7. Niedziela po Trójcy Świętej
Niech trwa braterska miłość. Nie zapominajcie też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy nieświadomie gościli aniołów. Pamiętajcie o więźniach, jak byście byli razem z nimi więzieni, o krzywdzonych, bo i wy żyjecie w ciele. (Biblia Ekumeniczna) Hbr 13,1-3
Miłość – praktyczny wymiar chrześcijaństwa
Kiedy słyszymy słowo – miłość, najczęściej odnosimy je do najbliższych nam osób
– żony, męża, dzieci, rodziców, wnuków. Mam kilku wypróbowanych przyjaciół, którzy jakiś czas temu zostali dziadkami. Zgodnie twierdzą, że miłość do wnuków jest dla ich najlepszym doświadczeniem. Jednak w ostatnim rozdziale Listu do Hebrajczyków nie chodzi o miłość romantyczną, czy rodzinną, tą, która jest nam przecież najbliższa. Autor Listu pisze o miłości braterskiej, która ma regulować wszelkie interakcje w gronie uczniów Jezusa. Faktycznie, chrześcijanie jerozolimskiego prazboru, czy też później, już w Antiochii stanowili zwartą grupę, którą silnie wiązało wspólne doświadczenie. Byli mniejszością, która musiała na sobie polegać. Po zesłaniu Ducha Świętego stworzyli swego rodzaju komunę ze wspólnotą dóbr. Po ich wyczerpaniu doświadczyli z jednej strony ubóstwa, z drugiej – wsparcia od zborów założonych przez Pawła, Barnabę i innych. Przed zdobyciem Jerozolimy przez Rzymian, po powstaniu Szymona Bar-Kochby, przenieśli się do Antiochii. Choć wskutek działań misyjnych chrześcijan w świecie przybywało, ciągle byli mniejszością narażoną na prześladowanie. Jednak scalała ich niewidzialna siła wiary w treść Ewangelii i spełnienie obietnicy paruzji – ponownego przyjścia na świat Jezusa Chrystusa. Wierzyli, że doświadczenie ziemskie, doczesne znajdzie dzięki osobie Zbawiciela swą kontynuację w rzeczywistości zbawienia – po przekroczeniu eschatologicznego progu. Tymczasem należało się ze wspomnianą doczesnością skutecznie zmierzyć i uporać. Nie od dziś wiadomo, że grupie jest w świecie łatwiej, niż jednostce. Stąd podstawową zasadą regulującą wzajemne stosunki ma być właśnie miłość. Nie tylko ta romantyczno-rodzinna, ale ogólna, skierowana na wszystkich członków wspólnoty. Miłość ciesząca się z wzajemnej przychylności, ale też musząca rozprawić się z trudnymi przywarami i nie zawsze akceptowalnymi cechami charakteru poszczególnych członków wspólnoty.
Jestem głęboko przekonany, że autor Listu do Hebrajczyków doskonale wiedział, że miłość nie jest dana raz na zawsze i, że ma zadaniowy charakter. Jest sporym wyzwaniem dla zboru/ parafii. Dlatego podaje przykłady. Jednym z jej przejawów jest gościnność. Czytamy tu o Abrahamie goszczącym nieświadomie aniołów. W pustynnej rzeczywistości Bliskiego Wschodu przyjęcie pod dach namiotu i nakarmienie wędrowców było niejednokrotnie warunkiem ich przeżycia, co jest szczególnie istotne w nomadycznym modelu życia Abrahama. Chrześcijanie jednak funkcjonują zazwyczaj w rzeczywistości miejskiej Imperium Romanum, co nie zmienia postulatu wyrażania miłości przez gościnność.
Gościnność to wspólny stół, wystarczy, że skromnie zastawiony, ale wspólny. Bo posiłek łączy, sprzyja rodzinnej atmosferze i pielęgnowaniu więzi. Chrześcijanie muszą być wobec siebie gościnni. I tę „rodzinność” wspólnoty wzmacniać nawet przy stole. W polskiej kulturze szczególny wymiar ma zapraszanie się wzajemnie na kawę lub herbatę. Napoje te towarzyszą wielu spotkaniom. Nie chodzi tylko o to, by zaspokoić pragnienie. Raczej o rozmowę, spędzenie czasu, wymianę myśli, dzielenie się tym, co ważne – to także jeden z wielu wymiarów miłości.
Bardzo się cieszę, że w opolskiej Parafii z inicjatywy członkini Rady Parafialnej, spotykamy się w pierwszą niedzielę miesiąca przy kawie i cieście. Ciasto przygotowują jubilaci i solenizanci z danego miesiąca. Kawę parzę ja. To bardzo dobry czas rozmów i radości z wzajemnej obecności. Sprzyja on też temu, by dowiedzieć się, jak się poszczególnym członkom Parafii układa, co ich obecnie zajmuje, jakie są radości i troski.
I tutaj dochodzimy do kolejnej rady autora. Troska o więźniów i krzywdzonych. Rozmowa stwarza możliwość pozyskania wiedzy o tym, co trudne, o problemach. Więzienie i krzywdy, faktycznie były doświadczeniem chrześcijan w kontekście prześladowań i szykan.
W naszej rzeczywistości tego typu przeżyć raczej nie mamy. Nie zmienia to postaci rzeczy, że przytrafiają się nam inne zmartwienia natury zdrowotnej, rodzinnej, finansowej. Tu też mamy się wspierać. Często nie jesteśmy w stanie rozwiązać swoich problemów. Niemniej wzajemne wysłuchanie, wspólna modlitwa i troska daje niezwykle potrzebne wsparcie emocjonalne. Choć jesteśmy wolni od prześladowań za wiarę, to jednak warto, byśmy także pamiętali o innych siostrach i braciach – ofiarach trzęsienia ziemi w Wenezueli, ukraińskich luteranach zbierających fundusze na odbudowę jednego z kościołów (zbiórka BPGA) oraz o wszystkich, których swą troską obejmuje organizacja Open Doors. Nasza ofiarność w wymiarze finansowym, podparta intensywną modlitwą, może być praktycznym wyrazem chrześcijańskiej miłości o której w dzisiejszym kazalnym tekście możemy przeczytać. Amen.
bp Wojciech Pracki
