english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

Skoczowskie wakacje w Sorkwitach

Wakacje to czas urlopów, wycieczek, różnorakich wyjazdów. To czas na odpoczynek, chwile refleksji, momenty oderwania się od rzeczywistości. Ale wakacje to również czas spędzany bardziej aktywnie – praca, zabawa czy służba to zajęcia, które wymagają od nas pewnego wysiłku, ale niewątpliwie dostarczają wiele satysfakcji, a nawet przyjemności.
 

 
Młodzieżowy obóz, który odbył się w Sorkwitach (po raz czwarty) w dniach 14-25 sierpnia 2007 r. był czasem – który myślę – można uznać za zarówno świetny wypoczynek i zabawę, jak i służbę na chwałę Boga. Służyła zwłaszcza kadra, która pod przewodnictwem ks. Jana Kurko potrafiła „okiełznać” 90-cio osobową grupę skoczowian (70) i drogomyślan (20), poprowadzić społeczności, zrealizować stworzony wcześniej program i zmobilizować obozowiczów do chętnego w nim uczestniczenia.
 

 
Ale służyli także i sami obozowicze uwielbiając Boga na porannych i wieczornych społecznościach, oddając Mu cześć poprzez śpiew czy modlitwę, jak też uczestnicząc w tzw. grupie seminaryjnej, jednej z tegorocznych nowości Sorkwit. Prawie każdego dnia kilkunastu młodych ludzi spotykało się przedpołudniami opracowując tematy, które później sami mieli przedstawić.
 
Drugą nowością było „Kino Obozowe”, w którym regularnie wyświetlano filmy z kolekcji ks. Jasia, poczynając od „Biegnij Lola, biegnij”, a kończąc „Edim”. Natomiast do stałych punktów każdego z naszych obozów należały poranne rozważania Bożego Słowa w grupkach, na które wcześniej zostaliśmy podzieleni, jak i społeczności (ranne i wieczorne). Jak dla mnie, to zwłaszcza te wieczorne spotkania były wielkim przeżyciem, gdzie Bożą obecność można było czuć wprost namacalnie. Wspaniała atmosfera, śpiew, modlitwa...
 

 
Jak co roku, tak i też na tym obozie można było wziąć udział w wielu zajęciach sportowych. Była siatkówka (plażowa też), ringo, baseball, kajaki, biegi o poranku. Był czas na gry towarzyskie Ligretto, Eufrat i Tygrys, Osadnicy z Catanu. Odbyły się również zawody z ciekawymi konkurencjami, gdzie rywalizowaliśmy w poszczególnych grupach. Warto też wspomnieć o rozgrywkach w siatkówkę, gdzie kadra przegrała z obozowiczami (ze Skoczowa) 2:3, i o rozgramiającej drużynie z Drogomyśla, która pokonała kadrę 3:1 i tym samym wynikiem zakończyła mecz z młodzieżą ze Skoczowa. Co do kadry to trzeba przyznać, że i tak radzili sobie dzielnie, zwłaszcza, że grali w osłabionym składzie po kontuzji jednego z zawodników. Na szczęście „doktor Albin” (jeden z opiekunów), wykorzystując swoją medyczną wiedzę i niezawodną zawartość apteczki (aspiryna i stoperan), doprowadził swą nogę do porządku tak, że mógł wrócić do Skoczowa własnym samochodem.
 
Atrakcją naszego obozu było kilka wycieczek, które dawały możliwość bliższego zapoznania się z Krainą Jezior. Pierwszy wyjazd to Mrągowo, gdzie pojechaliśmy całą 90-cio osobową grupą. Tam spędziliśmy trochę czasu na jednym z wykładów ks. Leszka Czyża podczas mrągowskiego TE. Następnie mieliśmy kilka godzin dla siebie, które można było spożytkować na odwiedzenie lodziarni, pizzerii, sklepów ze słuchawkami do mp3 czy „szmateksów”.
 

 
Kolejne wyjazdy do Mikołajek, Galindii czy Gierłoży znacznie ograniczały już liczbę uczestników, ale pozostali w Sorkwitach obozowicze nie mieli co narzekać na nudę. Kolejną i długo wyczekiwaną przeze mnie nowością tegorocznego obozu był spływ kajakowy Krutynią. Pomimo pewnych obaw co do pogody (poprzedniego dnia nie było zbyt ciekawie) wyruszyliśmy busem 20-osobową grupą do Krutyni, gdzie zaczynaliśmy naszą „przygodę z wiosłami”. Bóg uśmiechał się do nas, bo słoneczko świeciło cudownie, a my odwzajemnialiśmy uśmiech podziwiając piękno rzeki. Przepływaliśmy spokojnie tuż obok kaczek czy łabędzi, ścigaliśmy się raz po raz obejmując (lub tracąc) prowadzenie lub też po prostu pozwalaliśmy nieść się nurtowi dryfując tam, gdzie niesie rzeka.
 

 
Dla mnie szczególnym doświadczeniem była niedziela, kiedy po nabożeństwie w Sorkwitach mogłam jeszcze wraz z kilkoma przyjaciółmi uczestniczyć w dwóch innych nabożeństwach: w Biskupcu i Raszągu. Było to ciekawe doświadczenie, gdyż zarówno w jednym jak i w drugim kościele stanowiliśmy większość ... Ale to ludzie tworzą Kościół, a Bóg obiecał, że będzie tam, gdzie nawet dwóch lub trzech gromadzi sie w Jego imieniu. Dwa kościoły, a każdy z nich inny. Pierwszy, w Biskupcu to właściwie kaplica utworzona na poddaszu jednego z domów, drugi z wyglądu przypominający zamek. Każdy z nich ma swój charakter, swoją atmosferę. A wspaniałe jest to, że tych niewielu ludzi ciągle chce tworzyć swój Kościół, mieć swoją społeczność, że ciągle odczuwają potrzebę przebywania w Bożej obecności. Oby zawsze znalazł się ktoś, kto zechce ten mały zbór poprowadzić, a Bóg da wzrost i będzie błogosławił.
 
Również wspaniałym czasem była dla mnie wieczorna społeczność w kościele w Sorkwitach, kiedy nasz obóz powoli dobiegał końca. Była to społeczność z Wieczerzą Pańską, kiedy mogliśmy wyznać Bogu wszystko to, co nas trapi, przeprosić Go za grzechy, wyznać, że to On jest Panem i „skosztować, jak bardzo jest dobry”. Myślę, że dla każdego z nas tegoroczny obóz był w większym bądź mniejszym stopniu wspaniałą przygodą. Każdy z nas miał codzienną możliwość obcowania z Bogiem, przeżywania społeczności ze sobą nawzajem, spędzania czasu na zabawie czy chwili refleksji. Mam nadzieję, że to, co Bóg zasiał w nas na tym obozie, będzie kiełkować i wzrastać. Cieszę się, że mogłam spędzić część moich wakacji właśnie w Sorkwitach i, że wspólnie mogliśmy tworzyć ten obóz.
 
Kasia Kukucz