PEWNOŚĆ WIARY

(603) Na początek chcę przejść niektóre rozdziały twojej przedmowy, którymi nie mało naszą pozycję utrudniasz, a swoją umacniasz. Najpierw to, że także w innych książkach ganisz u mnie uporczywe obstawanie przy swoich twierdzeniach, w tej książce zaś powiadasz, iż tak dalece nie zachwycasz się obstawaniem przy twierdzeniach, że skłonny byłbyś nawet godzić się na zdanie Sceptyków wszędzie tam, gdzie tylko byłoby to dopuszczalne, ze względu na nietykalny autorytet Pism świętych i dekrety Kościoła, którym chętnie podporządkowujesz swoje zdanie, niezależnie od tego, czy pojmujesz, czy nie pojmujesz, co on (=Kościół) przepisuje. Takie usposobienie ci odpowiada.

Przyjmuję, (jak godzi się to uczynić), że tak powiadasz w uczciwym zamiarze i jako człowiek, który lubi spokój. Gdyby to jednak ktoś inny powiedział, bez wątpienia – jak to mam we zwyczaju – rzuciłbym się na niego. Lecz nie powinienem także tolerować, byś ty, choćby w jak najlepszym zamiarze, podzielał mylne poglądy. Nie jest to bowiem właściwością chrześcijańskiego usposobienia nie radować się z wyraźnych twierdzeń, owszem powinno się radować się z wyraźnych twierdzeń, inaczej nie jest się chrześcijaninem. Wyraźnym twierdzeniem zaś nazywam, (by nie bawić się w słówka) to, gdy się nieugięcie przy czymś obstaje, coś twierdzi, wyznaje, przestrzega i niewzruszenie przy tym trwa, i nie co innego, jak myślę, słowo to oznacza w języku łacińskim, przynajmniej w naszym współczesnym zastosowaniu. Następnie, mówię tu o tych rzeczach, przy których trzeba obstawać, bo są nam one przekazane od Boga w Pismach świętych. Zresztą nie potrzeba nam ani Erazma, ani żadnego innego jakiegoś tam nauczyciela, któryby nauczał, że w sprawach wątpliwych lub bezużytecznych i niepotrzebnych twierdzenia i walki, i spory są nie tylko głupie, ale także bezbożne, i te Paweł na niejednym miejscu potępia. Lecz ty, jak sądzę, w tym miejscu nie o tych rzeczach mówisz, chyba że zwyczajem jakiegoś śmiesznego mówcy zamierzasz o czym innym rozprawiać niż pierwotnie myślałeś i zapowiadałeś, jak ów osławiony mówca Rhombusa , albo opanowany przez głupotę jak bezbożny pisarz, chcesz twierdzić, że artykuł o wolnej woli jest rzeczą wątpliwą albo i niepotrzebną.

Niech trzymają się zdala od nas, chrześcijan, Sceptycy i Akademicy , niech staną przy nas ci, którzy dwakroć zapalczywiej niż sami Stoicy głoszą swoje zapatrywania. Wieleż to razy, pytam się, Paweł Apostoł daje wyraz owej zupełnej pewności, I Tesal.l.w.5. to jest owemu bardzo pewnemu i bardzo mocnemu twierdzeniu sumienia ? W liście do Rzymian r.10.w.9.n. powiada o wyznawaniu, że „ustami wyznaje się ku zbawieniu”. A Chrystus powiada w ew. Mat.10.w.32.: „Kto mnie wyzna przed ludźmi, tego ja wyznam przed Ojcem moim”. Piotr w r.3,w.15 nakazuje zdawać sprawę z tej nadziei, która jest w nas. Na cóż tu wiele słów ?

U chrześcijan nie ma nic bardziej znanego i częściej stosowanego, jak „twierdzenie – wiążące teologicznie zdanie”. Znieś twierdzenia, a zniesiesz i Chrześcijaństwo ! Doprawdy, i Duch święty dany im jest z nieba po to, aby Chrystusa uwielbiał i wyznawał aż do śmierci. Czy to nie oznacza „twierdzić”, a nawet „umrzeć za swoje wyznanie i za swoje twierdzenie ?” Wreszcie, Duch św. tak daleko posuwa się w stawianiu twierdzeń, iż także sam z siebie zaczyna oskarżać świat o grzech, jak gdyby wyzywając do walki. A Paweł nakazuje Tymoteuszowi napominać i trwać w tym nawet „niewczas”. Jak dowcipnym wydałby mi się ten kaznodzieja moralista, który by sam nie bardzo wierzył w to, do czego napomina i mocno przy tym nie obstawał; jabym takiego posłał do Antycyry .

(604) Lecz ja jestem doprawdy najgłupszy, że w sprawie, która jest jaśniejsza niż słońce, jeszcze tracę słowa i czas. Kto z chrześcijan zniósłby takie zdanie, że twierdzeniemi można pomiatać ? Nie byłoby to niczym innym, jak zaprzeczeniem raz na zawsze wszelkiej religii i pobożności, albo twierdzeniem, że niczym jest religia, czy pobożność, czy jakiś dogmat. Jakże więc także ty obstajesz przy tym, iż nie radujesz się z twierdzeń, i że wolisz takie usposobienie, niż odmienne ?

Lecz ty zapewne będziesz chciał stworzyć pozór, że tutaj wcale nie miałeś na myśli i nic nie mówiłeś o wyznawaniu Chrystusa i jego nauk. I słusznie mi się to przypomina. A ja, by pójść ci na rękę, odstępuję od mego prawa i od mego przyzwyczajenia, i nie chcę wypowiadać sądów o twoim nastawieniu; pozostawiam tę rzecz na inny czas względnie innym ludziom. Na razie jednak wzywam i upominam cię, abyś poprawił swój język i swoje pióro, i abyś odtąd powstrzymał się od takich wypowiedzi; albowiem, choćby nawet serce było nienaganne i czyste, jednak mowa, która wszak uchodzi za wyraziciela serca takową nie jest. Jeżeli bowiem sądzisz, że o sprawie wolnej woli nie potrzeba wiedzieć, i że ona do Chrystusa się nie odnosi, to słusznie mówisz, ale jednak pogląd twój jest bezbożny. Jeżeli zaś sądzisz, że potrzeba, to bezbożnie mówisz, ale pogląd twój jest słuszny. I w tym wypadku nie było właściwie powodu tyle biadać nad nieużytecznymi twierdzeniami i sporami i tak się unosić. Bo cóż to może mieć za wpływ na stan sprawy ? Lecz co powiesz na temat tych twoich słów, gdzie wypowiadasz się nie o jednej tylko sprawie wolnej woli, lecz ogólnie o dogmatach całej religii, że jeśliby pozwolił nienaruszalny autorytet Pism świętych i dekrety kościelne, tobyś się przyłączył do stanowiska Sceptyków, tak dalece nie cieszą cię wyraźne twierdzenia. Jakiż to Proteusz kryje się w tych słowach: „nienaruszalny autorytet” i „dekrety kościelne”, że mianowicie z jednej strony masz wielki szacunek dla Pisma i Kościoła, a jednak dajesz do zrozumienia, że chciałbyś, by ci pozwolono być sceptykiem. Któż z chrześcijan może tak mówić ? Jeżeli to mówisz o nieużytecznych i niepotrzebnych, i obojętnych dogmatach, to cóż nowego tu wnosisz ? Któż nie życzyłby sobie, by mu wolno było sceptycznie się wypowiadać ? Owszem, któryż chrześcijanin istotnie nie korzysta z wielką swobodą z takiego zezwolenia i nie potępia tych, którzy są poprostu niewolnikami czyjegoś zdania ? Chyba, że wszystkich chrześcijan masz za takich, (jak twoje słowa prawie że brzmią), których dogmaty są bezużyteczne, a oni jednak o nie głupio się swarzą i walczą przy pomocy twierdzeń. Jeżeli zaś mówisz o rzeczach potrzebnych, to cóż bardziej bezbożnego mógłby ktoś twierdzić ponad to, niż domagać się, by mu wolno było nie mówić nic wiążącego w takich sprawach ?

Chrześcijanin powie raczej tak: Tak dalece nie odpowiada mi zdanie Sceptyków, iż gdziekolwiekby przy całej słabości ciała wolno było, ja wszędzie i we wszystkim nie tylko trzymałbym się stale Pism świętych i obstawałbym przy nich, lecz także życzyłbym sobie nawet w sprawach niekoniecznych i znajdujących się poza obrębem Pisma mieć jak największą pewność. Bo cóż jest nędzniejszego niż niepewność ?

A cóż jeszcze mamy powiedzieć na to, gdzie Ty dodajesz: „Ja im (= Kościołowi i Pismu) wszędzie chętnie umysł mój podporządkowuję, czy pojmuję to, co one przepisują, czy nie pojmuję”. Cóż to powiadasz, Erazmie ? Czyż nie wystarcza podporządkować rozum Pismu św. ? Ty podporządkowujesz go także posłanowieniom Kościoła ? Cóż może on (=Kościół) rozstrzygnąć, co nie było by już rozstrzygnięte w Pismach ? Następnie, gdzież pozostaje wolność i moc osądzania tych, którzy wyrokują ? jak to naucza Paweł w I Kor.14,29 „Inni niech rozsądzają”. (605) Czy nie podoba ci się być sędzią nad rozstrzygnięciami Kościoła, co Paweł zatem jednak nakazuje ?

Cóż to za nowa jakaś pobożność i uniżoność, iż swoim przykładem chcesz nam odebrać moc osądzania postanowień ludzkich, i bez sądu podporządkowujesz ludziom ? Gdzie nam to zaleca Pismo Boże ? Następnie, któż z chrześcijan chciaby przepisy Pisma i Kościoła tak zdać na łaskę wiatru, iżby powiedział: „czy pojmuję, czy nie pojmuję” ? Ty siebie podporządkowujesz, a nie dbasz o to, czy rozumiesz czy nie ? Niech zaś będzie przeklęty chrześcijanin, jeżeli nie ma pewności i nie rozumie tego, co mu jest przepisane; jakim bowiem sposobem może wierzyć w to, czego nie rozumie ? Albowiem ty tutaj nazwiesz „rozumieniem” to, że ktoś na pewno pojmie, a nie, że zwyczajem sceptyków wątpi. W przeciwnym razie, jeżeli „rozumieć” znaczy to, że się to doskonale zna i widzi, to cóż mógłby jakiś człowiek zrozumieć z jakiegoś stworzenia ? Wtedy bowiem nie byłoby żadnej wątpliwości co do tego, że ktoś mógłby jednocześnie pewne rzeczy zrozumieć a pewnych nie zrozumieć, lecz jeśliby jedno jakieś zrozumiał, to wszystko by zrozumiał, mianowicie w Bogu, którego jeśli ktoś nie zrozumie, to nigdy też nie zrozumie żadnej cząstki stworzenia. Streszczając powyższe powiemy: Te twoje słowa brzmią tak, jakby ci nic na tym nie zależało i nic cię nie obchodziło, w co ktoś gdzieś tam wierzy, byle tylko pokój na świecie był utrzymany, i że wolno, dla zabezpieczenia sobie życia, dobrego imienia, majątku i przychylności naśladować tego, który mówi: Jeżeli oni mówią tak, to i ja mówię tak, a jeżeli oni mówią nie, to i ja mówię nie, i że chrześcijańskie dogmaty nic nie są lepsze niż mniemania filozofów i innych ludzi, o które spierać się, walczyć i przy nich obstawać, jest chyba rzeczą najgłupszą, bo z tego właśnie wywodzą się wszelkie niesnaski i zakłócenia zewnętrznego pokoju. I że to co jest ponad nami, nas niewiele obchodzi. I tak oto występujesz jako neutralny celem rozładowania naszych starć, aby i jednych i drugich poskromić i niejako przekonać, że my walczymy o rzeczy głupie i nieużyteczne. Tak, powiadam, brzmią twoje słowa.

A sądzę, że domyślasz się, mój Erazmie, co na razie z tych słów przemilczę. Lecz jak już powiedziałem, mniejsza z tym, jakie są te twoje słowa; tymczasem właściwą twą myśl ci wybaczam, tylko ty nie zdradzaj się z nią szerzej, a lękaj się Ducha Bożego, który bada nerki i serca, i nie da się zwieść sztucznymi słowy. Powiedziałem to także z tego powodu, abyś odtąd zaprzestał stanowisko nasze przypisywać uporowi i krnąbrności. Gdyż przez takie stawianie tej sprawy nic innego nie zdziałasz, jak to, że ukażesz, iż w sercu swoim karmisz Lucjana albo innego jakiegoś wieprza ze stada Epikura , który sam nie wierząc w ogóle, że Bóg jest, potajemnie wyśmiewa wszystkich, którzy w niego wierzą i Go wyznają. Pozwól nam być ludźmi o stałych poglądach, zabiegającymi o wiążące wypowiedzi teologiczne i cieszącymi się z nich, ty zaś schlebiaj twoim Sceptykom i Akademikom, aż Chrystus także ciebie powoła. Duch święty nie jest sceptykiem, nie wypisał też w naszych sercach rzeczy wątpliwych lub zdań zmiennych, lecz wiążące wypowiedzi, pewniejsze i mocniejsze niż samo życie i niż wszelkie doświadczenie.