazał, aż przyszedł prorok Samuel i pomazał go za króla. Bracia jego, których było siedem, byli dumni, wysokomyślni i lekceważyli młodego brata Dawida. Lecz Bóg rzekł do Samuela: „Nie patrz na urodę jego ani na wysokość wzrostu jego, ale tego mi pomażesz za króla, którego ja ci pokażę”. Wywyższony przez Pana umiał Dawid zachowywać się w pokorze, bo inaczej byłby go Pan poniżył tak, jako Saula. Choć tedy królestwo opuścić musiał dla pokory swojej znowu do niego powrócił a Pan Bóg uczcił go obietnicą, że z pokolenie jego miał się urodzić Chrystus.

A to wszystko dlatego jest napisane i to bywa kazano, abyśmy się pychy wystrzegali, i pokornymi byli. Wystrzegajmy się pychy, bo inaczej Bóg się nam przeciwstawi. On pychy nie cierpi. Dlaczegoż bowiem dziś na świecie tak źle, dlaczegoż tyle niecnych, podupadłych i nieszczęśliwych mężów i niewiast? Dlatego, że w młodości nikt nie chce czynić, co powinien, każdy tylko chce w pysze i wystawności sobie chodzić. Poczynają sobie tedy, bez Pana Boga, jako świnie, nie nauczywszy się nic dobrego i statecznego. Lecz co się wywyższa, musi się poniżyć, a znowu co się poniża musi się wywyższyć. Bogu, który nas tego uczy, niech będzie chwała i sława, a nam niech użyczy Bóg łaski swojej, dla syna swego Jezusa Chrystusa, abyśmy według nauki tej sprawować się moli. Amen.