1. Niedziela po Epifanii – Święto Chrztu Pańskiego
(13) Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan, do Jana, aby się dać ochrzcić przez niego. (14) Ale Jan odmawiał mu, mówiąc: Ja potrzebuję chrztu od ciebie, a ty przychodzisz do mnie? (15) A Jezus, odpowiadając, rzekł do niego: Ustąp teraz, albowiem godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość. Tedy mu ustąpił. (16) A gdy Jezus został ochrzczony, wnet wystąpił z wody, i oto otworzyły się niebiosa, i ujrzał Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął na nim. (17) I oto rozległ się głos z nieba: Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem.
Mt 3,13-17 (BE)
Chwilę po Bożym Narodzeniu przenosimy się do czasu i miejsca, w których dochodzi do niezwykłego wydarzenia. Jezus, już jako dojrzały człowiek, przychodzi do Jana Chrzciciela, aby ten Go ochrzcił.
Współcześnie Sakrament Chrztu kojarzy nam się ze standardową procedurą, w której rodzice lub opiekunowie przychodzą do swojej parafii z dzieckiem, by najpierw zgłosić, a następnie przynieść je do chrztu, wypełniając w ten sposób nakaz samego Jezusa. Sam przebieg jest dość prosty. Trzeba mieć ze sobą podstawowe dokumenty oraz porozmawiać z miejscowym duszpasterzem.
Jednak w przypadku Jezusa nie przebiega to tak łatwo. Przychodzi On do swojego kuzyna, który na co dzień udziela chrztu przychodzącym do niego ludziom i wzywa ich do nawrócenia. Wobec Jezusa jednak nie chce tego uczynić. Spotyka się z oporem i słowami: „Ty przychodzisz do mnie?”.
Może to być zaskakujące, że właśnie Jemu Jan odmawia. Mesjaszowi, którego zapowiadał i o którym wiedział, że nadejdzie. Temu, który był bez grzechu. A jednak czytamy, że „Jan nie chciał do tego dopuścić”. Było to spowodowane poczuciem własnej niegodności. We wcześniejszych wersetach czytamy, że Jan nie czuje się godny nawet tego, by podać Mu sandały. Stawia sprawę jasno, mówiąc: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie”.
Jest tu zaprezentowana postawa, którą my również przejawiamy w różnych aspektach naszego codziennego życia, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Może to brzmieć niedorzecznie, jednak chodzi o pewien dystans wobec przychodzącego do nas Chrystusa. Powodów takiego podejścia może być wiele. Jednym z nich, podobnie jak u Jana, bywa poczucie niegodności obcowania z Bogiem. Innym powodem może być brak wiary w Bożą sprawczość w naszym życiu albo nawet przekonanie, że relacja, do której jesteśmy zaproszeni, w jakiś sposób nas ogranicza. Każdy z nas nosi w sobie własne rozterki dotyczące wiary.
Wróćmy jednak do samej historii. Mimo początkowych wątpliwości dochodzi do chrztu. Jezus przekonuje Jana słowami: „Ustąp teraz, bo powinniśmy wypełnić całą sprawiedliwość”. Jak jednak rozumieć sprawiedliwość, o której mówi Zbawiciel w tym momencie? Czy chodzi jedynie o sam akt zanurzenia? W tamtym czasie chrzest był rozumiany przede wszystkim jako oczyszczenie, obmycie z grzechu, jako nowy początek, który oferował nowe życie i przygotowanie na przyjście Mesjasza. Skoro tak, pojawia się pytanie, z czego Jezus miałby zostać oczyszczony, skoro nie miał grzechu.
Możemy tutaj szukać różnych odpowiedzi na pytanie o sens tego wydarzenia. Jedną z nich jest odczytanie chrztu Jezusa jako zapowiedzi Jego przyszłej śmierci i wzięcia na siebie grzechu całego świata. Innym ważnym znaczeniem tego momentu może być oficjalne rozpoczęcie Jego publicznej działalności. To wyjątkowe zanurzenie staje się inauguracją misji, w której Jezus wychodzi do ludzi, by głosić Boże Królestwo. Może także być rozumiane jako potwierdzenie Jego tożsamości jako Mesjasza, na którego czekali.
Jednak tym, co przemawia do mnie najbardziej, jest to, że Jezus wskazuje tu na swoje człowieczeństwo. Wchodzi w ludzką kondycję, która jest naznaczona grzechem i cierpieniem, choć sam pozostaje bez grzechu. Chce być częścią ludzkiego doświadczenia i przeżywać to, czego doświadczają ludzie, ponieważ sam stał się człowiekiem. Bóg, który stał się człowiekiem. To właśnie dlatego to wyjaśnienie przemawia do mnie w sposób szczególny. Chwilę później bowiem dzieje się coś niezwykłego. Dochodzi do epifanii, czyli objawienia.
Gdy Jezus zostaje ochrzczony i wychodzi z wody, otwierają się nad Nim niebiosa, a Duch Boży zstępuje i spoczywa na Nim. Rozlega się także głos Boga, który ogłasza, że Jezus jest Jego umiłowanym Synem. Bóg przyznaje się do ojcostwa nad swoim Synem, który stał się człowiekiem.
Drodzy, ten sam Bóg wobec każdej i każdego z nas wykonuje podobny gest. Wskazuje, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi. Powołał nas do życia, do wiary i do drogi, na której idzie razem z nami. Pomimo tego, że w przeciwieństwie do Jezusa w nas wciąż obecny jest grzech oraz skłonność do zbaczania z Jego drogi i postępowania wbrew Jego woli. Czy wobec takiej deklaracji Boga potrafimy przyznać, że jesteśmy Jego dziećmi? Czy rodzi to w nas radość i wdzięczność?
Chrzest, którego doświadczamy, nie ma być jedynie procedurą, którą trzeba zaliczyć. Jest on niezwykłym zaproszeniem do relacji i wspólnoty z Bogiem, który sam wybrał nas na swoje dzieci. Nie jest też aktem, który automatycznie rozwiązuje wszystkie kwestie naszej wiary i zbawienia. Jezus po swoim chrzcie dopiero rozpoczyna swoją działalność. W ten sposób pokazuje nam, że chrzest ma być odnowieniem i zachętą do życia według Jego przykładu. Ma nas prowadzić do codziennego odkrywania Bożej sprawiedliwości, która objawia się w miłości.
Drodzy, nie jest to jedynie górnolotne stwierdzenie o odnowieniu życia. Za tym musi iść realna zmiana. W jednym z czytań na Pierwszą Niedzielę po Epifanii, w Liście Apostoła Pawła do Rzymian, czytamy o nowym życiu w Chrystusie. Życie w Chrystusie i z Chrystusem ma nas przemieniać przez odnowienie myślenia. Co to oznacza w praktyce?
Oznacza to, że z tej odnowy ma wypływać mądra służba, czyli nieupodabnianie się do świata, do tego, co typowe, stereotypowe lub wygodne. Często będzie się to wiązało z przełamywaniem lęku i wstydu, zmianą perspektywy oraz otwarciem się na drugiego człowieka i na Boga, którego niekiedy świadomie lub nieświadomie odrzucamy. Czasem, podobnie jak Jan, będziemy musieli ustąpić. Wszystko to prowadzi do realizacji naszego powołania, które w pierwszej kolejności wyraża się w miłości do Boga, do siebie samego i do bliźniego, a następnie w drodze życia, jaka została nam dana.
Chrzest otwiera przed nami drogę pełną Bożej obecności, łaski, możliwości i nowych perspektyw. Możemy z nich czerpać, dostrzegając Boga w naszym życiu oraz pielęgnując wdzięczność za wszystko, co otrzymujemy. Niech ta niedziela, która upamiętnia chrzest Jezusa, a także nowy rok, w który weszliśmy, staną się dla nas kolejnym etapem doświadczania i pogłębiania relacji z naszym niebiańskim Ojcem.
Amen.
ks. Marcin Dawid
