Wielka Sobota

(62)  Nazajutrz, czyli w dzień po święcie Przygotowania, zebrali się u Piłata przedniejsi arcykapłani i faryzeusze, (63)  mówiąc: Panie, przypomnieliśmy sobie, że ten zwodziciel jeszcze za życia powiedział: Po trzech dniach zmartwychwstanę. (64)  Rozkaż więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby czasem uczniowie jego nie przyszli, nie ukradli go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych. I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze. (65)  Rzekł im Piłat: Macie straż, idźcie, zabezpieczcie, jak umiecie. (66)  Poszli więc i zabezpieczyli grób, pieczętując kamień i zaciągając straż. Mt 27, 62-66

W przeżywanym czasie Wielkiego Tygodnia, najmniej chyba wiemy co zrobić z Wielką Sobotą. Dzień wcześniejszy jest od dawien dawna jasno określony. Ma swój żałobny charakter, jesteśmy zapraszani do pełnej powagi refleksji nad wydarzeniami Golgoty, skoncentrowani na krzyżu Chrystusa. Następnego dnia już we Wielkanocny poranek, czasami jeszcze w mroku nocy, będzie się rozlegać radosne Alleluja! A co pomiędzy tymi jakby nie patrzeć niezwykle wymownymi świętami chrześcijańskimi?

Biblijne teksty są niezwykle skromne w opisywaniu tego co działało się tego dnia pomiędzy śmiercią, a zmartwychwstaniem Jezusa. Pewnych rzeczy możemy się domyślać. Bo gdy odkrywane są historie z dnia zmartwychwstania Chrystusa Pana, spotykamy uczniów, którzy w przestrachu i żałobie izolują się od świata. Są w sytuacji, w której nie bardzo wiedzą co czynić dalej. Zapewne jest to czas przeżywanego bólu, ale też stawianych pytań, zwłaszcza o to, czy te trzy ostatnie lata z ich wspólnego życia miały jakiś większy sens, zwłaszcza wobec śmierci ich Mistrza, w którym pokładali daleko idące nadzieje. To wszystko zdało się umrzeć wraz ze śmiercią Nauczyciela z Nazaretu. Niepewność, strach, obawa o własny los, to towarzyszyło im w czasie specyficznej żałoby. Żałoby, która zdaje się powinna być napełniona oczekiwaniem na wypełnienie się obietnicy Jezusa o tym, że powróci do życia. Mierząc się jednak z emocjami, obawami, które im towarzyszyły, te obietnice zeszły na dalszy plan, tak jakby ich wcale nie było. Uleciały z ich pamięci.

Można odnieść wrażenie, że Jezus miał bardziej pilnych słuchaczy, niż ci którzy byli w gronie Jego najbliższych uczniów. Bo ta wyartykułowana, nie raz, przez Jezusa zapowiedź powrotu do żywych po trzech dniach po śmierci, została dostrzeżona, wysłyszana przez Jego adwersarzy. Oni nie potraktowali jej jako coś, co może się wypełnić, ale obawiali się mistyfikacji zmartwychwstania. Stawiając straż przy opieczętowanym uprzednio grobie, nie mieli w intencji zadbać o zapewnienie potencjalnych świadków zmartwychwstania. Chcieli mieć pewność, że zabezpieczą się przed dalszym zasiewaniem treści, które zwalczali. Postawa, jak są oni nazwali w tekście biblijnym, przedniejszych arcykapłanów i faryzeuszów, wynikała z ich sposobu patrzenia na świat religijnych doświadczeń i przeżyć. Mieli świadomość, że na nich ciąży odpowiedzialność za budowanie religijnych postaw pośród ludu Bożego. I bardzo tej odpowiedzialności chcieli sprostać, trzymając się konkretnej tradycji teologicznych zdobyczy, pośród których pewne rzeczy związane z Chrystusem Jezusem wykraczały poza znane schematy i tym samym były nie do przyjęcia. Ich odpowiedzialność była podszyta strachem o konsekwencję zmian w teologicznej tradycji Izraela. Dlatego zwalczali Jezusa za Jego życia, bo On przekraczał wiele utartych szlaków interpretacyjnych, wskazując często na zupełnie inną wymowę tego, co do tej pory ludzie przyjmowali za Bożą prawdę. Godna podziwu zapobiegliwość arcykapłanów, faryzeuszów przyniosła, jak wiemy, odwrotny skutek. Później mimo podjętych prób przedstawiania wydarzeń wielkanocnego poranka jako mistyfikacji, nie można było utrzymać takiej narracji. Bo właśnie ich zapobiegliwość stała się jednym z koronnych argumentów, by uznać zmartwychwstanie Jezusa za fakt. Gdyż wobec takich środków zapobiegawczych, zalęknieni uczniowie Jezusa nie podważyliby się na jakiekolwiek działanie narażające na szwank ich osobiste bezpieczeństwo.

Jeśliby powiedzieć, że Wielka Sobota była oczekiwaniem na dzień następny, to tylko w dwóch kontekstach. Jednym jest oczekiwanie przeciwników Jezusa na jakieś działanie Jego zwolenników. A po drugiej stronie, jeśli było jakieś oczekiwanie, to tylko w żałobnym kontekście, aby przeminął świąteczny czas, by wreszcie można dokonać zwyczajowych czynności nad zwłokami zmarłego. Współcześnie, jeśli obejmuje nas jakieś oczekiwanie w tym czasie, to jest ono naznaczone radością w świadomości, że nie tylko śmierć, ale i wszelkie knowania złego, będą ostatecznie pokonane przez Boga. I ta radość już dziś będzie skromnie wyzwalana, gdy na naszych kościołach zabrzmią popołudniową porą dzwony, zapowiadając to co jutro wybrzmi szczególnie mocno. Jezus zmartwychwstał, a więc śmierć została pokonana!    Amen

ks. Dariusz Madzia