Święto Trójcy Świętej
(22) I przemówił Pan do Mojżesza tymi słowy: (23) Powiedz Aaronowi i jego synom: Tak będziecie błogosławić synów izraelskich, mówiąc do nich: (24) Niech ci błogosławi Pan i niechaj cię strzeże; (25) niech rozjaśni Pan oblicze swoje nad tobą i niech ci miłościw będzie; (26) niech obróci Pan twarz swoją ku tobie i niech ci da pokój. (27) Tak będą wzywać imienia mojego nad synami izraelskimi, a Ja będę im błogosławił. 4 Mż 6,22–27
Przed nami słowa błogosławieństwa Aaronowego, jedno z najstarszych i najpiękniejszych błogosławieństw zapisanych na Biblii, które nie zrodziło się z ludzkiej mądrości ani z religijnego zwyczaju, lecz w sercu samego Boga. To właśnie Bóg powiedział do Mojżesza, aby Aaron i jego synowie błogosławili lud tymi słowami: „Niech ci błogosławi Pan i niechaj cię strzeże; niech rozjaśni Pan oblicze swoje nad tobą i niech ci miłościw będzie; niech obróci Pan twarz swoją ku tobie i niech ci da pokój”. A potem dodał coś jeszcze bardziej niezwykłego: „Tak będą wzywać imienia mojego nad synami izraelskimi, a Ja im będę błogosławił”. Jakby sam Bóg chciał powiedzieć, że kiedy te słowa będą wypowiadane: Ja sam będę pochylał się nad człowiekiem. Ja sam będę obecny. Ja sam będę dotykał jego życia swoją łaską. I właśnie dziś, w Święto Trójcy Świętej, te słowa brzmią jeszcze głębiej.
Trójca Święta nie jest zimną tajemnicą teologiczną. Trójca Święta jest życiem Boga, który pochyla się nad człowiekiem. Jest miłością, która nieustannie płynie od Ojca do Syna i od Syna do Ojca w Duchu Świętym. Zaś największym pragnieniem Boga jest to, aby człowiek został wciągnięty w głębię miłości. Błogosławieństwo Aaronowe jest otwarciem drzwi do Bożej bliskości. Kiedy słyszymy: „Niech ci Pan błogosławi”, to nie są tylko piękne słowa wypowiedziane nad nami. W tym momencie Ojciec pochyla się nad swoim dzieckiem, Syn bierze człowieka za rękę pośród jego zagubienia, a Duch Święty tchnie pokój tam, gdzie wszystko jest niespokojne i drży. Pomyślmy, jak bardzo potrzebujemy dziś błogosławieństwa. Żyjemy przecież w świecie pełnym hałasu, pośpiechu i lęku. Człowiek coraz częściej nosi w sobie zmęczenie, którego nie umie nazwać. Uśmiecha się, a wewnątrz tak naprawdę gaśnie. Ma wokół ludzi, a jednak gdzieś tam … czuje się samotny. Potrafi zdobywać świat, ale nie potrafi odnaleźć pokoju we własnym sercu. I właśnie do takiego człowieka przychodzi dziś Bóg i mówi: „Pozwól Mi być nad tobą. Pozwól Mi cię błogosławić”.
Pomyślmy, jak piękne jest samo słowo „błogosławić”. W języku Biblii oznacza ono wypowiadać nad kimś dobro, otaczać człowieka obecnością Boga. To nie jest obietnica łatwego życia. Błogosławieństwo nie oznacza, że wszystko będzie układało się po naszej myśli. Błogosławieństwo oznacza coś znacznie głębszego, że pośród wszystkiego, co nas spotyka, Bóg pozostaje zawsze blisko. Człowiek nie jest sam. Dlatego współczesny człowiek potrzebuje usłyszeć właśnie te słowa. Potrzebujemy poczucia, że ktoś nas strzeże nie tylko przed zewnętrznym niebezpieczeństwem, ale także przed rozpaczą, przed utratą sensu. To prawda, można mieć zabezpieczone życie, a jednocześnie być wewnętrznie rozbitym. Można mieć pełne ręce, a puste wnętrze. I właśnie wtedy Ojciec zwraca się: „Ja będę cię strzegł”. Bóg nie obiecuje życia bez krzyża, ale obiecuje swoją obecność pośród krzyża. Jezus Chrystus sam przeszedł drogą cierpienia, aby człowiek nigdy nie cierpiał samotnie.
Duch Święty zaś przychodzi tam, gdzie człowiek nie ma już siły się modlić i modli się w nim niewysłowionym westchnieniem. Serce człowieka dojrzewa, gdy ktoś patrzy na niego z dobrocią. Dziecko rozwija się dzięki spojrzeniu pełnemu czułości. A ilu ludzi przez lata żyło pod spojrzeniem chłodnym, oceniającym, pełnym pretensji. Ilu nosi w sobie rany zadane słowami, pogardą, odrzuceniem. I właśnie nad takim człowiekiem Bóg rozpromienia swoje oblicze. To znaczy, nie odwraca wzroku. Nie męczy się nami, nie kocha nas mniej wtedy, gdy upadamy. Ojciec patrzy na człowieka z czułością większą niż miłość matki do dziecka. Syn Boży patrzy na człowieka z miłosierdziem aż po krzyż. Duch Święty patrzy na człowieka jak na świątynię, którą pragnie napełnić swoim światłem. Jak niezwykłe jest to, że Bóg nie istnieje daleko od ludzkiego życia, ale pochyla się nad każdym naszym bólem, nad każdą naszą łzą, nad każdym naszym zagubieniem.
Pomyślmy, jak bardzo świat dziś szuka pokoju. Ludzie próbują odnaleźć pokój w sukcesie, pieniądzach, wygodzie, chcą mieć kontrolę niemal nad wszystkim. A jednak serce pozostaje niespokojne. Pokój nie rodzi się z okoliczności. Pokój rodzi się z obecności Boga. Człowiek może przechodzić przez trudny czas i jednocześnie mieć w sobie pokój, którego świat nie rozumie. Pokój, który nie usuwa wszystkich pytań, ale daje pewność, że nie jesteśmy sami. To właśnie pokój Trójcy Świętej. Pokój Ojca, który nas prowadzi; Syna, który nas zbawia; i Ducha Świętego, który nas pociesza. I na tym polega największe piękno błogosławieństwa Aaronowego. Ono nie jest tylko pięknym tekstem liturgicznym wypowiadanym na zakończenie nabożeństwa. Ono jest otuleniem człowieka przez Boga. Jest przypomnieniem, że nad naszym życiem nie stoi przypadek ani ciemność, ale Ojciec, Syn i Duch Święty. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że życie boli bardziej, niż umiemy to wypowiedzieć, Bóg nie odwraca od nas swej twarzy. Nawet trudne doświadczenia kierują nas ku większej bliskości z Nim oraz z innymi ludźmi.
Błogosławieństwo uczy nas ufać bardziej Bogu niż własnemu lękowi. Uczy nas wierzyć, że Jego dobroć jest większa niż nasze niezrozumienie. A kiedy zaczynamy naprawdę żyć tym błogosławieństwem, sami stajemy się błogosławieństwem dla innych. Z nim łatwiej jest nam oddychać, łatwiej nam odzyskać nadzieję, łatwiej nam uwierzyć, że Bóg naprawdę istnieje. Nie dlatego, że mówi wielkie słowa, ale dlatego, że niesie pokój, niesie światło, niesie dobroć. Zatrzymajmy się i naprawdę wsłuchajmy się w te stare biblijne słowa. Pozwólmy, by zapadły w nas głębiej niż tylko do uszu. W Trójcy jedyny Bóg pochyla się nad naszym życiem i mówi: „Nie jesteś sam, a Ja nie przestałem cię prowadzić. Nie odwróciłem, ani na chwilę od ciebie Mej twarzy. Błogosławię cię i strzegę”. Amen.
ks. Beata Janota
