english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

2. Święto Zesłania Ducha Świętego

     

 Materiały
liturgiczne

Materiały homiletyczne

Rok kościelny   w życiu ewangelika 

 

         

Kazanie na 2. Święto Zesłania Ducha Świętego

  

I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej, abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu, lecz, abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa, z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości.

List do Efezjan 4,11-16

 

Moi drodzy, w kalendarzu liturgicznym Kościoła nie brakuje okazji do spotkań przy Biblii. Dziś okazję tę stwarzają Zielone Świątki.
 
Wielu z was z pewnością od razu poczuło się nieswojo. Użyłem bowiem (zapewniam, że celowo i nieco prowokacyjnie) nazwy, która wśród nas ewangelików na szczęście nie jest szczególnie popularna. „Zielone Świątki” – to używana przez większościowy Kościół w naszym kraju nazwa świąt, która chrześcijaninowi mówi niewiele i która nadzwyczaj skutecznie odwraca jego uwagę od istoty tych dni. Czyżbyśmy mieli się gromadzić w kościołach, aby niczym poganie odtwarzać coroczne odradzanie się świata przyrody do życia? Czyżbyśmy mieli kościelnie usankcjonować jakieś pogańskie zwyczaje, nadając im chrześcijańskie piętno? Nic bardziej błędnego. Liturgiczne wezwanie do zwrócenia uwagi na ten szczególny dzień w roku ma związek z realizacją Bożej obietnicy składanej w czasach Starego Przymierza ustami proroków, a w czasach ewangelii wypowiedzianej –-przez Jezusa do uczniów – apostołów. Obietnicy wypełnienia ludzkiej duszy Bożym pierwiastkiem, wypełnienia pustki, jaką nieuchronnie nosi w sobie każdy, kto pozostaje bez Boga, obietnicy zastąpienia naszych słabości, naszej małostkowości nową, nadzwyczajną siłą, uskrzydlającą energią, nadającą naszym działaniom konsekwencji i skuteczności. A dziś, no cóż, nie poświęcamy przecież naszego życia na obrzędy związane z czczeniem odradzającej się do życia natury, lecz skłaniamy się do spraw mających zasadnicze znaczenie właśnie dla naszego życia duchowego, dla naszego życia z Bogiem. 

    
Świętujemy pamiątkę Zesłania Ducha Świętego, pamiątkę wydarzeń, które nieśmiałych, zakompleksionych, może wręcz niemrawych uczniów Jezusa, zmieniły w gotowych do złożenia najwyższej ofiary rycerzy Ewangelii. Umocowani przez Boga i przez Niego umocnieni stali się prorokami Nowego Testamentu dążącymi do pełni Chrystusowej i wzrastającymi pod każdym względem w Niego. 
 
Dziś w centralnym miejscu zwiastowania stoi Duch Święty, ten niewidzialny związek Boga z człowiekiem, w który wyposażył uczniów zmartwychwstały i wywyższony do Ojca Chrystus pięćdziesiątego dnia po Wielkiej Nocy, w który wyposaża Zmartwychwstały i Wywyższony Swoich wyznawców przez ponad 2 tysiące lat do dnia dzisiejszego i wyposażać będzie aż do skończenia świata, jak to obiecał.
 
Jest to odpowiedź na tęsknotę uczniów pozostawionych bez pasterza, patrzących na oddalającą się postać Zmartwychwstałego. Odpowiedź na rozdzierające ich serce wołanie o Jego obecność i wsparcie, o zdjęcie zasłony z ich oczu cielesnych i duchowych, o nowe stworzenie i tchnienie nowego tchu życia w nozdrza człowieka, aby stał się na nowo istotą żywą…
 
Hasło biblijne tego świątecznego dnia pochodzące z księgi proroka Zachariasza mówi: Nie dzięki mocy, ani dzięki sile, lecz dzięki mojemu Duchowi to się stanie – mówi Pan Zastępów. Odrodzenie religijne i odrodzenie polityczne narodu wybranego, którego lud współczesny prorokowi się spodziewa przebywając na wygnaniu, dokona się nie dzięki umiejętnościom politycznym przywódców tego ludu, lecz z woli i mocą Pana Zastępów. Dzięki jego suwerennemu, konsekwentnemu postanowieniu dokona się cud nowego stworzenia – dawniej stworzenia nowych struktur państwa izraelskiego, a dziś - cud stworzenia nowego wybranego ludu Boga.
 
Tak doszliśmy do istoty święta Kościoła – społeczności grzeszników zasługujących na zbawienie, które dokonuje się darmo i z łaski Tego, który jak dawniej suwerennie i niezależnie tą swoją łaską obdarowuje każdego człowieka.
 
Obdarzeni łaską Boga i oświeceni mocą Ducha apostołowie rozpoczęli dzieło zwiastowania i budowania nowej społeczności Bożych dzieci. Prazbór w Jerozolimie powstał wskutek tego działania. Obchodzimy więc dziś pamiątkę powstania Kościoła, który stał się światową wspólnotą wierzących. Dzisiejszy tekst kazalny daje nam możliwość bliższego spojrzenia na nasz Kościół i na naszą w nim rolę.
 
Słuchamy w tym kontekście wypowiedzi apostoła Pawła skierowanej do zboru w Efezie, a którą przecież zaanektowały inne społeczności ówczesnego świata.
 
Do jakiego Kościoła wypowiada apostoł te słowa pokrzepienia; z jakim Kościołem dzieli się swoją nadzieją? Była to niewielka, marginalna społeczność, licząca ułamek procenta populacji ówczesnych miast i wsi. Może w miastach portowych, gdzie krzyżowały się życiowe ścieżki reprezentantów różnych narodów i wszelakich światopoglądów, gdzie ludzie byli bardziej niż gdzie indziej przyzwyczajeni do nowinek i różnorodności religijnej, może więc w tych miastach społeczność chrześcijan liczyła kilkaset członków. Cóż to jednak znaczyło wobec kilkuset tysięcy mieszkańców? Kościół zatem od samego początku był społecznością mniejszościową, która w pogańskim otoczeniu zmuszona była ostrożnie prezentować swoje poglądy. Całe jej otoczenie oddawało pokłon cesarzowi i rozlicznym bogom przedstawianym pod postacią wielkich posągów w poświęconych im świątyniach. 
 
Czy reprezentanci tego pierwotnego Kościoła czuli się jak apostołowie przed Pięćdziesiątnicą – opuszczeni, a może wręcz porzuceni w morzu pogaństwa? Wydaje się, że mieli prawo do takich odczuć. Pan zmartwychwstał – to prawda, ale też odszedł do Ojca, pozostawiając „swoich” na tej ziemi i w tym świecie. Świecie, który nie chciał słuchać Jego głosu i który nie chciał kroczyć Jego ścieżkami. Odszedł pozostawiając Kościołowi jego rozterki, wątpliwości i wiele trudnych zadań do wykonania. Zadań tak trudnych i, używając do ich oceny jedynie ludzkiej logiki, po prostu niewykonalnych, że bez pomocy z zewnątrz żaden człowiek, żaden, najbardziej nawet chętny do działania uczeń Jezusa, nie byłby w stanie ich wykonać. Jak przeciwstawić się całemu światu, jego pojęciowości, jego religii, jego normom i jego polityce? Jak obudzić w świecie wiarę, a we władcach tego świata przekonanie o konieczności pokornego poddania się Bożym rozstrzygnięciom? I kto miałby to uczynić – galilejscy rybacy, cieśle, celnicy?
 
Czy dziś nie czujemy się podobnie, zatopieni w morzu zalewającej nas i naszych bliskich konsumpcji, wszechobecnych i wszechogłupiających korporacyjnych reguł i globalistycznych procedur, opuszczeni przez Boga i ludzi w odhumanizowaniu relacji między ludźmi? Czy bez pomocy z góry wystarczy nam sił, by wejść na tę Golgotę, naszą Golgotę dzisiejszych czasów? Czy bez pomocy z góry wystarczy nam sił, aby nieustannie i niestrudzenie opowiadać światu o Zbawicielu. Przecież świat tej Ewangelii po prostu nie chce słuchać! Zajęty sobą, swoją samorealizacją, swoim egoizmem i swoimi własnymi celami. Tu nie ma miejsca dla słabego, chorego, starego; nie ma miejsca dla niczego, co Chrystusowe, a o czym pisał apostoł Paweł.
  
Jako Kościół Jezusa Chrystusa, powołany do życia w dniu Zesłania Ducha Świętego, tworzymy społeczność stanowiącą, jak to mówią apostołowie w swoich pismach, ciało Chrystusowe. Apostoł szczegółowo rozwodzi się o tym pisząc o różnorodnych darach, wielu powołaniach i zadaniach stawianych przed członkami tego ciała przez jego Pana, przez samego Jezusa Chrystusa.
 
Celem tych różnorakich działań, celem wypełniania chrystusowego posłannictwa jest doskonałość - Boża doskonałość Jego dzieci, które potrafią przeciwstawić się skutecznie „lada wiatrowi nauki”, które nie dadzą się „wprowadzić na bezdroża błędu”. Celem jest więc „wzrastanie w Niego, który jest głową”. A więc współtworzenie owego ciała Chrystusa, którym jest Kościół. Ważne i odpowiedzialne to zadanie, którego wszakże nie damy rady wypełnić jedynie naszą ludzką mocą i naszym ludzkim chceniem. Nader bowiem często upadamy w drodze. Nasz egoizm ma na tej drodze bardzo wiele do powiedzenia. Otaczający nas świat mami nas nieustannie i zwodzi. 
 
Czytamy o apostołach i nieuchronnie nasuwa się nam obraz dwunastu uczniów Jezusa, oraz Pawła z Tarsu. Ale „apostoł” to przecież posłaniec, którego Bóg wysyła z ewangelią w świat – takich posłańców nie brakowało w historii Kościoła powszechnego. Głosili światu dobrą nowinę o Zmartwychwstałym i w jego imieniu i za Jego sprawą powstawały w wielu miejscach świata nowe społeczności. Te zaś wydawały nowe owoce wiary i błogosławiły służbę nowych posłańców, aby urzeczywistniło się słowo: Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody…
 
Ale to przecież my chrześcijanie, pełni słabości i poddani grzechowi tworzymy, więcej - jesteśmy ciałem Chrystusa. Nas pełnych słabości i poddanych grzechowi On ustanawia apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami. Nas grzesznych On sam w swoim kościele czyni świętymi – już teraz poddanymi działaniu Jego łaski, dorastającymi w łasce „do wymiarów pełni Chrystusowej”. W Chrystusie „zostaliśmy uwolnieni od zakonu, gdy umarliśmy temu, przez co byliśmy opanowani, tak iż służymy w nowości ducha, a nie według przestarzałej litery”. (Rz.7,6)
 
Winniśmy dążyć jako ciało chrystusowe do jedności wiary, dlatego powinniśmy wystrzegać się oszustw ludzkich i podstępów prowadzących na bezdroża błędu. Nasza wzajemna miłość winna być szczera, abyśmy systematycznie dzień po dniu wzrastali w naszego Pana. W ciele chrystusowym jeden członek tego ciała zależy od drugiego i wspiera go w jego działaniach, tak dobrze i mocno, jak tylko potrafi. Tak wzrasta ciało chrystusowe, tak i my budujemy się w miłości, a tym samym wypełniamy zakon chrystusowy.
 
Tak oto służba miłości została podniesiona do rangi istoty Kościoła niezależnie od jego nazwy, liczebności, obszaru działania – a więc do rangi istoty Kościoła powszechnego. Budowla ciała chrystusowego zasadza się na ewangelii i na złożeniu jej, niczym starotestamentowego ruah, w sercu człowieka przez samego Boga. Dobrze się stało, że po wielu latach akcentowania różnic pomiędzy chrześcijanami, obecny rzymskokatolicki biskup Rzymu, zdobył się, goszcząc w ewangelickim kościele Św. Trójcy, na wypowiedź, iż służba miłości jest wspólnym świadectwem chrześcijan, bez względu na wyznanie. Jakiekolwiek otrzymujemy powołanie, jakiekolwiek zadanie do wykonania – wszystko czynimy w kościele z Bożego nakazu, dążąc do wymiarów pełni chrystusowej, co bez miłości jest niemożliwe.
 
Dziś chcemy dziękować Bogu za dar Jego Ducha, dzięki czemu możliwe jest dla każdego z nas, bez względu na dar, jakim nas obdarza Bóg, bez względu na rodzaj zadania, jakie mamy do wykonania, trwanie w ciele Chrystusa i sprawowanie służby ewangelii miłości, „według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka”, aby wspólnota zbawionych, Bożych dzieci rosła i budowała się w miłości. AMEN.

 

ks. Robert Sitarek, Proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Kłodzku,

Dyrektor Ewangelickiego Centrum Diakonii i Edukacji im. ks. dra Marcina Lutra