5. Niedziela Pasyjna – Judica

12Dlatego i Jezus, aby uświęcić lud własną krwią, cierpiał poza bramą. 13Wyjdźmy więc do niego poza obóz, znosząc pohańbienie jego. 14Albowiem nie mamy tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukamy. (Hebr 13,12-14)

Na widok krwi niektórzy mają dreszcze, albo robi im się słabo. Tacy nie mogliby wejść do świątyni w Jerozolimie, gdzie tej krwi było bardzo dużo. W starożytności wojny i powszechna przemoc były na porządku dziennym. Również publiczne egzekucje, które były normą w tamtych czasach wzbudziłyby u wielu z nas nieprzyjemne uczucie obrzydzenia. Autor Listu do Hebrajczyków zwraca uwagę, że właśnie taką ofiarę poniósł Jezus, aby uświęcić cały lud. Przez swoją śmierć na Krzyżu Bóg skończył z krwawymi ofiarami, które sprawowali jego czciciele – Hebrajczycy.

Autor Listu do Hebrajczyków przypomina, że zbawienie nie dokonało się w świecie symboli, ale w świecie realnego cierpienia. To ważne, ponieważ chrześcijaństwo nie jest religią „czystych idei”, ale wcielenia. Bóg nie zbawia z dystansu, lecz wchodzi w brud, ból i odrzucenie. Świętość nie rodzi się w sterylnych warunkach, ale w miejscu, gdzie człowiek doświadcza słabości, prześladowania, wypędzenia, a nawet śmierci.

List do Hebrajczyków nawiązuje to do ofiar Starego Testamentu, które były sprawowane przez niedoskonałych kapłanów (którzy musieli być w stanie kultowej czystości) w niedoskonałej świątyni (bo ręką zbudowaną). Cały List opiera się na przekonaniu, że Jezus jest żyjącym Arcykapłanem w niebie, a ludzie zostawieni w tym świecie są pod wpływem jego zbawiennego działania.

List do Hebrajczyków przywołuje święto Jom Kippur opisane w Kpł 16. Rytuał tego dnia polegał na tym, że arcykapłan — po obmyciu ciała i założeniu prostych lnianych szat — składał najpierw ofiarę z cielca za własne grzechy, a następnie losował dwa kozły: jeden „dla Pana”, przeznaczony na ofiarę za cały lud, drugi „dla Azazela”, na którego symbolicznie przenoszono winy Izraela, po czym wypędzano go na pustynię – do tego nawiązują słowa z Listu Hebrajczyków 13,13: „Wyjdźmy więc do niego poza obóz, znosząc pohańbienie jego.”

Z krwią cielca i kozła arcykapłan wchodził raz na roku do Miejsca Najświętszego, okadzał Arkę Przymierza dymem kadzidła i kropił ją krwią, dokonując oczyszczenia siebie, ludu i całego Przybytku, który — według biblijnej narracji — również był „zanieczyszczany” przez grzechy narodu.

Po zakończeniu obrzędów ciała zwierząt ofiarnych wynoszono poza obóz i tam spalano, co podkreślało radykalne oddzielenie grzechu od wspólnoty. Ten jedyny w roku rytuał miał przywrócić świętość, przebłagać Boga i odnowić przymierze.

Ciało Jezusa w przeciwieństwie do ciał innych skazańców nie zostało spalone (tak czyniono najczęściej z ciałami przestępców). Autor Listu do Hebrajczyków w zasadzie nie mówi o zmartwychwstaniu, przyjmuje go jako założenie wstępne. Dlaczego właśnie tak? Jednym z wyjaśnień jest to, że przemawia do sceptyków – do Żydów, Hebrajczyków, wśród których tylko faryzeusze wierzyli w zmartwychwstanie ciała. Jednak dla autora Listu istotne jest to, że Jezus jest „kapłanem nie według ciała, lecz według mocy niezniszczalnego życia” (Hbr 7,16). To jeden z najważniejszych fragmentów Listu, który mówi nam o poglądach autora na temat zmartwychwstania.

Dla autora Listu ważne jest, że Jezus został zabity poza miastem, w miejscu zwanym „Trupią Czaszką” (po aramejsku „Golgota”). Golgota była wzgórzem położonym tuż poza murami Jerozolimy, używanym przez Rzymian jako miejsce egzekucji, a jej nazwa – zarówno w aramejskim Gulgaltá, jak i w łacińskim Calvaria – oznacza „czaszkę”, co mogło odnosić się do kształtu skały lub do faktu, że była to przestrzeń śmierci. Ewangelie podkreślają, że znajdowała się przy drodze i blisko miejsca pochówku Jezusa, co odpowiada praktyce rzymskiej, by krzyżować skazańców w miejscach publicznych, widocznych dla przechodniów jako odstraszający przykład.

Śmierć Jezusa zatem znosi w sobie dwa największe duchowe rzeczywistości: żydowski kult ofiarniczy, a zarazem brutalną przemoc Rzymu. Krzyż, początkowo symbol odrazy i przekleństwa – tu stał się symbolem zwycięstwa nad śmiercią. Ze znaku oznaczającego egzekucję, poniżenie, karę – stał się symbolem pojednania człowieka z Bogiem.

Werset 14 mówi o tym, że nie mamy tu „miasta trwałego”, co jest nawiązaniem do naszego życia tu na ziemi, a zarazem do perspektywy wieczności z Bogiem. Trzeba pamiętać, że jest to perspektywa po zniszczeniu Jerozolimy przez Rzymian w 70 r. n. e. Dlatego te słowa wypowiedziane zostały z bólem i nie bez wzruszenia. Są to słowa uchodźcy, wygnańca z własnego kraju, z własnego miasta, z własnego domu pogrążonego w ogniu nienawiści. Po raz kolejny lud wybrany zostaje wypędzony za miasto, tak jak wypędził ten sam lud Mesjasza w osobie Jezusa z Nazaretu. Kara, czy raczej konsekwencja takiego działania?

Istotne jest to, że autor Listu nie traktuje obecnej sytuacji jako beznadziejnej. Wręcz przeciwnie, nawet w tak trudnym położeniu jak upadek kultu świątynnego, śmierć Mesjasza, rozproszenie i wygnanie odnajduje nadzieję w Bogu. To szczere przekonanie jest obecne w słowach kończących list:

„Bóg pokoju, który przez krew przymierza wiecznego wywiódł spośród umarłych wielkiego pasterza owiec, Pana naszego Jezusa, Niech was wyposaży we wszystko dobre, abyście spełnili wolę jego, sprawując w nas to, co miłe jest w oczach jego, przez Jezusa Chrystusa, któremu niech będzie chwała na wieki wieków.”

Amen

ks. Sebastian Madejski