Poniedziałek Wielkanocny
(36) Gdy to mówili, sam Jezus stanął pomiędzy nimi i powiedział: Pokój wam. (37) Oni przerazili się i przestraszeni myśleli, że widzą ducha. (38) A On ich zapytał: Dlaczego jesteście zatrwożeni? Dlaczego wątpliwości ogarniają wasze serca? (39) Zobaczcie Moje ręce i stopy – to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i zobaczcie – przecież duch nie ma ciała ani kości, a jak widzicie, Ja mam. (40) Gdy to powiedział, pokazał im ręce i stopy. (41) Kiedy zaś z radości jeszcze nie dowierzali i byli zdumieni, zapytał ich: Macie tu coś do jedzenia? (42) Podali Mu kawałek pieczonej ryby. (43) A On wziął i zjadł w ich obecności. (44) Potem zwrócił się do nich: To właśnie wam mówiłem, gdy byłem jeszcze z wami, że musi się spełnić wszystko, co jest o Mnie napisane w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach. (45) Wtedy otworzył ich umysły, aby rozumieli Pisma.
Łk 24,36–45
Przesłanie Wielkiego Piątku jest klarowne i zrozumiałe. Śmierć jest powszechnym w naszym świecie zjawiskiem. Ludzie umierają, czy to w naturalny sposób czy też jak Jezus w dramatycznych okolicznościach. Kiedy tak się dzieje, są opłakiwani, żegnani, odbywa się pogrzeb, pojawia się grób i nagrobek. Od tej pory człowiek który odszedł, w naszym świecie egzystuje już tylko czy to na zdjęciach czy w naszej pamięci, czasem pojawia się też we śnie, ale generalnie pogodzeni jesteśmy z tym ze już do nas nie wróci.
Bo stamtąd się nie wraca.
Sama myśl o tym że może być inaczej, że ktoś po swojej śmierci mógłby powrócić do naszej rzeczywistości (motyw niejednego filmu grozy) raczej wywołuje niepokój niż radość. Tym bardziej że ten powrót mógłby być postrzegany jako okazja do uczynienia zadość sprawiedliwości, do uregulowania spraw nieuregulowanych czy wręcz swego rodzaju zemsty (a to także motyw niejednego filmu grozy).
Czy Jezus wracając do świata żywych nie mógłby powiedzieć do swoich uczniów: musimy poważnie porozmawiać? Pewne sprawy sobie przypomnieć ale też wyjaśnić, zwłaszcza wasze zachowanie w czasie gdy mijały ostatnie godziny mojego ziemskiego życia?
Tymczasem dzieje się inaczej.
Jezus wraca.
Stamtąd!
Już samo to wydarzenie zapewne ścina uczniów z nóg i wywraca ich obraz świata do góry nogami. Niepokoi i przeraża, tak jak o tym czytaliśmy.
Tymczasem pierwsze słowa Jezusa są niezwykle proste i wymowne.
Pokój wam!
Słowa które mają uspokoić, pozwolić na ochłonięcie, na oswojenie się z czymś co jest tak niezwykłe i niespodziewane. Upewnić także o tym ze Jezus nie powraca by dokonać rozliczeń, ale by kontynuować swoje wielkie dzieło dotyczące zbawienia człowieka.
Jego pojawienie się to kolejny etap drogi Boga z człowiekiem, a Jezus to wciąż ta sama osoba która narodziła się w Betlejem i działała w gronie swoich uczniów. Nikt inny.
Dlatego pokazuje uczniom swoje ręce i nogi, dlatego też czyni później coś co jest nie tyle potrzebą Jego zmartwychwstałego ciała, ale jest nawiązaniem do tego co było i co uczniowie dobrze pamiętają.
Spożywa wśród nich posiłek. Ostatnia Wieczerza, ale też wszystkie inne poprzednie wspólne chwile przy stole, jak również nawiązanie do przyszłości, do przyobiecanej uczty w Królestwie Bożym, to wciąż jeden i ten sam motyw łączności i społeczności Boga z człowiekiem której okazją jest posiłek.
Na koniec Jezus otwiera ich umysły, jak mówi, by mogli rozumieć Pisma. By widzieli wyraźnie jedność i spójność Pisma w opisie Bożego działania i Bożej woli, by również to otwarcie umysłów sprawiło, by to co napisano, było dla uczniów zrozumiałe, przystępne, by odtąd kształtowało ich myślenie i działanie. By przyswoili sobie dogłębnie kolejne Boże dzieło, jakim jest zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.
W jednym z moich ulubionych filmów pada takie zdanie: „Ani to dzień ani to noc. Coś jakby pośrodku”. Być może dobrze opisuje ono nasza sytuację jako ludzi wiary.
To już nie noc.
Zmartwychwstanie Jezusa jest wielkim i mocnym wydarzeniem. W bardzo istotny sposób przesuwa horyzonty naszej nadziei. Rozbudza zainteresowanie Królestwem Bożym i nowym życiem. Upewnia że kwestia tego co się dzieje po śmierci to już nie jest zagadka czy wielka niewiadoma, ale to bardzo jasno zarysowane perspektywy dla naszej wiary, to tak jakby w naszej rzeczywistości Bóg rozpalił i rozświecił niezwykle silne światło.
Ale to jeszcze nie dzień.
Żyjemy wciąż w tym świecie w którym śmierć zbiera swoje żniwo, a nasze ludzkie reakcje są tak podobne nieraz do tego w jaki sposób reagowali uczniowie. Niepewność, wątpliwości, potęgowane tym że to nie my spotkaliśmy Zmartwychwstałego, ale ludzie których świadectwo chcemy uważać za wiarygodne. To Boże światło zmartwychwstania musi w nas pokonywać pewien opór, musi przebijać się przez nasz smutek, wątpliwości czy inne tego typu przeszkody, ale ufam że tak właśnie czyni. Przekonuje ono do siebie i przybliża nam sylwetkę zmartwychwstałego Jezusa, który poprzez wiarę jest nam w pewien sposób tak samo bliski jak wtedy swoim uczniom.
Coś jakby pośrodku.
Jeszcze nie wszystko się dokonało i wykonało, jesteśmy nadal w drodze, ale Boża moc w Chrystusie pozwala nam ufać, że dla wierzącego zmartwychwstanie jest tak samo pewne jak śmierć. Mamy tu na ziemi jeszcze wiele do zrobienia, tu jest nasze miejsce, jest nam tu nieraz pewnie ciężko, ale w innych sytuacjach moglibyśmy powiedzieć: „dobrze nam tu być”. Ale osoba i dzieło Jezusa wlewa w nasze serca ten rodzaj pokoju, który pozwala nam, na tyle ile można, akceptować własne przemijanie, traktując nasze ziemskie istnienie jako pewien etap, na pewno nie nieistotny, ale jako wstęp do czegoś wielkiego.
Niech Bóg Wszechmogący otwiera nasze umysły, niech każdego dnia, nie tylko dziś, przypomina nam o tym czym już jest, i czym jeszcze będzie dla nas samych zmartwychwstanie.
Amen.
ks. Krzysztof Cieślar
