english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

3. Niedziela po Epifanii

Materiały liturgiczno-homiletyczne

  

Kazanie na 3. Niedzielę po Epifanii, 21 stycznia 2007 r. 
 


Przybył więc do miasta samarytańskiego, zwane Sychar, blisko pola, które Jakub dał swemu synowi Józefowi. A była tam studnia Jakuba. Jezus więc zmęczony podróżą, usiadł sobie przy studni; było to około szóstej godziny. Wtem przyszła niewiasta samarytańska, aby nabrać wody. Jezus rzekł do niej: Daj mi pić! Uczniowie jego bowiem poszli do miasta, by nakupić żywności. Wtedy niewiasta samarytańska rzekła do niego: Jakże Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę o wodę? ( Żydzi bowiem nie obcują z Samarytanami). Odpowiadając jej Jezus, rzekł do niej: Gdybyś znała dar Boży i tego, który mówi do ciebie: Daj mi pić, wtedy sama prosiłabyś go i dałby ci wody żywej. Mówi do niego: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka; skądże więc masz tę wodą żywą? Czy może Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tą studnię i sam z niej pił i synowie jego i trzody jego? Odpowiedział jej Jezus, mówiąc: Każdy, kto pije tę wodę, znowu pragnąć będzie; ale kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu.

 

Ewangelia Jana 4, 5-14
 

ks. Andrzej DyczekPewien człowiek, odwiedzając cmentarz, zauważył wśród nagrobków wiele napisów. One wyrażały różne myśli i odczucia. Na jednym z pomników znalazł się dziwny zapis. Było wypisane imię i nazwisko kobiety, nie było daty urodzenia i śmierci tylko słowa, dziwnie brzmiące, po ich przemyśleniu zapewne też smutne:
 

Śpi, lecz nie odpoczywa.
Kochała, lecz miłości nie zaznała.
Pragnęła zadowolić - nie zadowoliła.
Umarła samotnie - tak jak żyła.

 
Te słowa wyrażały smutek, głęboki rozdźwięk życia, niedosyt i pustkę. Jakie było życie tej kobiety, jeśli takie właśnie epitafium pojawiło się w miejscu jej spoczynku? Czy były to jej osobiste słowa jeszcze przed śmiercią, czy też ktoś z bliskich tak właśnie ocenił jej życie? Czy jej życie naprawdę było nieudane? Ciągle przypominały się te słowa:

  
Kochała, lecz miłości nie zaznała
Pragnęła zadowolić - nie zadowoliła
Umarła samotnie tak jak żyła ...

  
A jednak to możliwe. Otrącony człowiek, wytykany palcami, ciągle zasypywany w rodzaju: Ty nic nie umiesz, nie potrafisz, jesteś zerem, do niczego się nie nadajesz, z tobą nie da się wytrzymać, nic nie potrafisz zrobić porządnie, wszystko robisz źle...

 
Ileż ludzi czuje się otrąconych i niespełnionych, iluż umiera w samotności, izolując się od innych. Wielu ludziom dano obrączkę, lecz nie miłość, rodzinny dom, lecz nie ciepło i serdeczność, prędzej czy później czują się prawdziwymi ofiarami i więźniami niespełnienia.

 
Bohaterka dzisiejszej historii biblijnej być może czuła się podobnie.. Plac przy studni na rynku był w dawnych czasach ważnym miejscem w każdym mieście. Mieszkańcy spędzali tutaj wiele swojego wolnego czasu. Godzina szósta w Palestynie była równoznaczna z naszą dwunastą w południe. Dlatego w tym czasie, w tym miejscu panował niesamowicie męczący upał. Wszyscy w tym czasie próbują chronić się przed spiekotą i żarem słońca. I oto w tym miejscu ku naszemu wielkiemu zdziwieniu pojawia się nieoczekiwanie kobieta. Ramiona jej uginają się w tych niesprzyjających warunkach pod ciężarem dzbana na wodę. Ciężkimi krokami posuwa się naprzód pozostawiając po sobie tumany kurzu. Ma spuszczone oczy, bojąc się spojrzeń innych, choć to zapewne w tym czasie niemożliwe. Jest Samarytanką i poznała już w swoim życiu to co wiąże się niepowodzeniem, pogardą, potępieniem, czy w końcu brakiem miłości. Miała już pięciu mężów, ale pięciokrotnie była odprawiana. Poznawała reakcję chłodności i odrzucenia. To wszystko tak bardzo bolało i boli. Wie, co znaczy kochać, ale w zamian nie otrzymuje miłości.

 
Przyszła do studni, by zaczerpnąć wody. Bojąc się presji innych nie przyszła rano. Spodziewała się ciszy i spokoju. Spotkała jednak kogoś, kto znał ją lepiej niż ona sama i chciał jej pomóc. Nieznany mężczyzna siedział przy studni i odpoczywał. Bez wątpienia poznała iż jest Żydem. Była zdziwiona i trochę zaskoczona tym obrotem sprawy. A on ją prosił o wodę. To było wbrew pewnym utartym zasadom, bo Żydzi nie pałali sympatią wobec Samarytan i odwrotnie.


Ale Jezus nie tylko ją prosił, ale zaczął z nią szczerze rozmawiać. A ona nie pamiętała już, kiedy ostatnio jakiś mężczyzna traktował ją z takim szacunkiem. Mówił jej o źródle życia, które zaspokoi nie tylko pragnienie ust, lecz przede wszystkim duszy. To ją bardzo zaintrygowało, choć w pierwszej chwili nie zrozumiała sugestii Pana Jezusa. Myślała o wodzie i o tym jak dobrze by było już nie przychodzić tutaj do studni. Tak dobrze się jej z nieznajomym rozmawia, ale nagle, nieoczekiwanie on kieruje tą rozmowę na nieprzyjemne tory jej życia. Jak mu odpowiedzieć? Co będzie, kiedy powiem mu prawdę o sobie - będzie zły, odejdzie, ze złością powie - kobieto nic nie jesteś warta.

 
Nie! Jezus - Zbawca ludzi, odkupiciel tak nie myśli, nie ocenia i nie postępuje. Bez krytyki, złości, bez pogardy pod tytułem - kobieto zmarnowałaś sobie życie. Pan Jezus nie szuka w nas doskonałości, lecz szczerości.

 
Czyż nie jest to wspaniałe że w tym miejscu znalazł wygłodniałe serce szukające Boga; że z wszystkim kobiet pragnących szukać Boga z całego serca, spotkał kobietę wytykaną przez innych, że to właśnie jej wyjawił sekret wszechczasów - kim jest i co może uczynić dla człowieka. Nie wyjawił tego sekretu Herodowi, Radzie Żydowskiej, czy później rzymskiej władzy.


Wyznał to w cieniu studni, na obcej ziemi potępionej, krytykowanej kobiecie.

Przed ową niewiastą stoi ktoś wyjątkowy i szczególny. Jeśli z tej studni będziesz piła wodę, zawsze będziesz jej pragnąć i potrzebować, ale jeśli napijesz się wody, którą ja ci daję, nie będziesz pragnąć na wieki, stanie się źródłem wody, wytryskującej ku żywotowi wiecznemu. Nie my, lecz On, Jezus może nas prawdziwie obdarowywać. Nasze dary, nawet najpiękniejsze, płynące z czystości serca i miłości zawsze są przemijające i krótkotrwałe, stale na nowo ich potrzebujemy, ale woda życia Pana Jezusa na trwałe zaspakaja wszystkie nasze pragnienia, jego źródło nigdy nie wysycha.

   
Kto to odkrywa, kto chce czerpać, korzystać, to jest to dla niego wspaniały dar. Cenni sobie, ale pragnie też mówić innym o tym. Tak czyni Samarytanka. Zostawia dzban i biegnie z radością do miasta. Zachęca ludzi: Pójdźcie zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko co uczyniłam: Czyż On nie jestem Mesjaszem. Zostawiła dzban, która musiała dźwigać i ciężar, który tutaj pod studnię przyniosła. Nagle wstyd życia zniknął. Wielkość te chwili pochłonęła małość tego co było do tej pory. Bóg jest z nami! Przyszedł do nas! Zależy Mu na mnie i na każdym człowieku. Muszę to powiedzieć innym. Dlatego zostawia dzban ciężarów, niepowodzeń, nieszczęść, biegnie co sił do miasta by podzielić się swym wspaniałym, szczęśliwym i błogosławionym odkryciem.
Jezus pomógł jej odnaleźć sens i radość życia, nadać kierunek , bo jej życie, do tej pory dryfowało bez celu.
 

Ta historia jest wzruszająca. Może powiemy: My nie ma mamy takich problemów! Czujemy się potrzebni, kochani i docenieni. Udało się nam w życiu wiele osiągnąć i za to jesteśmy wdzięczni. Nikt na naszym nagrobku nie napisze – Jego życie było jałowe, czyli do niczego. Ale bez Jezusa Chrystusa wszystko to co mamy trzeba będzie zostawić, nie będzie to trwałe, przeminie, straci blask i znaczenie. Będzie szczęściem chwilowym i zadowoleniem pozornym. Bez Niego dzisiaj możemy być na fali, drodze triumfu i sukcesu, ale nie wiemy czy jutro też, a co dopiero kiedy trzeba będzie odchodzić z tego świata. A może wręcz przeciwnie - dzisiaj czujemy się okropnie, odczuwamy niedosyt, pali nas wewnętrzne rozdarcie, odczuwamy namacalnie że to co jest w życiu, to jest nie to co powinno być. Chcielibyśmy to zmienić, nie wiemy jednak jak. Tylko Jezus zaspakaja nasze tęsknoty, pragnienia, daje moc, i to co jest trwałe, nieprzemijające i wieczne. On obraca ludzką jałowość w coś co może w nas zaowocować i napełnić pokojem, miłością i wiarą.

 
Potrzebujemy Pana Jezusa. On dla każdego ma czas. Możemy przystanąć i opowiadać mu o swoim życiu. O naszych sukcesach, radościach, ale też tęsknotach, niespełnionych marzeniach, czy niepowodzeniach. On nie tylko nas wysłucha, pocieszy, ale i pomoże. Kiedy tego będziesz chciał, On pokieruje Twoim życiem.


Czy i ty patrząc na swoje życie dzisiaj wyciągniesz swoje ręce, nastawisz swój pusty dzban i poprosisz: Panie Jezu, nie mam, ale Ty masz. Daj mi to, czego mi brakuje. Nie to co ja uważam za stosowne, ale to co ty uważasz za niezbędne dla mojej duszy. Bo Ty, Panie, jesteś dla każdego człowieka źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu. Amen.

 

ks. Andrzej Dyczek, Proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Międzyrzeczu koło Bielska Białej