english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

5. Niedziela po Wielkanocy

10 maja 2015 r.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, da wam. Dotąd o nic nie prosiliście w imieniu moim; proście, a weźmiecie, aby radość wasza była zupełna. To powiedziałem wam w przypowieściach; nadchodzi godzina, gdy już nie w przypowieściach będę do was mówił, lecz wyraźnie o Ojcu oznajmię Wam. Owego dnia w imieniu moim prosić będziecie, a nie mówię wam, że Ja prosić będę Ojca za was; albowiem sam Ojciec miłuje was, dlatego że wyście mnie umiłowali i uwierzyli, że Ja od Boga wyszedłem. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca. To powiedziałem wam, abyście we mnie pokój mieli. Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat.

J 16,23-30


Rogate – to nazwa dzisiejszej niedzieli, która zaczerpnięta jest z języka łacińskiego i oznacza tyle, co „proście, módlcie się”. Modlitwa w życiu każdego chrześcijanina stoi, a przynajmniej powinna stać, na piedestale życia duchowego. Dlatego też o modlitwie, jej istocie i znaczeniu poświęcona jest jedna niedziela roku kościelnego. Co prawda, do modlitwy wzywa nas każda niedziela, każde święto. Więcej, do modlitwy powinien nas wzywać każdy poranek, i każdy wieczór, każde wydarzenie; jednak dzisiejsza niedziela pragnie na tej sprawie położyć szczególny akcent, ma być przypomnieniem, wezwaniem a być może u niektórych z nas drogowskazem. Sam Jezus w swojej Ewangelii wzywa nas: „proście, a weźmiecie, aby radość wasza była zupełna”.

 

Na samym początku należy zadać sobie pytanie: czym w ogóle jest modlitwa w życiu człowieka? Czy możliwe jest życie pozbawione modlitwy? Dlaczego w ogóle się modlimy? Dla wielu modlitwą jest odmawianie pacierza rano i wieczorem, dla innych – bezmyślne poruszanie warg, jeszcze inni uważają modlitwę jako pokutę, zadośćuczynienie za popełnione winy i grzechy, niektórzy zaś posługują się zastępczymi znakami jak machinalne zgięcie kolan lub znak krzyża. To wszystko są praktyki religijne, którą z modlitwą mają niewiele wspólnego, a szczególnie gdy nie towarzyszy im pobożność serca. A niestety życie religijne milionów chrześcijan ogranicza się właśnie do tych zewnętrznych praktyk i dlatego też pobożność tych ludzi jest powierzchowna, bo nie mają owej spójni duchowej z Bogiem, jaką osiągnąć można tylko w prawdziwej modlitwie, będącej rzeczywistym wzniesieniem myśli i serca do Boga.

 

Myślę, iż każdy z nas w mniejszym bądź większym stopniu zna przykłady, znajdujące się na kartach Pisma Św., mówiące o modlitwie, jej ogromnym znaczeniu i sile jaką ona stanowi. Zastanawiające jest tylko to, jak szybko o tych wszystkich przykładach, dowodach zapominamy szczególnie wtedy, gdy stają są niewygodne lub nie przystają do naszej aktualnej sytuacji. Określając się mianem chrześcijan, idziemy nierzadko przez życie bez modlitwy, bez stałego kontaktu z Tym, kto dał nam zupełnie za darmo coś tak wspaniałego, jak modlitwa. Istotne jest w życiu każdego z nas stałe przypominanie o potrzebie modlitwy, potrzebne jest ciągłe mówienie i wzywanie do niej.

 

Od kogo więc mamy się uczyć prawdziwej modlitwy?

 

Jezus, chcąc się modlić, najczęściej odchodził w miejsca ustronne, aby móc nawiązać kontakt z Ojcem - do prawdziwej modlitwy konieczne są odpowiednie warunki. „Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który jest w ukryciu, odpłaci tobie”. Potrzebna jest cisza i skupienie, skoncentrowanie myśli tylko na Bogu. Dzisiejszy fragment Ewangelii wskazuje nam, że w modlitwach powinniśmy być natarczywi, czasem nieustępliwi, bo taka postawa wyraża nasze wewnętrzne zaangażowanie. Gdy Jezus się modlił w ogrodzie Getsemane, pot spływał mu z czoła niby krople krwi, ponieważ to nie było zwyczajne wypowiadanie pobożnych słów, to nie było tylko poruszanie wargami, to był ogromny wysiłek, to była ciężka walka, ciężka praca. I za każdym razem po takiej modlitwie Jezus czuł się wzmocniony, odczuwał natychmiastowy odzew swojej rozmowy z Ojcem. Tak więc prawdziwa modlitwa jest całkowitym oderwaniem się od otaczającego świata. Czuję się wtedy tylko Boga i siebie samego. I kto tak umie się modlić, ten wie, jak wspaniałą rzeczą jest móc się modlić, ten wie, jakie błogosławieństwo spływa z takich chwil modlitewnych, jaki spokój w najkrytyczniejszych momentach naszego życia.

 

Kiedyś uczniowie wprost prosili Pana Jezusa, by ich nauczył się modlić. Wówczas w odpowiedzi usłyszeli: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo!... Pan Jezus nie dał nam zwykłego tekstu modlitwy, ale dał wzór modlitwy, w którym najważniejsza jest sama postawa i sposób odnoszenia się do Boga. Wszystkie modlitwy chrześcijańskie powinny zawierać w sobie to, co niesie Modlitwa Pańska.

 

„Ojcze”, otwierające modlitwę, wskazuje na dziecięce odniesienie do Boga, pełne ufności i zawierzenia. Jednak słowo „ojcze” ma swoje odniesienie do konkretnej osoby w zależności od tego, kto je wypowiada. Grzegorz z Nyssy mówił: jeżeli złodziej, który liczy na to, że mu się uda przez kradzież wzbogacić, modli się „Ojcze”, to nie kieruje się  do Boga, ale do tego, który kradzież popiera. Podobnie dla kłamcy liczącego na załatwienie swoich spraw dzięki kłamstwu, ojcem jest „ojciec kłamstwa”, czyli szatan, a nie Bóg. Jeżeli w tej perspektywie spojrzymy na dalsze prośby, to mogą one brzmieć przerażająco!

 

Czy naprawdę dobrze się modlimy? Apostoł Jakub w swoim liście pisze: Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz.

 

Warto sobie uzmysłowić i przypomnieć, że na początku modlitwy prosimy, by się święciło imię Boga, by przyszło Jego królestwo i spełniła Jego wola. Dopiero po tych prośbach pojawiają się prośby o nasze potrzeby. Dobra modlitwa zatem wpierw i przede wszystkim jest modlitwą o uwielbienie Boga i o Jego Królestwo. Nasze doczesne potrzeby są dobre o tyle, o ile pomagają w realizacji tych pierwszych potrzeb i im służą. Jeżeli nasze ziemskie pragnienia przyćmiewają tamte prośby, to w istocie nie stajemy wobec Boga. Tytuł „Ojciec” jest jedynie kurtuazyjny.

 

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus mówi o modlitwie w Jego imię, czyli przez odwołanie się do Jego imienia, z Jego polecenia i w zgodności z Jego nauką. Pamiętamy, jaki warunek postawił tym, którzy są Jego matką, braćmi i siostrami: kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.

 

Adresatem naszych modlitw jest Wszechmocny Bóg, a naszym Orędownikiem u Niego jest Jego umiłowany Syn, a nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus. On nas zapewnia: „O cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, da wam”. On jest Tym, który wysłuchuje i spełnia modlitewne prośby. Jesteśmy pewni, że i nas wysłucha, oraz dzielimy niezbitą nadzieje, że da nam przez Chrystusa Jezusa to, o co Go prosimy.

 

O wiele rzeczy prosimy Boga w imieniu Chrystusa. Możemy sobie przypomnieć te dawne prośby i ich spełnienie. Tak, Bóg dał nam to, o co go prosiliśmy. Mimo, że nie zawsze to się odbywało natychmiast, nie zawsze tak, jak tego oczekiwaliśmy i chcieliśmy. Zdarzało się niejednokrotnie tak, że musieliśmy długo czekać na spełnienie naszych próśb, musieliśmy je powtarzać, znajdywaliśmy się momentami na granicy wytrzymałości i zwątpienia. Ale w końcu z radością stwierdzaliśmy, że nasze prośby zostały wysłuchane i spełnione. Podstawą naszego wysłuchania jest miłość Boga do nas: W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga.

 

Bywało jednak i tak, że spotykaliśmy się z odmową albo otrzymywaliśmy coś innego niż to, o co prosiliśmy. Buntowaliśmy się wtedy, szemraliśmy przeciwko Bogu, ale rychło okazywało się, że to, co od Boga Ojca otrzymaliśmy, było lepsze od tego, o co prosiliśmy.

 

Bóg obdarza nas tym, o co Go w imieniu Jezusa prosimy. Nadaje to sens naszej modlitwie, utwierdza w pewności, że Bóg chce nas wysłuchać i spełnić nasze prośby. On nas wysłuchuje, bo uwierzyliśmy w Jezusa, a tym samym z całą powagą przyjęliśmy Jego naukę. Nasza modlitwa powinna być zgodna z Jego nauką. Inaczej trudno ją nazwać „w imię Jezusa”. To jednak oznacza, że może być ona wysłuchana tak, jak Jego modlitwa w Ogrójcu. Bóg wie najlepiej, co służy dla naszego dobra i jak nasze prośby winny być wysłuchane… Nie według naszych ludzkich wyobrażeń, ale inaczej, o wiele głębiej, prowadząc do pełni życia, którego jeszcze nie znamy. AMEN

ks. Adrian Lazar