2. Niedziela po Trójcy Świętej
(25) W tym czasie odezwał się Jezus i rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. (26) Zaprawdę, Ojcze, bo tak się tobie upodobało. (27) Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. (28) Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. (29) Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. (30) Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.
Ew. Mateusza 11,25-30
Mam znajomego, który ciągle narzeka. Pracy coraz więcej, pieniądze kiepskie, wszystko drogie. Żal mi człowieka, więc mówię, że ja to w takiej sytuacji poszukałbym sobie innej pracy, przekwalifikowałbym się. Nie podjął tematu. Innym razem, gdy zaczął mówić, że od dawna nie było u nich w firmie żadnej podwyżki a obowiązków mu szefowa dołożyła, zagadnąłem: ile palisz? No tak paczkę dziennie, odpowiedział. A ile wypijasz? No tak browarka po pracy i drugiego na lepszy sen – przyznał. Paczka papierosów to dwadzieścia kilka złotych, do tego dwa browary to też z sześć złotych, jak razem policzysz to prawie trzydzieści dziennie, dziewięćset miesięcznie. Jak byś dostał dziewięćset złotych na rękę podwyżki, byłbyś zadowolony? No pewnie – odpowiedział. To daj sobie podwyżkę – zrezygnuj z palenia i browarka codziennie. Tak jakoś dziwnie na mnie popatrzył.
Przytoczone na początku słowa Jezusa z Ewangelii Mateusza czytamy w kontekście groźby wypowiedzianej pod adresem miast galilejskich, które były świadkami Jego cudów, ale nie pokutowały. Miały wielką szansę, bo słyszały słowa samego Jezusa, widziały co czynił, ale nic z tym nie zrobiły. Obojętność. To był ich grzech. Dzisiaj tu gdzie żyjemy chrześcijaństwu nie zagraża wrogość, nikt nie ma zamiaru go niszczyć, jest tylko coraz większa obojętność wobec przekazu Ewangelii. Chrystusa zakwalifikowano do szeregu tych, którzy się nie liczą. Obojętność nie pali religii na stosie. Ona zamraża ją na śmierć. Nie skazuje na ścięcie, lecz na powolne uduszenie. Wiele razy słyszałem: nie zrobiłem nic złego. Wiem – odpowiadam i pytam: a co zrobiłeś/łaś z Ewangelią, czyli tą nowiną o miłości Boga do Ciebie w osobie Jezusa?
Bóg realizuje swoje plany bez względu na to, czy nam się to podoba czy też nie. On w osobie Jezusa przyszedł na ziemię, objawił siebie, dał poznać się człowiekowi. To w osobie Jezusa poznajemy serce Boga, jego naturę, jego postawę wobec człowieka. Ale ten człowiek ciągle uważał, że wie lepiej i czeka na kogoś, kto będzie odpowiadał jego wyobrażeniu. Myślę, że w słowach Jezusa o zakrytych rzeczach przed mądrymi i roztropnymi a objawionych prostaczkom, nie ma potępienia intelektu a jest raczej potępienie intelektualnej pychy. To pycha zamyka się przed Ewangelią, a nie głupota lecz pokora przed nią się otwiera. Jak trudno jest zgodzić się z czymś, co nie pasuje do naszych oczekiwań i naszych przekonań. Jak łatwo jest wtedy znaleźć usprawiedliwienie naszej negacji. Jak często wiedząc, że nie mamy racji upieramy się przy swoim.
Pomimo obojętności, pomimo odrzucenia Bóg składa człowiekowi propozycję. Zaprasza spracowanych, utrudzonych. Zaprasza, by spróbowali. Wiele razy słyszałem zdanie, że może i zostałbym chrześcijaninem, ale jest tam tyle zakazów i nakazów, tyle ograniczeń. Życie jest już wystarczająco ciężkie i skomplikowane. To fakt. Życie w klatce nie należy do przyjemności. Dla religijnego i prawowiernego Żyda religia była brzemieniem. Polegała na niekończącym się wypełnianiu nakazów i przepisów nakładanych na jej wyznawców. Ale Jezus zaprasza do czegoś innego. On mówi: przyjdź do mnie i spróbuj mnie naśladować. Używa tutaj ciekawego obrazu. Mówi o jarzmie, czyli o czymś, co wkładano na kark wołu, gdy zaprzęgano go do ciągnięcia. Takie jarzmo strugano z drewna i dopasowywano do karku zwierzęcia, aby nie uwierało. Dobrze dopasowane sprawiało, że praca nie była tak ciężka . Bóg nie wkłada na nas ciężarów, które są ponad nasze siły. On dopasowuje je do naszej siły i naszych możliwości. Naśladowanie Jezusa nie jest uciążliwe, jeśli uświadomimy sobie, co mu zawdzięczamy. Czytałem ostatnio historie o młodym chłopaku, który niósł na plecach swojego chorego młodszego brata. Pewien człowiek gdy to zobaczył, powiedział: nosisz wielki ciężar. To nie ciężar – odpowiedział ów chłopak, to mój brat. Naśladowanie Jezusa, jeśli jest efektem wdzięczności za Jego miłość, jest miłe i lekkie. Przekonasz się o tym, jeśli spróbujesz. I właśnie do tego zaprasza Jezus. Wielu ludzi narzeka na ciężki los, na trudy życia, ale nic z tym nie robią. Są jak mój znajomy, który nie chce nic zmienić i pewnie będzie narzekał do końca życia.
Przekaz Jezusa jest prosty: Nie bądź obojętny na mój głos. Przyjdź do mnie i naśladuj mnie, a doświadczysz radości i spełnionego życia. Kolejność jest tu istotna. Ale wiedzieć to jedno, zrobić to drugie. Jedną z moich ulubionych pieśni jest „Pójdź do Jezusa” nr. 751 ŚE. Niech będzie dla Ciebie zachętą.
dk. Paweł Gumpert
