english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

Wyjątkowa uroczystość w parafii w Wałbrzychu

Dnia 18 lutego br. w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Wałbrzychu odbyło się uroczyste nabożeństwo, w czasie którego wprowadzona została w urząd nowa Rada Parafialna. Ceremonii wprowadzenia Rady przewodniczył, a także Słowem Bożym usłużył ks. radca Edwin Pech z Karpacza.

  

 

Zastępca biskupa Diecezji Wrocławskiej słowami wyjętymi z Ewangelii Łukasz 18, 31-43 zachęcał zgromadzony zbór, a w szczególności nową Radę, do pójścia razem z Jezusem do Jerozolimy, podkreślając, że w tym podążaniu za Zbawicielem ważne jest to, aby posiadać dobry duchowy wzrok – nie widzieć za mało, ani też za dużo; być krytycznym wobec własnych grzechów, ale miłosiernym wobec błędów innych; nie zamykać oczu na ludzką krzywdę, jednakże nie zauważać przykrości wyrządzonych nam samym. „Patrzeć” nie zawsze oznacza „widzieć”, dlatego też chrześcijanin powinien usilnie w modlitwie zabiegać o dar dobrego wzroku, aby być zdolnym w cieśli z Nazaretu dostrzec Syna Dawidowego (Mesjasza), a nie jedynie Jezusa Nazareńskiego, syna Józefa i Marii.
 

 
W treść kazalnego poselstwa pięknie wkomponował się też jeszcze jeden podniosły moment niedzielnej uroczystości – z dniem wprowadzenia nowej Rady ze swego stanowiska ustępowała długoletnia kurator wałbrzyskiej parafii, Maria Dziuba (zd. Matloch). Pani Maria wiernie pomagała w zarządzaniu parafią od 1968 roku, najpierw przez jedną kadencję jako członek Komisji Rewizyjnej, potem przez kolejne 5 lat jako radna i sekretarz Rady Parafialnej, a od 1979 r. aż do chwili obecnej jako jej kurator. 39 lat w społecznej służbie wytrwać potrafi tylko ten, kto posiadł doskonały duchowy wzrok, kto dobrze wie komu zawierzył i komu swój czas, chęci i siły składa w ofierze. Pani Maria może być dla młodego pokolenia wzorem właściwej postawy i zaangażowania się w życie Kościoła, dlatego też z tej okazji postanowiliśmy przeprowadzić z ustępującą panią kurator krótką rozmowę podsumowującą minione 39 lat.

 

  
- Pani Marysiu, jak Pani się czuje w tej chwili spoglądając wstecz na minione 39 lat?
 

- Pełnienie funkcji kuratora w ostatnich latach wiązało się dla mnie z ogromnym wysiłkiem. Starałam się być sumienna i obowiązkowa i regularnie uczestniczyć w zebraniach rady, co przy moich dolegliwościach zdrowotnych (mam problemy z chodzeniem) było bardzo uciążliwe. Mimo to jednak wiem, że teraz będę czuła pustkę – przynajmniej przez jakiś czas. Myślę jednak, że to minie.
 

- Z tych 39 lat służby aż 28 przepracowała Pani jako kurator. Proszę więc powiedzieć jak to jest być przez tak wiele lat kuratorem parafii?
 

- Czuje się ogromną odpowiedzialność, przede wszystkim przed Bogiem, ale też i przed ludźmi.
 

 

- W ciągu tych 39 lat zbór wałbrzyski podejmował się zapewne realizacji wielu zadań. Co uważa Pani za największy sukces Rady Parafialnej i parafii w przeciągu tych czterech dekad?
 

- Tych sukcesów i radości było kilka. Na pewno było to doprowadzenie do generalnego remontu organów, które dzięki temu przez jakiś czas służyć mogły jako instrument koncertowy. Niestety błąd firmy remontującej dach sprawił, że zostały zalane i straciły swoją dawną wartość. Dużym sukcesem było też dokonanie osuszenia i wzmocnienia murów kościoła, którego stabilność została poważnie naruszona przez szkody górnicze. Jednak za największe osiągnięcie można uznać doprowadzenie w 2003 r. do samowystarczalności finansowej naszej parafii, która od początku swego istnienia w polskiej rzeczywistości po II wojnie światowej była parafią dotowaną. Tu trzeba podkreślić, że stało się to głównie dzięki zaangażowaniu i zabiegom proboszcza, ks. Waldemara Szczugieła, który odzyskał dla parafii szereg nieruchomości.

 
- A co, zdaniem Pani, sprawiło parafii w ciągu tych lat największą trudność?
 

- Niewątpliwie od początku poważną trudnością był brak pieniędzy. W zakresie prac remontowo-budowlanych robiliśmy zawsze jedynie to, co było po prostu niezbędne. Potrzeby zawsze były większe niż środki. Poza tym, na początku mojej pracy w radzie dużym problemem była dla nas bardzo częsta rotacja duchownych – zanim nowy ksiądz poznał trochę ludzi i potrzeby parafii przenoszono go gdzie indziej. Parafia bardzo dużo traciła przez te częste zmiany. Stabilizacja nastała dopiero w 1983 r., wraz z przybyciem do Wałbrzycha ks. Szczugieła. Można powiedzieć, że wszystkie te sukcesy, o których wspominałam wcześniej mogły mieć miejsce tylko dlatego, że od 24 lat mamy księdza, który mógł i chciał tu zostać na dłużej. Dlatego też uważam, że częste przenoszenie księży z jednej parafii do drugiej, jest dla tych parafii i dla ludzi bardzo niekorzystne.
 

- Czy coś się zmieniło w Kościele w przeciągu tych 39 lat?
 

- Tak, zauważam pewne zmiany i to na gorsze. Nie podobają mi się zmiany w liturgii, choć oczywiście z konieczności je akceptuję. Trudno jest mi się pogodzić i zaakceptować też stosunek młodych ewangelików do udziału w nabożeństwach i zaangażowaniu się w życie Kościoła. Nasza młodzież po konfirmacji dosłownie ulatnia się, niektórzy nie pojawiają się nawet od wielkiego święta. To mnie osobiście najbardziej boli.

  
- Wiem, że pochodzi Pani ze Śląska, urodziła się Pani w Czechowicach-Dziedzicach, później przez wiele lat mieszkała w Zabrzu, w Wałbrzychu przebywa Pani od 1953 r. Czy tutaj, w głębokiej diasporze, doświadczyła Pani kiedykolwiek przykrości z powodu swego ewangelickiego wyznania?
 

- Oczywiście, tam na Śląsku żyło się łatwiej, tam było więcej ewangelików, była większa społeczność. Na początku w Wałbrzychu też było nas więcej, sporo osób jednak wyjechało, wielu umarło. Mimo tego, że luteranie w naszym mieście są w ogromnej mniejszości nigdy nie czułam się tu dyskryminowana czy prześladowana – po prostu nie pozwalałam na to. Nigdy nie ukrywałam i do tej pory nie ukrywam, że jestem luteranką. Nie mam powodu, aby wstydzić się swojej wiary. Gdy ktoś mnie zaczepiał zawsze wiedziałam co odpowiedzieć i jak się obronić.
 

- Czy miałaby Pani jakąś radę dla nowych radych i przyszłego kuratora?
  

- Nie chcę ich pouczać ani się wymądrzać, sami sobie wypracują swoją własną drogę, wielu z nich też ma już duże doświadczenie.
 

- A co miałaby Pani ochotę przekazać naszej ewangelickiej młodzieży?
 

- Chciałabym ich prosić, żeby się zastanowili nad tym co robią, bo nie można żyć z daleka od Boga i od Kościoła. Dziś wielu mówi: „Wierzę w Boga, ale nie potrzebuję Kościoła” - to jest nieprawda! Nie można wierzyć w Boga poza Kościołem, bo wiara to nie tylko społeczność z Bogiem, to także społeczność z innymi wierzącymi.

 
- Czy chciałaby Pani powiedzieć coś na zakończenie?
 

- Chciałam powiedzieć, że wielką radością dla mnie była sama możliwość pracy w Kościele, to, że komuś mogłam być przydatna, nie tylko jako członek rady, przez wiele lat przecież, w czasie gdy jeszcze byłam zdrowa, odwiedzałam chorych parafian. Dziś dziękuję Bogu za to, że mogłam służyć swojej parafii przez tak wiele lat i że się na coś przydałam.
 

- Od 18. lutego bieżącego roku piastuje Pani tę samą funkcję od której zaczynała swoją służbę w parafii – jest Pani członkiem Komisji Rewizyjnej.
 

- Tak, cieszę się, że wciąż jeszcze mogę na coś się przydać. Jeśli tylko Pan Bóg da mi siły i zdrowie będę nadal służyć pomocą tam, gdzie będzie to potrzebne.
 

- Serdecznie dziękuje za rozmowę i życzę wiele sił i zdrowia oraz Bożego błogosławieństwa w dalszej służbie!
 

- Również serdecznie dziękuję.

rozmawiała Iwona Holeksa