Ostatnia po Epifanii

A gdy Mojżesz zstępował z góry Synaj, mając w ręku dwie tablice Świadectwa, nie wiedział Mojżesz, gdy zstępował z góry, że skóra na twarzy jego promieniała od rozmowy z Panem. A gdy Aaron i wszyscy synowie izraelscy ujrzeli Mojżesza, spostrzegli, że skóra na twarzy jego promieniała, i bali się przystąpić do niego. Gdy zaś Mojżesz ich przywołał, zwrócili się Aaron i wszyscy przywódcy zboru do niego, a Mojżesz rozmawiał z nimi. Potem przystąpili wszyscy synowie izraelscy, a on przekazał im wszystko to, co Pan rzekł do niego na górze Synaj. A gdy Mojżesz przestał z nimi rozmawiać, włożył zasłonę na swoje oblicze. Ilekroć szedł Mojżesz przed oblicze Pana, by z nim rozmawiać, zdejmował zasłonę aż do swego wyjścia, a gdy wyszedł, mówił do synów izraelskich wszystko, co mu nakazano.      A gdy synowie izraelscy patrzyli na twarz Mojżesza, a skóra na twarzy Mojżesza promieniała, Mojżesz nakładał z powrotem zasłonę na swoją twarz, aż do czasu, gdy odchodził, by rozmawiać z nim. 2 Mż 34, 29-35

Panie! Pokaż mi proszę chwałę Twoją! (2 Mż 33,18) – wołał Mojżesz, gdy rozmawiał z Bogiem u stóp góry Synaj. Widzieć Bożą chwałę, móc choć na chwilę znaleźć się blisko Tego, który jest Wieczny, Święty i Niepojęty… Móc, choćby na krótki moment przywrócić utraconą niegdyś u bram raju społeczność, która jak żadna inna dawała otuchę, poczucie bezpieczeństwa i nadzieję… 

Móc widzieć i doświadczać tajemnicy Boga w Jego bliskości. To odwieczne pragnienie ludzi – wszystkich religii, kultur i pokoleń. Mistycy starożytnego Kościoła szukali  sposobów na metafizyczne, duchowe poznanie Boga i Jego istoty. Średniowieczni asceci i eremici szukali Go wyzbywając się wszelkich doczesnych dóbr. Kolejne pokolenia szukały bliskości Boga pielęgnując kult doczesnych szczątków świętych – czyli relikwii. Szukali Go zamkniętego w wytworach ludzkich rąk – rzeźbach i obrazach, szukali drogi do Niego w murach klasztorów i zakonów. Każde pokolenie na owo definiowało te same próby – w swoich pieśniach, modlitwach, formach pobożności starając się poprzez różnorodne dogmatyczne zwyczaje i kościelne tradycje szukać bliskości Boga. Przeżyć i doświadczyć spotkania z sacrum. Stanąć wobec potęgi i chwały Bożej światłości. Choć na chwilę ujrzeć i zrozumieć dzięki Niemu sens i cel swojego życia…

Historią o Mojżeszu, który rozmawiał z Bogiem na Synaju i w niezwykły sposób doświadczył Jego bliskości kończymy czas Epifanii. Czas, w którym przypominaliśmy sobie o niezwykłej podróży sprzed wieków, gdy trzech mędrców ze wschodu, pokonując własne obawy i niewygody dotarło aż do Betlejem. To tam, w małym dzieciątku w żłobie rozpoznali światłość świata. Pana panów i Króla królów. Jemu oddali hołd, jemu złożyli w darze to, co mieli najcenniejszego. A gdy czas świętowania się skończył ruszyli w drogę powrotną do domu, by tam być znakiem i świadectwem tego Światła dla innych. By każdym słowem i gestem głosić, że nie musimy już żyć w ciemności, nie musimy już żyć w strachu ale możemy powstać, zajaśnieć, gdyż zjawiła się nasza światłość, a chwała Pańska rozbłysła nad nami (Iz 60,1)

Mojżesz, o którym dziś czytamy – rozmawia z Bogiem. Od Niego otrzymuje  ponownie nakaz by na dwóch kamiennych tablicach spisać Boże prawo. By jeszcze raz pokazać, uświadomić i przypomnieć, że w światłości Bożego Słowa droga ludzkiego życia staje się jaśniejsza, bardziej widoczna, bezpieczniejsza i radośniejsza. To Boże prawo ma nadawać nowej, lepszej jakości całemu życiu człowieka, jego myślom, słowom i czynom. 

To spotkanie na górze Synaj odciska szczególne piętno na Mojżeszu. Jego twarz promienieje odblaskiem Bożej chwały. Ci, którzy są tego świadkami – odczuwają strach i niepewność. Ta nienaturalna jasność, choć fascynuje – budzi także obawy, wątpliwości, pytania… 

To piękny obraz mówiący wiele o nas samych. Co bowiem dzieje się, gdy na drodze słabego, grzesznego, niedoskonałego człowieka staje święty, dobry i wieczny Bóg? Jak reagujemy na słowa prawdy o nas samych? Jak czujemy się skonfrontowani z ideałem, do którego tak bardzo nam daleko?   

Boże Słowo używa wielokrotnie symboliki światła i ciemności dla podkreślenia naszej życiowej sytuacji, ale też dla wskazania dróg poprawy. Tak jak niewidomy porusza się w ciemności fizycznej, nie widząc światła, tak również człowiek pogrążony w grzechu, egoizmie, braku miłości, nieumiejętności przebaczania –  „chodzi w ciemności” i w niej nieuchronnie idzie ku zatraceniu. Rani siebie i innych, błądzi, ponosi porażki, doświadcza strachu i niepewności. Nie uświadamia sobie swojego upadku, swojego oddalenia od Boga, nie rozumie że błąka się w ciemności – dopóki na drodze jego życia nie zajaśnieje prawdziwe światło zbawienia dane w Jezusie Chrystusie. Ta konfrontacja        z prawdą o nas samych – o naszym życiu i o tym wszystkim, co powinniśmy w nim zmienić – sprawia, że tak jak rozmówcy Mojżesza możemy czuć się zagubieni, niepewni lub nawet przerażeni… 

Od dnia stworzenia świata, przez czasy patriarchów, królów i proroków każde wydarzenie w historii miało jeden cel: zwiastować Bożą wierność, pewność i zaufanie, które są do odnalezienia w Bożych obietnicach. Ukoronowaniem tych wszystkich wydarzeń było przyjście na świat w Betlejem –  Bożego Syna – Jezusa Chrystusa. On swoimi słowami i czynami, śmiercią i zmartwychwstaniem miał przekonać i upewnić wszystkich ludzi co do tego, że Bóg o nich nie zapomniał, że jest blisko, że nadal ich kocha i pamięta o ich troskach. Że staje na drodze ich życia, nie po to by przerażać, karcić                i poniżać, ale po to by wyciągając swoją dłoń do każdego, kto czuje się zagubiony wskazać na możliwość poprawy, by przywrócić utraconą radość i nadzieję: Bo Bóg, który rzekł: Z ciemności niech światłość zaświeci, rozświecił serca nasze, aby zajaśniało poznanie chwały Bożej, która jest na obliczu Chrystusowym (2 Kor 4,6).

Człowiek, który na drodze swojego życia spotkał miłosiernego Boga – nigdy nie będzie taki sam jak przedtem. Jego życie nabiera nowej wartości, kształtu, sensu i celu. Człowiek, który doświadczył mocy Bożej dobroci, łaski i światłości chce dzielić się z innymi swoim doświadczeniem. Jezus mówił:  Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest      w niebie (Mt 5,14-16).

Działania Bożej łaski w życiu nie sposób ukryć czy zataić. Ono jest i może być częścią nas wszystkich. Ta Boża chwała, o którą prosił niegdyś Mojżesz – jest już w każdym i każdej z nas! Jest w nas poprzez  błogosławieństwo Chrztu Świętego, w którym zostaliśmy nazwani Bożymi dziećmi. Jest w nas poprzez wiarę w ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Bożego Syna, który obdarza nas swoją miłością sprawiedliwością. Za każdym razem gdy pochylamy się nad Bożym Słowem, gdy gromadzimy się wokół Stołu Pańskiego doświadczamy jej potęgi, mocy i błogosławieństwa. Tego działania i bliskości Bożej dobroci nie trzeba się bać lub wstydzić! 

Dietrich Bonhoeffer tak kiedyś wołał: Panie Jezu Chryste. Ty znasz naszą ludzką biedę. Ty trwasz przy mnie i wtedy, gdy wszyscy mnie opuszczają. Daj wiarę, która strzec będzie przed zwątpieniem. Daj mi miłość, która uśmierzy rozgoryczenie. I daj mi nadzieję, która wyzwala ze strachu i trwogi.   

Amen

ks. Michał Walukiewicz