Wniebowstąpienie Pańskie
Nie proszę jedynie za nimi, ale także za tymi, którzy dzięki ich słowu uwierzą we Mnie. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, żeby i oni byli w Nas, aby świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś. Obdarowałem ich chwałą, którą Mi dałeś, aby byli jedno, jak My jedno jesteśmy, Ja w nich, a Ty we Mnie. Aby doskonalili się w jedności, żeby świat poznał, że Ty Mnie posłałeś i umiłowałeś ich tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby ci, których Mi powierzyłeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby oglądali Moją chwałę, którą Mi dałeś, ponieważ umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy, świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, że Ty Mnie posłałeś. Objawiłem im Twoje imię i będę objawiał, aby miłość, którą Mnie umiłowałeś, była w nich i abym Ja był w nich. J 17,20-26 (BE)
Kiedy w ubiegłą niedzielę dane nam było przeżywać w czasie czytań Słowa Bożego i kazań tematykę niedzieli Rogate, myślę, że niejedna i niejeden z nas rozsiadł się wygodnie w ławce z myślą, że o modlitwie to akurat wiem wszystko, no może jakiś aspekt został odświeżony, ale jednak tematyka znana i praktykowana. Modlitwa o władze zwierzchnie, o Kościół, o siebie nawzajem… a na końcu pokorna, w żadnym razie nie obłudna, czy nie przesiąknięta magicznym myśleniem wielomówna, modlitwa w swoim zamkniętym pokoiku o siebie do Boga. Boga, który przecież zgodnie ze słowami Jego Syna, widzi to co ukryte, zna nasze potrzeby zanim go nawet poprosimy i co najważniejsze… wynagradza. Prawdziwy chrześcijanin może poczuć spełnienie… Czy jednak aby na pewno? Wychodzimy z kościoła, ze swojego pokoiku, a nasz świat pełen nas, pobożnych chrześcijan, uderza w nas z mocą niczym obuch w głowę. Coś nie zagrało…
Dziś w Święto Wniebowstąpienia Pańskiego Kościół kieruje do naszych serce słowa, które stanowią część modlitwy arcykapłańskiej Jezusa. Termin ten ukuł luterański teolog i historyk David Chytraeus. W niej nasz Zbawiciel modli się niczym kapłan wstawiający się za swoim ludem.
Atmosfera do modlitwy szczególnie napięta. Ostatnia wieczerza – Judasz już wyszedł, by zdradzić – uczniowie skonfundowani po słowach Mesjasza o jego rychłym odejściu i powtórnym przyjściu, a także zapowiedzi ich płaczu i smutku w czasie, kiedy świat będzie przeżywał radość. Sam Jezus wie, że nadchodzi jego godzina. I właśnie wtedy podnosi swój wzrok ku niebu i padają rozważane dziś słowa, wypowiedziane na głos i będące wezwaniem do Boga Ojca. Modlitwa ta niczym testament ma nie tylko nieść myśli serca do Boga, ale skupić na nich uwagę tych, którzy je słyszą… Słowa te mimo burzy myśli i pewnego ogłuszenia wcześniejszymi zapowiedziami mają wyryć się w sercach uczniów i pozostać kompasem, którym będą się kierować w przyszłości, a który także, choć w tym momencie zapewne tego jeszcze nie wiedzieli, przekażą kolejnym pokoleniom wierzącym.
Kiedy myślimy o modlitwie, nawet przypominając sobie szkółkową już definicję, że jest to rozmowa z Bogiem, widzimy w niej formę relacji, w której szczerze chcemy przekazywać Bogu to co nam bliskie. Dzielić z Bogiem swoją radość, dzielić swoje troski, wychwalać Go i dziękować mu. Otaczamy modlitwą siebie, swoich najbliższych i pragniemy rozszerzać ją na innych ludzi, tych życzliwych, ale i wrogich nam. I dziś słyszmy, że i my sami otoczeni jesteśmy modlitwą. Gdyby nawet na świecie nie znalazł się nikt, kto westchnie za nami do Boga, słyszymy, że już dawno temu uczynił to sam Jezus Chrystus. W swoich słowach modlitwy nie tylko prosi o siebie i o swoich uczniów, ale za Kościół wszystkich czasów, za przyszłe pokolenia chrześcijan, ale co chyba najpiękniejsze i najmocniejsze, za każdego, kto dzięki Słowu uwierzy w Niego. Wiara nie rodzi się z prywatnego mistycyzmu, ze zdobywania kolejnych szczebelków na drabinie samodoskonalenia, ale z przekazanej Ewangelii.
Jednak to o czym mówi Jezus w modlitwie to nie osobisty sukces, nie siła polityczna, nie bezpieczeństwo i nie wpływy w świecie… Modli się o jedność podając za przykład swoją relację z Ojcem. I chociaż Ojciec i Syn są różni, to są jednym w miłości, chwale i działaniu. Kościół ma zatem odzwierciedlać ten obraz. A Kościół, to przecież my… tak różni, tak zmienni, tak słabi…
Ale jedność to nie cel sam w sobie, ale pewien warunek misyjny – by świat uwierzył. Nie filozofia, nie argumenty, nie nawet najpiękniej sformułowana apologetyka, czyli obrona… a jedność uczniów. Rozbici i skłóceni, osłabiamy świadectwo o Chrystusie.
Dziś stajemy w jednym szeregu z apostołami i zwracamy swój wzrok na Zbawiciela. Dziś jak oni słyszmy na głos słowa modlitwy Jezusa, tego który modli się za Ciebie. Nie jesteś i nigdy nie byłeś sam, czy też sama. Wezwanie do jedności to wezwanie do przebaczenia jedni drugim, to wezwanie do zaniechania zemsty, odwetu i nienawiści. Jezus mówiąc o relacji z Ojcem, wzywa do uczestniczenia w tym życiu, niejako wciąga nas do niego.
W świecie podziałów, konfliktów, sporów i podkreślania różnic… Stajemy przed zadaniem bycia świadectwem jedności. Świadectwem, które nie polega na wytykaniu innym, ale na osobistym mierzeniu się ze sobą i swoimi słabościami, z bólem, strachem i niepewnością. Święto Wniebowstąpienia Pańskiego, tak łatwe do przeoczenia, a i nierzadko pomijane w religijnym przeżywaniu roku kościelnego, niesie w sobie niesamowicie emocjonalny ładunek. Wezwanie do jedności, do wspólnego świadectwa, do realizacji chrześcijańskiego życia w pełni. Życia, które niczym balsam nakładane będzie na rozgrzany do czerwoności wojną i konfliktami świat. Bycie jednym zaczyna się w Twoim sercu. Bycie jednym z Bogiem i Zbawicielem, dalej z rodziną, najbliższymi, przyjaciółmi, współpracownikami…
Jezus w chwili największego napięcia i ostatnich chwilach swojego ziemskiego życia, wybrał wezwanie do jedności. Może niech to będzie kompasem w naszych codziennych zmaganiach i napięciach. Otoczeni miłością Boga, ogarnięci modlitwą przez samego Zbawiciela, myślę, że możemy zaryzykować… i spróbować z odwagą wnieść Ewangelię w nasz świat.
ks. Dawid Banach
