17. Niedziela po Trójcy Świętej
2:1 Jozue, syn Nuna, wysłał z Szittim potajemnie dwóch mężów jako wywiadowców, mówiąc: Idźcie, obejrzyjcie ziemię i Jerycho. Poszli tedy i wstąpili do domu pewnej nierządnicy, imieniem Rachab, i ułożyli się tam do snu. 2:2 Wtedy doniesiono królowi Jerycha: Tej nocy przyszli tutaj jacyś mężowie z synów izraelskich, aby przeszukać ziemię. 2:3 Wtedy król Jerycha posłał do Rachab i kazał jej powiedzieć: Wydaj mężów, którzy przyszli do ciebie i weszli do twojego domu, gdyż przyszli, aby przeszukać całą tę ziemię. 2:4 Lecz kobieta ta wzięła obu tych mężów i ukryła ich, potem zaś rzekła: Rzeczywiście, przyszli do mnie jacyś mężowie, ja jednak nie wiedziałam, skąd oni są. 2:5 Lecz gdy z nastaniem ciemności miano zamknąć bramę miasta, mężowie ci wyszli i nie wiem, dokąd poszli. Gońcie szybko za nimi, to ich dogonicie. 2:6 Sama zaś zaprowadziła ich na dach i ukryła pod łodygami lnu, które miała ułożone na dachu. 2:7 Wyznaczeni tedy mężowie gonili za nimi w kierunku Jordanu aż do brodów, bramę miasta zaś zamknięto, kiedy pogoń za nimi wyszła. 2:8 Zanim ci mężowie ułożyli się do snu, ona wyszła do nich na dach 2:9 I rzekła do nich: Wiem, że Pan dał wam tę ziemię, gdyż padł na nas strach przed wami i wszyscy mieszkańcy tej ziemi drżą przed wami. 2:10 Słyszeliśmy bowiem, że Pan wysuszył przed wami wodę Morza Czerwonego, gdy wychodziliście z Egiptu, i co uczyniliście obu królom amorejskim po tamtej stronie Jordanu, Sychonowi i Ogowi, których obłożyliście klątwą na zagładę. 2:11 A gdy to usłyszeliśmy, zwątpiło serce nasze i wszystkim zbrakło wobec was odwagi, gdyż Pan, Bóg wasz, jest Bogiem w górze na niebie i w dole na ziemi. 2:12 Więc przysięgnijcie mi teraz na Pana, że, jak ja okazałam wam łaskę, tak wy również okażecie łaskę domowi mojego ojca, i dajcie mi porękę, 2:13 Że pozostawicie przy życiu mojego ojca i moją matkę, i moich braci, i moje siostry, i wszystkich ich bliskich i ocalicie nas od śmierci. 2:14 Rzekli jej tedy ci mężowie: Życiem naszym ręczymy za was, jeżeli nie rozgłosicie tej naszej sprawy. A gdy potem Pan da nam tę ziemię, okażemy ci łaskę i dochowamy wierności. 2:15 Następnie spuściła ich na linie przez okno, bo dom jej był wbudowany w mur miasta i w murze mieszkała. 2:16 Powiedziała też do nich: Idźcie w góry, aby nie natknęli się na was ścigający. Tam się ukrywajcie przez trzy dni, aż powrócą ścigający, a potem idźcie swoją drogą. 2:17 Rzekli do niej mężowie: Chcemy dotrzymać tej przysięgi, którą kazałaś nam złożyć. 2:18 Kiedy więc wejdziemy do tej ziemi, przywiążesz ten sznur z czerwonej nici do okna, przez które nas spuściłaś, a swego ojca i matkę, i braci, i całą rodzinę swego ojca zbierzesz u siebie w domu. 2:19 Każdy, kto wyjdzie z drzwi twojego domu na zewnątrz, będzie sam winien przelania swojej krwi, a my będziemy bez winy. Ale za przelanie krwi każdego, kto będzie u ciebie w domu, a ugodzi go czyjaś ręka, my winę poniesiemy. 2:20 Jeżeli zaś ty rozgłosisz tę naszą sprawę, my będziemy wolni od przysięgi, którą kazałaś nam złożyć 2:21 Ona rzekła: Jak powiedzieliście, tak będzie. Wypuściła ich tedy, a oni poszli. Ona zaś przywiązała czerwony sznur do okna. (Joz 2, 1-21)
Czy potrafisz wskazać w swoim życiu przełomowe decyzje? Takie, które odmieniły diametralnie Twoją przyszłość. Dla jednych może była to emigracja zarobkowa, dla innych konkretny wybór studiów albo zmiana pracy. Są także i skrajne przypadki, gdzie na ostrzu stoi własne życie.
Historia Rachab jest przykładem jednorazowej decyzji, która odmieniła jej losy, a stało się to po spotkaniu z nieznajomymi, z wrogiem. Rzecz dzieje się na początku pochodu Izraela do Ziemi Obiecanej. Pierwsze z miast na jej drodze było pradawne miasto Jerycho. To właśnie od jego zdobycia zależało, czy Izrael będzie w stanie podbić dalszą część Kanaanu. Jerycho uchodziło bowiem za dobrze obwarowane i bronione miasto. Zdobycie miasta dawało większą szansę na zajęcie kolejnych miast. Stąd oblężenie miasta było rzeczą decydującą w pochodzie Izraela do Ziemi Obiecanej.
Bitwa, którą mieli stoczyć Izraelczycy, była także wojną religijną. W Kanaanie uzależniano moc bóstwa od zwycięskich wojen. Zdobycie Jerycha miało znaczenie symboliczne. Tak Bóg Izraela miał okazać się prawdziwym Bogiem dla obcych narodów, co dobrze ujęła to w słowach Rachab, mówiąc: 2:10 Słyszeliśmy bowiem, że Pan wysuszył przed wami wodę Morza Czerwonego, gdy wychodziliście z Egiptu, i co uczyniliście obu królom amorejskim po tamtej stronie Jordanu, Sychonowi i Ogowi, których obłożyliście klątwą na zagładę. 2:11 A gdy to usłyszeliśmy, zwątpiło serce nasze i wszystkim zbrakło wobec was odwagi, gdyż Pan, Bóg wasz, jest Bogiem w górze na niebie i w dole na ziemi.
Zastanawiające jest, czy Izraelczycy podobnie pojmowali Boga. Możliwe, że wiele było osób, uzależniające swoje powodzenie od wiary w Boga. Jozue, jako następca Mojżesza, naucza jednak lud w inny sposób. Wiara w Boga miała być niezależna od sukcesów czy porażek człowieka. Za to oparta miała być na Prawie, przykazaniach, które człowiek miał z miłością przestrzegać. Dzięki temu mógł doświadczyć Bożej opatrzności i błogosławieństwa w życiu.
Obecnie nie brakuje chrześcijan, którzy również uzależniają swoją wiarę od życiowych sukcesów. Rozczarowanie przychodzi, gdy pojawiają się niepowodzenia. Później rodzi się zwątpienie w Bożą opatrzność, które zaczyna wypełniać ludzkie serca. Wtedy człowiek zapomina o tym, jak Jezus Chrystus cierpiał i umierał na krzyżu. Woli żyć jedynie tryumfem wielkanocnego poranku Jezusa, tylko że zmartwychwstanie nie ma sensu bez Golgoty. Cierpienie jest wpisane w zbawienie.
Stąd zwycięstwo Jezusa można zrozumieć, konfrontując się z własnym rozgoryczeniem i brakiem nadziei. To wtedy pojawia się chęć powrotu do dawnego życia, nieraz bez Jezusa. Dopiero spotkanie z Jezusem, na przykład takie jak w Emaus – czyli pobłogosławienie i podzielenie się chlebem zmienia spojrzenie na Boga i własne życie. Uczniowie z Emaus zrozumieli, że w krzyżu i w zmartwychwstaniu jest ukryte właściwe szczęście człowieka. Chrześcijanin nie musi więc unikać cierpienia w obawie o utratę radości życia. To dla niejednej osoby bywa niezrozumiałe, a nawet może obce i odstraszające, ale w chwilach trudnych człowiek zaczyna pojmować sens cierpienia Jezusa i odczytywać go w kontekście siebie.
Wygodne, pełne nowych wrażeń życie może zniechęcać do wyrzeczeń, a tym bardziej przyjmowania na siebie cierpienia. Bo sens życia obraca się tylko wokół uczucia szczęścia, gdzie nie ma miejsca na Boga cierpiącego i otwierającego się na ludzką niedolę. Tak jedynie buduje się fałszywy obraz wiary, który ma spełnić ludzkie oczekiwania. Reminiscencją takiego podejścia do Boga może być kult Fortuny, bogini szczęścia. Oddawanie jej czci miało przynieść pomyślność, ponieważ los był zmienny. Dziś nikt nie oddaje czci Fortunie, ale za to z wielkim zaangażowaniem poszukuje jej w świecie zamiast Boga.
W przypadku Rachab los uśmiechnął się do niej, chociaż za tym tak naprawdę stało zrządzenie Boże. Pomimo że Rachab nie należała do ułożonych kobiet. Wiodła życie kurtyzany, a za swoje usługi utrzymywała prawdopodobnie ojca i matkę. Jej pozycja w mieście i znajomość różnych sekretów pozwoliła na ukrycie szpiegów, a następnie ułatwienie im w ucieczce. Rachab pojęła, że gra toczy się o jej życie i bliskich. Wybrała zdradę za własną przyszłość. Jako kurtyzana wiedziała o obawach władz miasta przed Izraelczykami. Zrozumiała, że szpiedzy są jej jedyną szansą na przeżycie oblężenia.
Czy postąpiła właściwie? Z jednej strony była współwinna śmierci mieszkańców Jerycha, ukrywając szpiegów. Z drugiej strony nie sprzeciwiła się prawdziwemu Bogu, którego jako poganka uznała i zaufała Mu, że ma moc zburzyć pradawne mury Jerycha. Przeżywszy wraz z najbliższymi oblężenie, niosła jednak na sobie piętno zdrajcy. W Bożych oczach okazała się za to tą, która pomogła Izraelowi. Może dlatego Ewangelista Mateusz ujmuje ją w genealogii Jezusa, a tym samym sławi jej czyn. Oprócz tej wzmianki została także zaliczona do grona bohaterów wiary przez autora listu do Hebrajczyków. Imię Rachab zostało więc zapamiętane na wieki.
Zachowanie Rachab pokazuje, że podążanie za głosem Bożym wiąże się z sukcesem, ale nie zawsze w takim znaczeniu jak rozumie to świat. Podążanie za Jezusem rodzi na ziemi nieoczekiwane niedogodności, cierpienia, a nawet może być powodem śmierci za wiarę, ale zawsze czeka na nas wieniec zwycięstwa, gdy upadnie śmierć.
Historia Rachab porusza jeszcze jedną ważną kwestię, to przysięga. Słowo, które dali szpiedzy i Rachab nie wymagało wcześniejszego podpisania wielostronicowych umów, nie było na to też czasu. Opierało się na wzajemnym zaufaniu, czego świadkiem był Bóg. Dzisiaj wydaje się, że słowo mówione traci na sile. Przysięgi są nadużywane, słowa wypowiadane na wiatr, a obietnice niespełniane. Może dlatego rozrasta się biurokracja, a ludziom coraz trudniej ufać sobie nawzajem.
Czy Kościół ma iść tą drogą?
Zanim spisana została Biblia, aby na dobre utrwalić słowa Jezusa, słowo było przekazywane ustnie. Czyny i cuda apostołów potwierdzały prawdziwość głoszonych przez nich słów. Szybko jednak znalazły się osoby, które z powodu swej zachłanności albo pychy fabrykowały słowa Jezusa. Tym samym wprowadzały zamęt i nieufność wobec Ewangelii. Podobnie było przez wieki, dlatego chrześcijanie narażeni są zawsze na fałsz, co Jezus Chrystus zapowiedział swoim uczniom. Rodzi się więc pytanie: Komu albo czemu zaufać?
Luter, podążając za głosem Ewangelii, zaufał Słowu spisanemu w niej. Tak człowiek może poznać Boga. Warunkiem więc poznania jest wiara. Podobna do tej, jaką wykazała się Rachab. Kurtyzana, wydając szpiegów izraelskich albo nie dowierzając ich słowom, umarłaby wraz z innymi mieszkańcami Jerycha. Jednak w sobie przełamała obawy i postanowiła pomóc im. Czy my pomożemy sobie? Czy zaufamy Bogu i Jego Słowu w trudnych chwilach?
Los swój nie pozostawiajmy Fortunie, która kołem się toczy, ale dajmy szansę Słowu Bożemu. Bo jest czasem jak szpieg, który mówi nam o nadchodzącym zagrożeniu i chce nas uchronić. Zaproszenie Go do własnego życia, które nie oszukujmy się, nie jest zawsze idealne, może stać się początkiem niezwykłej zmiany w życiu. Boże Słowa są bowiem gwarantem naszego duchowego sukcesu, bo On dotrzymuje swego Słowa i nie pozostawia nas samych. Trzeba się jednak nastawić, że będziemy toczyć w sobie wiele duchowych wojen. Życzę więc każdemu z nas, abyśmy umieli zaufać Bogu, jak Rachab. Amen.
ks. Karol Niedoba
