english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

Skoczowianie po raz trzeci w Sorkwitach

W poniedziałkowy wieczór (14.08.) z placu kościelnego w Skoczowie, 80-osobowa grupa młodzieży z ks. Janem Kurko na czele wyjechała na długo wyczekiwany (chyba przez wszystkich) obóz w Sorkwitach nad Mazurach. Skoczowianie od trzech lat wybierają Sorkwity na miejsce wspólnego spotkania z Bogiem i miejsce wypoczynku ze względu na lokalową pojemność ośrodka oraz malowniczość „kurortu nad jeziorem”.
 
Dla sporej grupy osób (m.in. dla mnie) miejsce to stanowiło swego rodzaju zagadkę, ponieważ jechałam tam w tym roku po raz pierwszy. Znałam je głównie z opowiadań moich przyjaciół i znajomych. Nigdy bym się jednak nie spodziewała, że Sorkwity mogą być tak cudnym zakątkiem, a obóz tam spędzony wniesie tyle nowego do mojego dotychczasowego życia. 
 

 
Przyjechaliśmy na miejsce następnego dnia rano. Rzuciliśmy coś na żołądek, a potem spotkaliśmy się na zebraniu organizacyjnym, gdzie nastąpiło zapoznanie się z regulaminem obozowym i podział naszej rozbrykanej bandy na 6 grup. Resztę dnia poświęciliśmy na odpoczynek po podróży i zapoznanie się z nowymi kątami…
 
Nasz zwykły dzień rozpoczynał się o godz. 7.00 przy dźwiękach różnego rodzaju muzyki z radiomagnetofonu tzw. boomboxa puszczanej przez jednego z kadrowiczów. Jeżeli ktoś miał problemy ze wstawaniem, w zestawie do pobudki była jeszcze trąbka, mokre liście, kubek zimnej wody bądź walcowanie (dla niewtajemniczonych: rodzaj turlania się po śpiącej osobie w celu obudzenia jej).
  

 
Stałym punktem programu, który miał miejsce po pobudce, był indywidualny, a później grupowy „cichy czas”, w którym rozważaliśmy Słowo Boże i powierzaliśmy w modlitwie dzień Panu Bogu.
 
Po śniadaniu zawsze spotykaliśmy się już wszyscy, aby posłuchać, co ks. Jasiu ma nam do powiedzenia odnośnie rannego cichego czasu. Wszystkie te spotkania stanowiły pewien cykl – uczyliśmy się, że zostaliśmy stworzeni przez Pana i dla Pana, że On zna nas dokładnie (Psalm 139), że chce być naszym przyjacielem, że Niebo, a nie świat, jest naszym domem, o wspólnocie ludzi wierzących, o Kościele.
   

Stałym punktem programu były również społeczności wieczorne. Wtedy następowało podsumowanie dnia. Każdy mógł podzielić się swoimi refleksjami. Był czas na modlitwę i wspólne uwielbianie Pana Boga w pieśniach. Szczególną społeczność przeżywaliśmy wtedy, gdy odwiedziła nas ok. 50-osobowa grupa młodzieży z Wisły Malinki, która w tym czasie spędzała wakacje na obozie w Krzywym. Musieliśmy przenieść wtedy spotkanie do kościoła, bo jadalnia okazała się zbyt ciasna. Drugie takie niepowtarzalna społeczność odbyła się w środę (23.08.), również w kościele. Jej integralną część stanowiła spowiedź i Komunia Święta.
   

 
Oprócz stałych punktów przewidziano też czas dla siebie. Wtedy robiliśmy to, na co akurat mieliśmy ochotę. Jedni odpoczywali na zielonej trawce plotąc bransoletki, drudzy czytali, inni znowu układali puzzle bądź też grali w karty (najczęściej w ligretto). Niektórzy powracali do czasów dzieciństwa i huśtali się na huśtawce, jak tylko najdłużej mogli. Spora część naszej grupy bardziej aktywnie spędzała wolny czas np. grając w siatkówkę, piłkę nożną, badmintona, baseball, a gdy pogoda nie dopisywała i popadało – chłopcy grali w rugby, taplając się w świeżym błotku. Często też wypływaliśmy na kajaki w twarzowych kapokach. Po takich wyprawach nad jeziorko najczęściej nie wracało się suchym albo bez kontuzji do obozu. Na szczęście mieliśmy na miejscu kogoś, kto stale czuwał w pogotowiu i udzielał pomocy sanitarnej. Był to sympatyczny kadrowicz, nazywany przez wszystkich – dr Albin.
 
W trakcie naszego pobytu na obozie, kadra dokładała wielu starań, by urozmaicić nam czas. Zorganizowano dla nas zawody sportowe w grupach, a także łowy. Dwa razy pojechaliśmy całą grupą do Mrągowa, gdzie akurat miał miejsce 9. Tydzień Ewangelizacyjny. Po jednej z ewangelizacji zostaliśmy jeszcze na koncercie hip-hopowego zespołu chrześcijańskiego – Elohim. Był to dla wielu szczególny czas. Okazuje się bowiem, że Pan Bóg potrafi wykorzystać każdy rodzaj muzyki, by poprzez śpiewaną treść poruszać serca.
 
Czas na Mazurach upływał nam bardzo miło, i jak to zwykle bywa – szybko. Dzień powrotu do domu zbliżał się nieuchronnie. Tak więc z wielkimi oporami i ze smutkiem opuszczaliśmy Sorkwity, udając się do Czerwonki (25.08.), skąd pociągiem dojechaliśmy następnego dnia do Bielska. Droga wydawała się krótsza niż w tamtą stronę (może dlatego, że przeważająca większość spała). Ci „troszkę” bardziej wytrwali spędzili podróż na długich rozmowach, co nie znaczy, że ani na chwilkę się nie zdrzemnęli. Z Bielska udaliśmy się autobusami do Skoczowa, gdzie czekały na nas stęsknione rodzinki… Po kilkunastu minutach pożegnań wszyscy się rozjechali, ale nie na długo… Spotkaliśmy się na młodzieżówce. Znowu cieszyliśmy się swoją obecnością, a przede wszystkim tym, że Pan Bóg jest z nami.

Po obozie pozostały teraz wspomnienia, różnego rodzaju wrażenia i refleksje. Pozostaje nam czekać na kolejny…
 
Tekst: Judyta Fender, zdjęcia: Marek Bożek