Niedziela Cantate – Święto Narodowe Trzeciego Maja

  1. Po czym zgromadził Salomon w Jeruzalemie starszych izraelskich i wszystkich naczelników plemion, książąt rodów synów izraelskich, ażeby przenieść Skrzynię Przymierza Pańskiego z Miasta Dawida, to jest z Syjonu.
  2. Zgromadzili się zatem u króla wszyscy mężowie izraelscy na święto, a było to w miesiącu siódmym.
  3. A gdy zeszli się wszyscy starsi izraelscy, Lewici wzięli Skrzynię
  4. I zanieśli Skrzynię wraz z Namiotem Zgromadzenia, i wszystkie święte naczynia, jakie były w namiocie; zanieśli je kapłani i Lewici.
  5. W Skrzyni zaś nie było nic jak tylko dwie tablice, które tam włożył Mojżesz pod Chorebem, gdzie Pan zawarł przymierze z synami izraelskimi po wyjściu z Egiptu.
  6. A wszyscy lewiccy chórzyści: Asaf, Heman, Jedutun wraz ze swymi synami i pobratymcami, odziani w bisior, stali z cymbałami, lutniami i cytrami po wschodniej stronie ołtarza, a z nimi stu dwudziestu kapłanów dmących w trąby,
  7. I trębacze, i chórzyści mieli jak jeden mąż i jednym głosem zaintonować pieśń chwały i dziękczynienia Panu – gdy więc wzbił się głos trąb i cymbałów i innych instrumentów do wtóru pieśni pochwalnej dla Pana, że jest dobry i że na wieki trwa łaska jego, świątynia, to jest świątynia Pana, napełniła się obłokiem,
  8. Tak iż kapłani nie mogli tam ustać, aby pełnić swoją służbę, z powodu tego obłoku, gdyż świątynię Bożą napełniła chwała Pana. (2 Krn 5,2–5.10.12–14)

 

Siostry i Bracia w Jezusie Chrystusie!

Niedziela Cantate, czyli „śpiewajcie”, przypomina nam, że wyznawanie naszej wiary nie zatrzymuje się wyłącznie na słowie mówionym, lecz znajduje swoje dopełnienie w śpiewie. Śpiewajcie Panu pieśń nową – to wezwanie wybrzmiewa szczególnie mocno dziś, gdy uświadomimy sobie, że 3 maja obchodzimy nasze święto narodowe. Będziemy śpiewać więc nie tylko te kościelne, ale także patriotyczne pieśni, wspominając uchwalenie pierwszej europejskiej konstytucji. Pieśni, w których pamięć, wdzięczność i nadzieja splatają się w jedno…

Słowo Boże dzisiejszej niedzieli prowadzi nas do Jerozolimy, do chwili, na którą Izrael czekał przez pokolenia. Budowa świątyni została ukończona. Dom Boga, o którym marzył Dawid, a który wzniósł Salomon, wreszcie stoi. Ale autor 2. Księgi Kronik nie skupia się na murach ani na splendorze samej budowli. Choć z pewnością kunszt rzemieślników i wszystkie złote świątynne ozdoby musiały robić ogromne wrażenie. Cała uwaga skupia się jednak na jednym momencie: gdy Arka Przymierza – znak obecności Boga i świadectwo Jego wierności – zostaje wniesiona do świątyni. To jest moment kulminacyjny. Cały lud gromadzi się wokół, wyznaczeni kapłani pełnią swoją służbę, panuje podniosła atmosfera. A w centrum tej liturgii jest rozbrzmiewająca muzyka…

Trębacze, śpiewacy, cymbały – wszystko brzmi razem, „jak jeden mąż”. To niezwykłe sformułowanie nie opisuje tylko muzycznej harmonii i zgodności dźwięków wydobywających się z instrumentów i gardeł. Ono mówi o jedności tam zgromadzonych. O wspólnocie, której członkowie nie tylko stoją obok siebie, ale rzeczywiście są razem. Zupełnie tak samo jak my podczas śpiewu naszego hymnu narodowego, gdy wspólnie przeżywamy ważne dla Polski wydarzenia i święta. Różnimy się i spieramy, mamy inny światopogląd. Ale symbole narodowe jednoczą, tak samo jak muzyka i śpiew. Tam, w świątyni jerozolimskiej, z tej jedności zgromadzonych, rodzi się pieśń dziękczynienia, której słowa oddają Panu chwałę: Dobry jest, albowiem na wieki trwa łaska Jego. I wtedy dzieje się coś, co przekracza ludzkie rozumienie. Świątynię napełnia obłok – znak obecności Boga. Kapłani nie mogą dalej pełnić służby, bo Bóg sam bierze w posiadanie to miejsce. A towarzyszy temu nie cisza, powaga i modlitewna zaduma, lecz właśnie radosny śpiew, który staje się przestrzenią objawienia Wszechmogącego.

W naszej tradycji kościelnej to nic zaskakującego. Marcin Luter widział w muzyce jeden z największych Bożych darów. Pisał: „A muzyka jest, po pierwsze: Bożym darem i nie od człowieka pochodzi; po drugie: rozwesela serca; po trzecie: przepędza diabła; po czwarte: dostarcza niewinnej radości. Dzięki niej mija gniew, znikają pokusy i pycha. Pierwsze miejsce po teologii daję zatem muzyce”. Reformator w swoim nauczaniu często podkreślał, że pieśń jest formą głoszenia Ewangelii, że potrafi dotrzeć tam, gdzie samo słowo już nie wystarcza. Śpiew nie jest więc tylko dodatkiem do nabożeństwa. Jest jego żywą częścią, odpowiedzią ludzkiego serca na łaskę, która została nam dana. I to pokazuje nam także nasz tekst zapisany w 2. Księdze Kronik.

Poświęcenie świątyni Salomona w pewnym sensie konstytuowało naród Izraela, tak samo jak wyjście z niewoli egipskiej i otrzymanie Bożego prawa zapisanego na dwóch kamiennych tablicach… I właśnie w tym miejscu nasze dzisiejsze rozważanie splata się z historią naszego narodu. Gdy wspominamy wydarzenie, jakim było uchwalenie Konstytucji 3 Maja, oczami wyobraźni widzimy również zgromadzony w Warszawie lud, poczucie jedności i nadziei, a przede wszystkim ogromną radość, która wyrażała się także poprzez dźwięk. Opisy historyczne mówią o dzwonach, o śpiewie, o muzyce, która towarzyszyła temu wydarzeniu. Tak samo jak niegdyś w Jerozolimie, gdy ukończono budowę świątyni.

Odnajdujemy to także w naszej literaturze. W „Panu Tadeuszu”, w centrum jednej z najbardziej przejmujących scen, stoi Jankiel – Żyd, a więc przedstawiciel ludu wybranego, wyrastający z tej samej biblijnej tradycji, o której dziś słyszymy. Przemawia nie słowem, lecz muzyką. Czytamy, że kiedy staje przy cymbałach i zaczyna grać Buchnął dźwięk, jakby cała janczarska kapela ozwała się z dzwonkami, z zelami, z bębenki. Nagle historia zaczyna ożywać  – rozbrzmiewa „Polonez Trzeciego Maja”. A to nie jest tylko zwykły utwór. To pamięć zaklęta w melodii, to wspólnota przeżywana na nowo poprzez dźwięk. To jakby podróż w czasie…: W owe lata szczęśliwe, gdy senat i posły, Po dniu trzeciego Maja w ratuszowej Sali, Zgodzonego z narodem króla fetowali, Gdy przy tańcu śpiewano: „Wiwat Król kochany! Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany!” – jak poetycko ujął to Adam Mickiewicz. Są bowiem takie momenty w życiu narodu i wspólnoty, których nie da się wyrazić słowami. One potrzebują muzyki, potrzebują śpiewu – zarówno w chwilach radości jak i smutku.

Podobnie jest w Kościele. Pieśń, jak powiedzieliśmy, nie może być tylko ozdobą. Ona jest modlitwą. Jest wyznaniem wiary. Jest czasem jedynym językiem, jaki pozostaje człowiekowi w obliczu cierpienia, nędzy, bólu i biedy, w obliczu świętości Boga w zderzeniu z ludzkim grzechem… To pieśń buduje jedność i podtrzymuje ducha, zwłaszcza wtedy, gdy brakuje słów. W chwilach napięcia i niepewności to ona potrafi utrzymać wspólnotę razem.

Albowiem dobry jest Bóg, na wieki trwa łaska Jego. Te słowa przypominają nam to, co najważniejsze: że wszystko zaczyna się od Boga. To On zawiera z nami przymierze i pozostaje wierny. To On obdarza nas łaską, zanim człowiek zdąży o nią poprosić. To wreszcie On błogosławi każdego pojedynczego człowieka i całe narody…

Czy i my chcemy dołączyć do tej pieśni chwały i dziękczynienia? Czy potrafimy dostrzec dobroć Boga w naszej codzienności? W obowiązkach, które czasem są trudne, w odpowiedzialności, która bywa ciężarem, w sytuacjach, które po ludzku nas przerastają…? Na szczęście nie musimy być zawsze silni i samowystarczalni, nie musimy sami na swoich barkach nosić tych ciężarów. Na końcu naszego dzisiejszego fragmentu czytamy bowiem, że kapłani nie mogli ustać, aby pełnić dalej swoją służbę, gdyż chwała Pana napełniła świątynię. W ten symboliczny sposób Słowo Boże pokazuje nam, że są momenty, w których człowiek musi ustąpić miejsca Bogu i pozwolić Jemu działać…

Niech więc Niedziela Cantate będzie dla nas, Drodzy, zaproszeniem, aby na nowo odnaleźć łaskę i dobroć Boga, aby odkryć sens śpiewu – nie tylko w liturgii, ale w całym naszym życiu. Niech nasza pieśń brzmi „jak jeden mąż” – abyśmy wspólnie potrafili świadczyć o tym, że Boża łaska trwa na wieki!

I niech ta pieśń rozbrzmiewa wszędzie tam, gdzie jesteśmy posłani. W naszych domach, rodzinach, w naszych wioskach i miastach. Wspólnie śpiewajmy Panu pieśń nową, bo cuda uczynił i nieśmy w ten sposób nadzieję tam, gdzie najbardziej jej potrzeba…

AMEN.

ks. Marcin Rayss