2. Niedziela przed Postem – Sexagesimae
21 Powiedział do mnie: Synu człowieczy, stań na nogi, będę z tobą rozmawiał. 2 Gdy mówił do mnie, wstąpił we mnie duch, postawił mnie na nogi i usłyszałem Mówiącego do mnie.
3 Powiedział mi: Synu człowieczy, Ja posyłam cię do Izraelitów, do narodu buntowniczego, który zbuntował się przeciw Mnie. Oni i ich ojcowie sprzeniewierzyli się Mi aż do dzisiaj. 4 Są synami o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach. Ja posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. 5 Oni zaś, czy będą słuchać, czy zaniechają – bo oni są domem buntowniczym – będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich. 6 A ty, synu człowieczy, nie bój się ich. Ich słów się nie bój, gdyż szydercy i pyszałki są z tobą i siedzisz na skorpionach. Nie bój się ich słów, nie lękaj się ich, bo oni są domem buntowniczym. 7 Powiesz im Moje słowa, czy będą słuchać, czy nie, bo oni są buntownikami. Ty zaś, synu człowieczy, słuchaj, co Ja mówię do ciebie i nie bądź buntownikiem, jak dom buntowniczy. Otwórz swe usta i zjedz to, co ci daję. Spojrzałem: Oto wyciągnięta ku mnie ręka, a w niej zwój księgi. 10 Rozwinął go przede mną. Był zapisany z obu stron. Napisane były na nim skargi, wzdychania i bieda!
3 1 I powiedział do mnie: Synu człowieczy, zjedz, to, co znajdziesz. Zjedz ten zwój i idź, przemawiaj do domu Izraela. 2 Otworzyłem usta i sprawił, że zjadłem ten zwój. 3 Powiedział do mnie: Synu człowieczy, nasyć swój brzuch i napełnij wnętrzności tym zwojem, który ci daję. Zjadłem go i był w moich ustach jak miód. (Ez 2,1–10; 3,1–3) BE
Bóg mówi do ludu
Kiedy czytamy natchnione pisma kanonu Pierwszego Przymierza (Starego Testamentu), wydaje się, że Słowo Mówiącego do ludu jest czymś oczywistym, a Jego towarzyszenie ludowi w drodze i dawanie znaków to po prostu wypełnienie przymierza.
Kiedy czytamy natchnione pisma kanonu Drugiego Przymierza (Nowego Testamentu), ponownie słyszymy, że Bóg przemówił do tego ludu oraz wszystkich ludów po krańce ziemi. Dał znaki w drodze, a ten największy objawił w Synu Bożym, który przez cud wcielenia stał się Synem Człowieczym. Tak więc Mówiący – Bóg – niezmiennie ogłasza swoje Słowo. W Liście do Hebrajczyków czytamy, że u kresu dni przemówił w swoim Synu, Jezusie Chrystusie, Synu Bożym i Synu Człowieczym.
W 2. Niedzielę przed Postem, ludy świata – wśród nich także my – otwieramy natchnione pisma kanonu Pierwszego i Drugiego Przymierza. Poznajemy Słowa Mówiącego, a także dzieje ludów, dziś już dla nas odległych w historii. Każde Słowo Mówiącego posiada swój historyczny kontekst, podobnie jak dzisiejsze czytanie z Księgi Ezechiela. Jednocześnie w Słowie Pana obecny jest pierwiastek niebiański i wieczny. Ze względu na Mówiącego Słowo to jest pełne mocy: rozsadza, burzy i kruszy w człowieku oraz w ludach wszystko, co musi zostać rozsadzone, zburzone i skruszone, aby zrobić miejsce Bożemu Słowu – pełnemu życia i światła, przysposabiającemu do nowego spojrzenia zarówno na to, co ziemskie, jak i na to, co niebiańskie.
Skoro Słowo Boga tak wiele wnosi i tak wiele zmienia, dlaczego codzienność – także duchowa – bywa czasem tak drętwa, jakby pozbawiona życia? Dlaczego nie cierpimy z powodu łaknienia Słowa Mówiącego? Czy szukamy życiodajnego źródła, pełnego Słowa Pana, aby z niego czerpać i gasić duchowe pragnienie?
Bóg mówi do proroka
W Księdze Ezechiela czytamy świadectwo proroka: „[Pan] Powiedział do mnie: Synu człowieczy, stań na nogi, będę z tobą rozmawiał. 2 Gdy mówił do mnie, wstąpił we mnie duch, postawił mnie na nogi i usłyszałem Mówiącego do mnie.”
To ważne! Prorokowi wolno rozmawiać z Bogiem, ponieważ On sam otwiera taką sposobność, obdarzając go przywilejem stawania przed Panem, by Go słuchać i z Nim rozmawiać. Również my, gdy słyszymy Mówiącego do nas, powinniśmy odłożyć wszystko inne na bok. Nie ma bowiem nic ważniejszego niż przywilej słuchania Słowa Pana i rozmowy z Nim w modlitwie.
Dalej czytamy, co Mówiący powiedział do proroka: „Synu człowieczy, Ja posyłam cię […] do narodu buntowniczego, który zbuntował się przeciw Mnie. Oni i ich ojcowie sprzeniewierzyli się Mi aż do dzisiaj. Są synami o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach…”
Następnie prorok usłyszał: „…Ja posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. 5 Oni zaś, czy będą słuchać, czy zaniechają – bo oni są domem buntowniczym – będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich. 6 A ty, synu człowieczy, nie bój się ich. Ich słów się nie bój, gdyż szydercy i pyszałki są z tobą i siedzisz na skorpionach. Nie bój się ich słów, nie lękaj się ich, bo oni są domem buntowniczym. 7 Powiesz im Moje słowa, czy będą słuchać, czy nie, bo oni są buntownikami. Ty zaś, synu człowieczy, słuchaj, co Ja mówię do ciebie i nie bądź buntownikiem, jak dom buntowniczy. Otwórz swe usta…”
Mówiący przypomina prorokowi, że przynależy do ludu i jest synem człowieczym. Sam potrzebuje słuchania Słowa Mówiącego, ponieważ dotyczy ono także jego samego. Prorok usłyszał: „Ty […] synu człowieczy, słuchaj, co Ja mówię do ciebie i nie bądź buntownikiem, jak dom buntowniczy. Otwórz swe usta…” Naturalnie jest to wielkie wyróżnienie, gdy prorok słyszy Boga. A jednak jako syna człowieczego poraża go to, co Bóg do niego mówi i co nakazuje przekazać zbuntowanemu ludowi. Każde kolejne Słowo Pana potęguje w proroku poczucie ciężaru misji. Właśnie dlatego Bóg wielokrotnie mówi do proroka: „…nie bój się ich…”, „…nie lękaj się…”
Powierzona misja jest trudna, ponieważ dokonuje się w sytuacji buntu, sprzeciwu i rebelii ludu. Wiemy, że bunt potrafi wybuchnąć gwałtownie, lecz zanim do tego dojdzie, zawsze coś go poprzedza. Zachodzą wydarzenia, które nie mają jeszcze dramatycznego charakteru. Coś jednak narasta, odkłada się i nawarstwia. Z czasem staje się coraz bardziej intensywne, obciążające, duszące i nie do zniesienia. I wówczas nadchodzi ten moment: bunt wybucha – trudny do powstrzymania, a czasem już niemożliwy do zatrzymania. Zbuntowani chcą doprowadzić swoje sprawy do końca, zrealizować to, co w swoim przekonaniu uznają za jedynie słuszne i dobre. Stają się buntownikami. Dla jednych jest to powód do dumy – zazwyczaj dla samych buntowników. Dla tych natomiast, wobec których bunt zostaje wzniecony, jest to zło domagające się reakcji.
Co rośnie i nawarstwia się w codzienności ludów świata, że zaczynają się dusić, doświadczają obciążenia nie do zniesienia, aż w końcu wybuchają i buntują się przeciwko Bogu? Wiele o tym czytamy w natchnionych pismach. Wiele odnajdujemy także we współczesnych publikacjach. To wszystko nas zalewa. Sami wiele doświadczamy i wiele znosimy. Skarżymy się przed ludźmi i przed Bogiem. Krzyczymy. I zapewne wszyscy mamy poczucie zasadności naszych skarg i krzyków. „Dlaczego, Boże?” – wołamy i pytamy Boga. Ale czy słuchamy Boga, kiedy On mówi?
Jednym z największych niebezpieczeństw w życiu wszystkich wierzących – także tych, którzy przemawiają w imieniu Boga – jest rutyniarstwo. Rutyniarstwo w słuchaniu działa jak zatyczki w uszach; rutyniarstwo w patrzeniu zaślepia, a w myśleniu uwstecznia. Rutyniarstwo wyjaławia także działanie, czyniąc je miałkim i nijakim. Nie dopada ono nikogo nagle, w jednej chwili. Rozsiada się powoli w naszym życiu, pozornie nieszkodliwe, a jednak przenikające wszystkie jego sfery. Suma rutyniarstwa w życiu jednostek prowadzi z czasem do uwstecznienia całego ludu, do wyjałowienia jego działania i do miałkości – do niezdolności dostrzegania i słuchania siebie nawzajem ze zrozumieniem, a w konsekwencji także do niezdolności słuchania Mówiącego w Biblii. Tak, w rutyniarstwie lekko traktujemy Mówiącego: nie wdrażamy Jego wskazań, idziemy na skróty, wymyślamy rozwiązania, w których Słowo Pana musi ustępować naszemu własnemu rozumieniu spraw. W ten sposób powoli oddalamy się od Mówiącego, aż coraz słabiej Go słyszymy. Staje się On odległy i obcy naszemu myśleniu. A w tym wszystkim często nie zauważamy, że zbuntowaliśmy się przeciwko Mówiącemu.
Czego więc znowu nam potrzeba? Potrzebujemy Słowa Mówiącego – Słowa Boga. On już je ogłosił. Słyszymy je także w czytaniach na 2. Niedzielę przed Postem. My – zbuntowani! Niezależnie od tego, czy Słowo Mówiącego wydaje się nam łatwe czy trudne, miłe czy przykre, pasujące do naszej sytuacji czy nie. Bóg mówi i odsłania przed nami to, czego naprawdę potrzebujemy. Przyjmijmy więc to, co nam podaje. Jak zatem powinniśmy przyjąć Słowo Boga?
W świadectwie proroka pojawia się obraz, który szokuje – obraz zjadania zwoju. Zwój ten zapisany jest z obu stron, co symbolizuje pełnię treści. Taki obraz w swojej wymowie wpisuje się głęboko w biblijny przekaz o Słowie Boga: o tym, czym Ono jest i czym ma być w naszym życiu. Pan podaje prorokowi zwój pełen treści, wypełniony wartościowym Słowem, aby się nim nakarmił. Innymi słowy, prorok ma przyjąć to Słowo całym sobą. Ma ono wypełnić go całkowicie, przeniknąć każdą cząstkę jego istnienia – tak jak przyjęty pokarm najpierw wypełnia żołądek, by potem odżywiać całe ciało, każdą jego komórkę.
I my potrzebujemy karmić się Słowem Boga! Ma Ono być dla nas także wodą życia. Gdy trzeba – mieczem obosiecznym, jak czytamy w Liście do Hebrajczyków. Ma skutecznie przenikać każdą tkankę naszej cielesności i czynić nas zdolnymi do rozeznawania tego, co słuszne: do sprawdzania, czy nasze myślenie jest właściwe i zgodne ze Słowem Mówiącego. Potrzebujemy Słowa Pana, aby pomagało nam dostrzegać nasz bunt wobec Najwyższego. Bóg jeden wie jeszcze, czego nam potrzeba – i nie odmawia tego nam, których miłuje. A przecież miłuje wszystkich, bez względu na osobę. Wiemy o tym dzięki Mówiącemu do nas, Synowi Bożemu, który stał się dla nas Synem Człowieczym – Jezusowi Chrystusowi!
Zatem słuchajmy Słowa Mówiącego, Boga naszego! Niech treść Bożego Słowa wypełnia nas całych. Przyjmijmy to apostolskie przypomnienie: „Dzisiaj, jeśli usłyszycie Jego głos, nie zatwardzajcie waszych serc”. (Hbr 3,1)
Amen!
ks. Piotr Gaś
