Znaczenie Konfesji Augsburskiej – dzisiaj

W czerwcu 1980 r. cały świat luterański obchodził uroczyście 450-lede ogłoszenia Konfesji Augsburskiej (Confessio Augustana) – podstawowej księgi wyznaniowej luteranizmu; pierwszego w zasadzie kompleksowego opracowania zasad wiary nowego wyznania, które w rzeczywistości miało być nie nowym wyznaniem, lecz odkryciem na nowo prawd ewangelicznych, które stanowiły wyznanie chrześcijaństwa pierwszych wieków, a które przez stulecia były zasypywane „popiołami” coraz to nowych kierunków i mód chrześcijaństwa spod znaku Rzymu.

Poświęcenie tegorocznej Konferencji Teologicznej w całości problematyce związanej z Konfesją Augsburską jest dowodem naszego pragnienia, by podkreślić ważność, aktualność i znaczenie tej Księgi wyznaniowej w naszym Kościele, jednym z niewielu Kościołów Ewangelicko-Luterańskich, które w swojej nazwie zachowały przydomek ,”,”augsburski” – co winno podkreślać nasz związek z wyznaniem z Augsburga.

Przed 50 laty, w ramach obchodów 400-lecia Konfesji Augsburskiej w kościele Jezusowym w Cieszynie, ksiądz senior Karol Kulisz powiedział m.in. (cytuję za nr 22 „Głosów Kościelnych” z 7 czerwca 1930 r.): Confessio Augustana, augsburskie wyznanie wiary, oto macie objaw Kościoła i objaw ducha, który od 400 lat jest fundamentem Kościoła, liczącego wiele milionów dusz. Jest jedną z nieśmiertelnych tablic orientacyjnych w pochodzie ducha przez historię ludzkości, jest jedną z tych, które nie przeminą, choć góry i morza z miejsc swych się poruszą. Czy was nie zajmuje ten objaw ducha, który wśród tylu zmian trwa zawsze ten sam, zawsze miarodajny, zawsze żywy? Dawne proroctwa i obietnice Boże, dziesięcioro przykazań Bożych z góry Synaj, Ewangelia Pana Naszego Jezusa Chrystusa, Modlitwa Pańska, Wyznanie Wiary Apostolskiej – oto są ci świadkowie, stojący przed obliczem Boga, pomiędzy którymi stoi także nasze wyznanie wiary. Oto wieczne, żywe pomniki królestwa Bożego.

Konfesja Augsburska jest owocem Reformacji luterskiej, tak jak jabłko jest owocem swojej jabłoni, jak muszla na dnie morza sama z siebie wydziela kosztowną perłę. Nikt nie może znać Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego ani nie może być jego prawdziwym członkiem, jeżeli nie zna Konfesji Augsburskiej, przynajmniej jej zasadniczej treści i jej ducha. Może się narodzić w Kościele Ewangelickim, może w nim żyć, a jednak obcym pozostanie temu Kościołowi, jego myśli, jego istocie i jego duchowi, i nie wie, czym ten Kościół jest i co to jest za dobro duchowe, które w nim mam. Taki nieuświadomiony całe życie swoje chwieje się i potyka w duchu swoim, a w najwyższych sprawach ducha i serca jest niejasny i niepewny.

Wprawdzie wiara nie pochodzi z wyznania wiary Kościoła, ale pochodzi tylko ze Słowa Bożego i z Ducha Chrystusowego. Jednakowoż jeżeli wiara rzeczywiście powstanie, to nigdy nie jest niema, ale chce się wypowiedzieć. Z tego zaś jej wypowiedzenia się poznajemy jej ducha i jej prawdziwość, czy zgadza się ze Słowem Bożym albo czy jest mylna. To wypowiedzenie się wiary jest jej wyznaniem. Kościół w swojej istocie jest społecznością w wierze. I jest to jednym z najpotężniejszych objawów ducha, że jedna i ta sama wiara, jeden i ten sam duch ogarnia wielkie gromady jednostek i trwa to przez niepoliczone lata. Czyż więc możemy należeć do tej gromady tego Kościoła, jeżeli nieuświadomieni jesteśmy, jak wypowiedziała się jego wiara? Bezsprzecznie jest to jedna z najsłabszych stron naszego Kościoła, że nie dba on dostatecznie o uświadomienie swoich członków w swoim wyznaniu wiary. Dlatego wielu popada w ciężkie błędy i ciężkie grzechy, ponieważ nie widzą jasno prawdy, ale chodzą jakby we mgle i w półśnie”. Tyle cytatu z wypowiedzi księdza seniora Kulisza.

Sądzę, że mimo upływu pięćdziesięciu lat wypowiedź ta nie straciła swojej aktualności. zarówno w części mówiącej o miejscu i znaczeniu Konfesji Augsburskiej (CA), jak i w ocenie przyczyn nie dającej się przecież i dziś ukryć słabości naszego Kościoła.

A jest ich wiele…

Wielu młodych ludzi przegrywa swoją sprawę ewangelicką w chwili, gdy zbliża się ślub kościelny z partnerem z innego Kościoła…

Wielu ewangelików przegrywa swoją walkę o Chrzest i wychowanie dziecka w Kościele Ewangelickim…

Wiciu ewangelików nie potrafi oprzeć się pseudomisyjnej agitacji przedstawicieli przeróżnych Kościołów i sekt chrześcijańskich lub nawet para- i niechrześcijańskich…

To są fakty smutne, ale prawdziwe…

Czy jedną z głównych przyczyn ich zaistnienia nie jest właśnie słaba znajomość zasad wyznania swojego Kościoła, co powoduje nieumiejętność obrony swojego stanowiska, a także niemożność przekazania tych zasad we właściwym świetle innym ludziom, z którymi w różnych sytuacjach życiowych stykają się ewangelicy.

O tym, że te słowa mają oparcie w praktyce naszego życia kościelnego, przekonują nas cyfry statystyk kościelnych, a także wyniki przeróżnych ankiet na temat znajomości zasad naszego Kościoła. Zapewne też każdy z nas, pracowników kościelnych stykających się na co dzień z praktyką życia kościelnego, znajdzie na odcinku własnej pracy dosyć dowodów na potwierdzenie tej niezbyt wesołej prawdy.

Kiedy NPW Ksiądz Biskup zlecił mi opracowanie referatu na temat: „Znaczenie Konfesji Augsburskiej – dzisiaj”, to przyjmowałem to zadanie z dużymi oporami iż zastrzeżeniem, że jako duchowny tkwiący mocno raczej w praktyce życia kościelnego, a nie zajmujący się teorią, podejdę do tego tematu prawie wyłącznie z praktycznego punktu widzenia. Chciałbym też w tym miejscu podziękować księżom radcom Janowi Motyce i Rudolfowi Pastusze za udostępnienie pomocnych mi do mego referatu materiałów.

Jest rzeczą zupełnie niemożliwą omówienie w jednym referacie, choćby pokrótce, treści całej Konfesji i znaczenia jej poszczególnych artykułów dzisiaj. Dlatego też chciałbym skupić się w ogólnym zarysie na trzech tematach w oparciu o wybrane artykuły Konfesji Augsburskiej, a mianowicie:

I BÓG – artykuły I, III, V

II CZŁOWIEK
a) Chrzest – art. IX
b) Komunia Święta – art. X i XXV
c) Spowiedź i pokuta – art. XI, XII, XXV
d) dobre uczynki – art. VI i XX

III KOŚCIÓŁ – art. VII, VIII i inne.

Temat I – BÓG (przeczytać art. I, III, V). Jest rzeczą bezdyskusyjną, że zamiarem reformatorów, kiedy odczytywali CA, nie było tworzenie nowego Kościoła, lecz raczej zreformowanie i oczyszczenie z błędnych nauk i praktyk Kościoła XVI wieku. Stąd jako pierwszy artykuł swojego wyznania umieścili sformułowanie dotyczące istoty nauki o BOGU, która w całej swojej treści związana jest z nauką pierwotnego chrześcijaństwa. Ta nauka chrześcijaństwa czasów apostolskich i poapostolskich swój najbardziej ukształtowany wyraz znalazła w Nicejsko-Konstantynopolitańskim Wyznaniu Wiary i właśnie to wyznanie jako niezmienne i nie podlegające dyskusji przypomina CA z całą mocą i siłą.

Mówi więc I art. CA o Bogu – o Jego jednej istocie w trzech osobach, o Jego nieskończonej, nieograniczonej mocy, mądrości i dobroci, jak również o Jego dziele – stworzeniu wszystkiego, co widzialne i niewidzialne, potępiając jednocześnie i odrzucając wszystkie od tego wyznania odstępstwa.

Jeszcze do niedawna przypominanie istoty treści tego artykułu wśród chrześcijan byłoby zupełnym truizmem, ale gdy nasz temat brzmi „Znaczenie Konfesji Augsburskiej – dzisiaj”, to od razu nasuwa się zasadnicze pytanie: Czy rzeczywiście dla wszystkich nazywających się dziś chrześcijanami, ewangelikami – treść tej podstawowej zasady chrześcijaństwa to nadal pewnik nie ulegający żadnej dyskusji?

Powstaje pytanie: Czy każdy współczesny chrześcijanin przyjmuje dziś bez zastrzeżeń treść tego artykułu, a tym samym treść podstawowych wyznań całego chrześcijaństwa – Apostolicum, Nicenum i Atanasjanum? Czy nie ma takich, którzy i tu próbują tworzyć nowe, odmienne koncepcje. Przeprowadzono już bardzo wiele ankiet zawierających pytania: Czy wierzysz w Boga? Jak sobie wyobrażasz Boga? Czego oczekujesz po Bogu? – i wiele podobnych. I padały w nich odpowiedzi często zupełnie inne w swoim duchu od treści tych podstawowych wyznań. Takie pytania stawia się oczywiście różnym ludziom: tym z kręgu „wierzących”, jak i „niewierzących”.

Padały odpowiedzi świadczące z jednej strony o ludzkiej tęsknocie za BOGIEM i o potrzebie wiary w BOGA, ale z drugiej strony (i to często w kręgu ludzi związanych w jakiś sposób z chrześcijaństwem) odpowiedzi świadczące o słabości i ułomności wiary współczesnych ludzi, także wielu współczesnych chrześcijan ulegających nastrojom chwili czy też pochopnie, a czasem bezmyślnie stawianym przeróżnym hipotezom, nawet tym, które wykluczają istnienie i działanie Boga, wbrew temu, jak przedstawiają je wyznania chrześcijaństwa od zarania dziejów. Hipotezy te bardzo szybko na ogół kompromitują się i przestają wkrótce istnieć, ale mimo to udaje im się u niejednego człowieka wywołać kryzys i załamanie wiary w Boga.

Powtarzam, że mówię z tego miejsca jako duchowny tkwiący w realiach codziennego życia parafialnego i dlatego muszę podkreślić i inne fakty. Przerażenie może człowieka ogarnąć, kiedy widzi jak dziś niektórzy rodzice potrafią swoje ochrzczone dziecko już od pierwszych dni życia załamać w jego wierze zamiast tę wiarę budować i umacniać. Do tego dochodzi szkoła, bombardująca młodego człowieka różnymi wiadomościami, które w pewnej swej części, bez kontrofensywy z naszej strony, czynią dalsze spustoszenia w dziedzinie wiary człowieka w BOGA. Dzieła zniszczenia dokonuje także otoczenie, w jakim obraca się człowiek XX wieku, które często z pozoru tylko jest otoczeniem chrześcijańskim.

Takie są realia. Co czyni Kościół, aby się tym realiom przeciwstawić, aby ludziom żyjącym w tych realiach pomóc, podać rękę, przywrócić pewność wiary w Boga?

Jest rzeczą wielce symptomatyczną, że kryzys wiary w Boga i wszystkie wynikające zeń negatywne konsekwencje szczególnie jaskrawo występują w krajach, gdzie spadkobiercy dzieła Konfesji Augsburskiej żyją w dużych skupiskach i są zorganizowani w ugruntowanych wielowiekową już tradycją Kościołach – jak np. w RFN, Szwecji itd., i gdzie jednocześnie mocno odchodzi się od nauki CA i innych ksiąg symbolicznych luteranizmu. Nie CA i nie jej nauka o Bogu jest przyczyną takiego stanu rzeczy, bo przecież akurat w tej mierze nauka całego chrześcijaństwa jest zgodna.

Sądzę, że główną przyczyną jest sposób interpretacji tej nauki przez wielu teologów, zwłaszcza ostatnich dziesięcioleci, których przemyślenia, w wielu przypadkach słuszne, potrzebne i aktualne, przekazywane są ludziom potrzebującym zbudowania i umocnienia w wierze w sposób niewłaściwy, często niezgodny nawet z intencjami teologów. Dzieje się tak dlatego, iż pośród nas, duchownych, nigdy nie brakowało, a dziś jest to szczególnie mocno zauważalne, ludzi łasych na wszelkie nowinki teologiczne, często przez nich samych niezrozumiałe, ale mające dla nich jedną wielką wartość – nowość, sensacja… Kiedy czytałem różne opracowania na temat I art. CA, przygotowując ten referat, umocniłem się w tym właśnie przekonaniu – gubi nas i osłabia szukanie wszędzie i zawsze nowego.

Ludzie próbowali pokazać innym BOGA jako surowego sędziego, jako dobrotliwego Ojca, jako moce działające w przyrodzie i na wiele innych jeszcze sposobów, które trudno wyliczyć, które jednak miały zawsze jedną co najmniej wadę – próbowały określić istotę BOGA ludzkimi kategoriami. Próbowały umieścić Boga, który jest ponad wszystkim i wiecznie trwa, w ramach ludzkiego rozumienia czasu i przestrzeni, ludzkiego umysłu. A to wszystko jest w sumie próbą uczynienia z BOGA – bożka, który musiałby ulec zapomnieniu.

Przed tym niebezpieczeństwem chce nas chronić i dziś także I art. CA, który winien stanowić motto i podstawę całej nauki współczesnego i przyszłego chrześcijaństwa – tak jak stanowił on motto i podstawę całej Reformacji i jej duchowego Ojca, Marcina Lutra. „Tu stoję, inaczej nie mogę…” – chciałoby się za nim powtórzyć.

Z treścią I artykułu CA ściśle i nierozerwalnie związany jest jej III artykuł „O Synu Bożym”. We wstępie do jednego z opracowań na temat III art. CA („Zur Sache”, str. 15) przeczytałem takie oto słowa: „Chrześcijańska pobożność i także teologia podkreślały zawsze boskość Jezusa, a przez to często zapominały o Jego człowieczeństwie. W ostatnich dziesiątkach lat rozwinęła się odwrotna tendencja. Jezus jest dla wielu przykładem społecznym, politycznym rewolucjonistą, człowiekiem pragnącym żyć miłością bliźniego. Byłoby rzeczą tak samo fałszywą oba te punkty widzenia sobie przeciwstawiać, jak również jeden z nich podkreślać. Ewangelia podkreśla jedno i drugie: Jezus Chrystus – Człowiek i Jezus Chrystus – Bóg. I przez to stał się ON pośrednikiem, pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem”.

Bardzo od siebie różniące się opinie na temat „Kim jest Jezus?” to jednak nie jest wymysł ostatnich dziesięcioleci. Postać Jezusa była już za Jego ziemskiego życia bardzo różnie widziana.

Wszyscy pamiętamy Jezusowe pytanie, zadane uczniom w okolicach Cezarei Filipowej (Mat. 16. 13-16 i paralele): „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. Pamiętamy także i odpowiedź: „Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza. Jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków”. I te różnorakie odpowiedzi padają do dziś, co jest o tyle zrozumiałe, że postać Jezusa jest postacią tak wielką i tak bardzo złożoną, że człowiekowi trudno jest ją swoim umysłem ogarnąć.

Kościół chrześcijański, a podkreśla to właśnie w III artykule CA w swojej nauce trzyma się słów odpowiedzi Piotra na drugie pytanie Jezusa tam zadane: „A wy za kogo mnie uważacie?” Odpowiedź ta brzmi: „Tyś jest Chrystus – Syn Boga żywego”.

Czasem jednak i Kościół w praktyce nie potrafi pokazać całej istoty Jezusa i nieraz daje się odczuć zmieniające się ciągle uwypuklanie jednej z dwu natur Jezusowych, bez zachowania równowagi, czego żąda od nas nauka starokościelnych symboli, jak też i CA, które jednomyślnie i wyraźnie podkreślają, że Jezus Chrystus: jako BÓG będzie sądzić żywych i umarłych, jako Boży SYN oddał Swoje życie dla uratowania każdego człowieka, a jednocześnie, jako Człowiek, zostawił nam przykład i wzór do naśladowania w każdej sytuacji życiowej.

Chyba w pełni ma rację Sheldon pisząc w swojej książce „W Jego ślady”, że człowiek pragnący żyć zgodnie z wolą Bożą powinien w każdej sytuacji swoją reakcję, swoje działanie poprzedzić daniem sobie odpowiedzi na pytanie: „Co by zrobił, co by powiedział Jezus, gdyby był na moim miejscu?”

W ścisłym związku z tymi dwoma artykułami CA pozostaje jej V artykuł, podkreślający znaczenie działania trzeciej osoby Boga, a więc DUCHA ŚWIĘTEGO. Niezmiernie ważne jest w tym artykule stwierdzenie zawarte w jego końcowej części: „Kościoły nasze potępiają anabaptystów i innych, którzy sądzą, że Duch Święty zstępuje na ludzi bez zewnętrznego Słowa, przez własne ich przygotowania i uczynki”. W tym stwierdzeniu znajdujemy wyraźne odrzucenie sądów także niektórych współczesnych grup religijnych, podkreślających bezpośrednie na nich działanie Ducha Świętego – jedynie tylko przez ich styl i sposób życia.

Z drugiej strony V art. CA podkreśla decydujące znaczenie działania Ducha Świętego – przez SŁOWO i SAKRAMENTY – dla obudzenia wiary. Tu znów wypada zauważyć, że wiele działań współczesnego Kościoła zbyt mocno uwzględnia działanie elementu ludzkiego w budzeniu wiary, co nie przynosi i nie może przynieść pozytywnych wyników. Dowodem prawdziwości tego jest wiele nieudanych akcji misyjnych Kościoła, gdzie w ślad za niewątpliwie ważnym rozpoczęciem działania misyjnego od spraw ludzkich (lecznictwo, szkolnictwo itp.) nie były we właściwy sposób wykorzystane środki, przez które działa Duch Święty, a więc Słowo i Sakramenty.

Akcje misyjne tzw. wolnych kościołów chrześcijańskich są na ten drugi aspekt działania misyjnego zwłaszcza na SŁOWO, mocniej nastawione i w wielu przypadkach mają lepsze wyniki w rozbudzaniu wiary, stają się więc pośrednim dowodem na to, że i V art. CA nie stracił i dziś na znaczeniu. Takie podejście do tematu: BÓG, Trójca Święta – jakie tu przedstawiłem, może dla wielu być zbyt proste, a nawet naiwne. Nie wgłębiałem się w zawiłości teologiczne tego tematu, bo nie to, w moim rozumieniu, było najważniejsze, a pamiętałem przy tym o słowach Filipa Melanchtona, przytoczonych w zestawie listów do tematu BÓG, które brzmią: „CO DO TAJEMNIC BOSKICH – powinniśmy je raczej UWIELBIAĆ aniżeli BADAĆ”.

Działania naszego Kościoła były zawsze o wiele bardziej owocne wtedy, gdy wyraźnie odczuwało się w nich ducha Konfesji Augsburskiej, o tym nie możemy i dziś w 450-lecie jej ogłoszenia zapominać.

Omówione dotychczas artykuły Konfesji Augsburskiej mówiły o Bogu, Jego istocie i Jego zamiarach i działaniu w stosunku do człowieka. Kolejne artykuły Konfesji Augsburskiej, które pragnę omówić, mówią o tym, jak człowiek objęty jest tym Bożym działaniem i jaka winna być reakcja człowieka na to działanie.

Bożym działaniem, jak to podkreśla V art. CA, jest SŁOWO i SAKRAMENT. Nauka Konfesji Augsburskiej o zachowanych w naszym Kościele dwu sakramentach, które jako jedyne z siedmiu sakramentów uznawanych w katolicyzmie spełniają wszystkie warunki sakramentu – o sakramencie Chrztu Świętego o Sakramencie Ołtarza – została obszernie i dokładnie omówiona w przyczynkach zawartych w II zeszycie „Z Problemów Reformacji” i byłoby rzeczą zbyteczną tę naukę jeszcze raz w formie z konieczność skróconej przytaczać.

Przypomnijmy więc sobie tylko to, co mówi CA o Chrzcie (przeczytać IX art. CA).

Ks. Roman Mikler w swoich rozważaniach na temat Chrztu w nauce CA stwierdza: „Chrzest jest wezwaniem do życia jako dzied Bożych, jako wyznawców i naśladowców Chrystusa Pana”.

Kościół nasz chrzcząc dzieci nakłada na barki rodziców i rodziców chrzestnych wielki, niezmiernie istotny obowiązek stałego przypominania ochrzczonemu dziecku tego wezwania przekazanego nam w akcie Chrztu Świętego.

Tak było, tak jest do dziś i tak też będzie – teoria.

Ale praktyka, niestety, jest zupełnie inna.

Nie bez powodu na początku moich rozważań mówiłem o tym, jak niejednokrotnie rodzice czynią coś wręcz odwrotnego, na co przykłady chyba każdy z nas mógłby podać w sporej liczbie. Czy nie powinno nas to skłonić, gdy rozważamy znaczenie CA dzisiaj, do podjęcia wielkich starań, aby przywrócić Sakramentowi Chrztu jego znaczenie w praktyce życia kościelnego? Uczynić to możemy jedynie przez rzetelne przekazywanie nauki CA i innych ksiąg symbolicznych luteranizmu o Chrzcie i jego znaczeniu rodzicom i chrzestnym, nie zapominając przy tym powiedzieć im o ich zadaniach i obowiązkach wynikających z tej nauki. Nie wystarczą do spełnienia tego zadania choćby najbardziej przekonywająca i piękna mowa chrzestna i padające w chwili Chrztu pytania.

Podobnie ma się rzecz z drugim Sakramentem – Wieczerzą Pańską. Całe chrześcijaństwo, także luteranizm, musi i temu sakramentowi przywrócić należne mu miejsce w życiu wierzącego w Boga i Boże działanie człowieka. Przypomnijmy sobie, co CA mówi w X i XXII art. o tym Sakramencie.

Naukę CA o Sakramencie Ołtarza omówił we wspomnianym już II zeszycie „Z Problemów Reformacji” ks. Piotr Mendroch i nie będę jej tu powtarzał. Chcę jedynie przypomnieć, że CA w art. XIII uczy: „…należy przystępować do Sakramentów z wiarą, która ufa obietnicom, jakie są przez nie objawione i zapowiedziane…” Ale czy rzeczywiście zawsze tak się dzieje, zwłaszcza w przypadku tych, którzy przystępują do Stołu Pańskiego wtedy, gdy nakazuje to nie pisana, a jednak żywa tradycja „ewangelicka” – w Adwencie i czasie pasyjnym? Czy tylko wtedy jest potrzebna ewangelikom zbawcza moc tego Sakramentu? A z drugiej strony, czy my sami do tego się nie przyczyniamy poprzez naszą organizację życia nabożeństwowego – na przykład nabożeństwa komunijne raz w miesiącu?

W parafiach, w których odeszło się od tego zwyczaju, liczba przystępujących do Komunii Świętej zdecydowanie wzrosła. Czy to nie jest zjawisko nakazujące rewizję naszego podejścia do tego Sakramentu mimo trudności, jakich w naszej sytuacji w diasporze by to przysporzyło: dać wierzącym przy każdym obdarzaniu ich jednym Bożym darem – SŁOWEM – możliwość skorzystania i z drugiego daru Sakramentu Ołtarza? Na pewno jest to trudne, ale nie niemożliwe. Działanie Boga na człowieka przez Sakramenty jest niejako jednym z dwóch zagadnień, które pragnę omówić w części tych rozważań, poświęconej tematowi: człowiek w CA.

Konfesja Augsburska mówi również o reakcji człowieka na Boże działanie przez SŁOWO i SAKRAMENTY.

Przytoczyć chcę w tym miejscu kilka najbardziej popularnych określeń różnic między katolicyzmem a ewangelicyzmem, wypowiadanych nie przez teologów, ale przeciętnych katolików:
” u nich (tzn. ewangelików) nie trzeba się spowiadać”
” u nich nie ma pokuty”
” oni odrzucają dobre uczynki”…

O ile nauka CA o BOGU, o GRZECHU i o SAKRAMENTACH w różny sposób, mniej czy bardziej dokładnie, dociera do przeciętnego luteranina i jest też jako tako znana innym (często bardzo powierzchownie), to nauka CA o SPOWIEDZI, POKUCIE i DOBRYCH UCZYNKACH jest znana o wiele mniej, a często wcale. To jednak nie oznacza wcale, że nauka ta jest nieaktualna i nie ma dziś już większego znaczenia i wartości. Uważam wręcz, że powinno być zupełnie inaczej – nauka CA także w tych kwestiach winna być z całą mocą przypominana. Jest ona zapisana w artykułach XI, XII i XXV (spowiedź i pokuta) oraz VI i XX (dobre uczynki).

Marcin Luter w I tezie napisał: „Gdy Pan i Mistrz nasz Jezus Chrystus powiada – 'pokutujcie' – to chce, aby całe życie chrześcijanina było nieustanną pokutą”, a CA w XII artykule również przypomina wielkie znaczenie pokuty dla całokształtu życia człowieka z Bogiem, tego aktu uświadomienia sobie przez człowieka swojej słabości i ułomności, pokuty połączonej z żalem za nie i skruchą serca, w nierozerwalnym jednak związku ze szczerym pragnieniem poprawy swego życia oraz wiarą w łaskę Bożą.

Wyrazem tej pokuty jest spowiedź – wyznanie grzechów przed BOGIEM, nie przed człowiekiem – połączona ze znakiem łaski Bożej, zawartej w słowach odpuszczenia grzechów – absolucji.

I znów tak jak poprzednio nie pragnę tu nauki CA w tych kwestiach naukowo rozważać, chcę jedynie postawić pytanie. Czy my sami jako słudzy Kościoła Konfesji Augsburskiej nie przyczynialiśmy się i nie przyczyniamy się nadal do tego, że sprawa pokuty i spowiedzi, choć tak ważną powinna odgrywać rolę w życiu człowieka z Bogiem, tej roli nie odgrywa, co w konsekwencji prowadzi w oczach innych do takich określeń różnic między Kościołami, z gruntu przecież fałszywych, jakie przed chwilą przytoczyłem?

Podobnie ma się rzecz ze sprawą „dobrych uczynków”, które w świetle nauki CA mają być owocem wiary i z niej mają wypływać, a które były i są nadal często odsuwane na bardzo daleki plan, a nieraz ich wartości zupełnie się nie dostrzegało…

Słuszna nauka, ściśle wynikająca z Nowego Testamentu, o usprawiedliwieniu jedynie z ŁASKI PRZEZ WIARĘ – SOLA FIDE, SOLA GRATIA, z tak wielką mocą i potęgą zwiastowana w naszych zborach, u wielu ludzi powoduje coś, co można by nazwać „lenistwem w wierze”, i zupełny zanik działania dla dobra innych, jako owocu, koniecznego owocu żywej wiary. Sądzę, że właśnie te artykuły CA, które mówią o „uczynkach jako owocach wiary”, powinny dziś, w tym świecie, gdzie jest tak mało dobra, zajaśnieć z całą mocą i stanowić zachętę do aktywnego udziału człowieka, ewangelika, w Bożym dziele zbawienia wszystkich ludzi.

„Tak niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie… (Mat. 5,16) – to Jezusowe wezwanie nie przestało być dziś aktualne i odnosi się ono i do nas, spadkobierców nauki Konfesji Augsburskiej.

Mówiąc o BOGU i CZŁOWIEKU w świetle nauki CA, wielokrotnie nawiązywałem do trzeciej sprawy, którą chcę pokrótce omówić. Chodzi mi o KOŚCIÓŁ zarówno widzialny, jak i niewidzialny.

O Kościele traktuje wiele artykułów CA: V (O służbie Kościoła), VII (O Kościele), VIII (Czym jest Kościół?), XIV (O porządku w Kościele), XV (O obyczajach kościelnych), XXVIII (O władzy kościelnej). Jak już z tego spisu wynika, a przecież o Kościele mówi się i w innych artykułach CA, że jest to w rozumieniu Konfesji ważna sprawa. Eklezjologia ma swoje poczesne miejsce w całej teologii luterańskiej. Rok jubileuszu przyniósł cały szereg dyskusji i rozważań, i to z bardzo różnego punktu widzenia, często krytycznych, także i na temat pojęcia „Kościół”. I tak ksiądz radca Ryszard Janik w II zeszycie „Z Problemów Reformacji” obszernie omówił pojęcie „Jedności Kościoła” w nauce ksiąg symbolicznych Kościoła Luterańskiego.

W tym punkcie moich rozważań na temat „Znaczenie Konfesji Augsburskiej – dzisiaj” chcę się na jednym tylko skoncentrować – na zadaniach Kościoła i jego sług, czyli nas, duchownych pracowników kościelnych. W VII artykule CA czytamy m.in.: „Kościół zaś jest zgromadzeniem świętych, w którym się wiernie naucza Ewangelii i należycie udziela Sakramentów”. W tym stwierdzeniu zawiera się istota naszego zadania w służbie Kościoła, a zasada „Ecclesia semper reformanda” – Kościół musi się stale odnawiać i wracać ku temu, czego chce Chrystus – nakazuje nam szukanie nowych dróg i metod, ale jednocześnie stałą samokontrolę naszych działań w służbie Kościoła, aby wszelkie nasze poczynania miały zawsze przede wszystkim na celu utrzymanie w Kościele Bożej sprawy i Bożego planu zbawienia każdego człowieka.

I dlatego niezbędne są normy, które pozwalają nam określić ramy dla naszych działań. Oczywiście pierwszą i najważniejszą normą musi pozostać SŁOWO BOŻE, ale ważną role mają tu do odegrania także i księgi symboliczne, wśród których, dla luteran. Konfesja Augsburska, jako matka prawie wszystkich pozostałych ksiąg symbolicznych luteranizmu, musi znaleźć pierwsze miejsce.

Mając do dyspozycji SŁOWO BOŻE i pomoc, jaką stanowią KSIĘGI SYMBOLICZNE KOŚCIÓŁ, a tym samym i my, jako powołani do służby w Kościele, musimy rzetelnie realizować swoje posłannictwo.

Czy zawsze tak się dzieje? Czy możemy ze spokojnym sumieniem oczekiwać na chwilę, kiedy BÓG oceni naszą służbę? Czy usłyszymy wtedy: „Sługo dobry i wierny – nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę”? (Mat. 25,21a lub 23a).

W kilku punktach mego referatu mówiłem o sprawach, które wymagają naszej zwielokrotnionej troski – czy to w kwestii przygotowania do Chrztu, czy też w zwiększeniu zainteresowania Sakramentem Ołtarza, a przecież jest tych spraw znacznie więcej i każdy z nas mógłby coś do tego „rejestru potrzeb” dorzucić i zapewne stanie się to w dyskusji nad tematem „Znaczenie Konfesji Augsburskiej – dzisiaj”.

W świetle tego, co powiedziałem, a co było tylko małą cząstką zagadnienia, które dziś stoi w centrum naszej uwagi, można śmiało stwierdzić, że nie sposób jest przecenić znaczenia CA także i dzisiaj. Ona to pozwala nam określić, kim jesteśmy jako luteranie, co czynić musimy, aby nimi pozostać, a innym pokazać wartość naszej drogi chrześcijańskiej.

Co prawda niektórzy uważają, co przypomina ks. radca Janik w swoim przyczynku, że „Wyznania utrudniają jedność Kościoła i wspólne zwiastowanie Ewangelii” (z czym nie całkiem można się zgodzić), to jednak fakt, że „Wyznania stanowią wartość pozwalającą Kościołowi odnaleźć się historycznie i określić siebie wobec innych” („Z Problemów Reformacji, z. II, str. 71), określa znaczenie Wyznań, a więc i CA, dla współczesnego luteranizmu, a także dla całego chrześcijaństwa.

Można bowiem śmiało powiedzieć, że Konfesja Augsburska odegrała pośrednią, ale niepoślednią rolę w zmianach Kościoła Rzymskokatolickiego, co w sposób zawoalowany, a może wprost niezamierzony, podkreśla ksiądz Alfons Skowronek w artykule „450 rocznica Wyznania Augsburskiego – wspólną sprawą”, zamieszczonym w nr 143 „Słowa Powszechnego”, pisząc o artykułach II części Konfesji Augsburskiej, w których rozpatruje się zniesione nadużycia. Cytuję: „większość tych zarzutów zdezaktualizował historyczny rozwój wypadków” (autor ma tu na myśli zmiany wprowadzone w Kościele Rzymskokatolickim – język narodowy. Komunia pod obiema postaciami, odejście od roszczeń do sprawowania przez biskupów i papieża władzy świeckiej i inne).

To jednak nie stwierdzenia CA się zdezaktualizowały, lecz wprost przeciwnie, pozostały do tego stopnia aktualne i słuszne, że zostały zrealizowane w katolicyzmie. To jest powód do chluby dla nas jako dziedziców tego wyznania. Ale jest w tym artykule inne stwierdzenie, które nie stanowi powodu do chluby – ksiądz Skowronek pyta, a ma to pytanie podstawę i uzasadnienie w wielu, niestety, poczynaniach nas, współczesnych luteran: Dlaczego to ewangelicy oddalili się tak bardzo od wspaniałej deklaracji Augustany? (Autorowi chodzi oczywiście zwłaszcza o sprawę nabożeństwa czy raczej mszy).

A to pytanie nasuwa kolejne, które chcę postawić: Czy właśnie odejście od Augustany na rzecz rozmaitych, nieraz karkołomnych, nowych koncepcji wyznania wiary nie jest jednym z głównych powodów nie dającego się przecież ukryć kryzysu współczesnego ewangelicyzmu? Wymaga co prawda Konfesja Augsburska współczesnej interpretacji i dostosowania niektórych jest sformułowań do współczesnych warunków, bo przecież wiele się zmieniło na świecie w ciągu 450 lat, ale gdy bierze się ją w całości, pozostaje ona do dziś aktualnym wyznaniem wiary, którego trzymać się musimy, jeżeli chcemy wytrwać na drodze naśladowania Jezusa. Warto i w tym wypadku pamiętać o mądrości zawartej w powiedzeniu: „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”.