19. Niedziela po Trójcy Świętej
22.Zewleczcie z siebie starego człowieka wraz z jego poprzednim postępowaniem, którego gubią zwodnicze żądze, 23.i odnówcie się w duchu umysłu waszego, 24.a obleczcie się w nowego człowieka, który jest stworzony według Boga w sprawiedliwości i świętości prawdy. 25.Przeto, odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę, każdy z bliźnim swoim, bo jesteśmy członkami jedni drugich. 26.Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie; niech słońce nie zachodzi nad gniewem waszym, 27.nie dawajcie diabłu przystępu. 28.Kto kradnie, niech kraść przestanie, a niech raczej żmudną pracą własnych rąk zdobywa dobra, aby miał z czego udzielać potrzebującemu. 29.Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają. 30.A nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym jesteście zapieczętowani na dzień odkupienia. 31.Wszelka gorycz i zapalczywość, i gniew, i krzyk, i złorzeczenie niech będą usunięte spośród was wraz z wszelką złością. 32.Bądźcie jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie, jak i wam Bóg odpuścił w Chrystusie. Ef 4, 22-32
Dzisiejsza Niedziela opatrzona została słowami proroka Jeremiasza: Uzdrów mnie, Panie, a będę uzdrowiony, wybaw mnie, a będę wybawiony. To są słowa człowieka niezwykle doświadczonego przez życie. Człowieka, który wielokrotnie powtarzał, że nadaremnie się trudził, nadaremnie opowiadał ludziom o Bogu, nadaremnie usiłował wpłynąć na zmianę ówczesnego postępowania. Nadaremnie, bo praktycznie za każdym razem jego prorokowanie spotykało się z odrzuceniem, upokorzeniem, prześladowaniem. O Jeremiaszu śmiało możemy powiedzieć, że to prorok wiecznie niezadowolony, wiecznie narzekający na swój ciężki los. I z jednej strony nie ma się mu co dziwić, bo niejednemu z nas też zabrakłoby pewnie motywacji i energii do działania, gdybyśmy tyle razy z rzędu znajdowali się w podobnej sytuacji.
Z drugiej strony jednak, gdy spojrzymy na całość Księgi Jeremiasza, to szybko zauważymy, że owe narzekanie za każdym praktycznie razem przeplata się z nadzieją pokładaną w Bogu. Przykładem tego są te słowa z siedemnastego rozdziału. Uzdrów mnie, a będę uzdrowiony, wybaw mnie, a będę wybawiony. Prorok zdaje sobie sprawę z tego, że sam z siebie niewiele już może dać, niewiele może zdziałać. Lecz to, co trzyma go przy życiu, to co podtrzymuje go na duchu to wiara i zaufanie, że Bóg ma moc przezwyciężyć ludzkie słabości. Ty, Boże, możesz mnie uzdrowić. Ty, Boże, możesz mnie zbawić. Takie wyobrażenie zawsze daje nadzieję. Takie wyobrażenie niesie pociechę. Takie wyobrażenie daje stwarza szansę na pozytywną zmianę.
A do takiej zmiany zachęca nas w dzisiejszym Słowie apostoł Paweł. On w swoim Liście do Efezjan, kreśli swoim adresatom zestaw przydatnych wskazówek, którymi jako chrześcijanie powinni się na co dzień kierować. Według których powinni żyć i tym samym składać świadectwo przed innymi ludźmi, dając przykład, że można żyć w prawdzie, we wzajemnym szacunku, w pokorze, życzliwości. Efez z całą pewnością nie był łatwym misyjnym polem. Zróżnicowany kulturowo, społecznie, religijnie. Przesiąknięty kultem bogini Artemidy. A jednak i tam Paweł próbuje przetransportować naukę o Jezusie Chrystusie. Czyni to poprzez zachętę do jedności, do pokoju, do zrozumienia. Nie narzuca od razu jakiegoś jednego idealnego schematu, nie kreśli konkretnych ram pobożności. Nie straszy Panem Bogiem, lecz mówi: wszyscy jesteśmy członkami jedni drugich. Wszyscy jesteśmy sobie potrzebni. Bo od siebie nawzajem wiele możemy się nauczyć. Tworząc wspólnotę możemy się rozwijać, możemy się wspierać, pomagać. Możemy razem obok siebie egzystować.
Oczywiście, że do takiego usposobienia potrzeba refleksji, potrzeba pewnej zmiany. Dlatego zachęca Paweł Efezjan: Zewleczcie z siebie starego człowieka ze wszystkimi jego wcześniejszymi przyzwyczajeniami. A przyjmijcie nową postawę, zacznijcie od początku, kierując się przede wszystkim tym, co dobre, a wkrótce przekonacie się, że to ma jakiś sens. Przestańcie siebie oszukiwać, lecz mówcie prawdę, gniewajcie się, ale nie grzeszcie. Te słowa przecież pięknie oddają sens każdej międzyludzkiej relacji. Nie zawsze przecież we wszystkim i ze wszystkimi musimy się zgadzać. Każdy ma prawo do swojego zdania, do swojej opinii, do swoich poglądów. I siłą rzeczy te dzielące nas sprawy bywają zarzewiem do kłótni, podziału, napięć. To normalne. Lecz sztuką jest nabyć takiej umiejętności, by w duchu miłości wypracować jakiś kompromis, szanując siebie nawzajem. A jeśli nie jest to możliwe, to pójść w swoją stronę, nie ulegając pysze, nie ulegając chęci zdominowania tej drugiej strony. Albo za wszelką cenę pokazania, po czyjej stronie jest najprawdziwsza prawda. Tymczasem w wielu współczesnych relacjach między ludźmi konflikt od razu przeradza się w agresję. Do różnicy zdań od razu dorabia się jakąś ideologię i tym samym napędza się lawina niepotrzebnych uprzedzeń i nienawiści. Obserwujemy to oczywiście w świecie polityki, tej dużej globalnej, ale także tej swojskiej, podwórkowej. Obserwujemy to w relacjach społecznych, przy okazji napięć na tle narodowościowym. Obserwujemy to już w szkole, gdzie co rusz widzimy jak łatwo przekraczane są granice ludzkiej godności, a rówieśnicy bez żadnych hamulców potrafią drugiemu wyrządzać krzywdę z błahych, kompletnie nie wytłumaczalnych powodów. Niestety obserwujemy to również w szeroko pojętym kościele, gdy chęć władzy, bierze górę nad wartościami, gdy niezaspokojona ambicja potrafi bezlitośnie ranić. To potem odzwierciedla się na relacjach w naszych domach i rodzinach. I doskonale wiemy, że nie zawsze dobrze się kończy.
Dlatego naszym dzisiejszym zadaniem jest mądrze wsłuchać się w głos apostoła Pawła, który i nam przypomina o absolutnie podstawowych sprawach. Niech słońce nie zachodzi nad gniewem waszym. Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, które przyniesie błogosławieństwo. Wszelka gorycz, zapalczywość, gniew, krzyk, złorzeczenie niech będą spośród was usunięte. Życie chrześcijanina, życie człowieka wierzącego ma być wypełnione inną treścią. Dlatego pisze Paweł: Bądźcie dla siebie uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie.
Ktoś może zapytać, czy to w ogóle dzisiaj jest możliwe? W dobie zwariowanego tempa życia, w dobie takich czy innych zależności, w sytuacjach, w których inni wcale tak pobożnie nie postępują, a nam nie wypada się wyłamywać, bo praca, po opinia innych, bo reputacja. Kiedy mamy tego typu wątpliwości, to myślę, że warto stanąć sobie przed lustrem i zadać sobie pytanie: Kim jestem? W jednej z naszych ewangelickich pieśni śpiewamy:
Chrześcijaninem jam z wyznania, lecz czy naprawdę jestem nim?
Więc dodaj sił mi do poznania, czy idę zawsze w życiu swym, tak jak mi wskazał Chrystus Pan?
Czy wiarę niezachwianą mam?
Czy mam w sobie ową pieczęć Ducha Świętego, o której pisze tu apostoł Paweł. Pieczęć, która w Chrzcie Świętym naznaczyła mnie Bożą treścią, Bożą obietnicą, Bożym wybraniem, Bożym zbawieniem. Jeśli tak, to wszystko jest możliwe. Bo skoro Bóg, posyłając na świat Jezusa Chrystusa dla wszystkich otworzył bramy nowego życia. Skoro Bóg w śmierci i zmartwychwstaniu odpuścił nasz grzech. To tak samo wszystkich nas wyposażył do tego, byśmy z Jego łaski stawali się lepszymi ludźmi. Trzeba nam tylko wziąć do ręki odpowiednie narzędzia. Wziąć sobie do serca Boże Słowo, które do nas wybrzmiewa i powierzyć Bogu swoje troski, lęki i słabości w modlitwie. To najlepsza droga ku temu, by doświadczyć odnowienia umysłu, to najlepsza droga do tego, by wypracować przestrzeń do zmiany na lepsze. To najlepsza droga, by trwać w tej wierze, pomimo trudnych momentów i doświadczeń.
Taką drogą podążajmy. W miłości, w prawdzie, w zrozumieniu. Nie oszukując siebie nawzajem, nie rywalizując na nieuczciwych zasadach, nie dając innym powodu do upadku. Niech nasza postawa będzie godna ucznia Jezusa Chrystusa, niech nasze słowa przynoszą pokój, niech niosą pociechę, zrozumienie, przebaczenie. Niech dają przestrzeń do dialogu. Niech nasza postawa przyczynia się do kształtowania wspólnoty opartej na dobrych relacjach w naszych rodzinach, w naszych parafiach, w kościele i wszędzie tam, gdzie będziemy. Bogu na chwałę, a nam ku dobroci i pożytkowi.
A czego brak mi do zbawienia, Ty, Ojcze, mnie nauczyć chciej;
gdym w drodze do uszczęśliwienia, to niech nie zboczę nigdy z niej.
Swym światłem mi w tej drodze świeć, tak abym nie wpadł w zgubną sieć.
Amen.
ks. Jerzy Gansel
