8. Niedziela po Trójcy Świętej
Gdy przechodził, zobaczył człowieka niewidomego od urodzenia. Zapytali Go Jego uczniowie: Rabbi, kto zgrzeszył, on czy jego rodzice, że urodził się niewidomym? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale stało się tak, aby w nim objawiły się dzieła Boga. Dopóki jest dzień, powinniśmy wykonywać dzieła Tego, który Mnie posłał. Przychodzi noc, gdy nikt nie może działać. Dopóki jestem na świecie, jestem światłością świata. Gdy to powiedział, splunął na ziemię, zrobił błoto ze śliny i pomazał nim oczy niewidomego. Polecił mu też: Idź i obmyj się w sadzawce Siloam (co znaczy Posłany). Odszedł więc, obmył się i wrócił jako widzący. J 9,1-7
Dla lepszego zrozumienia zachęcam do przeczytania całego 9. rozdziału Janowej Ewangelii.
Odkąd pamiętam, mój wzrok nie był najlepszy. Aby dojrzeć tekst z daleka, musiałem mocno mrużyć oczy. Nie zawsze trafiałem w cel, nie wszystko byłem w stanie bez problemu rozpoznać. To było bardzo frustrujące. Rodzice zabrali mnie do okulisty. Procedura badania dla małego chłopca była nie lada wyzwaniem, wstydziłem się, że nie umiem właściwie odpowiedzieć na zadawane pytania, co widzę na ekranie. Bałem się diagnozy i tego, co będzie dalej.
Gdy jednak badanie się zakończyło, a na nos założono mi okulary, nie umiałem powstrzymać radości. Widzę, wreszcie dobrze widzę! Wszystko wyraźne, nie muszę już mrużyć oczu, nie muszę czuć się stygmatyzowany ze względu na to, że coś ze mną jest nie tak. Dzięki właściwym ludziom udało się opanować mój poważny zdrowotny problem.
Zastanawiam się, jak musiał czuć się opisany w Janowej Ewangelii niewidomy od urodzenia, gdy po obmyciu błota z oczu nagle zyskał możliwość widzenia. Wydawałoby się, że radości nie powinno być końca. Człowiek pędzi do swoich rodziców, oni płaczą ze wzruszenia, razem poszukują tego niezwykłego lekarza-cudotwórcy, padają mu do nóg, on współdzieli ich radość, cała lokalną społeczność jest zdumiona i oddaje cześć Bogu. Tak mogłoby być, prawda?
Dlaczego więc to, o czym czytamy w dalszej części 9. rozdziału tak bardzo różni się od zaproponowanego wyżej opisu?
Dlaczego nie ma radości, a zamiast niej śledztwo, oburzenie, strach? Przecież dopiero co dokonało się niesamowite uzdrowienie – człowiek, który od początku życia nie widział, teraz widzi!
W tej sytuacji warto dostrzec (sic!) kilka problemów:
• ślepota od urodzenia utożsamiana jest przez uczniów Jezusa (i zapewne nie tylko nich) jako konsekwencja grzechu. Tak jednak nie jest. Niemniej uczniowie próbują tej tragedii nadać jakiś sens – nie mają innego pomysłu, stwierdzają więc, że to Boża kara. Jezus pokazuje im, jak bardzo ich myślenie jest niewłaściwe.
• Dla faryzeuszy cud nie stał się powodem do radości. Najważniejsze było to, że wydarzył się w szabat. To nie pierwsza tego typu sytuacja opisana na kartach Ewangelii. Jezus nie miał z tym problemu, wręcz przeciwnie – wydaje się, że celowo w święty dla Żydów dzień dokonywał tych niezwykłych rzeczy. Jest to jednak problem dla faryzeuszy. Dla nich uzdrawianie jest nieprzestrzeganiem prawa szabatu. Jezus wielokrotnie tłumaczy im istotę dnia świętego – oni jednak tego nie widzą…
• Uczestnikom tej historii towarzyszy strach. Faryzeusze boją się łamać prawo szabatu – stąd ich obsesja i prowadzenie śledztwa, jak doszło do uzdrowienia. Rodzice uzdrowionego boją się wykluczenia z synagogi, odsyłają faryzeuszy do swojego syna mówiąc, że jest już przecież pełnoletni, niech się więc tłumaczy, jak to się stało, że został uzdrowiony. Podejrzewam, że niewidomy od urodzenia po tych doświadczeniach też najadł się strachu, bowiem zamiast radości przeżył wiele napięć i naraził się na wrogość ze strony faryzeuszy.
Tak wiele zamieszania, dyskusji, dochodzenia do prawdy… tymczasem Ten, który jest prawdą, usuwa się w cień i pojawia się w tej historii tylko dwa razy – na początku, uzdrawiając; i gdy dowiedział się o wyrzuceniu uzdrowionego. Jezus koncentruje się od początku do końca na tym, w którym miały objawić się dzieła Boga. Przynosi uleczenie, a następnie po całym zamieszaniu daje się w pełni poznać. Od samego początku wie, co ma uczynić. Gdy dokonał niesamowitego dzieła wobec niewidomego, zmienił jego los, pozwolił mu przejrzeć (zarówno w sensie fizycznym, jak i duchowym) – wtedy zwraca się do faryzeuszy. „Przyszedłem osądzić ten świat, aby ci, którzy nie widzą, widzieli, a ci, którzy widzą, stali się ślepi” (J 9,39). Być niewidomym znaczy nie uwierzyć w znaki Jezusa i nie przyjąć, że pochodzi On od Ojca. Niewidomy odzyskał wzrok i stopniowo przejrzał także duchowo (zaufał Jego słowu, udał się do sadzawki, aby się obmyć, a następnie uwierzył w Niego). Przeciwstawieniem dla niego są faryzeusze. Oni bowiem widzieli, ale wobec Jezusa zachowywali się jak niewidomi, którzy nie dostrzegają rzeczy najbardziej oczywistych. Dla nich ważniejsze było ślepe trzymanie się Prawa i swoich wyobrażeń o Bogu.
Czy możesz z kimś z owych bohaterów się utożsamić, drogą czytelniczko i czytelniku? Być może zmagasz się z podobnymi doświadczeniami. Może próbujesz nadać sens chorobie, z którą zmagasz się ty lub ktoś ci bliski, wytłumaczyć sobie taki a nie inny obrót spraw. Może jesteś przesiąknięty lękiem wobec tych, którzy zawsze „wiedzą lepiej”, którzy w twoim otoczeniu potrafią wywierać duchową presję? A może masz tak wiele pytań, doświadczasz niezwykłych rzeczy, ale nie ma nikogo, kto mógłby ci to objaśnić.
Czasem, gdy Bóg okazuje swą moc, problemy wcale się nie kończą. Niewidomy po odzyskaniu wzroku wpadł w niezłe tarapaty. Okulary, które pomogły mi uzyskać ostrość widzenia, nie wyeliminowały mojej wady wzroku, która coraz to bardziej się pogłębiała. Nie zawsze dane jest nam zrozumieć to, co się dzieje, nie wszystko da się wyjaśnić i poprawnie zinterpretować. Boże czyny często są objęte pewną tajemnicą, objawianie się Jego dzieł może rodzić wiele pytań. Niemniej…
Jezus przechodzi. I widzi.
To Chrystus jest aktywny w tej historii. On znajduje człowieka, który potrzebuje Jego interwencji. To od Jego inicjatywy wszystko się zaczyna.
Jezus słyszy o odrzuceniu. I odnajduje.
Niewidomego od urodzenia.
Mnie.
Ciebie.
Tych, wobec których objawia Boże dzieła.
Tak jak zobaczył niewidomego od urodzenia, tak nie przestaje dostrzegać także ciebie. Modlę się, byś doświadczył/doświadczyła Jego działania – byśmy następnie mogli razem uwielbiać Jego imię za Jego cuda.
Amen.
ks. Piotr Sztwiertnia
