11. Niedziela po Trójcy Świętej

Pewnego razu Jezus został zapytany przez faryzeuszy, kiedy przyjdzie Królestwo Boga (Łk 17,20). Oczekiwanie na ingerencję Boga w codzienność jest ważne także dzisiaj, szczególnie dla tych, którzy Mu ufają. Nierzadko wtedy stawiane jest pytanie o to, kiedy Bóg zapanuje nad tym wszystkim. Czyż nie byłoby wspaniale, gdyby ludzie wokół nas postępowali zgodnie z Pismem Świętym? Nie inaczej było z pobożnymi i oddanymi faryzeuszami w czasach Jezusa. Jego odpowiedź jest dość zaskakująca – Królestwo Boga jest pośród was, czyli: Bóg jest obok. Ale jak dostrzec to Boże panowanie? Uzupełniając swoją odpowiedź, Jezus opowiada dwie przypowieści o modlitwie, a ewangelista Łukasz przedstawia ich cel. Przywieść o natarczywej wdowie została opowiedziana, aby zachęcić uczniów do modlitwy i nie poddawania się (Łk 18,1), a druga brzmi tak:

„Powiedział też przypowieść do tych, którzy byli przekonani o swej doskonałości, a innymi gardzili. Dwóch ludzi weszło do świątyni na modlitwę, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duchu się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, złodzieje, oszuści, rozpustnicy lub jak ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, składam dziesięcinę z całego dochodu. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, ale bił się w piersi i mówił: Boże, okaż litość mnie grzesznemu. Mówię wam: Ten odszedł do swego domu usprawiedliwiony, a nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony” (Łk 18,9–14).

Faryzeusz

Przypowieść została opowiedziana tym, którzy są przekonani o swojej doskonałości. Czyli komu? Być może pierwsze skojarzenie – faryzeuszom. Często mamy obraz faryzeuszy jako duchowych hipokrytów, którzy „odcedzają komara, a połykają wielbłąda” (Mt 23,24), „nakładają na barki ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami nie chcą ich ruszyć nawet palcem” (Mt 23,4) i ogólnie szukają dziury w całym. Tak też można spojrzeć na faryzeusza z cytowanej przypowieści, który szczyci się swoją pobożnością, oddaniem Bogu i przestrzeganiem Jego przykazań. Ale czy patrząc na niego w ten sposób, z góry nie stawiam siebie w tym samym szeregu co ci, o których Jezus mówi, że gardzą innymi? A może faryzeusz został tu przedstawiony jako lustro, abym mógł zobaczyć w nim siebie? Czyżby ta przypowieść była skierowana także do mnie? To niepokojące pytanie.

W głowie pojawia mi się myśl: A kim ja jestem? Modlę się przed posiłkami, poza tym codziennie staram się modlić i czytać Biblię, regularnie chodzę do kościoła. To przecież jest dobre, a nawet warte pochwały. Są przecież tacy, którzy tego nie robią. Ile razy słyszałem narzekanie na tych, którzy tego nie robią, a powinni.

Co w swojej modlitwie wyraził faryzeusz? Najpierw dostrzegamy jego pychę i wywyższanie się ponad innych, szczególnie pogardę względem celnika. Ale z drugiej strony, możemy zobaczyć jego wdzięczność za to kim jest, można by nawet powiedzieć, za to co (dzięki Bogu) mógł osiągnąć w życiu. Zastanawiam się, ile razy sam dziękowałem Bogu za to, kim jestem i czym mnie obdarzył? Ile razy byłem do tego zachęcany w różnych, także kościelnych, sytuacjach? I ile razy dziękowałem Bogu, za to co się nie wydarzyło, że ustrzegł mnie od wielu pułapek życia i… za to kim się nie stałem? Czasem myślę, że miałem szczęście, fart; w naszym duchowym języku nazywamy to Bożym prowadzeniem. Czy wdzięczność za ustrzeżenie przed „błędnymi drogami” jest zła? O co tu chodzi? Może o refleksję na wyobrażeniem swojej doskonałości, a w zasadzie o bycie świadomym tego, że nie jestem doskonały, nawet, jeśli do tego zmierzam. W naszym rozumieniu jesteśmy usprawiedliwieni (czy jak kto woli: święci) i równocześnie grzeszni. Jesteśmy współdziedzicami Chrystusa i równocześnie poddani swojej grzeszności.

Faryzeusz odszedł ze świątyni z poczuciem swojej doskonałości, ale bez usprawiedliwienia – bez świadomości Bożej obecności, która daje siły do codziennego zmagania się zarówno ze swoim perfekcjonizmem, jak i niewystarczalnością. Nie chodzi o to, że wszyscy faryzeusze byli pyszni i nie mieli refleksji nad sobą. Przykładem może być Saul z Tarsu – faryzeusz pełen zapalczywości, który po duchowym doświadczeniu spotkania z Chrystusem stał się pełnym zapału, świadomym swoje grzeszności, apostołem Pawłem. Pobożność jest wielkim zyskiem, jeśli jest połączona z refleksją nad swoją niedoskonałością i wdzięcznością, że Bóg nas w tej niedoskonałości używa, aby urzeczywistniać królestwo miłości wśród nas. Bo Bożą miłość możemy dostrzec tylko w pełnych wyrozumienia, czułości i empatii relacjach między ludźmi.

Celnik

Ówcześnie celnik dla purystów prawa i pobożności był przykładem kolaboranta, oszusta, złodzieja, kogoś kto wzbogacił się kosztem drugiego. Ogólnie był to nielubiany egzekutor opresyjnych przepisów. I więcej, nie był godny, aby należeć do wspólnoty.

Kto dzisiaj mógłby być celnikiem z przypowieści? Pierwsze myśli biegną w stronę osób będących na marginesie społeczeństwa albo tych, którzy są przez nie odrzucani. Nie chodzi tylko o biednych, słabych i potrzebujących. Myśląc o nich, odczuwam wielką sympatię i współczucie. Ale faryzeusz mówi o złodziejach, oszustach i rozpustnikach. Czy bycie którymś z nich jest powodem do dumy? Raczej nie. Czy wzbudzają współczucie? Raczej rzadko. Ale czy naprawdę nie zdarza mi się być właśnie…? Mówię: nikogo nie zabiłem, ale czy zawsze wsparłem? Nic nie ukradłem, czy na pewno? A może celnik to drugie lustro, w którym zauważam siebie? Przecież w trakcie niedzielnego nabożeństwa często mówię (na głos!): „…ja biedny nędzny, grzeszy człowiek, wyznane przed Tobą wszystkie grzechy i przewinienia moje…”. Czyli jestem świadomy, że „mam coś za skórą”. A może moja niedzielna modlitwa spowiednia bardziej przypomina tę faryzeusza niż celnika, nawet, jeśli dosłownie powtarzam słowa tego ostatniego: „bądź miłościw mnie grzesznemu”?

Boże Królestwo widoczne jest tam, gdzie w ludziach ufającym Bogu, zamiast buty widać empatię do drugiego (innego) człowieka, zamiast arogancji wrażliwość na cierpienie, zamiast pychy i wywyższania się szacunek i otwartość. Gdyby tę przypowieść Jezus opowiedział dzisiaj, kogo uczyniłby jej głównymi bohaterami?

Amen.

ks. dr Grzegorz Giemza